sobota, 4 stycznia 2014

Kim jest "wyborca" i czy warto się nim przejmować..?

Na wstępie chciałbym ze smutkiem stwierdzić, że większość z Państwa, komentując mój wczorajszy tekst (z chwalebnym wyjątkiem przede wszystkim Lady Altay) zdała się złożyć hołd "politycznej poprawności" i z zapałem godnym doprawdy lepszej sprawy, usiłowała znaleźć jakiś sposób na wyeliminowanie wypadków drogowych - ukrywając w ten sposób, nawet przed sobą oczywisty fakt, że chodzi o zemstę, zaspokajającą krwawe furie, które budzą się w piersi każdego, kto umie sobie wyobrazić, że też mógł być przechodniem, idącym chodnikiem w Kamieniu Pomorskim...

Natomiast oczywiście podstawowym powodem dla którego stukam w tej chwili w klawiaturę jest frapujący komentarz Pana Janusza.

Oczywiście zgadzam się, że większość tzw. "wyborców" to ludzie niezbyt lotni. Nie ma tu z czym dyskutować: sama skala mierząca ludzką inteligencję tak jest skonstruowana, że wynik przeciętny, czyli IQ 100 uzyskuje najwięcej badanych (wśród Polaków zresztą przeciętna podobno lokuje się powyżej 100 - co skądinąd dowodzi li i jedynie tego, że to nie Polacy układali i kalibrowali stosowne testy...) - i te "100" to doprawdy żadna rewelacja. Pod siebie może nie robi, paluchów do kontaktu nie wkłada, ale osiodłać konia to bym takiemu nie dał, bo jeszcze siodło tyłem na przód założy...

Zgodnie z "rozkładem normalnym" na plus od "normy" powinno odbiegać ok. 7% populacji (podobnie jak na minus - to są skrzydła wykresu, mieszczące się poza odcinkami "σ" na osi x).


Dotyczy to zresztą praktycznie wszystkich cech, których dystrybucja w populacji jest NIEZALEŻNA od szeroko rozumianych "szans na przetrwanie". Dopiero pojawienie się jakiegoś "czynnika selekcyjnego", który sprawia, że nie wszystkie osobniki mają szansę na posiadanie potomstwa, może ten obraz zaburzyć.

U gatunków poddanych racjonalnej, ukierunkowanej hodowli ze względu na pewne cechy, rozkład tych cech jest "normalny" tylko w obrębie danego pokolenia - i dlatego nie ma np. większego sensu porównywanie mleczności krów dziś i 30 lat temu: krowa przeciętnie mleczna 30 lat temu, dziś byłaby zoologiczną ciekawostką, a jej miejsce byłoby w rezerwacie, a nie w oborze.

Zaburzenie powodowane selekcją nie będzie zapewne tak jaskrawo widoczne w zwykłej, mlecznej oborze, ale w hodowli doświadczalnej już wkładanie do jednego wora pokolenia krów - matek i pokolenia krów - córek - też traci sens. Gdy chcemy na ten przykład zbadać wpływ wyżywienia, a nie genów, na osiągane wyniki...

Mieliśmy ongiś długą i pozbawioną konkluzji dyskusję z kolegą J-23 o tym, czy inteligencja jest czy nie jest skorelowana z szansami na sukces życiowy.

Skądinąd - nawet, jeśli jest, to w żadnym razie nie podważa to spiżowej tezy Pana Janusza, wedle której zdecydowana większość tzw. "elektoratu" to głupki. No tak po prostu jest - i nic na to nie poradzimy...

Tezę Pana Janusza uznaję niniejszym za udowodnioną.

Pan Janusz postawił jednak drugą tezę. Taką mianowicie, że CZASEM statystyczny Wyborca w sprawach ogólnych ma rację, czego szczególnym przykładem ma być jego stosunek do kwestii kary śmierci.

Nie jest to teza, którą można by pozostawić bez dyskusji.

Dlaczego AKURAT w sprawie kary śmierci statystyczny Wyborca ma rację - a w innych sprawach, równie dobrze, albo i lepiej, można by losować rozwiązanie, które warto wdrożyć..?

Są tu możliwe dwie odpowiedzi.

Po pierwsze - całkiem możliwe, że te same krwawe furie, które budzą się w piersi statystycznego Wyborcy, gdy wyobrazi sobie siebie i swoją rodzinę na chodniku w Kamieniu Pomorskim, budzą się także i w szlachetnej piersi Pana Janusza.


Po prawdzie - nie sądzę, aby tak właśnie było..!

Oprócz krwawych furii, których działanie szczegółowo analizowałem wczoraj, istnieją też pewne racjonalne przesłanki za wprowadzeniem kary śmierci.

