wtorek, 4 lutego 2014

Dzień z życia chłoporobotnika

Wśród pól pokrytych lodową skorupą, spod której gęsto wystają łęty niekoszonych chwastów, a gdzieniegdzie brudne plamy odsłoniętej przez wiatr ziemi, wśród smutnych, zimowych zagajników bezlistnej brzozy, wiotkiej, krzaczastej wierzby i karłowatej sosny, wśród z rzadka rozrzuconych świateł ludzkich siedzib - wije się wąska, jednotorowa, carskie pamiętająca czasy droga żelazna. Na tej drodze rozrzucone są stacje: odrapane, samotne budynki z cegły i betonu, perony obliczone na wyładunek sotni kozaków, więc niezbyt długie, ale i tak - zdecydowanie dłuższe od składów Kolei Mazowieckich, które aktualnie po tej wąskiej, carskie pamiętającej czasy drodze żelaznej krążą.
 
Tylko na stacji mogą się minąć pociągi. Toteż bardzo często odchodzą o tej samej godzinie w obie strony - w stronę Warszawy i w stronę Radomia.
 
Na peronie "warszawskim" ustawia się już kilkunastoosobowy tłumek. Mniej - więcej w połowie złożony z podlotków, najwidoczniej udających się do szkół - i szczelnie opatulonych, milczących robotnic i robotników. Nikt z nikim nie rozmawia. Nie wiem, czy to jakaś oznaka alienacji, wyobcowania jednostek nie czujących związku z bliźnimi, czy po prostu: skutek wczesnej pory, zimna (acz nie jest już ono tak dotkliwe, jak kilka dni temu...) i konieczności utrzymania napiętej uwagi tylko po to, by zachować pion. Fizyczny, nie moralny! Peron błyszczy się w świetle stacyjnych lamp jak lustro. Cała jego powierzchnia pokryta jest lodem.
 
Ludzie ustawiają się rzadką tyralierą, pojedynczo. Po przeciwnej stronie, na peronie "radomskim" ledwo kilka osób. Za to trzymają się razem: dwie młode dziewczyny przy postawnym młodzieńcu w wieku szkolnym.
 
W pociągu dorośli niemal natychmiast zapadają w sen. Młodzież tylko prowadzi konwersację. Jedynie Wasz uniżony sługa czyta książkę. Jeszcze jakaś dziewczyna studiuje pilnie komputerowy wydruk - ale tak drobnym sporządzony druczkiem, że literki zlewają mi się w plamy.
 
W takiej chwili ogarnia człowieka dojmujące poczucie samotności. Tęskni za Lepszą Połową, Trzema Gracjami, ciepłem rozlewającym się z wnętrzności Herculesa, nawet za upierdliwym skrzatem - koćkodanem, który nie dawał spać całą noc, a potem postawił wszystkich na równe nogi już o czwartej rano, bo jej pęcherz domagał się koniecznie opróżnienia. Nic to, że wyrko z Ikei, szczytowe osiągnięcie rumuńskiej kultury technicznej w służbie szwedzkiego kapitału znowu straciło poziom, tracąc kolejny partacki spaw. Nic to, że poruszać się wokół chatki można tylko kaczkowatym, niepewnym chodem Eskimosa - tak wszędzie ślisko. Nic to, że przełącznik ciśnieniowy wciąż się zacina, co chyba dowodzi już, że to nie zimno mu szkodzi, lecz wiek i zużycie. Home, sweet home!
 
 
Cóż by to było, gdyby jeszcze i wracać przyszło z tymi samymi ludźmi, po ośmiu godzinach pracy, znowu w ciemności, tym razem wieczornej..? Zaiste, cóż może być smutniejszego niż życie chłoporobotnika..?!
 
A tymczasem - zobaczymy, czy remont Wendi nareszcie dobiegł szczęśliwego finału...

3 komentarze:

  1. Dokładnie te 3 rzeczy można robić w PKS/pociągu: spać, rozmawiać, czytać. Przy czym np. W autobusach obowiązuje swego rodzaju "podział": młodzież ucząca się obsiada tył autobusu. I tam, niezależnie od pory jest dosyć gwarno, nawet mimo że jakieś pojedyncze osoby telepią się z jednej na drugą stronę we śnie zależnie od zakrętów, a inne kulą się nad nauką. Za to z przodu jest już bardziej kameralnie, jeśli są jakieś rozmowy, to prowadzone zwykle przez "sąsiadki z siedzenia".

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak ja Cię rozumiem... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bo to nieprawda, że ludzie są do siebie podobni. Czasem czuje się jak kosmita na obcej ziemi. I wcale nie chodzi o kraj.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...