poniedziałek, 6 stycznia 2014

Z pamiętnika bimbrownika, cz. 17 - cztery wina Trzech Króli

Pogoda zrobiła się po dwóch nocach deszczowych i mglisto - burym dniu wczorajszym ładna. Toteż wzięliśmy się w ostatni (nominalnie! Skądinąd, kontaktując się ostatnio z kilkoma agentami nieruchomości odkryłem, że wielu z Państwa zapewne zderzy się z brutalną rzeczywistością dnia codziennego dopiero za tydzień...) dzień Najdłuższego Łykendu Nowożytnej Europy za rozlewanie win. Rozlaliśmy ich cztery:


Od lewej (lewa jego..., lewa jego...):

- z aronii z jabłkiem,

- z owoców czarnego bzu,

- z dzikich gruszek z dodatkiem tarniny i pigwy (tzn: wszystkich DWÓCH owoców pigwy, które nasze krzaczki, 3 lata temu posadzone, po raz pierwszy zrodziły...),

- z czeremchy.

Aronii z jabłkiem:


starczyło dokładniuteńko na dwie butelki - i pojęcia nie mam, jak smakuje poza tym, że oblizałem paluchy, którymi wyciągałem z baniaczka owoce (swoją drogą kiedyś sobie zafunduję baniaczek z szeroką szyjką...) - były słodkie. No cóż, za słodkimi winami nie przepadamy, ale i takie się przydają. Pachnie w każdym razie bardzo ładnie, wyraziście aroniowo. Kolor - jak widać. Na pewno damy mu postać co najmniej do wiosny (myślę, że wybierając się do M. na Wielkanoc - weźmiemy ze sobą jedną z tych dwóch butelek...).

Spróbowałem natomiast wina z owoców czarnego bzu:


Smakuje bardzo podobnie jak takie samo wino w wersji z roku 2012 - któreśmy wówczas zlekceważyli, a niesłusznie, bo po przezimowaniu okazało się najlepszym, jakie kiedykolwiek do tej pory wyprodukowaliśmy (inna sprawa, że po kolejnych kilku miesiącach się zepsuło - za bardzośmy się cackali z ostatnią butelką, kroplomierzem jej zawartość wydzielając...).

Już teraz jest mocno rozgrzewające i ma bardzo przyjemny "ogon". Na pewno musi postać, żeby wytrącił się osad i zanikł delikatny posmak drożdży. Sądzę, że tym właśnie winem będziemy oblewać narodziny tegorocznych źrebiąt. Tudzież podejmować Bardzo Szczególnych Gości.

No to teraz już Państwo wiecie. Jeśli nas odwiedzicie na wiosnę, a poczęstujemy Was tym właśnie winem - znaczy, że jesteście Bardzo Szczególnymi Gośćmi (no chyba, że zdąży się nam skończyć, nim do nas traficie... Ewentualnie: zapomnę, gdzie je na strychu upchnąłem - co też jest jak najbardziej możliwe..!).

Wino z dzikich gruszek, tarniny i pigwy:


póki co przypomina sporządzone wedle podobnej koncepcji "wino na winie". Zobaczymy, co z tego wyniknie za pół roku...

No a czeremcha:


wiadomo - klasyk!

W tym roku zrobiliśmy go bardzo mało, bo ledwo jeden z tych czterech małych baniaczków:


Ale to głównie dlatego, że latoś ptactwo jakoś błyskawicznie całą dookoliczną czeremchę obrało z owoców. Brałem to wówczas za oznakę wczesnej zimy - pomyliłem się o tyle, że wprawdzie wrzesień był mroźny, ale za to potem ulżyło. I do tej pory aura wyjątkowo nas rozpieszcza, czego dowodem jest chociażby fakt, iż wciąż mamy... zieleninę w ogródku..!

Proszę bardzo:





Przy czym kard na ostatnim zdjęciu ma już wyłącznie dekoracyjne znaczenie, bo od dawna jest już bardzo gorzki i niejadalny. Za to burak liściasty, z którym się tak bratersko splótł, szpinak, sałata czy pietruszka - jak najbardziej, wciąż regularnie trafiają do kuchni Lepszej Połowy.

No to jeszcze, z rozpędu, pochwalę Pana Karola, naszego zaprzyjaźnionego mechanika, który zespawał rozerwany dyszel naszej przyczepy:


oraz pochwalę się koćkodanem starym, który po zapodaniu mu (ledwo dwukrotnie) Efektywnych Mikroorganizmów, przeżywa w tej chwili swoją dziewiątą młodość i jest absolutnie nieznośny (apetyt się jej poprawił, skutkiem czego wstaję teraz po trzy, po cztery razy każdej nocy, żeby ją podkarmić - a poza tym, śpiewa rozgłośnie koćkodańskie serenady...) :




Dla porównania koćkodan czarny, który żadnych Mikroorganizmów nie przyjmował (nie odważyłbym się... skończyłoby się to najprawdopodobniej w ten sposób, że to koćkodan mnie by lekarstwo zaaplikował, a nie ja koćkodanowi...), ale jest za to trzy razy młodszy:


Tak w ogóle, to największym osiągnięciem Najdłuższego Łykendu Nowożytnej Europy jak o nasze gospodarstwo chodzi jest fakt, iż udało mi się sporządzić, a co najważniejsze - uzgodnić z instancją zwierzchnią, czyli z Lepszą Połową - projekt wielofunkcyjnej barako - ziemianki, która ma pełnić funkcje letniej kuchni, wędzarni, suszarni, dojrzewalni win i innych trunków, itp. Dzięki temu - produkcja rozmaitych trunków, a także innych przetworów, powinna się stać od wiosny, gdy inwestycję tę planuję zrealizować, o wiele łatwiejsza!

Jak by ktoś z Państwa przypadkiem wymieniał okna i zostały mu stare, z którymi nie wie co zrobić, to proszę ich nie wyrzucać do lasu! Ja bardzo chętnie takowe przygarnę i zużyję...

1 komentarz:

  1. "Wina jak malina!" (chcialoby sie rzec). Interesujaco sie prezentuja (intryguje mnie te wino z pigwa). I gdybym zostal kiedys uhonorowany szklaneczka, ktorys z win, to nie bede bardzo protestowal ;).

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...