środa, 23 kwietnia 2014

No dobra, jednak coś mnie dręczy...

konkretnie - Bubiszcze mnie dręczy. A raczej jej brzuszydło. Ogromne. Ciężkie. Nieforemne - bo już opadło ku dołowi, ile tylko mogło!
 
 
zdjęcie Łukasza Prażaka z przedostatniego postu Olgi
 
Jak byłem u kobył około 21.00 wczoraj, to wydawało mi się, że to już! Ale nie - miały tylko atak dotkliwego świądu, który częściowo ukoiłem drapiąc je we wskazanych miejscach, a częściowo - powstrzymały same, o mały włos nie rozbierając ogrodzenia.
 
Przez resztę nocy nic się nie działo.
 
Rano, przed 5.00, jak wyszedłem dawać śniadanie - Bubiszcze zostało pod wiatą, nie pokazało mi się od razu. Serce mi prawie stanęło! Nie upilnowałem!
 
Ale też nie. Po prostu defekowała...
 
Ach - kiedyż to wreszcie, ach kiedyż..?

2 komentarze:

  1. Trzymam kciuki za owocne i szybkie rozwiązanie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ano tak to już jest, spokojnie czekamy wiele miesięcy na rozwiązanie a przy końcówce drepczemy nóżkami z niecierpliwością. Życzę zatem szczęśliwego i szybkiego, a może to już ?

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...