piątek, 17 stycznia 2014

Paszporty chłopaków

odebrałem wczoraj w Radomiu. Rzutem na taśmę. Bo państwa wychodzących z siedziby Związku spotkałem już na schodach...

Pokazuję nie po to, żeby się chwalić, bo i nie ma czym - ale dlatego, że ta sprawa wywołuje wśród koniarzy wiele nieporozumień, a dla nie-koniarzy, może być egzotyczną ciekawostką.


Jak chodzi o koniarzy, to lata mijają, a na moim ulubionym końskim forum i tak za każdym razem, gdy mowa jest o hodowli - wciąż padają te same pytania: a jakie te konie będą miały paszporty..? Będą z pochodzenia "NN" i wpisane jako tzw. "sp" (czyli "nieznanego pochodzenia" i w dodatku - wpisane do księgi "koń szlachetnej półkrwi"...)?

Jest to oczywiście głupota, bo w ogóle taka kombinacja - NN i "sp" jest z definicji niemożliwa. Poza tym - co ja mam tłumaczyć..? Sami zobaczcie, jak taki paszport wygląda:


Pierwsze zdjęcie, to była strona z opisem graficznym i słownym, drugie, powyżej - ze świadectwem pochodzenia, a teraz będzie rodowód:

Jak widać, rasa konia wpisana jest "achałtekińska" - zgodnie z prawdą. Podany jest pełen rodowód - zgodnie z prawdą. Żadnych "NN", ani też - jak te stereotypy w ludziach jednak tkwią - "sp".

WSZYSTKIE nasze tekińce mają takie właśnie paszporty.

Znaczy się - nie do końca "takie" - bo akurat te dwa, które wczoraj odebrałem, to pierwsze jakie mamy wedle "nowego wzoru". Więc, z obowiązkowym numerem transpondera (czyli tzw. "czipa" - są ludzie, którym obowiązek czipowania koni bardzo się nie podoba, są tacy, którzy są jego gorliwymi zwolennikami - mnie to wisi: naszych "chudzielców" i tak NIKT nie ukradnie, o to się nie boję - a jak ukradnie, co się latem zeszłego roku w Czechach przydarzyło - to i tak odda, no bo co właściwie z nimi zrobi bez papierów..?) i - uwaga, uwaga - wygląda na to, że udało się dokonać rzeczy, która przez lata wydawała się nie do pomyślenia, bo w tym "paszporcie nowego wzoru" jest już także paszport sportowy, PZJ (czyli "Polskiego Związku Jeździeckiego" - wyjaśniam nie-koniarzom, że to takie koniarskie PZPN, czyli komunistyczna jaczejka trzymająca łapę na różnych dotacjach i funduszach...).

Aż sprawdzę u któregoś z sąsiadów, czy wszystkim koniom teraz takie dają, zimnokrwistym też..?

W ogóle, jest to dość gruba książeczka. Całej skanował Wam nie będę, bo i po co..?

To następny, dla utrwalenia:



Podstawowym powodem dla którego w ogóle starałem się o polskie paszporty jest fakt, iż paszporty rosyjskie (których, prawdę powiedziawszy, spodziewałem się zaraz po świętach, bo już przed świętami pani Abramova pisała mi, że gotowe - no ale widać trzeba przeczekać, aż się noworoczno - prawosławny długi łykend w Rosji skończy...) nie są grubymi książeczkami, zawierającymi m.in. rubryki umożliwiające wpisanie szczepień, przebiegu leczenia, itp., itd.

Nie są, innymi słowy "dokumentem zharmonizowanym" z przepisami Jewrosojuza.


Bo gdyby rosyjski paszport był "zharmonizowany", to bym się w ogóle o polski nie starał. Tak, jak to robią właściciele i hodowcy fryzów którzy - niezależnie od tego, że konie rodzą im się w Polsce - wszyscy mają tylko holenderskie paszporty. Czy właściciele i hodowcy wielu innych koni ras zachodnioeuropejskich.

Trzeba, Mili Państwo, odróżnić dwie rzeczy - "wpis do księgi stadnej" oraz "identyfikację konia".

