środa, 5 marca 2014

Zły dzień na post, czyli - do czego służą badania techniczne samochodów?

Badania techniczne samochodów służą do tego, żeby mnie wykończyć. Przez co zły dzisiaj dzień na post. I mam na myśli zarówno ścisły post (trzecia kawa od 6.00 rano nie wróży najlepiej...), jak i post do zamieszczenia na blogu. Ale po kolei!
 
Zdołałem wczoraj dowieźć z Zaprzyjaźnionej Stodoły Pana Jana kolejną belkę siana dla naszych czterokopytnych ulubienic. W sumie mogłem to zrobić i dzisiaj, bo siana jeszcze jest - ale dziś jestem umówiony w warsztacie na remont sprzęgła. Nie było zatem innego wyjścia. Nielicho się przy tym umordowałem, bo nie chcąc ryzykować ostatecznej katastrofy - wytargałem tę belkę z sąsieku sobą, a nie samochodem (na szczęście już jakiś czas temu urwałem sąsiecznicę - więc przynajmniej nie trzeba belki przez półmetrową ściankę przetaczać...).
 
Dobra - bolało, ale się dało. Nic nadzwyczajnego. Najlepsze zaczęło się potem. Pojechałem mianowicie do stacji diagnostycznej, przeprowadzić obowiązkowe badania. Raz, że sprzęgło mam wymieniać w Warszawie, a do stolycy bez ważnych papierków jakoś strach jechać. A dwa - że najpewniej w poniedziałek spróbuję też wymienić dowód rejestracyjny. Więc mogłem albo zrobić to wczoraj - albo miałem wszelkie szanse nie zdążyć i, w konsekwencji - dowodu po raz kolejny nie wymienić.
 
Żeby nie było - zdarzało mi się w przeszłości przez wiele miesięcy jeździć bez przeglądów i ubezpieczeń. I nie zaobserwowałem, żeby miało to jakiś wpływ na pracę silnika! Co najwyżej - jeździłem JESZCZE ostrożniej (bo ostrożnie jeżdżę zawsze...).
 
Samo badanie to rodzaj komedii. Panowie z pełną powagą testowali Wendi na przeróżne sposoby - przez co w drogę powrotną do domu wyruszyłem około godziny 21.30. Testowali i testowali - no ale, umówmy się: jak bym miał jakiekolwiek wątpliwości co do tego, czy mi pieczątkę przybiją, to bym do nich nie pojechał, nieprawdaż..?
 
 
Po jaką cholerę ten cały cyrk?
 
Będąc w domu po 22.00 położyłem się spać prawie dwie godziny później niż zwykle. Za to - godzinę wcześniej wstałem. Bo nasz koćkodan, nakarmiony tak późno, zgłodniał dopiero około 4.00 rano, a nie około północy, jak zwykle. O 4.00 to mi się już nie opłacało jej karmić i iść potem spać, skoro i tak przed 5.00 powinienem wstać i dać kobyłom, a potem obu kotkom normalne, regularne śniadanie.
 
Po dłuższej walce - wyrzuciłem ją zwyczajnie za drzwi chatki. Ale zasnąć już mi się nie udało.
 
I teraz jestem niewyspany - ot co...

5 komentarzy:

  1. Ech te przeglądy. Pojechałam kiedyś na takowy rocznym_sprawnym autem. Dzieciak w wieku mojego syna przyczepił się do jakiejś błahostki. Odesłał mnie. Następnego dnia mój mąż zrobił przegląd bez problemu.
    Dewiza stacji diagnostycznych: zgnoić babę.
    Satysfakcję przy tym dzieciak miał niezłą.

    OdpowiedzUsuń
  2. A są gdzieś stacje, gdzie przeglądy aut robią równie "kompetentni" panowie, jak owa "kompetentna" pani, co właśnie przegląd silnika robi?
    Mnie kiedyś panowie odesłali, bo w plastiku, co za zderzak robi - dziurka była - może 3 milimetrowa (kto wie, co robił poprzedni właściciel?) dopiero zawezwany mąż w zwięzłych (ale grzecznych) słowach wytłumaczył, co sobie mogą. Zrozumieli.
    I dlatego jestem wrogiem feminizmu - wolę, kiedy takie sprawy załatwia za mnie mężczyzna ( choć może z mniejszym wdziękiem to jednak szybko i skutecznie) ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem. Są takie stacje. Ale raczej obsługują "kochających inaczej"...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...