niedziela, 2 marca 2014

Każdy Polak jeździ konno?

Nie wiem, czy jest w Europie - nawet tej gorszej, wschodniej - jakiś kraj mniej "koński" niż Polska. Co drastycznie kontrastuje zresztą z powszechnym na ten temat, nawet wśród laików, wyobrażeniem! Nie mówiąc już o wspaniałym samopoczuciu naszych "działaczy jeździeckich" - no ale to jest jaczejka ani odrobinę nie lepsza od PZPN, więc ich samopoczucie dokładnie niczego nie dowodzi, nieprawdaż...

Oczywiście że nie ma się co porównywać z zachodnią częścią kontynentu, gdzie współczesna postać kultury jeździeckiej rozkwitła wkrótce po II wojnie światowej. Jednak nawet w sąsiednich Czechach koni wierzchowych jest - w proporcji do liczby mieszkańców oczywiście - więcej, a średni poziom i zagęszczenie różnych instytucji jeździeckich, wyższe. To samo tyczy się Węgier, czy wschodniej części Niemiec. Być może Słowacja jest na podobnym poziomie co Polska. Co, swoją drogą, nie wygląda za dobrze - no bo co to za honor być na jednym poziomie ze Słowacją..?


Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego zaledwie co setny Polak kiedykolwiek siedział na żywym, a nie drewnianym koniu? Dlaczego działacze naszych związków hodowlanych i sportowych zajmują się głównie robieniem własnych, małych i płaskich interesików (w czym oczywiście nie ma niczego dziwnego, bo taka jest w ogóle natura ludzka, że bliższa ciału koszula - jakoś jednak, nie jesteśmy w stanie zbudować takiego systemu check & balance, żeby naturalna miłość własna mimo wszystko służyła RÓWNIEŻ dobru ogólnemu...)? 

Dlaczego Polacy tak nałogowo oszukują przy sprzedaży koni - do tego stopnia, że bajek, które sprzedawca o sprzedawanym koniu opowiada nikt już nawet nie słucha? I dzieje się tak nawet wtedy, gdy chodzi o transakcje między znajomymi: ledwo paręnaście dni temu pewien człowiek "z wdzięczności za przysługę" zaoferował mi oddanie za darmo konia, rzekomo "przygotowanego do rundy św. Jerzego" - który to koń po bliższym sprawdzeniu okazał się chorym na nogi rencistą bez większych szans na użytkowanie, żywą kosiarką do trawy co najwyżej...

Dlaczego trenerzy, zamiast wykonywać swoją dobrze opłaconą pracę - kombinują nad tym, jak tu zepsuć konia jednemu klientowi, żeby dał się namówić do sprzedania go tanio innemu, bardziej widać poważanemu (choć wszyscy i tak są z jednej paczki i razem chodzą na piwo...)? Opowieść tej właśnie treści słyszałem od ludzi, którym nie mam powodu nie ufać...


Tym, co najbardziej doskwiera naszej branży nie jest nawet brak pieniędzy (choć jest on niewątpliwie dotkliwy i odpowiada za część istniejących bolączek - na zasadzie błędnego koła zresztą: nie ma pieniędzy, bo nie ma show, a nie ma show, bo nie ma na nie kasy...) - a raczej: dobrze uzasadniony i zasłużony brak wzajemnego zaufania. Jesteśmy w dużej mierze jak ci Indianie, o których opowiada w swojej książce Herr Helmut Schoeck, tak bardzo obawiający się zawiści współplemieńców, że nawet posiłki zjadają wyłącznie w ukryciu i samotności, żeby tylko nie dotknęło ich "złe oko" z powodu myśliwskiego lub zbierackiego powodzenia!

Jest to oczywiście obraz przesadnie ponury w swej jednostajności, boż nie jest na pewno tak, że każdy polski koniarz zaczyna i kończy swój dzień wiązanką najgorszych życzeń pod adresem sąsiadów i konkurentów. Aż tak źle nie jest! Ilekroć jednak komuś przydarzy się sukces - może być pewien, że wraz z sukcesem nabywa też proporcjonalną liczbę zatwardziałych wrogów.

Czy to jest cecha narodowa, która przez splot atawizmów szczególnie intensywnie przejawia się wśród koniarzy właśnie - czy też wszędzie tak jest, a że inne środowiska nie są mi równie dobrze znane, to tego zwyczajnie nie dostrzegam tak ostro poza naszym końskim światkiem..?

8 komentarzy:

  1. właściwie co jest takiego złego w wyścigach konnych, że "obrońcy przyrody" tak ich nie lubią

    koń to chyba zwierze, które biega, no nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ich się pytaj - ja mogę tylko domniemywać.

      Być może to jest przejaw buntu wobec racjonalnie urządzonego świata, w którym zwierzęta poddawane są próbom po to, aby je doskonalić..? To by pasowało - w końcu różnej maści "animalsi" to wstecznicy, którzy odrzucają rozum, naukę i cywilizację...

      Usuń
    2. ...ciekawe czy odrzucają też internet, iPady, markowe ciuchy, centralne ogrzewanie i ciepłą wodę w kranie :P

      Usuń
    3. Jak sobie poznałam wyścigi bardzo dokładnie, od podszewki, to z wielkiej życiowej pasji zrobiła mi się do nich szczera niechęć...

      Usuń
  2. Świat "koński" jest tylko kolejnym odzwierciedleniem tego, co dzieje się w naszej ojczyźnie. Tak jak zachwalane konie kupuje się samochody, domy, a nawet nowy sprzęt rtv i agd. Wszystko wspaniałe, doskonałe, cudowne zepsuje się wcześniej niż się spodziewamy. Brat patrzy jak "wycyckać" brata, oszukać, go, orżnąć, oszwabić... Bo zostaliśmy zepchnięci na skraj lukrowanego ubóstwa, gdzie za srebrniki kupuje się pozór normalności lub bogactwa. Bo pozwoliliśmy sobie zniszczyć podstawy moralności, przyzwoitości i ludzkich więzi. Gdybyśmy do tego "nie robili bokami" gospodarczo, a społeczeństwo nie liczyłoby każdego grosza przeznaczonego na chleb, lepiej miałaby się i "końska" sprawa.
    Konie kocham od dziecka - zauroczona "indiańskimi" powieściami i cudnymi opisami Sienkiewicza. Tylko na studiach mogłam zrealizować swoje marzenie o siedzeniu na końskim grzbiecie. Potem znów żadnych koni w pobliży nie było. Konno już nie pojeżdżę, ale zwierzęta zawsze będę podziwiać. Chciałabym, by było ich więcej...

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest kraj w Europie dużo bardziej "koński" niż Polska - Wielka Brytania...

    OdpowiedzUsuń
  4. „Modlitwa sąsiada”: Gdy wieczorne zgasną zorze, zanim głowę do snu złożę, oto wznoszę swoje modły... Zniszczcie mego sąsiada, tego wroga, tego gada. Żeby mu okradli garaż, żeby go zdradzała stara, żeby mu spalili sklep, żeby dostał cegłą w łeb. Żeby miał AIDS i raka – oto modlitwa jest Polaka”, film „Dzień Świra”

    OdpowiedzUsuń
  5. "czy też wszędzie tak jest, a że inne środowiska nie są mi równie dobrze znane"

    Początek opisu dałoby się wprost przenieść na środowisko strzeleckie - odsetek społeczeństwa niemal najniższy w Europie i zadowolone z siebie Polskie Związki (w tym wypadku: Strzelectwa Sportowego i Łowiecki). Nie ma jednak raczej w tym gronie nagminnych oszustw ani zauważalnej zawiści.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...