piątek, 27 grudnia 2013

Szwedzkie upiory

Ugrzęzliśmy w szwedzkiej literaturze kryminalnej. Jak być może Państwo pamiętacie, zaczęło się od trylogii Stiega Larssona "Millenium"


Potem, kierując się kumoterstwem, bo szwagierka pracowała przy ekranizacji, pochyliliśmy się nad Henningiem Mankellem którego, niestety, mało jest w naszej gminnej bibliotece (i prawie wcale nie ma głównych części cyklu o Wallanderze - chyba, że ciągle są w czytaniu i ja na nie po prostu nie trafiam..?). 


Ostatnio na dłużej zatrzymaliśmy się na cyklu powieściowym Camille Läckberg (o którym do tej pory nie wspominałem, bo w sumie jest z tego wszystkiego najbardziej "normalny" - cokolwiek, ktokolwiek pod pojęciem "normy" rozumie...). 


No i wreszcie dzisiaj zacząłem czyta Lizę Marklund.


Zacząłem i choć ledwo przez pierwsze 100 stron "Czerwonej Wilczycy" na razie przebrnąłem już widzę, że wszystko to układa się w pewien spójny wzór.

Spójny wzór, rodzaj zbiorowego "portretu pamięciowego" szwedzkiego "czarnego charakteru".

Kim więc, wedle zgodnej opinii czworga wyżej ukazanych autorów jest typowy "czarny charakter"..?

Jest to biały, heteroseksualny mężczyzna, przywykły do przemocy (być może dlatego, że sam jej w młodości doświadczył - to doświadczenie nadaje postaci "typowego czarnego charakteru" odrobiny psychologicznej głębi i wielowymiarowości...), nie radzący sobie z emancypacją kobiet i ich wkraczaniem w dotychczas wyłącznie męskie sfery aktywności społecznej, niezdolny do akceptacji kulturowej czy rasowej odmienności która zaczyna się wokół niego pojawiać za sprawą imigrantów (nieodmiennie ukazywanych jako postaci wyłącznie pozytywne: ciężko pracujące, lojalne wobec nowej ojczyzny, skłonne do empatii, itd., itp.), bardzo często albo "szemrany" biznesmen (oczywiście robiący kokosy na brutalnym wyzysku dzieci lub więźniów gdzieś, w "Trzecim Świecie", na oszustwach, nadużywaniu cudzego zaufania i niejasnych machinacjach giełdowych, nie stroniący też od handlu narkotykami czy żywym towarem), albo kompletny życiowy nieudacznik, który wkracza na drogę przestępstwa, bo w żaden sposób nie potrafi być pożyteczny dla społeczeństwa.

Jeśli któraś z postaci pojawiających się na początku książki zaczyna coś mówić o Bogu - to niemal na pewno jest to właśnie ta postać, która na ostatniej stronie zostanie zdemaskowana jako morderca.

Jeśli któraś z postaci wyraża wątpliwości wobec prawa kobiet do dowolnego zabijania płodów, które poczęły - to na 100% mamy do czynienia z mordercą seryjnym.

Prawie jak w hamerykańskich "slash-horrorach", gdzie najpierw zarzynają tych, którzy uprawiają seks (dostrzegliście tę prawidłowość..?).


Bywają pewne warianty, szczegóły zmieniają się z książki na książkę, ale - "typ uśredniony" to właśnie  sympatyczny dżentelmen opisany powyżej.

To było sprawozdanie z faktów, czysty opis.

Teraz przechodzimy do interpretacji.

Teza 1. NIE JEST PRAWDĄ, iż w rzeczywistości morderstw i innych zbrodni dokonują TYLKO biali, heteroseksualni mężczyźni, którzy nie radzą sobie z emancypacją kobiet, doświadczyli przemocy lub też mają jakieś metafizyczne odchyły. Co prawda my tu, w Boskiej Woli, żyjemy sobie jak u Pana Boga za piecem i kontakt z wielkim światem mamy nader ograniczony, ale mimo wszystko - spodziewałbym się, że i feministyczna herod baba, o taka na przykład:


(Lepsza Połowa, która przez pewien czas uczęszczała z tą panią na jedno seminarium potwierdza, że jest ona dokładnie taka, na jaką wygląda - a wygląda na obdarzoną dość ubogą imaginacją, ale bardzo z siebie zadowoloną i bezwzględną sukę...) - też może mieć niejedno za uszami..! A już słitaśny obraz kolorowych imigrantów wygląda na przecukrzony do porzygania...

