piątek, 3 stycznia 2014

Wyobrażone, czy realne..?

Pewnie nawet bym o tym nie wiedział, gdyby nie przypadek: zadzwonił wieczorem telefon w czasie, gdy akurat trzymałem pilota w garści i trafem, zatrzymało się na jakimś kanale informacyjnym. Normalnie takowe omijam. Ale tym razem, kiedy włączyłem z powrotem głos, to już sobie obejrzałem tę historię - i histerię, bo program skupił się na oczekiwaniach wyrażanych przez widzów oraz tzw. "ekspertów".

Chodzi oczywiście o noworoczny wypadek w Kamieniu Pomorskim. Oraz żądanie kolejnego "zaostrzenia kar", czy też "podjęcia środków zapobiegawczych".


Przypadek ten dobrze koresponduje z tematem, który i tak chciałem tutaj podjąć - z pytaniem, na czym tak naprawdę polega tzw. "życie społeczne"..?

Wyobraźnia, o której pisałem wczoraj, dlatego między innymi tak słabo sprawuje się, gdy chodzi o odkrywanie nowego i nieznanego w świecie, bo przeciążona jest nieustanną pracą nad podtrzymywanie różnych należących tylko do jej sfery fikcji - które razem składają się na większość tego, co nazywamy zwykle "życiem społecznym".

Pierwszą zgoła rzeczą, którą zrelacjonowało "pudło" a propos rzeczonego wypadku było żądanie "zaostrzenia kar". Czyli - nie bójmy się tego słowa - zemsty na sprawcy. Tym i ewentualnych następnych.

Nie mam najmniejszego problemu, żeby takich delikwentów karać nawet i śmiercią. Nazywajmy jednak rzeczy po imieniu! Żadna kara życia tym ludziom nie wróci. Co do tzw. "czynnika odstraszającego" - to rzecz jest, jak wszyscy dobrze wiemy, dyskusyjna. Żadnych rozstrzygających danych nikt nigdy nie przedstawił i nie przedstawi. Jak słusznie bowiem jakiś czas temu zauważył JKM - na czym niby miałby polegać eksperyment w tym przypadku..?


Oczywiście - zmiana w kodeksie karnym wiąże się także ze zmianami w statystykach przestępstw. Tyle tylko, że statystyka, statystyce nie równa.

Po pierwsze - to nie jest eksperyment "kliniczny", bo bardzo trudno wyeliminować wpływ innych niż sama tylko zmiana sankcji karnej czynników (chociażby sezonowych, wynikłych z fluktuacji demograficznych, czy też wreszcie - ze zmian gospodarczych).

Po drugie - nie każdy zbiór przestępstw jest na tyle liczny, żeby dało się do jego badania w ogóle zastosować narzędzia statystyczne. Zapewne da się tak analizować kradzieże, typowe wypadki drogowe, czy też oszustwa podatkowe - bo są to przestępstwa bardzo powszechne. Ale już zamach terrorystyczny? Czy takie właśnie, ekstremalne przypadki jak ten ostatni w Kamieniu..? A ile ich jest rocznie..?

Tak, czy inaczej, ile by na ten temat nie dyskutować, każdy i tak pozostanie przy swoim zdaniu. Jedni będą się upierać, że wysoka sankcja karna odstrasza potencjalnych przestępców (i dlatego będą domagać się jej maksymalizacji) - a inni twierdzić będą, że wcale tak nie jest (i na ogół będą się opowiadać za bardziej liberalnym podejściem do takich czynów).


Moim natomiast zdaniem - rzecz jest bez znaczenia. Kara wymierzana sprawcy czynu ma dużo większe znaczenie dla ofiar i dla ludzi, którzy w wyobraźni zwykli stawiać się na ich miejscu, niż dla tego konkretnego przestępcy, czy też potencjalnych kandydatów na jego naśladowców.

Jak facet był tak napruty, że nawet nie potrafił trzymać się jezdni - to chyba nie sądzicie, że zostało mu dość przytomności, aby analizować zapisy kodeksu karnego..?

Ofiara i ludzie, którzy w wyobraźni identyfikują się z ofiarą, słusznie i sprawiedliwie domagają się odpłaty, która zaspokoi ich naruszone poczucie bezpieczeństwa i godności. Niech sobie "postępacy" nazywają to atawizmem, czy prymitywem - ale słuszną i sprawiedliwą karą za śmierć jest śmierć. I dlatego - nie mam najmniejszego problemu z tym, żeby za takie czyny karać sprawcę śmiercią. Mając pełną świadomość, że chodzi tylko i wyłącznie o zemstę, a nie o żadne nowomodne "czynniki odstraszające".

