wtorek, 7 stycznia 2014

Wspólna Polityka Rolna

Na początek muszę się przyznać do porażki. Usiłowałem przez ostatnią godzinę zweryfikować tezę, którą postawiłem na moim ulubionym historycznym forum jakoby ciągniki rolnicze były na terenie Jewrosojuza droższe o kwotę przyznawanej w ramach Wspólnej Polityki Rolnej dotacji, czyli - o 60%.

Wziąłem "na tapetę" markę John Deere, bo to hamerykański producent, więc była szansa, że sprzedaje się nie tylko w granicach Jewrosojuza. Konkretnie to usiłowałem porównać ceny modelu 6115m:


W Polsce taka maszyna kosztuje od 219.675 złotych netto. Podkreślam owo "od" - bo i tutaj znalezienie konkretnej ceny nie jest takie łatwe!

Oczywiście rozumiem, że ciągnik za ponad 200.000 to nie worek kartofli, żeby do niego przyczepiać karteczkę z ceną i czekać, czy przechodzień, przypadkiem przemieszczający się obok płotu kupi czy nie kupi (choć, swoją drogą, sprzedawcy używanych maszyn dokładnie tak robią - i jakoś im korony z głów nie spadają z tego powodu...).

Niestety, okazało się, że ceny maszyn John Deere są w Stanach Zjednoczonych skrzętnie ukrywaną tajemnicą. Trzeba albo zarejestrować się w systemie producenta, albo zadać pytanie dilerowi - wyszukiwarka ŻADNYCH dostępnych wyników nie zwraca. Przez chwilę miałem nadzieję, że coś się na Nowej Zelandii ujawni - ale nie. Była to cena w nowozelandzkich dolarach, to prawda - ale maszyna stała w Danii...

Może ktoś z Państwa, P.T. Emigrantów pomoże tę zagadkę rozwikłać..?

Zali jest naprawdę tak, jak to druh mój serdeczny Radek opowiada - że po wejściu do Jewrosojuza, w maju 2004 roku, ceny maszyn rolniczych w Polsce po prostu wzrosły o 60%, czyli o tyle, ile Jewrosojuz rolnikom, którzy złożą stosowną aplikację i spełnią kryteria (to bardzo istotne, o czym niżej..!) do takiego zakupu dopłaca..?

Porównanie nie będzie łatwe, bo choć bardzo wielu polskich rolników, podobnie jak Radek, kupuje teraz większe niż dawniej ciągniki (momentami zbyt duże na ich realne potrzeby...) - to jednak średnio i przeciętnie trochę inne maszyny sprzedaje się w Polsce, inne we Francji, a jeszcze inne - w Australii...

Przypominam przy tym, że w grę wchodzą, jak o to porównanie chodzi, wyłącznie nowe sprzęty. Jewrosojuz do każdego traktora dopłaca tylko raz. Temu, kto go kupuje z "salonu" - a nie na "rynku wtórnym".

Geneza niniejszych rozważań sięga ostatniej wizyty zaprzyjaźnionej Pani Doktor, która spotkała się u nas z Radkiem i przy tej okazji kilka zagadek udało się nam wszystkim wspólnie rozwikłać.

Na przykład - już wiemy, dlaczego z krajobrazu polskiej wsi znikły pasące się krowy..!


Krowy znikły po wprowadzeniu, w 2004 roku, tzw. "kwot mlecznych". Kto miał 3 - 4 krówki (tak do 10...) mógł zrobić dużo lepszy interes sprzedając swoją "kwotę mleczną" sąsiadowi, który miał ich 20 (i chciał odstawiać więcej mleka niż dotychczas...), niż dalej trzymając te swoje krasule, dojąc je i sprzedając mleko. 

W efekcie nastąpiła skokowa koncentracja produkcji mleka, liczba krasul dość znacznie spadła (tym, którzy dawniej mieli po 20 krówek, a teraz zwiększyli stany w oborach do 30 - 40, dużo bardziej opłacało się zainwestować w poprawę mleczności, niż w zwiększenie liczebności stada...) - a że budowane od prawie 10 lat "nowoczesne" obory zwykle, idąc po linii najmiejszego oporu, służą utrzymaniu maksymalnej liczby krów na minimalnej powierzchni - to i nie ma już (na ogół) krasul w krajobrazie...

Oczywiście - bywają wyjątki, to przecież nie jest tak, że tego rodzaju mechanizmy czyszczą pole do gołej ziemi. Stąd, na ten przykład, nasi najbliżsi "końscy" sąsiedzi jeszcze dwa lata temu mogli się wciąż skarżyć na uciążliwy obyczaj, zwany "ogółem". Każdy chyba jednak przyzna, że pastwiska wokół polskich wsi stały się ostatnio dziwnie puste - nieprawdaż..?