Teza 2. Skoro cała czwórka pomienionych wyżej autorów prezentuje tak zgodne stanowisko, które w dodatku NIE WYGLĄDA na efekt wiernego sportretowania rzeczywistości - to chyba coś się za tym kryje..? Być może jest to kwestia zbyt małej próbki badawczej. Ostatecznie, nie znam szwedzkiego, nie czytam szwedzkiej literatury kryminalnej w całej jej rozciągłości, a polegam na tym, co zostało przetłumaczone na polski i w dodatku - trafiło do nader szczupłego księgozbioru naszej gminnej biblioteki.

Nie można wykluczyć zatem, że owa jednostronność to skutek wyboru polskich wydawców, tłumaczy i na koniec - instytucji fundującej książki dla naszej biblioteki gminnej.

Ale to jednak, mimo wszystko, wciąż jest zastanawiające. No i mówimy o czwórce autorów podobno - jak wielkimi wołami głoszą obwoluty okładek ich polskich wydań - najpoczytniejszych, najczęściej tłumaczonych i ekranizowanych!

Ergo - książki te odniosły komercyjny sukces. I to chyba jednak najpierw w Szwecji - a dopiero potem poza jej granicami..?

Teza 3. Za komercyjny sukces książki odpowiada oczywiście jej promocja i decyzje wydawców. Skądinąd jednak, TEORETYCZNIE, wydawcy decydując się na wydanie i marketingowe wsparcie książki, powinni się kierować TYLKO nadzieją na zysk. Jeśli kierują się inną motywacją, to - znowu czysto TEORETYCZNIE (bo w praktyce wcale to tak nie działa...) - przyspieszają tylko własne bankructwo.

Ponieważ widzimy na przykładach podanych powyżej, że wydawcy wydają książki, które fałszują obraz rzeczywistości a MIMO TO wcale nie bankrutują, tylko właśnie koszą kasę koszami to jedno z dwojga:
- albo ludzie to bezwolne marionetki, którym sprawny marketing jest w stanie wmówić wszystko,
- albo też istnieją inne, pozarynkowe mechanizmy finansowania tego szaleństwa.

Oczywiście, ktoś mógłby mi zarzucić, że wierność prawdzie wcale nie należy do tych zalet literatury, które KIEDYKOLWIEK przesądzały o jej komercyjnym sukcesie. Zgoda. Tyle tylko, że czym innym jest dokonywane przez autora przetworzenie "świata przedstawionego" wedle własnych gustów i poglądów - a czym innym fakt, że wszyscy autorzy przetwarzają ów "świat przedstawiony" TAK SAMO. I bynajmniej nie chodzi tu o styl, modę, czy prąd literacki, a całkiem brutalnie i prostacko - o fałszerstwo o ewidentnie ideologicznym charakterze.

Poza tym - ja bym żadnej z tych książek w życiu nie kupił! Przeczytałem je tylko dlatego, że mogłem to zrobić za darmo, korzystając z biblioteki gminnej. A wcale niekoniecznie kupuję tylko książki naukowe czy dzieła wielkiej literatury...

Nie wiem czy dam radę bodaj tę "Czerwoną Wilczycę" skończyć czytać - zobaczymy za kolejne 100 stron...

21 komentarzy:

  1. Doskonale roziem panskie zdziwienie. Ja osobiscie przestalem juz dawno czytac jakiekolwiek ksiazki pisane przez kobiety. Ich mentalosc bowiem rzutuje niekorzystnie na tresc i sposob przedstawienia problemu. Bez wzgledu na to czy jest to problem naukowy czy beletrystyka. Jesli chodzi zas o skandynawskie przedstawienie wlasnego spoleczenstwa (w tym kobiet) to polecam serial Netflixa "Lillyhammer" . Byc moze jest on dostepny w Europie. W USA mozna go obejrzec w netflix-sowskiej wypozyczalni filmow.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwaj spośród czterech inkryminowanych autorów to mężczyźni...

      Usuń
  2. "- albo ludzie to bezwolne marionetki, którym sprawny marketing jest w stanie wmówić wszystko,
    - albo też istnieją inne, pozarynkowe mechanizmy finansowania tego szaleństwa."

