wtorek, 28 stycznia 2014

Siła złego...

Niezdrów się czuję. A poza tym, miałem po prostu co innego do roboty. Noooo.... powiedzmy: miewałem! W każdym razie ciężko o zdjęcia, gdy światło na zewnątrz kiepskie, ciężko o pomysły, gdy w głowie obracają się z hukiem młyńskie żarna, a w ogóle to nie ruszałby się człek spod kozy...

Nie ruszałby się, ale nie jest mu to dane. Co prawda teoretycznie (i praktycznie też...) pocieplało. Jak przed chwilą odpaliłem Wendi w celu rozgrzania silnika (i układu paliwowego) zaskoczyła elegancko i pracuje równo. Cóż z tego - gdy wczoraj rano okazało się, że sprzęgło nie odpuszcza jak należy..?

Ono ma własne wspomaganie. Więc jedno z dwojga. Albo coś się stało z tym wspomaganiem (pojęcia nie mam co - ale równie dobrze mogło coś przymarznąć, jak też - na skutek wstrząsów powodowanych wciąż wadliwym działaniem zużytego amortyzatora skrętu - obluzować się). Albo w ten subtelny sposób nasze oryginalne, japońskie sprzęgło daje mi do zrozumienia, że niespełna czteroletnia współpraca właśnie dobiega końca...

Zaś wczoraj znowu zaciął się przekaźnik ciśnieniowy w hydroforni. Wieczorem, nie rano - po całym dniu pracy, kiedy to pompa załączała się co najmniej kilkukrotnie, tłocząc do hydroforu wodę o temperaturze bez wątpienia dodatniej, a nie po nocnym przestoju, gdy ta woda miałaby szansę się wychłodzić. W dodatku do łącznie bodaj dziesięciu taczek przemarzniętego (przyznaję, mój błąd - i w sumie jedyna różnica w stosunku do lat poprzednich, gdy przecież i większe miewaliśmy mrozy...) obornika, hydrofornia była do wczoraj wieczór pokryta także kilkunastocentymetrową warstwą nawianego, puszystego śniegu. O dobrych właściwościach termoizolacyjnych.

Przekaźnik zacina się mniej więcej regularnie co dwie doby. Czyżby on także dawał do zrozumienia, że pora mu na złom..? Siła złego...

Jedyne pocieszenie, że kobyły mają się bardzo dobrze.

1 komentarz:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...