czwartek, 16 stycznia 2014

Ciężarówki toną w błocie

Ziemia, wcześniej przez dwie doby zmarznięta w żywy kamień - odmarzła i z punktu rozmiękła. Tym bardziej że przez całą, długą, styczniową noc i większość krótkiego, styczniowego dnia - moczył ją deszcz.

No i co tu zrobić z ciężarówkami..? Kiedy już wiadomo, że nie dostarczenie im codziennej porcji ruchu, do której zdążyły przywyknąć, niezależnie od motywów tegoż niedostarczenia - skutkuje atrakcjami nadprogramowymi, typu gigant i pościg po polach i lasach..?

Właściwie rozwiązanie podpowiedziała mi wczoraj jak zwykle genialna Lepsza Połowa. Oczywiście - nie ma mowy o kawaletkach, których normalnie teraz używamy, bo grunt jest zbyt ciężki, żeby mogły się bezpiecznie wybijać. W ogóle - to nie będzie trening. Tylko "spuszczenie pary". A skoro "spuszczenie pary" - to kto powiedział, że nie można jej spuszczać zbiorowo..?


Zachowałem, w każdym razie, podział na "starsze" tekinki i "młodszą" - choć owszem, bywało i tak, że lonżowały się wszystkie trzy. Tym razem jest to o tyle niemożliwe, że najmłodsza jest sporo do tyłu względem starszych koleżanek w swoim programie szkoleniowym: dopiero niedawno przeszła jej kulawizna i od niedawna tylko kłusuje. Jak się ją grzeczni poprosi to kłusuje:


Melesugun - co może widać, a może nie na pierwszym z powyższych filmików, postanowiła też wystartować w ogólnoświatowym konkursie na najbrudniejszego konia miesiąca.

Ale tej panierki po prostu nie dałoby się doczyścić - co bym nie zrobił. Nawet więc nie próbowałem...

7 komentarzy:

  1. Z koniem, jak słyszę, można pogadać nie tylko w wigilię, jakie inne polecenia wydawane głosem rozumie przeciętnie mądry koń?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakie chce... A poważnie: liczy się nie tyle treść przekazu, co ton głosu - i kontekst wypowiedzi. Jak będę do kobył uciekających właśnie w las choćby i najspokojniej mówił: "stępa, stęęęępaaaa..." - to i tyle mnie posłuchają...

      Usuń
    2. Nerwy można stracić...
      Obcy piesek na jedno cmoknięcie przybiega do nogi i merda ogonkiem, patrząc z zaciekawieniem, kotek może być oddalony nawet na 100 m, a po usłyszeniu "kici, kici" pędzi jak zwariowany, też z ciekawości :) , co dobrego dostanie do pyszczka -to ja rozumiem - ale ganiać za niegramotnymi kobyłami, w dodatku po nocy, ze świeczką, może tylko ktoś , kto to bardzo lubi :)

      Usuń
    3. Dlaczego za niegramotnymi..? Gramotnymi, gramotnymi. One po prostu doskonale wiedzą, kiedy słuchać, a kiedy... nie słuchać.

      Bo jaki sens jest nawiać - a potem przyjść na zawołanie..? Przecież nawiewa się po to, żeby zażyć swobody, a nie po to, żeby zaraz dać się złapać!

      Co innego, jak już dwunóg dopadł i na ten przykład na lonżownik wpakował. Wtedy lepiej go słuchać - to szybciej się praca skończy i będzie można do nieróbstwa wrócić.

      One bardziej gramotne niż niejeden kotek czy piesek, co bezmyślnie za byle kim leci i ani pomyśli, co mu z tego przyjdzie...

      Usuń
    4. Sądziłem, że jeden krótki gwizd wystarczy, aby zareagowały jak słynny Tornado pana Zorro, skoro jednak jest, jak napisałeś, nie zdecyduję się na kupno ;)

      Kotek i piesek wiedzą , że opłaca się reagować na polecenia, bo zawsze coś bardzo dobrego do pyszczka wpadnie :), kobyłki przedkładają swobodę nad smakołyki, ale to już ich wina.:)

      Usuń
    5. errata: ..skoro jednak jest, jak Szanowny Pan napisał...

      ajm sory

      Usuń
    6. Trzeba mieć zrozumienie dla natury roślinożercy. Żarcie jest średnią motywacją do robienia czegokolwiek przez konia (nie to, żeby W OGÓLE nie potrafiły zdobyć się na jakiś wysiłek dla smakołyku - ale przychodzi im to rzadziej i trudniej niż drapieżnikom...). Jak słusznie bowiem zauważył Monty Roberts: "historia nie zna przypadku, by kęs trawy uciekł przed koniem"...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...