niedziela, 5 stycznia 2014

Chrzest Polski

To oczywiste, że władza pochodzi od Boga. A jak ktoś w Boga nie wierzy - to musi sobie zamiast tego krótkiego zdania podstawiać nieco bardziej rozbudowane: władza jest fenomenem naturalnym, produktem ewolucji, nieodłączną, konstytutywną cechą behawioru wszystkich, dysponujących rozwiniętym układem nerwowym zwierząt stadnych.


Co oczywiście wcale nie znaczy, że owa niezbywalna dla komfortu psychicznego każdego zwierzęcia stadnego władza KONIECZNIE musi przybierać formę państwa - i to państwa bardzo szczególnego, bo zachowującego się tak, jakby świat się od niego zaczynał i na nim kończył, czyli - jak to zwykłem pogardliwie nazywać: gosudarstwa...

Nie mam już sił na wysyłanie do "NCz!" kolejnych polemik z ich "etatowym" libertarianinem, panem Wozińskim. Zrobiłem to kilka razy, z czego na łamach ukazały się może ze dwa teksty - i się zniechęciłem.

Polemiki blogowej też nie będzie, gdyż pan Woziński dawno już temu raczył był oświadczyć, że taki śmieć jak ja na zaszczyt jego odpowiedzi nie zasługuje...

No cóż? Muszę z tym jakoś żyć...

Ostatnio przez pewien czas nie kupowaliśmy "NCz!". Wczoraj Lepsza Połowa się złamała i pozwoliliśmy sobie na taki luksus. Ze skutkiem jak wyżej, to znaczy - przeczytałem bezdennie wręcz durny artykuł rzeczonego "etatowego" libertarianina o chrzcie Polski, przeleciałem wzrokiem nieprawdopodobnie absurdalne "prognozy" paru czołowych publicystów, jak jeden mąż wieszczących załamanie się "systemu" już tej wiosny - po czym rzuciłem gazetę na stos innej makulatury, której używamy na podpałkę w naszym "Herculesie".


Czytam "NCz!" mniej lub bardziej regularnie od ponad 20 lat. Co roku JKM lub ktoś inny z "wierchuszki" wieści koniec świata, a przynajmniej - koniec demoliberalnej okupacji - i co roku ta wróżba tak samo odległa jest od rzeczywistości. Jest to zwyczajnie nudne...

Ładnych parę lat temu jeden z moich Przyjaciół z szeroko rozumianej tzw. "prawicy" oświadczył, że UPR to sekta. I coś jest na rzeczy - niezależnie od etykietki partyjnej i flagi (zresztą, bardzo ładnej...), rytuały się powtarzają.

Inna sprawa, że NIE ZGADZAM SIĘ z wyborem, którego ów mój Przyjaciel dokonał. To znaczy - skoro nie ma szans na to, by sekta stała się Kościołem (a nie ma!), to należy zaakceptować świat takim, jaki jest i grać wedle reguł, które w nim panują.

Istnieje trzecie wyjście. Można trzasnąć drzwiami (symbolicznie) i wyemigrować (naprawdę lub mentalnie - ja wybrałem to drugie bo, prawdę powiedziawszy, poza wyrzucaniem gnoju, nie znajduję w sobie żadnych takich umiejętności, które mógłbym sprzedać na "wolnym rynku pracy" gdzieś za Oceanem...).

Ujadam sobie w kącie - kto chce, ten mojego ujadania słucha, kto nie chce, ten nie słucha. Nie aspiruję do tego, by zmieniać świat. Zupełnie mi wystarczy moje 15,4 ha, gdzie jeszcze bardzo, ale to bardzo dużo do zmiany pozostało...

Nie oczekujcie Państwo po mnie żadnej Dobrej Nowiny. W rzeczy samej - niezależnie od tego, ile (fenomenalnej!) tarninówki bym nie wypił, nie dostrzegam w przyszłości ŻADNYCH pocieszających perspektyw. Może być tak jak jest (tylko trochę gorzej) - albo inaczej (ale o wiele gorzej!). Jedyna rozsądna rzecz, którą samemu sobie mogę doradzić, to dalsze doskonalenie produkcji (fenomenalnej!) tarninówki. Jeśli nawet nie okaże się to zbawieniem w obliczu totalnej apokalipsy, resetu systemu, załamania (zwijcie to jak chcecie) - to przynajmniej wysiłek się nie zmarnuje, bo będzie z tego zabawa...


I taki jest mój plan na rok 2014, amen!

3 komentarze:

  1. To oby był urodzaj na tarninę. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znamy takie miejsce, gdzie tarnina jest właściwie gwarantowana - trzeba tylko zdążyć ze zbiorem przed ptakami - co w minionym roku średnio się nam udało...

      Usuń
  2. "Władza była, jest i będzie po wieki wieków, amen."

    A propos Władzy i natury Człowieka.
    Ostatnio obijam się próbując zregenerować siły, także szperam w Internecie, czytam, oglądam TV etc..
    Wczoraj trafiłem na film o jakimś Kacyku będącym "Prezesem" parudziesięciu ogródków działkowych na jakimś zadupiu w Szwajcarii.
    Facet wykazywał wszelkie negatywne symptomy związane ze splendorem sprawowania Władzy. Władzę miał niewielką, lecz jego ego rosło w miarę uprzykrzania życia różnym Działkowiczom (pośród różnych nie-Szwajcarów był tam nawet jakiś Polak).
    "Prezesa" dopingowała jego Żona, także nie zreflektował się nieborak, że w trakcie regulowania kwestii grilla, wysokości altanek, prawidłowych odległości itp. został obsadzony w roli komicznej. (To moja ocena, bo nie wykluczam, iż intencją Autora filmu było pokazanie trudów organizacji środowiska wielokulturowego). W Szwajcarii byłem wielokrotnie, także te idiotyzmy są tam jak najbardziej możliwe. Nieszczęście polega na tym, że to może przytrafić się Każdemu i na wyższym szczeblu, czyli skutkujące większym zasięgiem rażenia:).

    Co do niezmienności Władzy mam jedną uwagę.
    Jest już spora grupa Osób, która powoli się wyzwala spod Władzy, zasiedlając wirtualne światy, aspirując IMO w niedługiej przyszłości do stania się nową Elitą, którą ciężko będzie okraść za pomocą rabunku (vide OFE), podatków, czy erozji pieniądza. Trudno będzie Ich okiełznać Troglodytom zasiedlającym różne urzędy ze względu na wirtualność bytowania tej Społeczności i trudność zastosowania tradycyjnych narzędzi (przemoc, indoktrynacja, czy współczesne techniki zarządzania) do tak efemerycznych Bytów.
    Wnioski wypłynęły z samoobserwacji mej nieporadności, po wielokrotnym zderzeniu się z opiniami moich dorosłych Dzieci, które próbowały mi wyjaśnić arkana współczesnej techniki i kultury (klastry serwerów, wirtualne maszyny, bezużyteczne gadżety, zawiłości mangi, czy problemy wirtualnych Znajomych po całym świecie etc.:)). Kończę i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...