    Dlaczego albo albo?Przeciez moga zachodzic oba zjawiska jednoczesnie.
    A tak w ogole to juz dawno ktos przeanalizowal ze tacy homoseksualisci stanowia kilkanascie procent par w mainstremowych serialach podczas gdy w realu jest ich moze z 5%.Prosze zauwazyc ze wiekszosc szefow policji,supergliniarzy czy sedziow w amerykanskich filmach ostatniej dekady to czarni a biali to na ogol ich niezbyt rozgarnieci podwladni podczas gdy w realu jest dokladnie odwrotnie itp itd.Raczej nikt z powodu takiego zafalszowywania rzeczywistosci nie bankrutuje a nawet wlasciwie nie spotyka sie to prawie z zadna reakcja.

    Piotr34

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli marketing jest w stanie wmówić klientom dowolną bzdurę, to znaczy, że są oni bezwolnymi marionetkami (a demokracja jest NIEMOŻLIWA, bo jaki ma sens demokracja dla marionetek..?). Jeśli jednak takie produkcje wymagają "zewnętrznego podtrzymywania" w postaci jakichś pozarynkowych źródeł finansowania (np. w postaci grantów rządowych i innych transferów "pod stołem") - to znaczy, że klienci NIE SĄ bezwolnymi marionetkami, tylko ktoś ich robi w wała (demokracja zaś jest teoretycznie możliwa, a tylko - na razie - NIE DZIAŁA).

      Usuń
    2. Kiedys czytalem wywiad z takim jakims guru od marketingu i PR z USA ktory twierdzil ze Europa roznie sie pod tym wzgledem od Ameryki.Wedlug niego w USA jesli przeznaczy sie na promocje odpowiednio duzy budzet to ludzie wala drzwiami i oknami a zysk jest niemal gwarantowany podczas gdy w Europie klienci maja swoje "narowy" i czasami nawet duza kampania reklamowa nie pomaga.O ile dobrze pamietam to swoje twierdzenia opieral on glownie na obserwacji wlasnie rynku rozrywki oraz kosmetykow z lat 90-tych-teraz byc moze jest inaczej ale wtedy tak wlasnie bylo(wedug niego).Moim zdaniem obecnie mamy do czynienia ze stanem przejsciowym,z moich obserwacji wynika ze mlode pokolenia(ponizej trzydziestki)sa kompletnie nieodporne na reklame oraz tzw.mody i trendy i raczej nie odrozniaja swiata wyobrazonego od rzeczywistego podczas gdy ludzie nieco starsi czy to z racji doswiadczenia zyciowego czy innych powodow zdaja sie byc na manipulacje medialne nieco odporniejsi.

      piotr34

      Usuń
    3. Co doskonale wyjaśnia jak to możliwe, że choć nie ma oficjalnej instytucji cenzury, ani policji politycznej czy innej służby bezpieczeństwa, to i tak czujemy się trochę jak w łagrze (o dość łagodnym póki co rygorze...), a władza niemal jawnie robi rzeczy dokładnie przeciwne temu, na co mają ochotę jej poddani.

      Powstaje tylko pytanie, czy cokolwiek można na ten stan rzeczy poradzić..? Przecież nie da się zakazać marketingu...

      Usuń
  3. http://voxday.blogspot.co.uk/2013/12/media-bias-conclusive-proof.html?m=1

    W temacie... Napisane przez czlowieka, ktory zostal wyrzucony z the Science Fiction Writers of America (poprzednia osoba, ktora zrezygnowala z czlonkostwa byl sam Stanislaw Lem).

    OdpowiedzUsuń
  4. "Jeśli któraś z postaci wyraża wątpliwości wobec prawa kobiet do dowolnego zabijania płodów, które poczęły - to na 100% mamy do czynienia z mordercą seryjnym."
    Od wielu lat nie czytam beletrystyki, także moja opinia "w tym zakresie" jest całkowicie niemiarodajna, ale tu chyba Pan przesadził:).

    Ostatnio mam często do czynienia ze Szwedami i tak będzie jeszcze dość długo, także moja opinia może się odmienić, nie mniej zauważyłem, że powyższe fotografie nie oddają przeciętnej szwedzkiej fizjonomii.
    Zastanowiwszy się co mi nie "sztymuje" i już wiem.
    Tylko ta Niewiasta na fotce 3 ma ten "prawidłowy" wyraz twarzy. Zauważyłem, że w szwedzkim savoir-vivre w dobrym tonie jest notoryczny uśmiech, ... zupełnie bez powodu.