Czy taka kara "odstrasza", czy "nie odstrasza" - to jest dyskusja zastępcza, która ma tylko odwrócić uwagę od istoty problemu. Ludzie, nawet skądinąd wyposażeni przez naturę w zdecydowane i trwałe poglądy, na ogół nie lubią być nazywani "prymitywami" - a już cała niemal tzw. "prawica" zostaje z punktu moralnie rozbrojona, jak im jakiś "lewak" przysunie cytatem z papieża, potępiającym karę śmierci, czy coś w tym rodzaju...

Wymierzenie kary śmierci, najlepiej publiczne i - co bardzo istotne - SZYBKIE (a przecież w takim wypadku nie może być wątpliwości co do osoby sprawcy...), niemal natychmiast uspokoiłoby wyobraźnię tłumów, przywracając społeczny pokój.


Tak się oczywiście nie stanie. Dla powodów które zresztą także mieszczą się bez reszty w sferze "wyobrażonego", a nie w sferze "realnego" - oto bowiem nasi umiłowani przywódcy od bardzo już dawna, bo co najmniej od stulecia, nieustannie usiłują wyplenić z nas takie paleolityczne atawizmy i wykuć z ludzkiej mierzwy "nowego człowieka". Jednym z elementów tej "walki z naturą" jest oczywiście absolutne i totalne potępienie kary śmierci - i mowy nawet nie ma o tym, żeby do tego rozwiązania powrócić.

Co, tak zupełnie na marginesie, jest jednym z najbardziej oczywistych przypadków obnażających pozorny charakter rzekomo funkcjonującej u nas "demokracji"...

Kary śmierci zatem nie ma i w żadnym razie być nie może. Co nam to daje w efekcie..?

Czyn tak brutalny jak ten w Kamieniu (czy - jak nagłaśniana przez cały zeszły rok sprawa małej Madzi...) burzy społeczny pokój. Czyli - funkcjonujące w wyobraźni przeciętnego przechodnia przekonanie, że może sobie bezpiecznie spacerować chodnikiem, nawet przy ruchliwej drodze.

Naruszenie społecznego pokoju uruchamia potężne siły, głęboko zakorzenione w ludzkiej psychice. Nasza "wspólnota" z ofiarą takiego wypadku, dla 99,97% mieszkańców kraju wielkości Polski całkowicie anonimową pozostaje oczywiście wyłącznie w sferze wyobrażeniowej - ale cóż z tego..? Każdy bywa od czasu do czasu przechodniem. Każdy zatem może się w wyobraźni postawić na miejscu ofiary takiego wypadku. Każdy może odczuwać lęk.

Lęk odczuwany przez miliony telewidzów i wyborców, niezależnie od tego, że nic on nie ma wspólnego z jakąkolwiek "realnością" - to już jest taka siła, której nikt nie może lekceważyć. Jeśli się tego lęku przez czas odpowiednio długi nie rozładuje - będzie się kumulował, aż wybuchnie.

Doprowadzając do kolapsu całej, czysto wyobrażeniowej przecież "wspólnoty społecznej". A taki kolaps może oznaczać rewolucję, może oznaczać ucieczkę z kraju albo chociaż - emigrację wewnętrzną (tak jest - teraz już Państwo wiecie: ja po prostu NIE WIERZĘ w tzw. "więź społeczną" i dlatego się - realnie i wyobrażeniowo - odcinam i wyosabniam...).

Prawdę powiedziawszy to konkretnie nasze społeczeństwo ma na koncie tyle nierozładowanych lęków, że cudem nazwać należy fakt, że jeszcze w ogóle jakoś funkcjonuje. No ale - to temat na osobne rozważania.


Politycy i tzw. "eksperci" będą się dwoić i troić, aby JAKOŚ jednak - w granicach narzuconych im przez aksjomaty, których zapewne sami nie ustalali (ach, ta nieautentyczność demokratycznego bytu...) - ów zbiorowy lęk, którego nie mogą nie odczuwać, rozbroić.

