poniedziałek, 10 lutego 2014

Wiosennie

Myślałby kto, że po wyczerpującym piątku i pracowitej sobocie niedzielę spędzę czyszcząc i głaszcząc konie i przytulając naszego starego koćkodana - tym bardziej, że jak wiadomo, nie wiadomo ile czasu mu jeszcze zostało..? Nic z tego! 

Przejechałem ponad 100 km, m.in. przywożąc i odwożąc właścicielkę pewnego nieodległego gospodarstwa na sprzedaż (dowiedziałem się przy okazji wielu ważnych rzeczy - np, tego, jakie kobiety są "zdatne", a jakie "niezdatne" do życia na wsi i jaki powinien być podział obowiązków  między płcie tudzież - dlaczego kobieta paląca papierosy to obraza Boska...), czy też - przywożąc dla Trzech Gracji owies. Zrobiłem też i przerobiłem tony zdjęć, a na dokładkę - naprawiłem drabinę (z której kilka dni temu zleciałem na mordę, gdy się szczebelek złamał...), a gdy ta była już naprawiona - poprawiłem też uszkodzony ostatnimi wiatrami daszek nad drzwiami.

No i tu wkroczył na scenę, a właściwie - na drabinę - nasz stary koćkodan:

Tu akurat na świeżutkim zdjęciu, z wczoraj, a nie sprzed lat!

Widać, swoją drogą, jak bardzo schudła - nieprawdaż..?

Otóż koćkodan wyżej ukazany, w wieku matuzalemowym lat 18 - 20, wspiął się na drabinę, gdy się na chwilę odwróciłem i - nie wiedzieć jakim sposobem - zdołał rozmontować lampkę, którą mamy nad drzwiami...

Zastanawiamy się, czy to nie jest jakiś koćkodański odpowiednik Alzheimera?

A może po prostu - wiosna..?

I tej, optymistycznej wersji, zamierzamy się trzymać!

Tym bardziej, że choć chwilowo za oknem pada śnieg (wielkimi, mokrymi płatami...) - i po sierści naszych czworonogów i po prognozie pogody sądzimy, że długo się nie utrzyma.

Wczoraj, w każdym razie, nasz ogródek wyglądał tak:

Nie wiem czy widać, czy nie widać, ale - zupełnie niezależnie od eksperymentu, który prowadzimy teraz z Wojtkiem Majdą - już od dwóch lat sami z siebie dążymy do wytworzenia "terra preta" w naszym ogródku, konsekwentnie wyrzucając tam popiół z Herculesa (zawierający zwkle trochę węgla drzewnego) i końskie gówno.

Inna rzecz, że tym sposobem jakichś widoczniejszych rezultatów dorobimy się po latach...

Zrobiłem też trochę zdjęć Gracjom (które Lepsza Połowa wyszczotkowała i wylonżowała). Ponieważ jednak mają teraz nieskrępowany dostęp do błota - nie odważę się Państwu tych zdjęć pokazać. Ja wiem, że one są szczęśliwe. Część z Państwa też to wie. Ale nie wszyscy! A po co mi jakieś kontrole i naloty..?

3 komentarze:

  1. Bo koń, to jak dziecko - im brudniejsze tym szczęśliwsze :)
    A z koćkodana zdolny elektryk :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Moze schudniecie to efekt EM i jest to dla niego dobre? Wczesniej mial pewnie troche nadwagi a teraz wrocil do prawidlowej wagi? U ludzi zmiana flory bakteryjnej jelit moze powodowac takie "anomalie". Koniecznie tez opowiedz o tych zdatnych i niezdatnych kobietach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ona schudła dużo wcześniej! To dziwne, ale tak naprawdę zaczęła gwałtownie chudnąć (a zarazem poprawiły się jej wyniki morfologii krwi...) po przejściu z drogiej, weterynaryjnej karmy "Obesity" Royal Canine na puszki z "Lewiatana" i suchą karmę z "Pierdonki" - i po przeprowadzce na wieś (gdzie, faktycznie, ma więcej ruchu niż w mieście - choć teraz już nie aż tyle co na początku...). Natomiast po EM apetyt się jej poprawił i nawet ciutek się zaokrągliła, choć zmiana jest na razie ledwo widoczna.

      O kobietach opowiem osobno. Może jutro?

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...