sobota, 8 lutego 2014

Porażki

Enigmatyczny wczoraj byłem, ale już mi się po prostu gadać nie chciało na wieczór.

W każdym razie: co przywiozłem poprzednio z Wyszkowa, to w Agencji złożyłem - czy to wreszcie zakończy moje męki z rozliczaniem "Młodego Rolnika", pojęcia nie mam i nawet myśleć o tym nie chcę.

Z pozostałych celów wizyty stołecznej, nie udało mi się zrealizować tak naprawdę żadnego. W szczególności spektakularną klęską okazał się wypad do fabrycznego serwisu Siemensa.

Po co się tam w ogóle wybrałem, skoro żadnego urządzenia tej firmy, jako żywo, nie posiadamy aktualnie..? Ano właśnie po to się wybrałem, żeby zawczasu wywiedzieć się, jaki przepływowy podgrzewacz wody byłby dla nas najlepszy.

A chodzi nam głównie o to, żeby zamontować sobie urządzenie, które będzie jak najmniej podatne na zmiany ciśnienia wody. No i Siemens takowymi właśnie się chwali. Tyle tylko, że nie rozumiem, na czym polega różnica między podgrzewaczami "sterowanymi hydralicznie", a "sterowanymi elektronicznie" - i czy w naszym wypadku da się zastosować jedynie ten pierwszy, czy może także ten drugi..? Nie rozumiem i się tego w serwisie nie dowiedziałem.


Owszem - oprócz panienek na "front desku", które od razu przyznały, że nie wiedzą, czy ich przypadkiem nie obrażam, pojawił się też jakiś starszy facet sprawiający wrażenie technika. Ale zamiast odpowiedzieć na zadane pytanie wdał się w filozoficzne rozważania nad wyższością podgrzewacza trójfazowego nad jednofazowym i NIC konkretnego nie powiedział.

Otóż: w dupie mam podgrzewacze trójfazowe! Jak się Państwo zapewne domyślacie, skoro przejechałem się do stolycy i nie tylko do Agencji, to znaczy, że właśnie dostaliśmy dopłaty. Przeżywamy tedy tydzień (no, może dwa tygodnie...) obfitości i dostatku. Ale - tej obfitości i dostatku, jako żywo, NA PEWNO nie wystarczy do tego, aby przebudowywać gruntowanie całą instalację elektryczną w naszej chatce.


Tak więc - nie zamontuję podgrzewacza trójfazowego. Nie zamontuję takowego i nawet mówić o tym nie ma po co!

Tak samo - nie zamontuję termy, junkersa czy czegokolwiek innego, co może jest z teoretyczno - filozoficznego punktu widzenia świetnym rozwiązaniem ale - wymaga prac bardziej skomplikowanych niż to, co sam mogę zrobić przy pomocy śrubokrętu i klucza francuskiego. I żadne światłe porady, dowodzące wyższości tego lub owego - nie są mi do niczego potrzebne.


Realnie to mogę wymienić Dafika na jakiś gatunkowo lepszy sprzęt. I WSZYSTKO, czego chciałem się dowiedzieć, to tego i tylko tego właśnie - który sprzęt można uznać za "lepszy"..?

Tymczasem, odkąd pocieplało, nasz przełącznik ciśnieniowy w hydroforni działa bez przerw i awarii. Tak więc - wygląda na to, że on jednak rzeczywiście zamarzał, a nie blokował się z innego powodu. Niestety, to TAKŻE jest w sensie poznawczym porażka. No bo gdyby TERAZ się zepsuł, to przynajmniej miałbym jasność: przełącznik jest zepsuty, trzeba go wymienić. I - zapewne - przynajmniej część winy za nasze kłopoty z uzyskaniem ciepłej wody spada na wadliwą pracę przełącznika (dopuszczającego do zbyt dużych spadków ciśnienia w hydroforze..?).

