niedziela, 19 stycznia 2014

Pilaw z kaczki - sprytny sposób na tani, smaczny i pożywny posiłek

"Kaczka świeża" w Pierdonce aktualnie kosztuje 9,95 zł/kg - za naszej pamięci kosztowała różnie, od 8 do 10 zł. Co ważne - zwykle jest i bardzo często jest "w promocji". Czyli - lekko poniżej 10 zeta.


Ostatnio, wygląda na to, że Pierdonka kupiła tych kaczek zbyt wiele, bo pojawił się nowy produkt "mięso kaczki na rosół" - pocięte i w jeszcze niższej cenie, które jednakowoż ominęliśmy wczoraj podczas zakupów. Cała kaczka (bez podrobów - Lepsza Połowa zastanawia się w związku z tym, co się dzieje z kaczymi podrobami..?), którą nabyliśmy wczoraj drogą kupna - sprzedaży też do najświeższych ze świeżych nie należy. No ale cóż zrobić..? Zepsuta też w żadnym razie jeszcze nie jest!

Oprócz kaczki, potrzebny jest:
- ryż,
- marchewka,
- orzechy (w zasadzie dowolne, akurat wczoraj Lepsza Połowa użyła ziemnych, niesolonych, takoż z Pierdonki): zamiast orzechów mogą też beć pestki słonecznika, pestki dyni - w każdym razie coś chrupiącego,
- rodzynki,
- cebula,
- czosnek,
- wonne przyprawy: goździki, ziele angielskie, kolendra, gorczyca, kminek (do wyboru),
- sól, pieprzy, papryka (do smaku).

Procedura przygotowania pilawu wygląda tak, że Lepsza Połowa najpierw odkraja z kaczki najtłustsze części - z kupra. Ten tłuszcz ląduje w garnku i podgrzewa się aż do całkowitego rozpuszczenia.

Następnie, w garnku ląduje cebula i czosnek, potem marchewka w plasterkach, potem reszta mięsa kaczki (oprócz piersi), możliwie rozdrobniona - Lepsza Połowa, ponieważ nóż ma tępy (ostrzyłem go kiedyś szlifierką, ale niewiele to dało - trzeba będzie kupić kiedyś bardziej profesjonalny , a do tego jakiś tasaczek..?), dzieli ją po prostu na części składowe, wedle kości.

Potem do garnka wsypuje się dokładnie utłuczone w moździerzu przyprawy wonne. Całość zalewa się wodą tak, żeby jej poziom był wyżej niż poziom mięsa. Gotuje się przez pół godziny - tak, żeby do wywaru uwolniły się z kaczych kości substancje kleiste.

Wówczas dodaje się ryż - w takiej ilości, żeby płyn mógł się wchłonąć. Nie mieszając gotuje się to tak długo, aż ryż wyda się prawie gotowy. Wtedy należy zamieszać, dodać sól, pieprz, paprykę (co kto lubi), orzechy lub pestki i rodzynki. Zdjąć z ognia lub wyłączyć gaz i pod przykryciem odstawić na co najmniej pół godziny. Najlepszy pilaw jest zresztą na drugi dzień, odgrzany - choć, przyznam szczerze, że rzadko tak się nam udaje zrobić, bo zwykle pożeram całość (lubo nawet ja nie daję rady zrobić tego od jednego razu...).

Możliwe są tu najróżniejsze modyfikacje, wedle aktualnych możliwości i gustu. Oryginalnie, w Azji Środkowej, używano mięsa i łoju baraniego (nie jagnięciny!), a nie kaczki. Jak chodzi o wonne przyprawy, to oczywiście - co kto lubi. Zamiast wody można użyć rosołu, soku pomarańczowego, soku pomidorowego, przecieru pomidorowego z wodą. Można też dodać krojone pomarańcze i jabłka (w tym suszone - nie tylko jabłka zresztą, ale i inne owoce). Można też podlać czerwonym winem.

Oryginalnie, w Turkmenii, pilaw jest tym samym, czym we Francji sery - przedostatnią potrawą w czasie uczty, po której podaje się już tylko deser. Dlatego element słodki (rodzynki, orzechy, owoce).

