wtorek, 6 maja 2014

Bóle porodowe

Wczoraj około 10.00 rano dostałem od Lepszej Połowy sms-a z wieścią, że u Buby pojawiły się świeczki.


Urwałem się z pracy najszybciej jak tylko mogłem - co w praktyce oznacza, że byłem w Boskiej Woli tuż przed 16.00. Ale nic się jeszcze wtedy nie działo. Popieliłem ogródek, zjadłem pyszny chłodnik ze wspaniałym plackiem ziemniaczanym - luzik...

Lepsza Połowa zdążyła się położyć, ja z góry założyłem, że kładł się nie będę. Po kolacji konie zostały na Padoku Zimowym, a Buba - pod wiatą. O 21.40 dokładnie zaczęła pokazywać, że ją boli. Dobrze wiecie co mam na myśli: oglądanie się na własny brzuch i zad, uszy podane do tyłu, niepokój, kręcenie się w miejscu, kładzenie się i wstawanie. Jednocześnie dość intensywnie pracowały jej mięśnie brzucha, co zinterpretowałem jako oznakę skurczów.

W ciągu pół godziny nic się z niej jednak nie wydobyło, poza pewną ilością gazów (zresztą - cieplarnianych skądinąd...).

Zacząłem dzwonić po weterynarzach.

Rozchodzi się o to, że ja już coś takiego widziałem! Przy narodzinach, a właściciwie - PRZED narodzinami naszego wielkopolskiego Dara. Wtedy jego matka, Dalia, też miała coś na kształt akcji porodowej, z dość podobnymi objawami - tyle, że dużo to było intensywniejsze, aż się spociła tak, że była mokra jak po kąpieli. No i trwało to wówczas góra dwadzieścia minut. Potem wszystko ustało, kobyła się wytarzała, wstała i przestała pokazywać, że ma zamiar cokolwiek rodzić. Kilka dni później pan doktor Witkowski dosłownie wyciągnął z niej Dara - i była to już naprawdę kwestia godzin, że udało się go wyciągnąć żywym.

A Buba (czyli Osman Guli) w zeszłym roku też się specjalnie swoim porodem nie popisała. Udało się jej wypchnąć na zewnątrz zaledwie kopytka Ostovara. Żeby cały wyszedł - musiałem ciągnąć.

Rozumiecie zatem, że kiedy teraz (a brzuch ma sporo większy niż w zeszłym roku - i jest o rok starsza było nie było...) po owej pół godzinie skurcze ustały, a kobyła wzięła się za skubanie siana, byłem już pewien, że wiem z czym mam do czynienia..?

No ale - kto by tam się przejmował intuicjami jakiegoś profana, nieprawdaż..?

Jak do tej pory, a mamy godzinę 5.40 gdy to to piszę, więc równo 8 godzin od rozpoczęcia całej akcji - NIC się nie zmieniło. Osman Guli dość regularnie, co mniej więcej 10 - 20 minut (czasem częściej, czasem rzadziej - ale żadna przerwa nie była dłuższa niż trzy kwadranse jak do tej pory) pokazuje objawy bólu i skurcze. W momentach relaksacji a i owszem - sianka sobie skubnie, nawet na pastwisko wyjdzie i trawy poje. Lekkie śniadanko, które jej dałem (jedna trzecia normalnej porcji) też zjadła, bo akurat w przerwę wcelowałem. Ogólnie jednak, nie można powiedzieć, żeby wyglądała w tej chwili kwitnąco...

Do pracy raczej dzisiaj nie pojadę. Czekamy co będzie dalej. Albo w końcu urodzi - albo doprosimy się przyjazdu jakiegoś weta.

12 komentarzy:

  1. Jednak poszło. Już ją mieliśmy ładować na przyczepę i wieźć na Służewiec, kiedy pokazało się kopytko. Resztę wyciągnąłem. Gigantyczna klaczka! Już ssie...

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj,to super.Gratulacje

    OdpowiedzUsuń
  3. Wielkie gratulacje z Wilkowa !!!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. bardzo się cieszę i gratuluję i uf.
    i czekam na zdjęcia.
    J.

    OdpowiedzUsuń
  5. aha! i wspaniale że dzioucha!
    J.

    OdpowiedzUsuń
  6. No, kolejna klacz! Macie szczęście! :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...