A tak, skoro działa - no to dalej nie wiem: narastanie kłopotów z Dafikami wynikło z pogarszających się parametrów wody (coraz większych różnic ciśnienia?) - czy z winy samych Dafików..? Ostatecznie, przez pierwszy rok - Dafik działał naprawdę dobrze, byliśmy umyci, szczęśliwi i uśmiechnięci.

Poprzedniczka Dafika, Bianca  - też działała nieźle, zwłaszcza pod koniec - tyle, że się spaliła zaraz po upływie terminu gwarancji...

Zaczęła się olimpiada - i wygląda na to, że na dwa tygodnie mogę się pożegnać z dr Housem, bo program telewizyjny wedle własnego wyboru będę mógł sobie przełączać dopiero, gdy Lepsza Połowa zaśnie. Jak się zapewne Państwo domyślacie - olimpiada KOMPLETNIE mnie nie interesuje. Wręcz: brzydzi!

No trudno - dwa tygodnie jakoś przeżyję. Byle nie dłużej. Swoją drogą, przeczytałem właśnie młodzieńcze opowiadania Tyrmanda, z tomiku "Gorzki smak czekolady Lukullus" - i ostatnie trzy, właśnie różnym sportom poświęcone, wprawiły mnie w niejakie zdumienie. Bardziej nad sobą niż nad Tyrmandem. No bo właściwie - dlaczego sport mnie aż tak brzydzi..? Czyżby dlatego, że poszedł konsekwentnie w tę stronę - efekciarstwa, oszustwa i profesjonalizacji - którą Tyrmand tak krytykuje?


Ale czy w takim razie jest w ogóle możliwy jakiś "inny" sport - poza (prawda czasu, prawda ekranu...) socrealistyczną agitką, której Tyrmand - oko do czytelnika nieustannie puszczając - dopuścić się był musiał w morale..?

11 komentarzy:

  1. Za młodu (nawet na studiach) sam uprawiałem sport - piłkę ręczną. Sprawiało Mi to dużą przyjemność.
    Oglądanie sportu zazwyczaj Mnie nudzi, nie mniej dziś, z godzinę, oglądałem snowboarding i jestem pod wrażeniem tych młodych Ludzi. Bardzo ciekawe...
    Na prawdę ciekawe...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Januszu. Pan używa tego obrzydliwego germanizmu, pisząc "Mi", "Mnie" z wielkiej litery celowo, czy po prostu zapomniał Pan, za co polonistka po łapie linijką dawała..?

      Usuń
  2. To, że ja nie lubię sportu i nie kręci mnie konkurencja, można zwalić na płeć. Że Ty nie lubisz? Ufff, miałbyś chyba ciężko, gdybyś pracował w gronie facetów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam problemu z konkurencją. Natomiast sport pokazywany w pudle jest... nieautentyczny..? Czym to się właściwie różni od tzw. "debat" reżimowych polityków..? Bo i jedno i drugie, dla mnie bynajmniej, jest całkowicie niestrawne...

      Usuń
  3. Też mamy podgrzewacz przepływowy siemens i tez nam padał bez przerwy, dopóki instalator (bardzo fajny) z Suwałk nie wytłumaczył nam, że winny jest taki wichajster w środku, który teraz notorycznie jest z plastyku. Trzeba znaleźć taki model, gdzie ten wichajster (rozrządnik czy inne coś tam, ja ogrodnik jestem, nie elektryk) jest metalowy ewentualnie znalęźć sam wichajster i wstawić go na miejsce plastykowego. Znalazł, wstawił, nawet niezbyt drogo wyniosło i ogrzewacz działa już z 7 lat bez awarii. A wahania ciśnienia też mamy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jacku, nie wiem czemu z uporem maniaka trzymasz się tego przepływowego podgrzewacza. Czemu nie zastosujesz sobie małego baniaczka z grzałką? Nieduży bojler o pojemności rzędu 20 litrów spokojnie wystarczy na komfortowy (choć oczywiście nie trwający godzinę) prysznic... W dodatku szybko się potem dogrzeje do kolejnego prysznica.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam się podgrzewacza i BĘDĘ się go trzymał.

