sobota, 19 kwietnia 2014

Od A do Z...

Nasza biedna Wendi


(tu akurat na kompromitującym zdjęciu sprzed trzech lat, kiedy to udało mi się ją utopić w błocie tuż koło wiaty dla koni...)

znowu chora.

Prawdę powiedziawszy nawet "w stanie normalnym" lista odłożonych na później, bo nie-aż-tak-niezbędnych remontów w tym samochodzie wciąż jest dłuższa niż mój rachunek sumienia (a sumienie mam czarne jak noc listopadowa...). No ale tak to bywa, jak się przez siedem kolejnych lat tak naprawdę kanibalizuje sprzęt, naprawiając to i tylko to, co się tak zepsuło, że dalej już nie pojedzie!

Tym razem wysiadło coś z elektryką. Co..? A bo ja wiem..? Od a - do z: akumulator, alternator... zwarcie w instalacji..?

W każdym razie w czwartek, kiedy to pojechałem do Radomia ze względu na złamane widły (oczywiście nowych nie udało mi się kupić - w Agromie nie mieli wcale, w Agro-bazarze jakąś dziecięcą zabawkę udającą widły, a Praktiker olałem, sam nie wiem czemu - choć skądinąd jakiś plastikowy pastisz wideł w rzeczy samej powinien tam był być - na razie rozwiązaliśmy problem w ten sposób, że osadziłem stare widły na nowym, ale zdecydowanie za krótkim, bo od łopaty, trzonku - zobaczymy dziś, może jednak na targu w Warce coś będzie..?) w drodze powrotnej co przystanek, to gorzej odpalało. A na koniec zdechło i już nie chciało ruszyć.

Przyniosłem sobie od M. prostownik. Po godzinie ładowania - brzdęk i pali. Ale wskaźnik na tablicy rozdzielczej za cholerę nie chce wyjść ponad 12 V - a przez noc, zostawiony bez niczego włączonego, zszedł poniżej 8 V, więc ładuję teraz znowu, co byśmy dali radę na targ pojechać (główną część zakupów, przezornie, zrobiliśmy już wczoraj - tłok w "Pierdonce" będzie dziś pewnie zabójczy...) i wrócić.

Kobyłom należy się "Klacz", czyli musli z mikroelementami - nasza ulubiona marchewka już się skończyła, a do trawy brak kilku ciepłych nocy (być może już dziś popołudniu wypuścimy je na trochę na Pierwszy Padok, ale to wciąż nie ten stan, żeby mogły się tam paść do woli). Lepsza Połowa potrzebuje jeszcze kilku ingrediencji do swoich przedsięwzięć kulinarnych (pasztetu nie będzie..! Nie było dostaw już wczoraj - nie udało się nam kupić tego, co potrzeba...), a ja bym sobie chętnie sprawił jeszcze jedną czy dwie pianki montażowe - co by dokończyć remont szklarni, wykonany zasadniczo przed tygodniem (odnowioną szklarnią pochwalę się, jak tylko uda się ją sfotografować).

W taki to oto sposób proza dnia codziennego nie pozostawia już miejsca na refleksje o życiu, śmierci i odrodzeniu. Co nie zmienia faktu, że Wesołych Świąt Państwu życzę, ma się rozumieć..!

Jedyne, co mnie w tej sytuacji pociesza, to pielenie ogródka. A wkrótce zaczniemy też sadzić i siać...

1 komentarz:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...