środa, 22 stycznia 2014

Jak ocieplić hydrofornię? Obornik jako izolacja cieplna.

W poniedziałek przed południem przeżyliśmy chwilę grozy. Oto Lepsza Połowa pragnie wziąć prysznic - a nasz felerny Dafik się nie załącza. Znaczy się - ciśnienie wody za małe, trzeba spuścić, żeby pompa "nabiła" hydrofor, wtedy będzie większe i podgrzewacz się załączy (inna sprawa, że i tak daje tylko co najwyżej letnią wodę...). Spuszczamy zatem - najpierw podlałem kobyłom pod wiatą, ile tylko się dało, potem po prostu odkręciliśmy kurek z zimną nad wanną i czekamy. Tymczasem - strumień wody coraz mniejszy i mniejszy aż... przestało lecieć wcale..!

Pompa spalona..? Hydrofor pękł? Zamarzł?

Biegiem do hydroforni. Zdejmuję pokrywę z przekaźnika ciśnieniowego, który załącza pompę, gdy ciśnienie wody w hydroforze spada. Pstryk! Pompa chodzi. Czekam. Nabiło prawie 2 atmosfery.  Przynajmniej - tyle wskazywał manometr na hydroforze. Pompa się wyłączyła.

Znakiem tego - wszystko działa. Przekaźnik musiał być wilgotny i... zamarzł!

Hydrofornia jest wkopana w ziemię na dwa metry. Od dołu aż do góry jest od wewnątrz ocieplona styropianem. Drewniany dach także od wewnątrz ocieplony jest styropianem.

Tylko z klapą, przez którą można wejść do środka mamy problem. Styropian, którym była wyłożona ukruszył się. Podbiłem go od środka różnymi starymi szmatami - ale to oczywiście nie rozwiązuje całości problemu.

Poza tym nawet, gdy styropian nie był jeszcze ukruszony, to i tak - były szczeliny. No - musiały być. Inaczej by się nie zamykało.

Wymyśliłem zatem jakieś dwa lata temu prosty sposób na dodatkowe ocieplenie hydroforni.

Położyłem na wierzch klapy folię. A na folię - wsypałem taczkę czy dwie wybranej spod wiaty ściółki.

Teraz też tak było zrobione - ale widać mróz przy bardzo skąpej okrywie śnieżnej okazał się za duży.

Dołożyłem jeszcze cztery taczki - dla pewności:


Od tamtej pory wszystko działa poprawnie - choć jeszcze się oziębiło (ale też i śniegu trochę spadło, co widać na zdjęciu - śnieg izoluje, więc to lepiej...).

Folia jest po to, żeby dach (co prawda - papą kryty, ale zawsze...) nie gnił.

Natomiast obornik, o ile jest go wystarczająca ilość, dobrze się sprawdza w roli izolacji cieplnej.

Można to obejrzeć na przykładzie. Oto kawałek gruntu przed wiatą, gdzie przez noc konie naniosły cienką warstwę ściółki z obornikiem (wykopując spod siebie to, co im pościeliłem):


Wystarczy odgarnąć kawałek, by zauważyć, że pod spodem - nawet pod tak cienką warstwą - jest miękka, nie zamarznięta ziemia:


Będzie to jeszcze lepiej widać jak posprzątam - bo wtedy to, co konie wyniosły w nocy spod wiaty zawsze zbieram i albo wywożę (jak jest zmieszane z obornikiem), albo wrzucam z powrotem do środka (jak jest suche).

Ale sprzątał będę dopiero około południa, jak będzie najcieplej. Tymczasem - i tak długo czekałem z opisaniem tej przygody. No ale cóż - dopiero dzisiaj jest światło umożliwiające robienie jako - takich zdjęć na zewnątrz...


W hydroforni, na wypadek lutych mrozów, zamontowana jest tradycyjna, 200-watowa żarówka, która może to szczelnie zamknięte pomieszczenie naprawdę mocno ogrzać. Jak do tej pory, przez 4 lata, użyliśmy jej raz. Ale to było przy -35 stopniach - a do tego na razie sporo nam jeszcze brakuje!

5 komentarzy:

  1. Obornik w tym wydaniu jest jedyna izolacja, ktora grzeje ;) Tak, jak napisal nasz Blogowy Kolega, Wojciech Majda, "when the shit will hit", mozna go nawet wykorzystywac nawet do celow grzewczych (w tym momencie wykorzystywanie go jako skromna izolacja moze byc sposobem na przelamanie stereotypu, gdzie nawoz powinien sie znajdowac ;) Ale dla rolnika, szczegolnie tradycyjnego, nie sa to zadne arkana (jak mawial byl Pan Zagloba) - dzieki wysokiej sciolce nawet w lichej stajence bylo cieplo niemalze, jak na salonach :)

    Ale wiedza, to jedno a jej praktyczne zastosowanie - a w szczegolnosci w sposob wczesniej nie znany to drugie. I wlasnie za to drugie chyle, przed Toba Jacku, czolo!

    OdpowiedzUsuń
  2. pomysł przedni, oby tylko jakieś gówienko nie przedostało się do wody, bo wtedy jeszcze jakiś skręt kiszek będzie

    Remigiusz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to jakim sposobem? Przecież to nie studnia...

      Usuń
    2. jakaś dyfuzja gówna przyszła mi na myśl

      rzeczywiście

      Usuń
    3. 30 metrów w dół? W tym przez kilkunastometrową warstwę gliny? Praktycznie nieprzepuszczalną?

      Poza tym - nie słyszałem, żeby konie i ludzie mieli wspólne pasożyty...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...