Co to może w praktyce oznaczać? Z wypowiedzi, które słyszałem w owym przypadkiem włączonym programie informacyjnym jasno wynika, że będzie jak zwykle. A więc - kolejne zwiększenie sankcji karnej, oczywiście bez kary śmierci. Penalizacja już nie tylko samego "prowadzenia pod wpływem" (nawet jeśli, skądinąd żadnego przestępstwa się nie popełniło, a "wpływ" był niewielki - przypominam tu dyskusję, którą dawno temu na ten temat mieliśmy...), ale i towarzyszenia w jednym pojeździe kierowcy "prowadzącemu pod wpływem". Zapewne rozszerzenie gamy środków karnych - skoro konfiskowanie pojazdów już nie wystarcza, może "prowadzącym pod wpływem" zabierać też domy..?

Znowu - nazywajmy rzeczy po imieniu i nie bawmy się w dyskusje zastępcze. Nie istnieje ŻADNA metoda zapobiegania tego rodzaju wypadkom w przyszłości. Nie istnieje - koniec i kropka.

Tylko całkowita likwidacja ruchu samochodowego na terenie całego kraju mogłaby nam w przyszłości oszczędzić wypadków komunikacyjnych. Tego rodzaju. Bo i bryczka ze spłoszonym koniem też jest w stanie przechodniów poharatać...

Ani konfiskata samochodu i domu oraz kastracja sprawcy i jego ewentualnych męskich potomków, jeśli takich już ma, połączona z dożywotnim więzieniem, ani wprowadzenie całkowitej prohibicji. Co najwyżej uda się tą metodą, dookólnie, stopniowo i z wielkimi kosztami dojść do kary tak okrutnej, tak dotkliwej, tak strasznej - że w wyobraźni tłumów zrównoważy wreszcie ona gwałtowne i brutalne zło wyrządzone przez sprawcę wypadku - i zbiorowy, wyobrażeniowy lęk, zostanie rozładowany.

Tyle tylko, że po drodze, poszukując rozładowania owego wyobrażeniowego lęku - zbudujemy sobie całkiem realny totalitaryzm...

19 komentarzy:

  1. I należy do tej histerii dodać po pierwsze wymiar sprawiedliwości, którego machina prawdopodobnie rozwlecze sprawę na parę ładnych lat, i tendencję do używania tego typu medialnych tematów jako zasłon dymnych, za którymi ciekawe rzeczy się mogą przemknąć. Tak jak zwróciła mi ostatnio uwagę znajoma że za plecami afery o dżender przemknęła i została uwalona przez sejm, senacka poprawka o swobodzie działalności gospodarczej - to co nas najbardziej w tym interesowało to wreszcie rozszerzenie przepisów o to żeby rolnik mógł legalnie sprzedać swoje produkty z gospodarstwa, bez strachu że mu sie do d... dobiorą. Takie pierdoły jak niewielkie ilości własnorobnego dżemu, sera, mleko, może nawet załapałoby się to co mnie najbardziej interesi czyli przesortowana wełna albo wyroby rękodzielnicze z niej robione. A tak dalej sąsiadka będzie mi mleko w wielkiej tajemnicy nalewać żeby się przetwórnia czy ktoś tam nie dowiedziała :/
    Teraz ciekawam co aferą z Kamieńca przykryją. A prawda jest taka że najlepszym sposobem spuszczenia pary po takiej sprawie jak ta jest natychmiastowy lincz na miejscu. Bez pardonu. Paskudne ale każde inne rozwiązanie tylko całą frustrację powiększa :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam,

    Sprawa jest prosta, wystarczy tylko stosować istniejące regulacje w sposób konsekwentny. Jeżeli Pan X zabije kogoś siekiera, to przedmiot służący do popełnienia przestępstwa ulega przepadkowi na rzecz skarbu państwa. Podobnie może być z komputerem, koniem itp. Dlaczego inaczej ma być z samochodem. Przecież komputer czy koń mogą być warte o wiele więcej niż stare auto.
    Po kilku tysiącach lat cywilizacji ludzie dalej jedzą korzonki i podbierają jajka ptakom, i w 90% przypadków jedyna sankcja, która może jakoś zadziałać jest sankcja finansowa. Trach po kieszeni.
    Nie oznacza, to natychmiastowe remedium, ale przyspieszone eliminowanie (choć nie wyeliminowanie) takich zachowań. Choćby z bardzo prozaicznego powodu - potencjalny sprawca nie będzie miał się czym wbić w grupę ludzi. W większości przypadków takie przestępstwa są popełniane własnym samochodem, bo niewielu jest takich, którzy dadzą pijanemu swój samochód.
    Nie ma innej drogi...

