czwartek, 27 lutego 2014

Buchta


Bezczelność dzikich świń nie zna granic! Że nam na pastwiskach ryją - to ich dzikoświńska rzecz. Że watahami po kilkanaście, a nawet po kilkadziesiąt sztuk łażą i burdy wszczynają po lesie - ich dzikoświńska rzecz. Tydzień temu taka wataha zablokowała mi wąską drogę, którą zwykle wracam ze stacji do domu - między skarpą wykopu kolejowego, a gęstym, świerkowo- malinowym gąszczem - i musiałem się przez nie przepychać napierając zderzakiem Wendi na świńskie zadki. I dobrze, że to solidny samochód, bo wcale chętnie nie ustępowały - Punto bym się nie przebił...
 
No ale - to wszystko zwykła, dzikoświńska rzecz.
 
Ale to, co odkryła kilka dni temu Lepsza Połowa tuż obok naszej chatki, dosłownie parę metrów od okna - to już jest przesada, nawet jak na maniery dzikich świń!
 
Normalnie - zrobiły sobie z naszego Lasku Centralnego buchtowisko:
 





Może nie do końca widać na zdjęciach, ale przeryte jest jak by kto broną po lesie jeździł.

14 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Nie sposób stwierdzić, bo na razie hibernuje. A w zeszłym roku i tak odrastało od korzenia - widać pęd przemarzł...

      Usuń
  2. U nas ryją jak by pługiem przejechał.

    P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widać między drzewami nie mogły się rozpędzić. No i ściółka trochę to optycznie pomniejsza...

      Usuń
  3. Bezczelnosc swinska nie zna granic u nas w wiosce wszystkie pobocza zaoraly. Probowaly tez dostac sie pod siatka na nasza posesje, na szczescie 0,5 metrowy cokolik je powstrzymal. Kiedy jeszcze nie mielismy porobionych ogrodzen, zaoraly nam trawe przy samych drzwiach od kuchni. Zawsze sa z nimi jakies przeboje.

    OdpowiedzUsuń
  4. E tam, u nas w centrum ryją, jak się wyjdzie rano to człowiek ma wrażenie że jakiś szalony traktorzysta się po trawnikach przyblokowych przejechał ;) A do ścisłego centrum Gdyni mamy może z 10-15 minut piechotką i z 5 autem.
    Ale to i tak nic w porównaniu z inną historią, którą zresztą widziałam parę lat temu na własne oczy. Otóż mamy szczyt sezonu, jakoś koniec Lipca więc około 16 po południu. Na Bulwarze tłumy, ja na spacerze z dogiem niemieckim ciotki (co go niby trochę ustawiałam, bo ciotka się skarżyła że za nim fruwa i nie może między psy i ludzi bo się rzuca). No to ja z tym psem i go niby szkolę w tych tłumach ludzi i nagle w całym tym sajgonie widzę maszerujące centralnie przez trawnik stadko - odyniec (całkiem spory), locha i chyba z sześć pasiaczków :/ Psy szczekają, dzieci wrzeszczą, kobiety mdleją a japońscy turyści robią zdjęcia. Świnie mają wylane totalnie na to co się dzieje i ewidentnie uważają że jak najbardziej mają prawo spacerować sobie deptakiem w środku sezonu turystycznego :D Potem od znajomego dowiedziałam się że takie akcje to norma - robią se rundę z Kamiennej Góry i idą Bulwarem na Polankę Redłowską lub klify :D No czasem jak są upały wpadną też na plażę miejską się wykąpać ;D Takie to u nas dzikoświnie są ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze trochę, i pójdą głosować. :-)

      Usuń
    2. To by chyba było nazbyt cywilizowane... Sądzę, że raczej, metodą ukraińską, po prostu wprowadzą się do Sejmu - i zażądają żołędzi i kukurydzy!

      Usuń
    3. Nasze lokalne raczej zarządałyby otwartych śmietników i obowiązkowego przydziału suchego chleba ;)

      Usuń
    4. Jak, zwał, tak zwał. Koryto i tyle.

      Usuń
    5. Gdynianie słyną z ogromnej tolerancji dla żywych istot, a że świniowate nie w ciemię bite i swój rozum mają, to czemu tu się dziwić;)

      Bardziej zaskoczyła mnie - i to pozytywnie- informacja o tym, że w Gdyni jest centrum p;)

      Usuń
    6. Hehe, Centrum jest podobnie jak w Gdańsku - długie i ma macki ;P
      A Gdynianie dzikoświństwo regularnie odławiają i wywożą całymi rodzinami w Bory Tucholskie. Ðzikoświniom powrót spacerkiem zajmuje ponoć jakiś tydzień, wtedy kolejna darmowa wyżerka w odłowni i wycieczka w Bory i na abarot z powrotem :D I tak się wożą za nasze podatki jak nasi politycy niemalże ;)

      Usuń
  5. artur xxxxxx1 marca 2014 04:33

    Mnie kiedyś przyatakował duży odyniec na Wawrze. Raczej chciał mnie przepędzić ze swojego terytorium, co zresztą mu się udało, niż wyrządzić mi krzywdę. Był naprawdę ogromny, nigdy takiego później nie widziałem w okolicy.

    OdpowiedzUsuń
  6. U mnie poryte trawniki w środku blokowiska, daleko od lasu, nie są niczym dziwnym.
    Zdarzało się, że straż miejska samochodami z załączonymi migającymi kogutami przeganiała wielkie stado o zmroku, bo strach było przejść główną ulicą, gdy sobie 30 dzików wesoło truchtało.
    Kichamy na miasto - natura jest niezwyciężona!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...