Przede wszystkim - trudno sobie wyobrazić inną karę za zbrodnie stanu (więc, na ten przykład - próby obalenia przemocą istniejącego ustroju...), dezercję w obliczu wroga czy szpiegostwo.

Pozostawiając przy życiu buntownika, dezertera czy szpiega - ryzykujemy, że doczeka w ten sposób w mniej lub bardziej komfortowych warunkach zmiany ustroju lub zwycięstwa wroga i zamiast kary, odbierze za swój czyn nagrodę. A o to nam chyba przecież nie chodzi..?

Przypadki omówione powyżej są jednakowoż dość szczególne. Można się wdawać w subtelne rozważania o tym, jak karać już skazanego na dożywocie recydywistę, który popełni kolejną zbrodnię czy to w więzieniu, czy to poza nim - po szczęśliwej z miejsca odosobnienia ucieczce. Takie rozważania nie mają już jednak cechy bezalternatywnej oczywistości - w przeciwieństwie do trzech casusów (buntu, dezercji i zdrady) wymienionych powyżej.

Czyli co - czyli jednak furie, erynie, oko za oko, ząb za ząb..?


Prawda jest taka, że jeśli nawet w szlachetnej piersi Pana Janusza nie budzą się takie same furie, jak w piersiach statystycznych Wyborców, zdolnych wyobrazić sobie samych siebie i swoje rodziny na chodniku w Kamieniu Pomorskim - to jest rzeczą nader nieroztropną owe furie w sposób tak bezczelny, jak to robią współcześnie rzekomi "wybrańcy Narodu" ingorować..!

Rozważania, którym oddaję się od kilku dni, poczynając od tekstu o wyobraźni, krążą wokół problemu - czym jest tzw. "społeczeństw"..? Na czym polega "więź społeczna"..?

Wiemy już, że jest to wspólnota przede wszystkim "wyobrażeniowa". Trudno byłoby wykazać - zwłaszcza w obecnych warunkach, w ramach Jewrosojuza - istnienie jakichś realnych więzi łączących czy to mnie, czy to Pana Janusza z ofiarami albo ze sprawcą inkryminowanego wypadku w Kamieniu. Niewątpliwie natomiast, wszyscy należymy do tej samej "struktury idealnej", "wyobrażonej", "eterycznej" - czyli do tzw. "narodu polskiego".

Narażam się tu z punktu tym spośród Państwa, którzy doszukują się istnienia jakichś realnych, biologicznych bodaj (rasowych) podstaw wspólnoty narodowej. No trudno. Przyjmę ten cios ze spokojem... Nie pierwszy to raz zresztą, nie pierwszy..!

Statystyczni wyborcy DLATEGO "mają rację" w kwestii kary śmierci, bo jest to sprawa dotykająca ich bardzo silnych i bardzo pierwotnych emocji - i długotrwałe ignorowanie frustracji wywołanej tak powszechnie doświadczanym poczuciem niesprawiedliwości MUSI skończyć się źle. 

Innymi słowy - statystyczny wyborca - dlatego ma w tej sprawie rację, bo jest "statystyczny". Co wcale nie znaczy, że KAŻDY przesąd, zabobon, mniemanie, byleby tylko było dostatecznie rozpowszechnione - zaraz należy z wielkim pietyzmem wcielać w obowiązujący porządek prawny..!

Nie wiem, czy ktokolwiek robił badania na ten temat (zwykle, jeśli badania w tym kierunku się robi, to społeczeństwo okazuje się zaskakująco liberalne i wolnorynkowe...), ale całkiem prawdopodobnym jest, że większość uważa, iż "własność to kradzież". A na pewno - tego faktycznie dowodzą realne wybory - większość uważa, że gosudarstwo powinno zapewnić mu środki do życia i realizacji zainteresowań (czytaj: igrzyska...).

Teza, iż "własność to kradzież" jest bez znaczenia niezależnie od tego, ilu ludzi takie mniemanie podziela (czy raczej - deklaruje, iż je podziela...), ponieważ po bliższym zbadaniu łatwo dochodzimy do wniosku, że tak naprawdę, teza ta brzmi: "cudza własność to kradzież!" A przecież nie da się zrobić tak, żeby nikt inny nic nie miał, a jednocześnie - wszyscy byli w pełni ze swojego stanu posiadania zadowoleni...

Przekonanie, iż "ktoś inny" powinien dbać o socjalne bezpieczeństwo "zwykłego człowieka" to już inna para kaloszy. Przekonanie to wykazuje zadziwiającą zupełnie trwałość przez wieki, a nawet przez tysiąclecia. Od dawna usiłuję to wytłumaczyć ortodoksom liberalizmu - mowy nie ma o zaprowadzeniu wolności gospodarczej, skoro zdecydowana większość elektoratu stanowczo sobie tego nie życzy!