Zdjęcie z netu (bo Lepsza Połowa nie wiedzieć czemu uznała, że potrawa wizualnie mało atrakcyjnie się prezentuje) - polski pilaw paprykowo  - mięsno:


I wersja chyba bliższa oryginałowi, bo szukałem w Googlach po rosyjsku (плов):


No - paciaćka. Bardzo lubię paciaćki wszelkiego rodzaju. A ta jest tłusta, esencjonalna, bogata w smak i bardzo odżywcza. Depardieu podobno usiłował się odchudzać jedząc tylko kacze mięso i tłuszcz. Czy mu się to udało, Dalibóg, nie wiem. Ale, na pogodę która w tej chwili panuje za oknem - trudno sobie wyobrazić lepsze żarcie.

W sumie - to jest powód, dla którego zakup "kaczki świeżej" w Pierdonce wydaje się nam sporo korzystniejszą finansowo transakcją od zakupu kurczaka.

Akurat ostatniej starczyło na dwa dni (a są jeszcze, zamarynowane w winie i przyprawach piersi...) - ale to głównie dlatego, że wciąż mnie męczy rinowirus i nie dałem rady wczoraj pożreć całości...

10 komentarzy:

  1. Smacznego! Wygląda świetnie, smaka mi narobiliście. Ale ja i tak nie zrobię bo u mnie w domu same "niezjedki" i sama bym pewnie musiała tą porcję męczyć przez tydzień :/
    A podroby pewnie jadą tam gdzie i kurze stopki (kontenerami do Chin) :/ Kiedyś psy stopkami karmiliśmy na kilogramy, bo były mega tanie,i drobne kostki im nie szkodziły, a potem nagle stopki zniknęły. I teraz nie uświadczysz stopek prawie nigdzie bo ponoć chińczycy kupują wszystko na pniu. Dziwny ten świat gdzie opłaca się wozić statkiem kurze stopy na drugi koniec...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyjedź do Izer. Tu sprzedają jeszcze kurze łapki w mięsnym. Mój Tata, twardy gość, który się z zasady nie rozkleja, kiedy je zobaczył za ladą, roztkliwił się okrutnie. A jaki był oburzony, że psa tym karmię. Okazało się, że to jego ulubiony przysmak, którego w Lubuskim już nie uświadczysz. A u nas, w dupie świata, są.

      Usuń
    2. No i chińczycy ponoć też to jako przysmak traktują :/
      U nas jeszcze jakieś ilości homeopatyczne się czasem trafią, ale gdzie te czasy gdy ojciec za dychę kupował dwudziestokilową skrzynkę dla psów i jeszcze mu czapkowali że w ogóle bierze :/ A mama miała wtedy sześć dogów niemieckich, więc miał kto te ilości zeżreć :D
      A za kaczką chyba się przejdę w poniedziałek, bo widziałam też w naszym lokalnym lydlu-mydlu ;) Może uda mi się namówić towarzystwo na wersję ryżu "po chińsku-witomińsku" z kaczką zamiast kurczaka :D

      Usuń
    3. Taka kaczka to jest niestety napompowana hormonem wzrostu i modyfikowaną paszą... W innym wypadku kosztowałaby co najmniej trzy razy tyle.

      Usuń
    4. Podobnie jak kurczaki...
      Traktuję to jako zmianę smaku i tyle, raz na jakiś czas można :)

      Usuń
    5. Koleżanka moja była kiedyś w Chinach i zapałętała się na lotnisku, i leżały tam jakieś skrzynie, i z jednej z nich wylazło takie coś. Co wyglądało jak kurczak parodniowy a miało łapy dorosłej kury. I wtedy ona zrozumiała, że genetyczne modyfikacje to nie bajka.

      Usuń
  2. My na takie coś mówimy z Lubym: PULPA. Czyli kilka składników zmiksowanych w jedno danie. Pulpy mogą być najróżniejsze. Twoją z pewnością kiedyś wypróbuję... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas funkcjonuje nazwa paciaja. Też lubimy.

      Usuń
  3. Zdradzisz może, w jaki sposób Lepsza Połowa przygotowuje perliczki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdradzę. Ale pozwolisz, że zrobię to, gdy jakąś przygotuje..?

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...