    Pozdrawiam
    Mark0wy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kulą w płot! Tego rodzaju sankcja działałby jako "środek zapobiegawczy" tylko i wyłącznie wówczas, gdyby skutki powodowanych wypadków narastały z czasem. To znaczy - za pierwszym razem klient ma po pijaku tylko stłuczkę, za drugim razem kogoś lekko potrąci, a dopiero za n-tym: zabije 6 osób.

      Ale tak przecież NIE JEST! Gościu z Kamienia zdaje się MIAŁ prawo jazdy, czyż nie..? Skoro je miał, to znakiem tego - był to jego PIERWSZY wypadek "pod wpływem". I od razu - "z główną wygraną".

      Idąc konsekwentnie Twoim tropem myślenia - dochodzimy do tego, co napisałem w tekście. Mianowicie, że aby wyeliminować tego rodzaju wypadki, należałoby całkowicie zakazać ruchu samochodowego.

      Bo ZAWSZE może się zdarzyć, że ktoś PO RAZ PIERWSZY napije się, wsiądzie - i trafi w grupę przechodniów... Jest to czynnik losowy. Tak samo jak burze, gradobicia, upadki z konia czy tory planetoid...

      Usuń
    2. Aby usunac na trwale wszelakie wypadki drogowe nalezaloby zaorac drogi (i konsekwentnie nowych nie budowac) i zakazac wszelakiego ruchu (kolejowego, morskiego i lotniczego). A jak mimo tego ludzie umierac beda, to moze ustawodawca dojsc do slusznego skad inad wniosku, ze to wina czlowieka jest, gdyz jest on smiertelny. Do jakich wtedy wnioskow Jesnie Oswiecany Jupiterami Ustawodaca wtedy dojsc moze, to boje sie nawet pomyslec!!!

      Usuń
    3. Gościu z Kamienia miał już na rok zabrane prawko za jazdę pod wpływem. Czy spowodował wtedy jakiś wypadek? Nie wiem, w kazdym razie w jego wydaniu to już recydywa :/ L.

      Usuń
  3. Witam,

    Jest oczywiście trochę takich przypadków o których piszesz.
    Dużo emocji, wódka i wypadek ze skutkiem śmiertelnym.
    Sadzać jednak po ilości złapanych kierowców, około 160 000 rocznie, oznacza to jakieś 1,5 młyn kierowców jeżdżących po wpływem. Nawet barany kalkulują choć trochę. Przecież gdyby było inaczej codziennie mielibyśmy kilkanaście napadów na bank.
    Otóż ludzie boja się konsekwencji swych czynów, jeśli konsekwencja jazdy po pijaku a wiec popełnienia przestępstwa byłaby utrata samochodu, niech to będzie tych kilku, kilkunastu tysiecych złotych, to jak by nie liczy i jak by nie patrzeć - taksówka wyjdzie znacznie taniej. Stosunek korzyści do ryzyka jest miażdżący.
    Dalej jeśli 160000 sprawców tracilo by samochód , to nawet licząc ze połowa z nich kupi drugi, po pięciu latach połowa potencjalnych sprawców nie miało by czym jeździć, ergo liczba takich przestępstw musi spać.
    Niech Ci założenia rudymentarne nie zasłaniają faktów.

    Pozdrawiam
    Mark0wy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drogi Mark0wy! Znam przykad czlowieka, ktoremu zwyczajnie ani "założenia rudymentarne" (pewnikiem o nich pojecia nie ma) ani tym bardziej kolejne wyroki sadowe nie przeszkadzaly wsiadac za kierownice na "potrojnym nawet gazie". Radosna "zabawe w chowanego" z policja przerwal sad na jakies 3 lata zamykajac wesolka za kratkami (jedynie za to, ze jako recydywista nie dosc, ze jezdzil autem "po spozyciu" , to jeszcze do tego bez uprawnien. Dodam jedynie, ze tenze wesolek nikogo nigdy oraz w zadnym stanie skupienia autem nie uszkodzil).

