czwartek, 6 marca 2014

Pimp my ride!

Długie spacery na świeżym powietrzu o poranku inspirują. Mistrz, zakochany w Patrolach, jak zwykle męczył mnie wczoraj, gdy mu odstawiłem do warsztatu Wendi, że zbytnio biedną eksploatuję. Wiadomość, że wyciągam 400-kilowe belki siana ze stodoły samochodem wręcz go załamała. Zaproponował tedy, żebym sobie zamontował wciągarkę.
 
I to jest bardzo dobry pomysł! Wciągarkę niewątpliwie zamontuję - przyda się w wielu sytuacjach, nie tylko do wyciągania siana z sąsieka.
 
Ale, jak tak sobie szedłem dziś rano do stacji (miałem dylemat, czy pić kawę czy nie pić bo - prawdę powiedziawszy - mało co śpiąc trzecią już dobę, czuję się zatruty kofeiną: wypiłem - i do tej pory mnie nosi...), to dopadła mnie galopada myśli.
 
Oprócz wciągarki na pewno przyda się delikatne przerobienie tyłu. Zaczep trzeba poprawić tak, żeby się dało swobodnie "Kosa" podczepiać, a nie było trzeba przywiązywać go drutem.
 
 
A gdyby tak przerobić Patrola na ciągnik..? Jasne - konstrukcja nie ta. Co z tego, że byłby to raptem może trzeci czy czwarty ponad 100-konny ciągnik w okolicy, gdy i rama delikatniejsza i przełożenie zupełnie inne.
 
Ale przecież - czy ja wykonuję jakieś ciężki prace polowe..? Najcięższe, co może ciągnik u nas w gospodarstwie spotkać, to koszenie trawy. Skoro z tym radzi sobie i "30-tka" i nawet "Władymirec"..?
 
 
 
 
Niestety - choć szukałem, to MNIEJSZYCH I LŻEJSZYCH talerzówek nie znalazłem. Bywają, ewentualnie - większe (ale jasne, że mnie większa niepotrzebna: przecież nie planuję kosić "na zarobek" - a czy koszę u siebie 12 godzin, czy 24 godziny - co to za różnica?). Są oczywiście także kosiarki konne, w tym (w większości) - przerobione na ciągnikowy zaczep. Upierdliwe to, bo ostrzenie tych wszystkich zębisk zapewne nie należy do rzeczy prostych, a ja - jak już dobrze wiemy - nie jestem McGyverem i nie przepadam za techniką:
 
 
No ale - jak mus to mus?
 
Pewniejszy zaczep jest koniecznością - tak, czy inaczej. Bo tego już drutem nie przywiążę..!
 
O - tu znalazłem ładniejszą:
 
 
A gdyby tak JEDNAK zamontować na Patrolu podnośnik hydrauliczny i wałek napędowy z tyłu..?
 
Sądzę, że należałoby włożyć z przodu drugą prądnicę. Jest miejsce, bo fabrycznie przewidziano takowe dla klimy, której Wendi nigdy nie miała (abstrahując od kwestii, że chwilowo nie ma też wspomagania kierownicy - i MA TAK ZOSTAĆ, dopóki mnie nie stać na wymianę całego układu: po 5 latach nieustannego użerania się, mam serdecznie dość tegoż, bo cieknie zewsząd - i alergicznie reaguję na pomysły różnych majstrów, co by chociaż pompę zregenerować i uruchomić..). Do prądnicy, trzeba by z tyłu podłączyć silniczek elektryczny obracający wałek napędowy i napędzający pompę hydrauliczną.
 
Pompa hydrauliczna do "60-tki" kosztuje  w granicach 200 złotych. Prądnica - różnie (trzeba by dobrać parametry: ja się na tym nie znam...). Nie mam pojęcia, czy da się gdzieś kupić wałek napędowy z elektrycznym napędem: skądinąd jednak - takie przecież stosują w niektórych nowoczesnych przodkach konnych, czyż nie..? No i do tego dwa czy trzy siłowniczki - i dużo wyobraźni przestrzennej, żeby to jakoś schować w bryle samochodu...
 
 
Nawet taki roztrzęsiony Władymirec jak na zdjęciu powyżej, raczej nie będzie kosztował mniej niż 10.000 - chyba, że to sama skorupa (obowiązkowo z pękniętym blokiem silnika...), którą dopiero trzeba samemu sobie wyremontować. A potem przed każdym wyjazdem na pole rozkładać na części i składać z powrotem!
 
Gdyby za część tej kwoty dało się przerobić Wendi na ciągniczek - nawet o bardzo ograniczonych możliwościach i niewielkiej praktycznie dającej się wykorzystać mocy - to i tak byłoby to opłacalne. Jeszcze by mi zostało na maszyny...
 
Zasadniczo, to powód, aby myśleć o czymś więcej niż wciągarka z przodu i "ciągnikowy" zaczep z tyłu jest jeden: to maleństwo.
 
 
Oczywiście: używane, a nie nowe... Lub jakieś podobne: ale bardzo się ucieszyłem widząc, że przynajmniej w tej materii panuje większy pluralizm rozmiarów! Idealna byłaby dla nas prasa dająca beleczki około 100-kilowe:z takimi Lepsza Połowa, nawet sama w domu będąc, doskonale by sobie poradziła, a i ładowanie ich do przyczepy nie wymagałoby wciągarki czy siódmych potów - wciąż zaś miałyby te same przewagi nad kostkami, co te wielkie bele, których teraz używamy, to znaczy - wystarczałyby naszemu stadu przynajmniej na całą noc...
 
So? Who will pimp my ride..?!
 
Yo...



5 komentarzy:

  1. Przerabianie samochodu na ciągnik to dla mnie pomysł zbyt abstrakcyjny i bardzo kosztowny .Za 3-5 tys wyszukasz ,,sama'' - to prosty silnik czasem z podnośnikiem do 10 tys dostaniesz bez trudu C-28 bądź C-40 tj starsze wersje trzydziestki i sześćdziesiątki . Prosta mechanika i nie drogie części .Niestety by kupić trzeba pojeździć po okolicy z kimś co ma trochę pojęcia . AŚ

    OdpowiedzUsuń
  2. W dzisiejszych - niepewnych czasach, najrozsądniej będzie osadzić na dachu Wendi jeden krąg betonowy z napisem Patrol ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Moje mistubishi wyciaga bale sianokiszonki o wadze dochodzącej do 600kg ;) A wyciagarkę mamy zamontowaną na przyczepie, z racji chłopa handlującego końmi mechanicznymi...

    OdpowiedzUsuń
  4. Mowilam kupta ciagnik.....
    MK

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie stać nas. A zresztą - przecież radzimy sobie z samochodem. I może będziemy sobie radzić jeszcze lepiej..?

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...