środa, 12 lutego 2014

Melesugun poroniła

Po badaniu przeprowadzonym przez naszego zaufanego weterynarza, doświadczonego położnika, pana dr Macieja Witkowskiego nic na razie nie można powiedzieć na temat przyczyn tego zdarzenia.

Płód - ogierek - był prawidłowo wykształcony, bez żadnych widocznych wad. Kobyła też ma się dobrze: ma apetyty, nie wykazuje objawów stresu czy bólu. Doktor stwierdził niewielki krwiak wewnątrz pochwy. Dostała zatem antybiotyk, a także oksytocynę dla wspomożenia oczyszczenia macicy. Łożysko wyszło w całości.

Doktor, kiedy w piątek będzie wracał z Michałowa do Warszawy, pobierze krew (na wszelki wypadek chyba całej trójce...). Zostanie przeprowadzony komplet badań, zarówno na okoliczność ewentualnych infekcji (będę człowiekiem niezmiernie zdziwionym, jeśli to się okaże herpes: no bo skąd..? Od 2012 roku nie było u nas żadnego obcego konia, nawet drogą żaden nie przechodził...), jak i - co już bardziej prawdopodobne, choć wciąż dziwne, biorąc pod uwagę iloma suplementami je nafaszerowałem w ciągu ostatnich dwóch miesięcy - braków żywieniowych.

Według moich obliczeń to był ósmy miesiąc. Biorąc pod uwagę datę urodzin Miyanka, oczywiście, mógł to być także miesiąc dziesiąty - ale rozmiary płodu wskazują, że się raczej nie mylę i że skuteczne było dopiero to krycie, które widziałem w połowie czerwca.


Teraz, po fakcie, stwierdzamy, że były oznaki przedwczesnego porodu. Lepsza Połowa twierdzi, że przez większość wczorajszego dnia, Melesugun pokładała się pod wiatą. Kiedy ostatni raz odwiedziłem kobyły, około 21.00 - tak też było: leżała na swoim ulubionym miejscu, tuż obok siana, i wyglądała na bardzo zaspaną.

Skądinąd jednak, Melesugun w ogóle dość często, korzystając ze swoich przywilejów jako szefowej, zwykła się pod wiatą pokładać - a że nie towarzyszyły temu jakieś oczywiste oznaki bólu, tośmy na to nie zwrócili uwagi.

Poza tym - nie leżała tam przecież przez cały czas! Apetyt miała za to niczym nie zakłócony. Akurat wczoraj wieczorem podałem im ostatnią porcję Hippovitu (tego paskudnego, którego jeść na ogół nie chciały - Melesugun była tu prymuską, zawsze zajadała wszystko, co tylko do wiaderka wsypałem, a i koleżankom zdarzało się jej pomóc...). A rano - pierwszą dawkę kurację oczyszczająco - odpiaszczającej od p. Podkowy.

Płód znalazłem dopiero po podaniu śniadania, kiedy wszedłem pod wiatę nalać wody i podrzucić siano.

Za wcześnie na gdybanie o przyczynach tego nieszczęścia. Nie zdziwię się zresztą, jeśli ich nie odkryjemy...

Za to już widać, że nie będzie tak słodko w tym roku! Za dobrze nam szło - mógłbym napisać, gdybym był przesądny (a w gruncie rzeczy... trochę jestem...).

Teraz podstawowe pytanie brzmi - czy możemy jakoś pomóc pozostałym dwóm kobyłom? Również w tym aspekcie, że szefowa ich stada, sama źrebięcia w tym roku przy cycku nie posiadając, może być dla koleżanek przykrą i niebezpieczyną...

11 komentarzy:

  1. Bardzo współczuję... cytując mądre książki, klacz mogła być zarażona herpeswirusem wcześniej, jakiś czynnik mógł spowodować przejście z formy latentnej w formę zjadliwą, poronienie następuje pomiędzy 7-11 miesiącem ciąży, bez widocznych objawów poprzedzających,zazwyczaj brak zmian w układzie rozrodczym klaczy,poroniony płód nie wykazuje zmian autolitycznych.poronienie może poprzedzać zakażenie układu oddechowego, ale zazwyczaj jest ono bezobjawowe.mam nadzieję że to nie to ale trzeba mieć na uwadze wszystko żeby ochronić pozostałe klacze

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo współczuję.
    Taki wielki źróbek już był ...

    OdpowiedzUsuń
  3. Wyrazy współczucia, przykro nam .

    OdpowiedzUsuń
  4. Raczej herpes niż coś innego, ale przyczyn może być 1000 różnych. Nie ma co się załamywać, przy kilku ciążach zawsze któraś poroni, tak jest w każdej hodowli, tylko mało kto się tym chwali... Jedno poronienie na 6 ciąż to całkiem normalny wynik.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak wiadomo, wyróżniamy "prawdę", "gówno prawdę" i "statystyka".

      Jeśli brać pod uwagę całość naszej działalności hodowlanej, to mamy, po kolei:
      - poród wywoływany po długim przekroczeniu terminu, w ostatniej chwili - wody były już brunatne (a i z zaźrebieniem był lepszy cyrk...),
      - "perineal laceration IIIrd degree" (nie wiem jak to po polsku równie lapidarnie określić...),
      - co najmniej 4, a raczej 6 lub więcej przypadków absorbcji płodu pod rząd - co dało nam w sumie 3-letnią przerwę i stwarza teraz wrażenie, żeśmy tacy kompletni nowicjusze...
      - 3 prawie idealne (no tam jakieś drobiazgi, doprawdy nie warte wzmianki w porównaniu do tego, co się działo poprzednio...) porody w zeszłym roku,
      - poronienie.

      Z tej perspektywy, ubiegły rok to anomalia! A Wam się tyle rzeczy nie podobało...

      Usuń
    2. Statystyka to narzędzie, które mało ludzi rozumie, więc łatwo oszukiwać, ale wykorzystane we właściwy sposób tłumaczy świat lepiej niż cokolwiek innego, bo nie wnika w przyczynę tylko daje wynik,

      4-6 absorbcji płodu można tłumaczyć jakimś felerem ogiera, jeśli był to ten sam ogier, przy czym feler ten może dotyczyć poszczególnych klaczy a nie samego ogiera jako takiego.

      Ja miałem taki przypadek z jednym ogierem, że żadna klacz nie chciała się nim zaźrebić, resorbowały albo nie pokazywały ciąży, myślę, że to kwestia odporności i podobieństwa genetycznego tego ogiera do czegoś, na co klacze były odporne (jakiś wirus przeszły czy coś) lub po prostu jakaś jego infekcja, która powodowała stany zapalne i resorpcje. Przy zmianie ogiera wszystkie rodziły zdrowe potomstwo od pierwszego pokrycia.

      Usuń
  5. Przykro mi. Współczuję.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo współczuję utraty źrebięcia , niestety sama dziś trzymałam 2 tygodniowe koźlę które oddało ostatni dech na moim rękach. Koziołek był zdrowy padł w cierpieniach w ciągu 3 godzin. Sekcja zwłok wykaże ale takie upadki mimo wszystko bolą najbardziej !!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...