"Księgi stadne" w takiej lub innej formie, to instytucja prastara, bo od bardzo dawna hodowcy notowali sobie, jakie klacze kryli jakimi ogierami - a czasem starali się też odnotowywać indywidualne przewagi i osiągnięcia każdego konia. Formę nowoczesną instytucja ta przybrała w końcu XVIII wieku.

Natomiast "identyfikacja konia" w postaci paszportu, "niepowtarzalnego numeru przeżyciowego", czy wreszcie, jak ostatnio - czipa - to jest element regulacji rynku rolnego. Z hodowlą koni w ścisłym sensie tego słowa nic nie ma wspólnego. Za to bardzo wiele - ze Wspólną Polityką Rolną, o której fiasku nie tak dawno pisałem.


Księgi stadne są generalnie dwóch rodzajów. Albo są to księgi "zamknięte" (takimi są księgi: koni pełnej krwi angielskiej, czystej krwi arabskiej, koni fryzyjskich, koników polskich, i wielu innych ras), albo "otwarte" (księgami "otwartymi" jest np. księga koni szlachetnej półkrwi, koni śląskich, koni małopolskich - wymieniać można by długo, bo większość ksiąg na świecie, jest "otwarta").

Do księgi "zamkniętej" można wpisać (i najczęściej dzieje się to automatycznie) tylko takie konie, których oboje rodzice są już w danej księdze wpisani. Natomiast do księgi "otwartej" można wpisywać konie spełniające pewne kryteria, wśród których tylko jednym z wielu jest pochodzenie - i niekoniecznie musi to być pochodzenie " czyste" (stąd dla koni tzw. "półkrwi" prowadzi się niemal bez wyjątku księgi "otwarte").

Księga koni czystej krwi achałtekińskiej, do której właśnie w zeszłym roku wpisane zostały nasze trzy matki stadne jest zasadniczo księgą "zamkniętą". Niestety - w przeciwieństwie do koni pełnej krwi angielskiej, wpis do niej nie jest automatyczny. Trzeba się o to postarać - a koń, oprócz czystego, obustronnego pochodzenia, musi też spełniać pewne kryteria dodatkowe.

Po części jest to uzasadnione niewielką liczebnością rasy i zagrożeniem depresją inbredową, jakie stąd wynika. Po części... a, co będę sobie bez potrzeby wrogów robił..?

W każdym razie, władze księgi stadnej, mieszczące się przy Wszechrosyjskim Naukowo - Badawczym Instytucie Hodowli Koni (rosyjski skrót to VNIIK) w Riazaniu gromadzą informacje o wszystkich żyjących koniach achałtekińskich na całym świecie i wystawiają im paszporty, które są dokumentami hodowlanymi. Paszport z pieczęcią VNIIK poświadcza czystość pochodzenia konia - bo tylko VNIIK posiada pełną bazę rodowodową i jest w stanie takie poświadczenie wydać.

Fakt, że RÓWNIEŻ w polskim paszporcie, jak widać na załączonych obrazkach, zgodnie z prawdą wpisana jest rasa "achałtekińska" i wpisane jest pełne pochodzenie naszych koni - o niczym zgoła nie zaświadcza i ma znaczenie głównie estetyczne. Jakiekolwiek wątpliwości i tak mogą rozstrzygnąć tylko Rosjanie. To tak dla jasności sprawy.

Do tej pory, czyli po urodzeniu Margire w 2007 roku zrobiłem tak, że najpierw załatwiłem sobie paszport rosyjski (który zresztą jest po angielsku...) - a dopiero potem starałem się o polski. PZHK po prostu przepisał rodowód.

Teraz udało mi się załatwić obie te sprawy równolegle. W sumie - przypadkiem. Mianowicie, Rosjanie zażyczyli sobie "świadectw krycia", podpisanych przez Petrę. Bóg raczy wiedzieć, po co im to było - VNIIK ma totalną kontrolę nad rozrodem koni achałtekińskich o tyle, że każdy właściciel licencjonowanego ogiera nim w ogóle rozpocznie się sezon rozpłodowy, musi zgłosić plan wykorzystania swojego ogiera do Riazania - i ten plan albo jest zatwierdzany, albo zatwierdzany nie jest. Jak nie zostanie zatwierdzony, a hodowca i tak zrobi co chciał, to spłodzone w ten sposób źrebięta "wylatują" z rasy (a to oznacza, że ich cena spada... dziesięciokrotnie..?). Tylko idiota zatem kryłby inaczej, niż mu to VNIIK zatwierdził.