      Gdyż:
      1. Jakim cudem bojler, który grzeje wodę przez cały czas, a nie tylko wtedy, gdy jest potrzebna, może być, Twoim zdaniem - lepszym rozwiązaniem..?
      2. Na 5 lat używania podgrzewacza, problemy mieliśmy tylko dwa razy - dwa lata temu, gdy skończyła się gwarancja naszej "Biance" i przez ostatni rok, gdy zaczęły masowo ginąć Dafiki. Poza tym, jest to rozwiązanie sprawdzone i skuteczne.
      3. Założenie nowego podgrzewacza nie wymaga ode mnie opanowania żadnych dodatkowych umiejętności ani posiadania innych narzędzi niż te, które posiadam. To jest argument ostateczny i rozstrzygający...

      Usuń
    2. Głównie dlatego, że jest chyba stuprocentowo odporny na wahania ciśnienia wody. Plus pozwala trochę oszczędzić pieniędzy, jeśli masz dwustrefową taryfę energetyczną.

      No i daje możliwość puszczenia większego strumienia ciepłej wody, czyli większą przyjemność z kąpieli.

      Argument nr 3 rozumiem doskonale i w zasadzie uważam za rozstrzygający. :) Ale miej w pamięci taki podgrzewacz, bo to dużo więcej roboty nie będzie, gwintowane rurki i kolanka kupić łatwo, a problem możesz mieć rozwiązany na stałe (tj. do czasu awarii grzałki ;) ).

      Usuń
    3. Mamy taryfę C11 i na razie nic się z tym nie zrobi. Żeby przejść na taryfę G, musiałbym coś wybudować. A przejście na C12, poza koniecznością zakupu nowego licznika, niewiele mi da...

      Usuń
    4. Ja tylko powiem apropos bojlera, że dzisiejsze to nie taka metalowa wanna z grzałką jak kiedyś, tylko są dosyć dobrze zaizolowane i zapakowane w styropianową osłonkę. I pomimo, że niby grzeją cały czas to jakoś tak wychodzi że kiedy już podgrzeją wodę, to przez tą izolację załączają się wyłącznie żeby lekko dogrzać do temperatury ustalonej przez termostat. I jak my przeszliśmy z przepływówki na bojler, to zupełnie nielogicznie się okazało, że rachunki za prund nie wzrosły w ogóle. A dodatkowo bojler nie zarzyna tak instalacji elektrycznej, bo w przeciwieństwie do przepływówek czerpie jakby mniej naraz. Ogrzewacz przepływowy żeby podgrzać wodę przez tą sekundę podczas której woda przez niego przepływa zużywa naprawdę ogromną dawkę jednorazowo. W bojlerze jest to bardziej rozłożone po prostu. Na skoki ciśnienia też jest odporniejszy.
      I na koniec to kiedy nasza przepływówka padła i zdecydowaliśmy się na bojler, to całą przeróbkę instalacji robiłam ja osobiście wraz z moją mamą, za pomocą kombinerek, klucza, taśmy teflonowej, pewnej ilości trójników, rurek i przejściówek i kleju to tychże. A największym problemem było to że musiałyśmy go po prostu przewiesić kawałek dalej niż przepływówkę bo się nie zmieścił. Podłącza się to bardzo podobnie do przepływowego tylko trzeba go podwiesić wyżej i wymaga nieco więcej miejsca.
      I już więcej nie mędzę, chciałam tylko przedstawić coś z własnego doświadczenia bo z oboma systemami miałam do czynienia i porównanie wypadło nam zdecydowanie na niekorzyść przepływówek.

      Usuń
  5. Na tej stronie dość jasno pokazano różnicę między sterowaniem hydraulicznym, a elektronicznym.

    http://www.kospel.pl/pl/porady/podgrzewacze-wody/108-jaki-podgrzewacz-wybra-hydrauliczny-czy-elektroniczny.html

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...