wtorek, 11 lutego 2014

Apetyt rośnie...

jak wiadomo - w miarę jedzenia!

Ale naszym czworonogom w ciągu ostatniego tygodnia - jak raz od chwili, gdy zaczęło się ocieplenie - apetytu przybyło aż nadto. Belka siana, która jeszcze w styczniu starczała na 8 - 10 dni (głównie w zależności od tego, jak szybko udało im się ją rozerwać i rozwłóczyć po całej wiacie), teraz wystarcza na zaledwie 6 - 7 dni. I jest zżerana nader skrupulatnie, mało co ląduje pod kopytami (stąd w sobotę przywiozłem nową belkę słomy do ścielenia).

Wydaje się, że najpóźniej jutro znowu będę musiał jechać do stodoły Pana Jana.

No cóż - wygląda na to, że ciężarówki jedzą już (i srają...) za dwoje (a może za dwie - jednak..?).

Aktualne zdjątka - z daleka, żeby nie było za bardzo widać błotnej panierki:





Młodej, jak się ją czasem doczyści, wychodzą jabłuszka na futrze - które zresztą miała przecież i jesienią.

Co do osobników czterołapych, to tu akurat żadnej zagadki rosnącego apetytu nie ma. Wszystko jest jasne. W "Pierdonce" zabrakło firmowej suchej karmy - chcąc nie chcąc, szarpnąłem się więc na chrupki Kite Kate'a. A poza tym, wracając w piątek ze stolycy, oprócz przecenionych muli dla nas, przywiozłem też bardzo przez nasze koćkodany lubiane puszki z Auchan "z dziczyzną".

Wiem, wiem - "prawdziwy" wielbiciel kotów takim szajsem ich nie karmi.

Skądinąd jednak, jak patrzę na etykiety - i porównuję je z tym, co sami jemy - to jakoś przestaje mi być czterołapych żal...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...