Inna sprawa, że sama trwałość tego przekonania już nam ukazuje możliwość rozwiązania problemu: bynajmniej nie zawsze bowiem, owym "kimś innym", dbającym o socjalne bezpieczeństwo statystycznego wyborcy - było gosudarstwo...

Tak więc, wygląda na to, że jednak, niestety, JEŚLI ktoś zamierza prowadzić aktywną działalność polityczną, to POWINIEN przejmować się odczuciami i instynktami statystycznego wyborcy - niezależnie od tego, że wszyscy się zgadzamy, iż jest on zwykłym głupkiem.

Mnie to nie dotyczy, bo ja się za politykę nie zabieram...

12 komentarzy:

  1. Jeśli bawimy się w metody matematyczne: są kłamstwa, ch... kłamstwa i statystyka i naprawdę mam niezły ubaw oglądając cały czas krzywa dzwonową...
    Ma Pan rację; człowiek jet motywowany niskimi pobudkami. Społeczeństwo ma za zadanie wykorzystać te niskie pobudki jednostki dla dobra wspólnego. Czyli krwawa furia i jej kanalizowanie jako podstawa prawa karnego, chciwość – podstawa kapitalizmu... strasznie górnolotne, ale tak jest.
    Faktem jest że prawo w normalnym społeczeństwie interesuję przede wszystkim przestępców i tych którzy maja stać na jego straży i musi być tak ustanowione żeby nie dało go się obejść. Dla statystycznego człowieka znacznie istotniejszy jest obyczaj.
    Co do roli statystycznych obywateli – demokracja grecka jest skorelowana z falangą, „demokracje” plemienne również z „armią” z poboru(?), i demokracja zrobiła się modna w chwili gdy opłacalne stało się posiadanie armii złożonej z dużej ilości „mięsa armatniego”. Czy na obecnym poziomie rozwoju technologicznego ma sens? Czym innym jest rytuał który o niczym nie decyduje, a czym innym rzeczywisty wpływ.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No może bez przesady. Czasy krwawych igrzysk już dawno minęly i raczej statystyczny głupek myśli o tym jakie prawo wprowadzić by było bezpiecznie na drogach. A prawo statystycznego głupka już istnieje. Całkiem sensowne, poza.. dotkliwymi sankcjami. Może jakby dowalić jeszcze pierdylion coraz sroższych sankcji to sedziowie zaczęli by je stosować? Moze wtedy dzwon by zabrzmiał? Hm?

      Usuń
    2. To co było, może przyjść – cytując klasykę.
      Myślenie to bardzo energochłonny proces, ludzie zwykle NIE myślą. Z autopsji – statystyczny będzie myślał dopiero jak wyczerpią mu się inne możliwości.

      Usuń
  2. W przedziale (m-σ, m+σ) mieści się, jeśli dobrze pamiętam, 67% populacji, nie 86%. Może te 7% wystaje poza m+2σ? Sprawdzać mi się teraz nie chce, ale pobieżny rzut oka na wykres by to potwierdzał.

    Oczywiście takie rozważania ilościowe dla słuszności tezy nie mają znaczenia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wielce Pan uprzejmy.

    1. "rozkład tych cech jest "normalny" tylko w obrębie danego pokolenia - i dlatego nie ma np. większego sensu porównywanie mleczności krów dziś i 30 lat temu"
    Celne. Tak zwięzłego opisu tego zagadnienia jeszcze nie spotkałem, mało tego pomimo, że powinno, wcześniej Mi to nie przyszło do głowy.

    2. "zdecydowana większość tzw. "elektoratu" to głupki"
    Należałoby dodać "głupki polityczne".
    Owszem, tak myślę, lecz staram się tak nie mówić.
    Oczywiście nie sądzę, żeby Człowiek o IQ 100 był głupkiem - różnie bywa.

    3. "szlachetnej piersi Pana Janusza nie budzą się takie same furie, jak w piersiach statystycznych Wyborców"
    K woli wyjaśnienia. Mój Ojciec był ślusarzem, Dziadek kowalem, a Ja nie czuję w sobie szczególnej szlachetności:).
    Tak, nie odczuwam emocji w związku z tym wypadkiem, ot jakiś nierozgarnięty, naćpany Młodzieniec miał niefart i pozabijał innych bogu ducha winnych Rodaków.

    4. "JEŚLI ktoś zamierza prowadzić aktywną działalność polityczną, to POWINIEN przejmować się odczuciami i instynktami statystycznego wyborcy"
    Co do Polityka:
    a) IMO, nie powinien się przejmować od czuciami Rodaków,
    b) IMO, powinien te uczucia uwzględniać,
    c) IMO, nie powinien tymi uczuciami się kierować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drogi Panie Januszu!

      Mój ojciec jest elektrykiem, a dziadek był szewcem. I cóż z tego?

