wtorek, 4 marca 2014

Szansa na biznes?

Wbrew pozorom, nie samą Ukrainą żyje człowiek. Lepsza Połowa w niedzielę, gdy ja się szamotałem z kranem, imadłem i całym tym bałaganem znalazła na jednym z zagranicznych portali informacyjnych news jakoby w Polsce, w Bielsku-Białej konkretnie, otwarty został pierwszy skup kotów na eksport mięsny do Chin.
 
Nie chce mi się w to wierzyć, bo ceny są iście z Kosmosu! Za starszego, tj. ponad półtorarocznego kota mają płacić - wedle ostatniego kursu (bo info podawało to w walucie obcej), jaki widziałem (ale to się bardzo szybko zmienia w tej chwili właśnie...), podobno aż 9 złotych i prawie 70 groszy za kilogram. Za młodego, do 1,5 roku życia - prawie 14 złotych za kilo!
 
Dla porównania cielęta mięsne "chodzą" po 7 złotych kilo. Sprawdziłem!
 
 
Więc - gdyby to miała być prawda, to drżyjcie mruczki! Nawet za naszego wysłużonego i wychudzonego, 20-letniego koćkodana - emeryta na flaszkę gołdy by się uzbierało. A bywają kociska i po 7 i po 10 kilo żywej wagi - osobliwie u emerytek. Nic tylko chodzić i łapać.
 
Co i dawniej się zdarzało - w naszym kociewskim miasteczku co jakiś czas przytrafiały się seryjne zaginięcia kotów: tłumaczyliśmy to sobie pojawieniem się ekipy odławiającej je na futerka. Niewątpliwie możliwość utylizacji także tego co pod futerkiem - byłaby dla fachowców tej klasy (nikt nigdy nikogo za rękę nie złapał...) prawdziwą manną z niebios. A nawet z Niebios - pamiętając, że dla Chińczyków Niebo jest siłą nadnaturalną (a w każdym razie "wyższą", bo u nich z tym podziałem na "sacrum" i "profanum" to jest trochę inaczej niż u nas...).
 
Kiedy zasób kociny możliwej do pozyskania "z natury" (to znaczy: odłowionej po podwórkach i ulicach) ulegnie naturalnemu wyczerpaniu (pocieszmy się myślą, że szczury Chińczycy też jedzą - a tych już raczej się tak łatwo nie wytępi - więc "łowcy" nie stracą swoich tak dobrze płatnych posad...) nie będzie wyjścia - trzeba będzie przejść do racjonalnej hodowli. O ile dobrze pamiętam, to chyba już Ellan Adgar Poe przepowiedział taką przyszłość (choć w jego czasach bodaj zarząd miejski Nowego Jorku płacił za każdy dostarczony koci ogon - nie utylizując ani zmarnowanego w ten sposób mięsa, ani futer...). Co dowodzi, że w każdym razie: nie należy lekceważyć literatury! Nawet romantycznej...
 
 
Żeby nie było: podobnie jak koleżanka Kira, która jak raz wstrzeliła się dzisiaj z wpisem o podobnej tematyce uważam, że wszystko jest do zjedzenia, byle było smaczne. Tradycyjna potrawa z południa Chin, "smok, feniks i tygrys" nie budzi mojego obrzydzenia tylko dlatego, że składa się na nią kot, kura i jakiś najpospolitszy zaskroniec.
 
 
Nie jestem też bynajmniej fanatycznym zwolennikiem regulacji rynku żywności - i fakt, że będzie to potrawa bez "świadectwa pochodzenia" i "certyfikatu jakości", bynajmniej jej z góry nie dyskwalifikuje. Ba! Wątpliwe, by miało to jakikolwiek wpływ na jej smak i właściwości odżywcze.
 
Tak więc: natychmiast po tym odkryciu zapowiedzieliśmy naszemu koćkodanowi, że jeśli jeszcze raz zachowa się jak zwykle - to odbędziemy z nią wycieczkę do Bielska - Białej. Ostatnią!
 
Koćkodan się nie przejął. Wymusiła natychmiast głośnym miauczeniem dodatkową porcję mleka, a potem demonstracyjnie narzygała na środku pokoju - tym sposobem dobitnie pokazując, co o naszej determinacji w tej sprawie myśli...
 
Ona też nie wierzy w te prawie 10 zeta za kilo...