A potem, przy rejestracji źrebiąt wymagane jest badanie DNA - które stanowi jednoznaczny dowód na to, że plan został wykonany.

W każdym razie, Rosjanie zażyczyli sobie, Bóg wie po co, "świadectw krycia". Poważnie to opóźniło cały proces rejestracji - wziąłem te  świadectwa od Petry dopiero, gdy odwiozłem jej Madeshir. I dopiero wtedy, choć badania DNA miałem zrobione sporo wcześniej, a opisy i zdjęcia już były przesłane do Riazania - zaczęła się rosyjska część "paszportyzacji" - a to już było bardzo późno, boż chłopaków miałem odsadzać i wywozić do Kurozwęk zaraz potem!

Teoretycznie, źrebię opisuje się na potrzeby paszportyzacji przy matce. O tyle mnie to mało obeszło, że przecież z góry zakładałem, że będę "przepisywał" paszport rosyjski, więc kwestia pochodzenia jest mało istotna. Ale - z drugiej strony - załatwianie opisu i czipowania na odległość, jak młodzi panowie będą w Kurozwękach (więc na terenie zupełnie innego OZHK niż nasz - a w Kielcach, doprawdy, NIKOGO nie znam, w przeciwieństwie do Radomia...), też nie byłoby takie proste. Choćby komunikacyjnie!

Pan kierownik z którym, nie ukrywam, znamy się ze Skaryszewa, był tak uprzejmy, że przyjechał do nas prawie że na zawołanie. Z początku sami nie wiedzieliśmy, co z tego wyniknie. Okazało się jednak, że mam te "świadectwa krycia" z autografem Petry (do Riazania przecież posłałem skany, a nie oryginały...) - jeden telefon i okazało się, że to zupełnie wystarczy do wystawienia także i polskich paszportów. No i są - jak widać...

Jedyne, co tu się nie zgadza, to maść. Chłopaki nie są maści gniadej, tylko jeleniej (Ostovar: ciemno-jeleniej). No ale o tym już pisałem.

4 komentarze:

  1. Przynajmniej ja nie będę miała podobnych dylematów, wszystkie paszporty będą wyrabiane w UK w związku hodowlanym.

    OdpowiedzUsuń
  2. Teraz wszystko stało się jasne, no nareszcie...
    Jak to dobrze, że zdecydował się Wielmożny Pan odkryć prawdziwe wertepy niełatwego życia koniarza. Niby coś przeczuwałem, że nie należy w ten biznes wchodzić, ale co innego przeczucie, a co innego - naga prawda o biznesie:)
    Szybko zweryfikowałem też swoje wyobrażenia o niezbędnej ilości napojów w spiżarni, teraz obawiam się, że pięć litrów cytrynówki może okazać się zupełnie błahym zapasam, chociaż kilka dni temu pomyślałem sobie, że przecież taka ilość wystarczyłaby mi na kilka(naście?) lat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak z lotnictwem. Postronnym wydaje się, że to takie romantyczne, śliczne i liryczne. Tymczasem pilot 90% czasu wypełnia papierki.

      Z hodowlą koni AŻ TAK źle nie jest. Bo jednak 90% to się wyrzuca gnój, a nie wypełnia papierki - a wyrzucanie gnoju jest, jednakowoż, o wiele zdrowsze i przyjemniejsze...

      Usuń
  3. Wiecej takich wyjasnien. I jeszcze bardziej lopatologicznie. Ludzie naprawde nie rozumieja ze paszport nie równa sie uprawnienia hodowlane, ze paszport koń( czy osiol ) w UE musi miec, uprawnień hodowlanych nie koniecznie.

    A te holenderskie papiery dla fryzow, to nie sa takie znowu automatyczne- wcale nie wszyscy je maja. Holenderskie dokumenty oznaczaja zgode na holenderska ocene i selekcję, oraz, co tez jest nie bez znaczenia holenderskie oplaty....
    Po co wiec hodowac z mozolem, jak mozna produkowac tasmowo? PZHK i tak wystawi paszport, czyz nie?
    MK.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...