Pani daremnie wypatruje owiec w górach. Z tej rozpaczy aż zgubiła ubranie...

Niektórzy twierdzą, że tak musi być - że to jest "postęp" i "wzrost efektywności". Być może częściowo tak właśnie jest. Nie jestem "talibem", żeby kłócić się z faktami. Spora część polskiego rolnictwa była i jest anachroniczna. Nie dlatego, że nie używa tak wielkich ciągników i nie gospodaruje na tak wielkich obszarach, jak to się dzieje w Czechach, w Niemczech, czy we Francji bynajmniej!

Jest wołającą o pomstę do Nieba arogancją twierdzić, że możemy WIEDZIEĆ, jakie ciągniki i jakie areały gospodarstw są dla polskiego rolnictwa dobre, a jakie nie.

Natomiast, oczywiście - stan tegoż rolnictwa jest wynikiem pewnego historycznego procesu o którym wiemy już dostatecznie wiele, by móc przypisać decyzjom osób, które go wieki temu ukształtowały, określoną wagę i ocenę. Z całą pewnością ani cesarz Franciszek Józef uwłaszczając chłopów w Galicji, ani car Aleksander II robiąc to samo w Kongresówce, ani wreszcie Bolesław Bierut, zasiedlając tzw. "Ziemie Odzyskane" - NIE kierowali się jakkolwiek rozumianą "efektywnością", "racjonalnością gospodarowania", czy którymkolwiek z tego rodzaju motywów. Pierwszy i drugi karał polską szlachtę za bunt - a trzeci starał się jak mógł, żeby chłopska własność ziemi była jak najbardziej rozdrobniona, ulotna i niepewna - bo jego celem były przecież kołchozy, a nie farmy...

Z czego absolutnie NIE WYNIKA, iż obecnie istnieje jakakolwiek bądź konieczność przymusowego, odgórnego, planowego korygowania tych wyroków losu. Pomijając wszystko inne - czas, jaki upływa pomiędzy stwierdzeniem pewnych zależności o charakterze agrotechniczno - ekonomicznym, a implementacją takiej polityki jak właśnie Wspólna Polityka Rolna jest na tyle długi, że NIGDY nie można mieć pewności, czy aby nie ściga się w ten sposób celów już dawno nieaktualnych..!

A tymczasem owce... No cóż: Drogie Panie! Internet jest seksistowski. Szukałem przystojnego aktora przy pracy na roli - ale wierzcie mi: to powyżej, to i tak najlepsze, co mi się udało znaleźć, a co nie podpada nazbyt jawnie pod homopropagandę...

Istnieją też oczywiście przykłady dowodzące, że Wspólna Polityka Rolna nie tylko żadnej "poprawie efektywności" nie służy, ale wręcz przeciwnie - powoduje marnotrawienie zasobów poprzednio z powodzeniem służących czyjemuś pożytkowi. Podawałem taki przykład rok temu - to jest oczywiście majątek w Rytomoczydłach. Jeden z Kolegów wypowiadających się w podlinkowanym wyżej wątku na forum historycznym mimochodem podał drugi: jego Ojciec porzucił rolnictwo by przejść... na rentę strukturalną!

Renty strukturalne, wcześniejsze emerytury czy też zmywak w Londynie - to chyba nie są pozytywne przykłady "transformacji gospodarczej", dowodzące "poprawy efektywności" i "racjonalności gospodarowania"..?

Oczywiście, zakuty zwolennik Jewrosojuza zaraz mnie spunktuje, twierdząc, że przykłady można znaleźć na wszystko - i będzie miał rację. Żadnych systematycznych i zakrojonych na szeroką skalę badań nad skutkami Wspólnej Polityki Rolnej w Polsce nie prowadziłem - bo i niby jak miałbym to zrobić..?

Od tego - TEORETYCZNIE - są przecież całe instytuty badawcze. Ba! Mamy kilka uczelni, które niczym innym, jak tylko "wiedzą rolniczą" się zajmują. I co - któraś z tych instytucji wyprodukowała coś więcej niż poradnik służący temu, jak wyrwać z Jewrosojuza jak najwięcej kasy..?

Póki co polski głos w dyskusji nad Wspólną Polityką Rolną wygląda tak...

Moim zdaniem - każde euro "wyrwane" przez polskich rolników w ramach Wspólnej Polityki Rolnej NISZCZY polskie rolnictwo. Mechanizm tego niszczącego działania przedstawiłem w toku tylekroć już przywoływanej dyskusji na forum. Ponieważ nie chce mi się tego przepisywać (a kopiowanie sprawia, że rozlatuje się cały format wpisu...) - to tylko jeszcze raz podlinkuję. Tym razem ten konkretny post, a nie całą stronę dyskusji. W tej części forum nie trzeba się logować, powinni Państwo wszyscy móc to zobaczyć.