      Usuń
    2. "Mój ojciec jest elektrykiem, a dziadek był szewcem. I cóż z tego?"

      Panie Jacku, jak wiadomo niewiele, choć jakbym się uparł to jakieś wioski dałoby się ponaciągać.
      Przykładowo:
      1. Wie Pan, że Niewolników zastąpiliśmy gniazdkami z prądem elektrycznym do których podłączmy różne machiny potrafiące tanio rozwiązać odwieczne banalne problemy.
      2. Wie Pan, że szewc może bez butów chodzić.
      Itp. itd.

      Usuń
  4. Witam,

    Kwestia karania za prowadzenie po alkoholu nie urodziła się pod wpływem ostatniego wypadku, nawet karanie śmierć za śmierć nie zmieni czestosci występowania takich zdarzen. Co nie oznacza, ze nie istnieją mnie lub bardziej skuteczne metody ograniczania jazdy po alko.

    Oczywiście, że wiele normalności zmienia się w czasie i to nawet w pokoleniu a nie pomiędzy nimi. Ale rozkład normalny w ujęciu międzypokoleniowym też daje ciekawe spojrzenie, pozwala bowiem zobaczyć w którym miejscu spośród wielu potencjalnie możliwych jesteśmy.
    Choć jest to poniekąd malowanie obrazu w którego jest się centrum.

    Co do głupoty politycznej, to cóż nic odkrywcze, wystarczy przekartkowac Le Bona.

    Pozdrawiam
    Mark0wy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Kwestia karania za prowadzenie po alkoholu"

      A) Nie ma co się poddawać emocjom tylko zastanowić się o czym mowa. Przykładowo circa:
      1. 400 000 Rodaków umrze w tym roku,
      2. 4000 Rodaków umrze na drodze,
      3. 400 umrze zabitych przez Kierowcę pod wpływem alkoholu (co by to nie miało znaczyć).

      Idę o zakład, iż jakbym się uparł to znalazłbym makabryczny powód bezsensownej śmierci większej ilości Rodaków niż Ci pozabijani przez nietrzeźwych Kierowców, których jest raptem promil o których ani mru mru.

      B) Jeśli Ktoś jest już gotów karać nietrzeźwych Kierowców to, IMO rozsądniej karać tych, którzy coś złego zrobili.
      W innym przypadku można doprowadzić prewencję do takich rozmiarów, przy której antyutopie Orwell'a to kaszka z manną w przedszkolu.
      C) Bardzo łatwo ograniczyć wypadki spowodowane przez pijanych Kierowców, lecz w większości przypadków,dla niemuzułmanina, lekarstwo będzie gorsze niż choroba.

      Usuń
    2. Muzułmanie nie potrzebują alkoholu, żeby powodować wypadki. Z natury jeżdżą jak samobójcy. Poza tym, kto nie pije, ten ćpa...

      Usuń
  5. @Szanowni Przedmowcy: Budowa systemu spolecznego gwarantujacego 100% bezpieczenstwa swoim poddanym, skonczy sie:
    1. umieszczeniem wszystkich w dobrze zamknietych izolatkach z puchowym obiciem;
    2. umieszczeniem calej populacji 2 m pod powierzchnia ziemi (bo martwy nic zlego /ani dobrego/ nie zrobi) - niezyjacy drugi raz nie umrze a i na rany wydaje sie byc odporny.

    Dlatego kazde proby budowania spoleczenstwa bezpiecznego uwazam za skrajnie niebezpieczne (przynajmniej z mego skromngo punktu widzenia) - stad w dyskusjach czesto wyrywa mi sie reductio ad absurdum! Gdyz takimze wlasnie absurdem jest zalozenie, ze wdzieczny bylbym za wprowadzenie bezpieczenstwa z gwarancja bezpieczenstwa!

    Jedyne co mozemy zrobic, w ramach akcji zmainy swiata, to zmiana naszego wlasnego zycia. I jesli w ten sposob myslaloby wystarczajaco wiele osob, to wypadkow po spozyciu by nie bylo (wystarczy aby zaden z kierowcow po spozyciu nie siadal za kierownica). Ale i to nie gwarantowaloby zupelnego bezpieczenstwa na drogach... .

    OdpowiedzUsuń
  6. @Jacek Kobus - odpowiadajac na Twoje zasadnicze pytanie. Poddany akcydentalnie, z okazji igrzysk "demokratycznych", bywa wyborca (co jakis rok z haczkiem), wiec jedynie wtedy wystarczy mu nalgac ile wlezie (co tez /Nie/Milosiernie Panujacy czynia) ile to mu sie dobrego nie zrobi (zapominajac oczywiscie dodac, ze spelnienie wiekszosci obietnic doprowadziloby Kraj do katastrofy...) po tym jak zostanie przez wyborce na stolcu ulokowany...!!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...