piątek, 14 marca 2014

Zmiany, zmiany, zmiany...

Pani Ewa przyznaje się Wam dzisiaj, Drodzy Czytelnicy, do kryzysu twórczego i oczekiwania zmiany.
 
Dziwnym zbiegiem paralelizmów i u nas zmiany, zmiany, zmiany...
 
 
Tyle, że jest to raczej zmiana zewnętrzna, a nie wewnętrzna. Ot - kolejny piękny dzień za oknem, a ja zamiast w obejściu się krzątać i Was tonami zdjęć naszych brudnych, grubych, paskudnych kobył zarzucać - siedzę w biurze.
 
Lepsza Połowa sama musiała sobie poradzić dziś nie tylko z codziennym obrządkiem, ale i z wywozem zawartości naszej oczyszczalni ścieków - jak raz Radek, druh mój serdeczny, z beczkowozem przejeżdżał, więc zajechał i zabrał to, co w zbiorniku było.
 
Dobrze, że robiliśmy to już bodaj po raz trzeci odkąd używamy tej oczyszczalni (czyli od lata 2009 roku), a drugi raz przy pomocy Radka - więc on już wiedział, które śrubki należy odkręcić i że trzeba pamiętać o wyciągnięciu filtra.
 
Jak wrócę do domu (teraz to już widno nawet...) - tylko przykręcę to z powrotem.
 
Tak, czy inaczej jednak - zmiany.
 
Zdążyłem przez te sześć tygodni przytyć. A Lepsza Połowa proporcjonalnie schudła. Niby równowaga w przyrodzie została zachowana, ale - jak ja się teraz na konia wdrapię..? Aż żal byłoby Bubie taki ciężar na grzbiet wkładać...
 
Że zmiany dosięgły także bloga, to już pewnie sami zauważyliście. Ten, kto pytał to wie, gdzie teraz można przeczytać moje teoretyczne wynurzenia. Tutaj już pozostanie tylko końska i gospodarska tematyka.
 
Od jutra ma padać deszcz. Normalnie rozrzuciłbym nawozy najpóźniej dzisiaj - ale na razie, nawet jeszcze nie przyjechały. Wieczorem powinienem datę ich przywozu ustalić. A potem - zobaczymy? Z każdym dniem dnia przybywa - może porozrzucam to wieczorami, łykendu nie czekając..?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...