niedziela, 22 grudnia 2013

Witajcie Góry Świętokrzyskie

Odwiedziliśmy chłopaków w Kotuszowie:


I w zasadzie to pierwsze zdjęcie podsumowuje całą wizytę, bo wypięli się na nas zadkami!

Miałem nadzieję, że nagram komórkiem ładny filmik pokazujący jak sobie dokazują w towarzystwie arabiątek, jacy są dzielni, uspołecznieni i jaki mają autorytet. Innymi słowy: miałem nadzieję pokazać środkowy palec tym wszystkim, którzy wątpią, jątrzą, niszczą moją miłość własną i temu podobne...

Tymczasem - trafiliśmy na porę pośniadaniowo - przedobiedniej drzemki.


Żadnej godnej uwiecznienia akcji! Ten, co się na zdjęciu powyżej klei do tyłka Miyana próbował robić potem burdę - ale dostał strzał ostrzegawczy z miyanowego kopytka i tyle było jego kozakowania.


Co gorsza, zmuszony jestem przyznać rację: chłopcy są od większości arabiątek niżsi (lubo nieznacznie), wężsi w klatkach (to już jest bardzo widoczne) i mają o wiele mniejsze kopytka.

Inna sprawa, że są średnio o ponad trzy miesiące młodsi: gros towarzystwa urodziło się na początku stycznia - a oni są z drugiej połowy kwietnia.

Jedyna ich przewaga, że futra mają zdecydowanie, ale to naprawdę zdecydowanie grubsze i gęstsze.

No i, jeśli nawet jeszcze w tej chwili stadem nie rządzą - to w każdym razie przeganiać się nie dają. Czyli: jest nieźle! A będzie jeszcze lepiej. Poczekajcie ino do wiosny...

Po prawdzie, to staram się nie "bombardować miłością" naszych wychowanków i nie leży w moim zwyczaju odwiedzanie odsadzonych źrebiąt już w dwa tygodnie po rzeczonym odsadzeniu. Że tam byliśmy, to gwoli Tajnej Narady, o której oczywiście - nikomu ani słowa..!

Tajna Narada odbyła się pod osłoną solidnych murów nieodległego Szydłowa ("polskiego Carcasson" - który to slogan reklamowy jednakowoż jest niejaką przesadą...):


przy chybotliwym stoliku i podłej kawie podawanej w jedynym czynnym tamże barze o nazwie "bar". No cóż - takie są wymogi konspiracji, wiecie - rozumiecie...

Po drodze Lepsza Połowa odkryła to, co ja odkryłem już odwożąc tamże chłopaków dwa tygodnie temu. Mianowicie: Góry Świętokrzyskie to też góry..!



Osobliwie jak wieje i śnieg pada (co zdecydowanie lepiej widoczne było dwa tygodnie temu...).


Jak się dobrze wpatrzycie, zobaczycie na dalekim planie opactwo na Świętym Krzyżu.


Najwidoczniej w remoncie, bo najlepiej to był z niego widoczny żuraw dźwigu (no i maszt telewizyjny obok).


M., który towarzyszył mi dwa tygodnie temu zastanawiał się oczywiście, jak to jest obrabiać takie poletko...


Na monotonię narzekać nie można, nie zaśnie człowiek na traktorze, prędzej się z nim razem wy..bie - ale jak tu zakręcić i na pole sąsiada nie wjechać..?


Mijając industrialny krajobraz Starachowiec musiałem opowiedzieć Lepszej Połowie burzliwe dzieje Zagłębia Staropolskiego - i przy tej okazji po prostu nie dało się uniknąć pana Rewińskiego:


Pops, country dla ubogich - zwijcie to jak chcecie - ale czyż nie ma w tym głębokiej, życiowej prawdy..?

Osobliwie, że choć Starem przecież nie jeżdżę, to jednak i tego rodzaju kłopoty obce mi tak do końca nie są...

Na zakończenie wreszcie - ostatni z serii widoczków strzelanych przez okno samochodu, czyli skała rodzima wychodząca spod gleby w Starachowicach:


Dlatego przez okno, bo na zatrzymywanie się nie było czasu. Od bardzo, bardzo, bardzo dawna nie zostawiliśmy naszego stada tak długo samego bez ludzkiej opieki!

Na szczęście, poza tym, że rozwaliły dokumentnie belkę siana pod wiatą, nic złego nie zrobiły. Marchewka dostała im się z zaledwie dwugodzinnym poślizgiem dzisiaj - ale za to, nie było ganiania na lonżowniku. Myślę, że bilans wychodzi na zero i już nam wybaczyły.

Gorzej z koćkodanem. Żeby tego ostatniego jakoś przebłagać, zaopatrzyliśmy się po drodze w Radomiu w niedrogie ryby...

7 komentarzy:

  1. Marna nieco córka Kamphory jest tylko odrobinę wyższa (może centymert) od koleżanki dwa miesiące młodszej, przy czym młoda Kamphora powinna dorosnąć do ok.155cm, a koleżanka - do ok.142cm. Widać różnicę, nie tylko ze względu na rasę (American Paint Horse i Traditional Gypsy Cob). Niestety. Mam tylko nadzieję, że nadrobi, a nadzieja to już wiadomo czyją matką jest...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę nie chciałbym ciągnąć już tej dyskusji... Chłopaki są prawie tego samego wzrostu co araby starsze od nich o ponad trzy miesiące - do wiosny przegonią całe towarzystwo.

      Usuń
  2. To z innej beczki!! Pewne podobienstwo "Polskiego Carcassonne" do oryginalu istnieje optycznie... . Chyba, ze i w temacie katarskim istnieje pewne podobienstwo... ?!?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic mi o tym nie wiadomo. Skądinąd - w okolicy było sporo arian i kalwinów swego czasu...

      Usuń
    2. Ha! Dzis zapewne jedyny katar, ktory jest tam iwdziany, to ten siedmiodniowy ;)

      Konkurencja religijna (jak kazda konkurencja) pomaga odsiac plewy od ziarna (niezaleznie od ich definicji) i dzieki trwalemu ukladu odniesienia my-oni raczej sluzy zywotnosci wspolnot religijnych.

      Monopol juz nie bardzo!!

      Usuń
    3. Toteż, obok murów, jednym z głównych zabytków Szydłowa, są ruiny synagogi. Mało kto wie, ale imigracja Żydów w średniowieczu do Europy Środkowej, obok poparcia władzy (która miała z tego profity), cieszyła się też niejaką opieką ze strony biskupów: ex-poganom można było w ten sposób pokazać na żywym przykładzie, że Pismo mówi prawdę..!

      Usuń
  3. zaraz za tym budynkiem po prawej na zdjęciu skałek (rezerwatu) Starachowic jest blok mojej teściowej :), lata tam nie byłam!
    sylwia

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...