17 komentarzy:

  1. artur xxxxxx4 marca 2014 09:01

    Ponoć psy też chcieli kupować, ale mi się to wydaje mało prawdopodobne. W jaki sposób te zwierzęta miałyby trafić do rzeźni w Azji (nie słyszałem o rzeźniach w Europie)? Samolotem? Przecież to byłby bezsens z ekonomicznego punktu widzenia. Lądem? Wwieźć psów i kotów za wschodnią granicę praktycznie nie można, zwierzęta hodowlane na żywność muszą być za nie uznane przez prawodawstwo, poza tym nie mogą pochodzić z łapanki, muszą mieć udokumentowaną historię, badania etc., zresztą chyba też by się to nie opłacało. IMO jakiś troll czuł potrzebę namieszania, co mu się udało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wszystko prawda, ale czuję się zmuszony zaprotestować przeciw stwierdzeniu, cyt. "zwierzęta hodowane na żywność muszą być za nie uznane przez prawodawstwo". Niby DLACZEGO? Oczywiście, że tak w tej chwili jest - i wynika to z przepisów. Nie możemy jednak uznawać tego stanu rzeczy za "coś oczywistego", z czym się nie dyskutuje i co uznaje się za "stan naturalny" - albowiem sytuacja ta NIC nie ma wspólnego z naturą! W naturze to jem, co mi się uda złapać...

      Usuń
    2. @ Jacek Kobus

      Może i jestem ignorantką, a już zwłaszcza z historii, ale coś tam mi się o uszy obijały wieści o różnych świata kulturach. Każda z nich dzieli zwierzęta na "lepsze" i "gorsze" (czyste/nieczyste, etc). Jedne się tuli, inne tuli i zabija na żarcie, inne - tylko zabija na żarcie, jeszcze inne - odrzuca całkowicie. Całkowita równość zwierzęcego świata, jeśli chodzi o nasz ludzki jadłospis, pojawia się chyba wyłącznie w czasach strasznego głodu.

      Usuń
    3. A wiesz, że nie kojarzę żadnego tabu żywieniowego u Chińczyków..? Owszem - oni też mają posty rytualne, mają pokarmy bardziej lub mniej odświętne, ale żeby coś było stale i raz na zawsze zakazane - ni du du...

      Tak naprawdę w chrześcijaństwie też tak jest. Różne tabu kulturowe, zakazujące jedzenia tego lub tamtego pozostają przecież w jaskrawej sprzeczności z Dziejami Apostolskimi, gdzie św. Piotr otrzymał jasny message od Szefa, że ma "zabijać i zjadać" wszystko, co mu w łapy wpadnie, na żadne zakazy Tory się nie oglądając...

      Usuń
    4. Nie jest tak, ze u "nas" potepione jest jedzenie ludzi, slyszalem ze u Chinczykow robi sie zupe z plodow ludzkich...

      Usuń
    5. Na pewno tkanki z płodów wykorzystuje przemysł kosmetyczny. W Europie też, jak najbardziej. "Zupka z trupka" to jednak brzmi trochę makabrycznie nawet jak na Chińczyków! Zresztą: będziesz teraz niedaleko, może sam to zweryfikujesz..?

      Usuń
    6. Szczerze mowiac nie chce sie babrac w szambie ludzkosci...

      Usuń
  2. Prowokacja dziennikarska się to nazywa... Bodajże zresztą robota dziennikarza z organu Urbana, czyli "NIE".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe. Nie wiem. Jakie to ma znaczenie?

      Usuń
  3. "Więc - gdyby to miała być prawda, to drżyjcie mruczki! Nawet za naszego wysłużonego i wychudzonego, 20-letniego koćkodana - emeryta na flaszkę gołdy by się uzbierało."
    Wprawdzie nie wiem jak jest przypadku kotów, tym niemniej u kur z tego co pamiętam im starsze mięso, tym twardsze i trudniejsze w przygotowaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. z tym skupowaniem kotow to byla prowokacja dziennikarska...!
    http://natemat.pl/93543,chca-skupowac-psy-i-koty-na-kilogramy-szczyt-glupoty-czy-prowokacja-sprawa-zajmie-sie-prokuratura

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dobrze. Ale mimo wszystko: nie rozumiem, DLACZEGO właściwie "sprawą ma się zajmować prokuratura"..?

      Usuń
  5. 7 kg to powinna być norma. Nasze koty tyle mniej więcej ważą (lub więcej). Te, które do tej wagi nie dobiły, były po prostu nieuleczalnie chore.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja to bym chinoli i insze skośnookie bandyctwo w puszki pakowała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja tak w praktyce to rozpływam się na widok najbardziej zaropiałego, uświnionego i kalekiego nawet kotka - ale twardym trza być, nie mientkim! Toteż pracuję nad sobą od lat (inaczej mielibyśmy tu już całe schronisko dla kotów, a Lepsza Połowa, która ma alergię, dawno by leżała zakopana w Lasku, obok Murkisa...).

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...