      Usuń
    2. A ja mam wspomnienie mojego byłego szefa :/ Dobre auto na firmę, co z tego że by mu je zabrali, kasę na nowe by się znalazło. Rekord życiowy o ile dobrze pamiętam - 42 punkty za jednym razem, złapany bezpośrednio na videoradar w tajniaku. Prawka już wtedy nie miał, bo mu je zabrali wcześniej. Do momentu gdy się nasze drogi rozeszły, jeszcze nie miał żadnych trupów na koncie. Ale to chyba zwykły fart jeśli opowieści które o jego wyczynach krążyły były choć w części prawdziwe. I co? Zabranie auta może by go trochę wkurzyło bo nie miał by czym przez chwilę jeździć. Brak prawka w żadnym razie nie powstrzymywał go przed wsiadaniem za kierownicę. Jeszcze formalnie nikogo nie zabił. I co z takim zrobić?

      Usuń
  4. To zastanów się dlaczego karamy za jazdę pod wpływem.
    Żeby zapobiegać wypadkowi.
    Czy sama jazda pod wpływem robi komuś krzywdę? Nie, ale znacząco zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia wypadku.
    Czy jazda z 0,2 promila znacząco zwiększa prawdopodobieństwo wypadku? Zależy jak zdefiniujemy znacząco.
    To inaczej, bardziej czy mniej niż: gniew, niewyspanie, starcza niedołężność, bycie pod wpływem pewnych leków? Pewnie nie bardziej.
    To dlaczego taką jazdę scigać?
    Żeby uzasadnić własne istnienie i mieć haki na ludzi.
    To nic nie robić?
    Nie, karać ostrzej za przestępstwa na drodze jeżeli są pod wpływem. Za wyrządzenie szkody a nie za możliwość wyrządzenia.
    Chcesz zobaczyć do czego prowadzi twoja droga to obejrzyj raport mniejszości.

    Antyetatysta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kierowcy pod wpływem popełniają mniej wykroczeń i powodują niej wypadków niż losowo wybrana taka sama grupa trzeźwych kierowców. Każdy policjant powie wam że to kierowcy ostrożniejsi. A kolega w Kamieniu był także skuty trawka i na speedzie.

      Usuń
    2. Taaa, a świątek siedzi i zawija w sreberka...

      Usuń
  5. Witaj Falco,

    Rozumiem o co Ci chodzi, ale przykład nie jest dowodem. Na wszystko można znaleźć przykład, i dojść do wniosku, ze trzeźwi są większym zagrożeniem niż pisanie.
    Jednak w takich sytuacjach prawo wielkich liczb musi mieć zastosowanie. Jazda po pijanemu radykalnie to jest kilkunasto-kilkudziesięciokrotnie zwiększa ryzyko wypadku, co oczywiście nie oznacza, ze dzieje się tak w każdym przypadku.
    Z jazda po pijaku jest jak w teorii pierwszej zbitej szyby.
    To nie jest tak, ze alkoholową inicjacja za kołkiem odbywa się na trasie Warszawa-Gdańsk. Zazwyczaj jest to jazda po parkingach, polne drogi, małe dystanse, "wyjątkowe sytuacje". Nie ma sankcji, utwierdza się poczucie nie tyle bezkarności co własnej nieomylnosci. Kiedy sankcją jest utrata samochodu, w opozycji do kosztów taksówki, to nawet dla kogoś w stanie upojenia - choć podkład po takie decyzje często powstają w życiu na trzeźwo - ryzyko jest istotne, a już na pewno dla otoczenia w którym pije i w którym prawie zawsze ktoś jest trzeźwy lub mniej pijany.

    W końcu powtórzę to co napisałem wcźesniej, nawet jeśli będziemy zmniejszać o 50000-80000 rocznie ilośc osób jeżdżących pod wpływem alkomat, to po kilku latach efekt będzie widoczny.

    Stanie się to realnie i wyobrazeniowo nieopłacalne.

    Pozdrawiam
    Mark0wy

    OdpowiedzUsuń
  6. Witaj,
    Widziałem raport - świetny.
    Jest cała masa prżestepstw formalnych - bezskutkowych.
    Oczywiście, że istnieje cała mas przypadków kiedy czynniki inne niż alkohol zwiększają ryzyko przypadku, tyle że one najcześciej maja charakter subiektywny. Jazda pod wpływem alkoholu jest obiektywna i nic poza stanem wyższej konieczności jej nie usprawiedliwia.
    Jeśli miałeś 50 złotych na imprezę to miej tez 50 na taksówkę.
    Człowiek biegający po marszałkowskiej z siekiera przecież nie musi nikogo zabić, ani zranić, lecz ryzyko znacznie wzrasta.
    Jeśli Twój sąsiad produkuje na własne potrzeby materiały wybuchowe w mieszkaniu obok, to przecież nie musi stać się coś złego, itp. Itd.