Co więcej - w ramach stwarzanych przez niemiłościwie nam panujące gosudarstwo, taki efekt miałaby KAŻDA próba "wpompowania" w polskie rolnictwo, czy też szerzej - w polską gospodarkę jakichś znaczniejszych pieniądzy z zewnątrz.

Gdyby ziścił się śniony kilka lat temu sen o "łupkowym Eldorado" i nagle budżet niemiłościwie nam panującego gosudarstwa urósł kilkukrotnie - to taki potop gotówki tylko powiększyłby istniejące problemy. Rozdawanie ludziom pieniędzy w taki sposób, jak się to obecnie robi, to jak podłączanie nałogowego obżartucha do kroplówki z glukozą - sądzicie, że w ten sposób apetyt mu przejdzie, przestanie żreć bez opamiętania i schudnie..?

Skutkiem ewentualnego zwiększenia środków rozdawanych przez gosudarstwo może być tylko wzrost zadłużenia ludności, jeszcze większe marnotrawstwo - i jeszcze większe zyski tych, którzy potrafią się w tym łańcuszku przepływu forsy najsprytniej ustawić...

Jest to bariera o charakterze obiektywnym, która dała o sobie znać już w wielu miejscach na świecie. Co więcej - istnienie tej bariery nie stanowi żadnej tajemnicy także dla autorów "Wspólnej Polityki Rolnej". Ja po raz pierwszy zetknąłem się z opisem tego mechanizmu w roku 2000, uczestnicząc w kursie "International Development Studies" w ramach szkoły letniej (skrajnie "politycznie poprawnego" i "postępowego") Uniwersytetu w Oslo. Trudno sobie wyobrazić, aby coś, o czym doskonale wiedzieli i co potrafili opisać 14 lat temu lewicowi wykładowcy z różnych skandynawskich uczelni - umknęło uwadze nie mniej lewicowym biurokratom z Brukseli..?

Jeśli zatem Wspólna Polityka Rolna mimo swego oczywistego fiaska trwa - to tylko dlatego, że jej likwidacja zagroziłaby wielu dobrze okopanym grupom interesów. Nie! Wcale nie chodzi mi tu o rolników (choć już działacze rolniczych organizacji i związków niewątpliwie do takich grup należą...). Raczej o producentów maszyn, nawozów, środków ochrony roślin i innych, używanych w rolnictwie środków produkcji - a przede wszystkim o biurokrację, która na tym poronionym zupełnie pomyśle wychodzi najlepiej...

15 komentarzy:

  1. Lubie czytać twoje posty, są naprawdę bardzo dobre. Zgadzam się tym co piszesz, ostatnio czytałam że UE od września będzie zabraniac wędzić wedliny, wogóle mieso drzewem, co za paranoja
    Pozdrawiam Magda

    OdpowiedzUsuń
  2. Niedaleko mnie jest sklep, czy też salon, John Deere, ale oprócz markowej czapki w limitowanej edycji i tabliczki ostrzegawczej że mam złe psy co gryzą - innych zakupów tam nie popełniłam...

    OdpowiedzUsuń
  3. nowy2002
    Cena którą udało się znaleźć to 74.900$ za taką maszynę
    http://www.fastline.com/v100/2013-John-Deere-6115M-CROSS-IMPLEMENT,-INC-MINIER-IL-equipment-detail-8b0c5cdb-1f92-4b09-8fe6-37a8377f32a1.aspx
    Pozostaje kwestia porównania wyposażenia, silnika itp

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli teza idzie się je...ć: to jest praktycznie taka sama cena...

      Usuń
    2. nowy2002
      Jeżeli VAT na traktory wynosi 23% to jednak nie taka sama- cena w Polsce rośnie o jakieś 50 tys PLN. Ponadto trzeba byłoby porównać co który traktor ma w podanej cenie ( ja się na tym nie znam ). Z doświadczenia wiem, że np. samochody w USA kosztują dużo taniej ( np. japoński Subaru Outback 2.5 full wersja w Polsce to 45.000 euro, w USA ~38.700$ ) więc mnie osobiście dziwi tak mała różnica w cenie w przypadku traktorów

      Usuń
    3. Na dwoje babka wróżyła. Potrzebny byłby prawdziwy, hamerykański rolnik, żeby nam to powiedzieć...

      W każdym razie:
      1. Takich traktorów w Polsce nie kupują szarzy "ryczałtowcy", tylko rolnicy rozliczający VAT na zasadach ogólnych - a to oznacza, że sprzedając mleko z 8% VAT i kupując traktor z 23% VAT - są sporo do przodu!

