piątek, 21 marca 2014

Dzień wagarowicza

Dobrze jest mieć sąsiadów. Lojalnych i odważnych.

Ledwo zdążyły się nasze wagarowiczki pokazać we wsi - a już, za biurkiem w Radomiu siedząc, miałem dwa telefony na ich temat: od Radka, druha mego serdecznego i od naszego Pana Sołtysa. Radek przy tym na telefonie nie poprzestał, ale poinstruowany, którą ma łapać, szczęśliwie wprowadził je na jakąś ogrodzoną działkę i tam zamknął - a sam pojechał po Lepszą Połowę która, będąc zmęczoną po sprzątaniu, na chwilę przysnęła...
 


Tak się skończyły obchody wiosennej równonocy w wykonaniu wyżej ukazanych (na starych, przyznaję, zdjęciach - ale nie miałem kiedy zrobić nowych) trzech dam, w tym dwóch - w zaawansowanej ciąży...
 
Wyłamały bramę prowadzącą z Padoku Zimowego do Lasku (gdzie wkrótce wygrodzimy im tymczasowy, leśny padoczek) - i poszły na gigant.
 
Jak dojechałem do domu (urwawszy się z pracy całe pół godziny...) - wszyscy już tam byli i śladu po wycieczce (poza odciskami kopyt, ma się rozumieć) nie było.
 
Przyłączyłem się tedy do świętowania i nie tylko rozrzuciłem Wap Mag po Pierwszym Padoku, ale i - porwany entuzjazmem - zużyłem cały, pozostały saletrzak na Wielki Padok. Prawdę powiedziawszy, nic by się nie stało, gdybym tam tego saletrzaku rozrzucił więcej. W przyszłym roku..?

2 komentarze:

  1. Pamietasz moze jak tam u Ciebie z potasem i fosforem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marnie, jak ze wszystkim. Za kilka dni będziemy wiedzieć szczegółowo...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...