    Albo chcemy rozwiązać problem, a niektóre problemu wbrew rydymentarnym założeniem autora bloga daje się rozwiązać, albo uznajemy, że ludzkie zachowania są jak grad i huragan. Tertium non datur.

    Pozdrawiam
    Mark0wy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Masz rację o tyle, że ja faktycznie NIE WIERZĘ w rozwiązywalność tzw. "problemów społecznych". Ba! Ja w ogóle nie wierzę w to, że ISTNIEJĄ jakiekolwiek "problemy społeczne"..!

      2. Masz też rację, że zapewne polityka, którą proponujesz, BYĆ MOŻE (jest to dość prawdopodobne - ale bynajmniej nie jest pewne!) mogłaby NIECO ograniczyć liczbę wypadków powodowanych przez nietrzeźwych kierowców.

      3. Nie masz racji i to z całą pewnością, zakładając AŻ TAK SZYBKIE tempo ich redukcji (o 5 - 8 tysięcy rocznie). Praktycznie ze 100% pewnością włączy się bowiem jakiś czynnik działający jak inhibitor skutków tej Twojej - konsekwentnej i brutalnej - polityki.

      4. NA PEWNO nie jest rzeczą możliwą CAŁKOWITE WYELIMINOWANIE wypadków drogowych (w tym powodowanych przez kierowców nietrzeźwych lub naćpanych) - a KOMPLETNĄ NIEDORZECZNOŚCIĄ jest dyskutować o możliwości zapobiegania takim katastrofom jak ta w Kamieniu.

      5. Całkowite wyelimiowanie wypadków drogowych w ogóle nie wchodzi w grę i człowiek zdrowy na umyśle nie będzie na serio nawet dywagował na ten temat - bo to jest czynnik czysto losowy. "Skłonność do powodowania wypadków drogowych" to raczej nie jest przypadłość dziedziczna (gdyby była, słusznym i racjonalnym byłby postulat kastracji sprawców...) - a jeśli nawet jest, to raczej tak jak homoseksualizm: nie wynika z istnienia pojedynczego genu, który dałoby się wyeliminować z populacji, uwalniając ją tym samym od skutków jego ekspresji - tylko raczej stanowi skutek nieuniknionej na skutek stochastycznej natury procesów życiowych fluktuacji, która ZAWSZE może się zdarzyć.

      6. Rozmyślania nad próbami wyeliminowania katastrof tak tragicznych jak ta w Kamieniu są kompletnie jałowe i nie mają krzty sensu, gdyż oczywistą oczywistością jest, że NIE ZACHODZI żaden uchwytny statystycznie związek pomiędzy dotkliwością skutków takiej katastrofy, a jakimikolwiek działaniami "zapobiegawczymi", jakie tylko możemy sobie wyobrazić...

      Usuń
    2. Albo chcemy rozwiązać problem, a niektóre problemu wbrew rydymentarnym założeniem autora bloga daje się rozwiązać, albo uznajemy, że ludzkie zachowania są jak grad i huragan. Tertium non datur.

      To takie piękne, rewolucyjne założenie.

      Możesz podać przykład jednego państwa gdzie udało się rozwiązać problem metodami prawnymi?
      Nie ograniczyć, rozwiązać.
      Widzisz, w praktyce każdej takiej akcji towarzyszą koszty które w którymś momencie mogą teoretycznie przekroczyć korzyści i należałoby dalej nieeskalować.
      Problem polega na tym, że państwo nie przyjmuje tego do wiadomości i mechanizm raz puszczony w ruch w którymś momencie będzie generował większe problemy niż sam rozwiązuje.
      Stąd nasza niechęć do zinteresowania państwa kolejnym tematem.

      Antyetatysta

      Usuń
    3. No to jeszcze raz:

      1. "Problem" (cudzysłów wskazuje na fundamentalną moim zdaniem trudność - jak w ogóle zdefiniować zjawisko, które nam się nie podoba..?) daje się ograniczyć. Mowy nie ma o eliminacji. To utopia. Nigdy, nigdzie, nikomu nie udało się np. wyeliminować zabójstw - całkowicie niezależnie od tego, JAKICH narzędzi prawnych w tym celu używał...