      2. Dyabli wiedzą, czy przypadkiem w USA TEŻ nie ma jakichś dotacji do tego rodzaju sprzętu. Bo niby dlaczego nie..?

      3. No i wreszcie - nie byłoby takich cyrków z poznaniem cen traktorów, gdyby producent nie miał nic do ukrycia...

      Usuń
  4. a ja ze dwa tygodnie temu widziałem niecodzienny widok - koleś zaprzągł konia do prac polowych

    i to w bogatej Wielkopolsce

    niebywałe

    R.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wbrew pozorom to CZASEM może być zwyczajnie opłacalne. Niestety (i znowu...): nie mam narzędzi, aby poziom opłacalności wyznaczyć...

      Usuń
    2. przypomina mi się twoje 1913+

      R.

      Usuń
  5. Wiele racji w tym, co napisałeś. Istnieje jednak jeszcze inny, może najważniejszy aspekt całej sytuacji. Otóż zmieniła się mentalność Polaka, w tym polskiego rolnika. Głównie ze względu na wiek odchodzą z zawodu rolnicy, pozostają politykierzy, przychodzą producenci. Ci ostatni nie czują ziemi, nie są z nią związani emocjonalnie, nie rozumieją jej; zysk się tylko liczy. Politykierzy, jak sama nazwa wskazuje, zajmują się naprawianiem świata, gospodarstwo to raczej tylko dodatek do renty lub emerytury. Prawdziwi rolnicy silni Bogiem i tradycją oparli się Stalinowi (jakim kosztem!), z Unią też by sobie poradzili. Tylko że wartości duchowe nie są już u nas w cenie. Niech więc nas nic nie dziwi.
    A ta dziewczyna z obrazka niczego nie wypatruje, prezentuje raczej, o czym świadczy wyraz twarzy i przymknięte oczy' Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wartościami duchowymi jeszcze nikt się nie najadł, za wartości duchowe nikt dzieciom iPadów i iPhonów nie kupił i na studia nie wysłał. Nie można mieć do ludzi pretensji o to, że starają się żyć lepiej, bogaciej, łatwiej. Nie ma obowiązku bycia bohaterem. Nawet Kościół nie stawia takiego wymogu swoim wiernym.

      To była jedyna dziewczyna na pastwisku, która łącznie spełniała dwa warunki:
      - miała sensowny biust,
      - dało się ją podlinkować.

      Wolałbym subtelniejsze zdjęcie - ale cóż zrobić, z próżnego i Salomon nie naleje...

      Usuń
  6. Porównywalny mocą MTZ jest o 60 % tańszy ;)
    Na mojej wsi też panuje moda na alkierzowy system trzymania bydła mlecznego ale będąc 70 km od stajni na rajdzie w okolicy Uniejowa zauważyłem spore stada 20-30 szt na ogrodzonych pastwiskach .Piórkowscy k/Szczytna(hodują też konie) mimo wolnostanowiskowej obory na ok 100 szt też prowadzą wypas bydła na łąkach .Tak więc z całym szacunkiem Boska Wola nie jest zbyt reprezentatywna
    Każda pomoc finansowa dla gospodarstwa moim zdaniem jest pomocna i gdyby nie ona nie tylko nie hodowałbym koni ale nie mieszkał już na wsi .Tak mam możliwość robić to co lubię ;)
    czego i Panu życzę, więcej optymizmu.
    A.Świda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też czekam jak na szpilkach na dopłaty.

      Co nie zmienia faktu, że gdyby tych dopłat nie było, to wydałbym na zakup ziemi 6 lat temu nie prawie 180 tysięcy - a pewnie około 30. Nie tylko nie miałbym długów, ale pewnie - starczyłoby mi na trochę lepszy domek, a może nawet i na stajnię..?

      Usuń
    2. Dlatego ja kupowałem ziemię 20 i 15 lat temu ;) z budynkami
      Mimo to nie zrobiłem super biznesu może tylko nie mam długów ;) AŚ

      Usuń
  7. Po co kupować nowy ciągnik, to ja zupełnie nie rozumiem? Cała ta elektronika tylko po to jest, żeby jak się zepsuje, to do serwisu musieć pędzić, bo łomem i drutem tego nie naprawisz. U nas w okolicy, fakt, że podgórska jest, to i duży ciągnik nie za bardzo potrzebny, raczej przeważa sprzęt używany i średniej wielkości. My sami mamy dwa Fordy, jeden wiekowy, a drugi w moim wieku.:-))).
    Pan z owcą jest obrzydliwy. To już wolę homo, byle był przystojny. W końcu i tak tylko do popatrzenia.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...