    Co do "politycznej poprawności" to rzeczywiście Szwedzi biją na głowę moich Rodaków. Próbowałem porozmawiać z pewną szwedzką Niewiastą, podczas, koleżeńskiej kolacji, o zachowaniu Muzułmanów w GB i już po kilku jej urzędowych frazesach odpuściłem sobie, bo domyśliłem się, iż w tym obszarze nie mogę liczyć na jej szczerą opinię.

    Inną sprawą jest to, iż te drobne dziwactwa znani mi Szwedzi z nawiązką kompensują uprzejmością, pracowitością i dobrym zorganizowaniem działań.
    W RP utarł się taki zwyczaj, iż w święta mamy nie tylko karpia smażonego (uwielbiam), lecz również Trylogię w TV (lubię bom nie historyk:)). Oglądając rytualnie Potop, podczas posilania się karpiem w świeżo minione święto, ni jak nie mogłem "ogarnąć" jak Ci współcześni Szwedzi mogli mieć tak dzielnych Przodków.
    BTW, do siego roku! Tego i oczywista następnego, czyli już 2014.
    Czasy dobre, w domu ciepło, nie głodujemy na przednówku, a i wychudzonych krów nie będziemy musieli wynosić na rękach po zimie, także życzenia zupełnie realne:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybaczy Pan, ale rozmawiamy tu WŁAŚNIE O TYM, iż owa "beletrystyka" nie pokrywa się z rzeczywistością realną, istniejącą poza książkami.

      U pierwszych trzech autorów (Marklund jeszcze za mało przeczytałem...) jest co najmniej po jednej książce, w której głównym negatywnym bohaterem jest anty-aborcjonista!

      Usuń
  5. "ZARZYNAJĄ SIĘ" przez "RZ" panie Jacku.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet sprawdzałem w słowniku. Przed publikacją. I nie znalazłem. Zaćmienie...

      Choć, swoją drogą: żadnego "się" tam też nie ma...

      Usuń
  6. Po prostu cenzura politycznej poprawności nie dopuści do wydania innych książek, a jeśli jakimś cudem jakaś wyjdzie, to rozszarpią ją na strzępy i wycofają. A niektórzy ludzie chcą czytać... sięgają więc po te ocenzurowane, ale zgrabnie napisane i w miarę ciekawe. W końcu świat powieści, to świat fikcji, nieprawdaż?

    OdpowiedzUsuń
  7. A na poparcie tego, że książki przedstawiają fałszywy obraz rzeczywistości przydałoby się jakieś statystyczne zestawienie, jak wygląda prawdziwy kryminalista w Szwecji. Bo tak to można napisać "tak mi się tylko wydaje".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak! TAK MI SIĘ WYDAJE I WCALE SIĘ TEGO NIE WSTYDZĘ. Co więcej - jestem ABSOLUTNIE pewien, że mam rację i żadne statystyki nie są mi tu do niczego potrzebne.

      Przypuszczenie, iż "typowy szwedzki kryminalista" to biały, heteroseksualny mężczyzna, który jest religijny i ma problemy z emancypacją kobiet jest po prostu tak niedorzeczne, że bliższe badanie tej tezy nie ma krzty sensu.

      Uprawia Pan zwykłą demagogię. Jak wszyscy wielbiciele i obrońcy obecnego status quo zresztą.

      Usuń
  8. I po co dyskutowac z kimś, kto pisze - "tak mi się wydaje..... i jestem absolutnie pewien, że mam rację" .....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No z głupkiem, który wierzy w demokrację, prawa człowieka i w to, że cały ten cyrk jest naprawdę i na serio faktycznie - nie ma po co dyskutować...

      Usuń
    2. Kogo dotyczy ten opis - i do jakiej kwestii nawiązuje ?

      Usuń
    3. Kursokonferencji dla inteligentnych inaczej tu nie prowadzę...

      Usuń
    4. Cóż....jestem absolutnie pewna, że nie ma pan racji... :-)))

      Usuń
    5. Innymi słowy twierdzisz, że przestępcami w Szwecji są WYŁĄCZNIE biali, heteroseksualni mężczyźni o religijnych przekonaniach i konserwatywnym stosunku do aborcji - i nikt inny..?

      No cóż: na szczęście - nie jestem Twoim psychiatrą...

      Usuń
  9. "Nie można wykluczyć zatem, że owa jednostronność to skutek wyboru polskich wydawców, tłumaczy i na koniec - instytucji fundującej książki dla naszej biblioteki gminnej."

    Można wykluczyć, że tłumacze mają na to jakikolwiek wpływ.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...