wtorek, 18 marca 2014

Zdaktyloskopowany

Nie no - nie było źle. Przynajmniej żadna z pań nie potraktowała mnie jak dokuczliwego petenta (na co zapewne zasługiwałem - sam pobyt w urzędzie wywołuje u mnie objawy alergicznego zjeżenia...). I wszystko, co miałem byłem wykonać - wykonałem. Ponosząc niższe koszty niż to sobie wcześniej wyliczyłem.
 
 
A że przy okazji musiałem połknąć żabę i dać sobie zdjąć odciski palców? No, to nie było miłe. Wręcz - było to całkiem upokarzające.
 
Brak ochoty na znoszenie upokorzeń jest zasadniczym powodem dla którego nawet kiedy mogłem - nigdy nie przyszło mi do głowy próbować podróży za Wielką Wodę. Teraz to kompletna abstrakcja, zresztą - po jaką cholerę miałbym się tam wybierać..?
 
No ale, niemiłościwie nam panujące gosudarstwo zdecydowało za mnie - i po to, aby się przypodobać Wielkiemu Bratu zza Wielkiej Wody (a także po to, aby móc skasować "prowizję" za dostawę stosownego sprzętu, jak sądzę...) zmusza mnie do przechodzenia tak niemiłej procedury...
 
Jak zawsze następnego dnia po przejeździe przez rondo w Górze Kalwarii czuję się wyczerpany i wyjałowiony intelektualnie. Dziś zatem, żadnych więcej wpisów nie będzie.

1 komentarz:

  1. Oj tam, wielkie mi mecyje, znam kogos, kto wielką kałużę przekracza co najmniej dwanaście razy w miesiącu ;-)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...