      2. Idiotyzmem jest zastanawiać się nawet - a co dopiero próbować "eliminowania" - wydarzeń skrajnych, katastrofalnych, spektakularnych. Wjechanie na chodnik i skasowanie za jednym zamachem szóstki przechodniów to WYPADEK LOSOWY, który żadnym prawidłowościom nie podlega, bo jest zbyt rzadko spotykany, aby w ogóle z sensem się nad nim pochylać!

      3. JEDYNA rzecz warta zastanowienia w całej tej sprawie, to słuszne i sprawiedliwe żądanie odpłaty - które niemiłościwie nam panujący politycy zaraz nam przekują w jakieś kolejne kajdany, krępującego zwykłego, niewinnego poddanego...

      Usuń
  7. Prżepraszam za literówki. Pisze z elektronicznej klawiatury.

    Mark0wy

    OdpowiedzUsuń
  8. Ze swojego podwórka powiem tak: Podpisałem swego czasu klauzulę do umowy o pracę o odpowiedzialności materialnej i niezależnie czy brak mi w kasie złotówki czy sto tysięcy płacę i sam diabeł mnie z tego nie zwolni.
    Każdy kto odbył kurs i zdał egzamin zakończony wydaniem prawa jazdy ponad wszelką wątpliwość i wielokrotnie zetknął się ze stwierdzeniem, że alkohol zaburza czynność prowadzenia samochodu i zwiększa prawdopodobieństwo wypadku czy katastrofy. Zatem zanim zdecyduje się robić prawko i po raz pierwszy wsiądzie do auta powinien wiedzieć, że posiadanie uprawnień do prowadzenia pojazdów mechanicznych jest tylko trochę mniej ważne niż pozwolenie na broń, bo samochód w rękach idiotów jest równie groźny jak kałasznikow. Prawo jazdy nie jest obowiązkowe i wielu świetnie sobie bez niego radzi. A jeśli komuś picie sprawia większą frajdę jak jazda samochodem to wybór jest oczywisty.
    PS: Podwyższanie kar musi być stosowane z umiarem i rozsądkiem. Ja sprawców takich zdarzeń oddawałbym osądowi najbliższych osób ofiar - może trafią na miłosiernych... a jeśli nie to beż żalu dla takich.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ostatnio zdarzyły się trzy przyjemne rzeczy:
    1. Wczoraj napisał Pan ciekawą notkę.
    2. Komendant Marek Działoszyński w TV powiedział coś rozsądnego. Konkretnie, iż omawiany wyżej wypadek nie powinien być asumptem do zmian prawa.
    3. Widziałem w TV prof. Monikę Płatek (zresztą pierwszy raz w życiu), która mówiła z SENSEM wbrew temu, iż skonfrontowano Ją z Posłanka Kretynką od podwyższania kar. Prawdę mówiąc oniemiałem, inteligentny Człowiek w TV, no niesamowite, kolej na kogoś z UPR:).

    "Lęk odczuwany przez miliony telewidzów i wyborców".
    Kim jest statystycznie Telewidz i Wyborca widać po jakości wyborów jakie dokonuje. Opieranie się na opinii takiej Większości w jakiejkolwiek sprawie to dziwaczna aberracja.

    Czasem statystyczny Wyborca w sprawach ogólnych ma rację, jak w przypadku kary śmierci, lecz zazwyczaj rozsądniej byłoby opinie losować, niż ekstrahować je publicznie.
    Chodzi o to, że 95% Ludzi nie potrafi liczyć, czyli w kwestiach statystycznych nie może mieć NIC do powiedzenia (polski jest językiem w którym algebra Boole'a się nie przyjęła:)).

    Jestem pewny, że 95% moich Rodaków używając karty płatniczej nie tylko nie ma zielonego pojęcia, czy rozstrzygnięto hipotezę Riemanna, lecz nawet nie zadało sobie trudu sprawdzenia jaką część wypadków śmiertelnych spowodowali pijani Kierowcy samochodów.
    Ma to znaczenie, ot choćby do wyrobienia sobie opinii, czy warto się tym tematem zajmować biorąc za podstawę jakiegokolwiek racjonalne kryterium, niech będzie zasadę Pareto, do zracjonalizowania wprasowanych w mózgi atawizmów.

    BTW, na niemiłosiernie panujących Nam Polityków raczej bym nie liczył biorąc pod uwagę fakt zamykania w więzieniach pijanych rowerzystów, nie zważając na statystyki, prawo zachowania energii, czy chłopską logikę.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...