niedziela, 15 grudnia 2013

Szkoła falenicka i otwocka

Zacznijmy od przykładu. To jest ogier Akwamaryn:


w kondycji opasowej. Spasł się tak na bogatej w substancje odżywcze i mineralne trawie Kubania - choć był to zaledwie kwiecień i sezon pastwiskowy tamże dopiero się zaczynał.

I to też jest ten sam ogier Akwamaryn:


(ze strony naszych przyjaciół z Estonii) - tyle, że w kondycji wyścigowej (wygrał ważną gonitwę) i wystawowej (został czempionem świata w kategorii "ogierów starszych"). Uwaga, uwaga: kilka miesięcy później. Zaraz potem padł, ale nie z głodu bynajmniej, tylko miał wypadek w transporcie (jaki - nie pytajcie, bo nie wiem...).

To pokazuje, jak elastyczny jest organizm konia, jak szybko i łatwo przystosowuje się do zmienionych warunków.

A teraz kilka wniosków i tez, które chcę postawić:

1. Jest oczywistą oczywistością, że nasze kobyły dawniej wyglądały "lepiej" niż teraz, ale też - zawsze im było bliżej do Akwamaryna z pierwszego zdjęcia, niż do Akwamaryna z drugiego zdjęcia. Z dokładnością do jakości naszej i kubańskiej trawy, oraz z dokładnością do ciąż i karmienia źrebiąt, które zakończyło się ledwo tydzień temu.

Gelshahowi, który jadł to samo i w identycznych ilościach co nasze kobyły, a także był odrobaczany w tych samych terminach i tymi samymi środkami co klacze i źrebięta, nic chyba nie jesteście w stanie zarzucić:


To jest ostatnie zdjęcie, jakie mu zrobiłem przed wyjazdem z Boskiej Woli, na dwa tygodnie przed transportem.

Jak widać, jest w tak samo dobrej kondycji opasowej jak Akwamaryn te parę lat temu!

Dlaczego konie u nas są w "kondycji opasowej", a nie "wyścigowej", czy "wystawowej"? No to jest bardzo proste: zwyczajnie - jeśli nawet użytkujemy je od czasu do czasu pod siodłem, to jest to tak mało intensywna działalność, że "pracą" w żadnym razie nazwana być nie może.

I to się nie zmieni. Ani nie zamierzam naszych kobył w jakimś sporcie wystawiać, ani - tym bardziej! - otwierać tu szkółki jeździeckiej.

Nie ma też mowy - tak na marginesie - żebyśmy znowu otwierali pensjonat. Jakkolwiek, jeśli macie wątpliwości co do sposobu utrzymania koni u nas, to zapytanie o to pani Beaty, właścicielki większości koni, które 2 lata temu stały u nas w pencjonacie, byłoby całkiem dobrym sposobem na rozwianie tychże wątpliwości! Jak wyglądały jej konie, gdy do nas przyjeżdżały - a jak, gdy je od nas, po prawie roku, zabierała..? 

Posługując się metodą jedynej różnicy łatwo zauważyć, że tym, co odróżnia Gelshaha od naszych kobył jest fakt, że nie urodził i nie karmił źrebiąt. Cała reszta, czyli karmienie, utrzymanie, nieróbstwo - są dokładnie identyczne.

Oczywiście teraz, kiedy karmienie źrebiąt się zakończyło, stoi przed nami zadanie powrotu do stanu, w jakim nasze kobyły były dawniej. Czyli na przykład, do takiego stanu:


albo chociaż do takiego (bez Photoshopa...):


Jak zamierzam tego dokonać? No i tu pora na teorię...

2. Znowu zacznijmy od ilustracji. To, Drodzy Państwo, zasadnicza część układu trawiennego konia, jego jelito ślepe:


za: "Atlasem Anatomii Klinicznej Konia" Hilary M. Clayton, Peter F. Flood i Diana S. Rosenstein w tłum. prof. Norberta Pospiesznego.

Dlaczego jelito ślepe jest zasadniczą częścią układu trawiennego konia? Dlatego, że właśnie tutaj głównie bytują różne okrzemki, wymoczki i inne pantofelki, które przerabiają celulozę, a ogólnie rzecz biorąc, niestrawne wielocukry, stanowiące ogromną większość masy pokarmowej pochłanianej każdego dnia przez konia, na rzeczy dla dużego ssaka łatwiejsze w przyswojeniu. Przy okazji zresztą, część z tej masy przerabiają na białka, z których budują własne mikroskopijne ciałka - i potem trawiąc swoich "pasażerów", gdy ich (krótki) cykl życiowy dobiega końca, koń już aminokwasów egzogennych (więc takich, których duże ssaki same nie wytwarzają) z zewnątrz przyjmować, zasadniczo, nie potrzebuje.

Nota bene, brak podobnego organu u człowieka rozstrzyga raz i na zawsze ewentualne spory, co do tego, czy człowiek jest czy nie jest mięsożercą. Jasne że jest! Jak by nie był, to by miał podobnych rozmiarów jelito ślepe, albo cztery żołądki, jak krowa...

Teraz proszę się skupić, bo padną tezy dla całości wpisu zasadnicze:

2.1. W warunkach naturalnych konie nie mają dostępu do tzw. "paszy treściwej" - i radzą sobie doskonale dzięki swoim symbiotom, zamieszkującym ich jelita ślepe, które to symbioty wytwarzają wszystko, czego koń, dowolnej konstytucji cielesnej i dowolnego temperamentu, do przetrwania potrzebuje.

To, że człowiek karmi trzymane w niewoli konie "paszą treściwą" (jakikolwiek by nie był jej rodzaj, bo są najrozmaitsze), NIE WYNIKA z potrzeb żywieniowych koni, tylko z faktu, że używając je do pracy - skraca w sposób drastyczny czas, jaki mogą poświęcić na żerowanie. W naturze, co mogę obserwować codziennie, konie żerują ok. 18 - 20 godzin na dobę. Jeśli weźmiemy je do pługa, czy do wozu, czy pod siodło i będziemy zmuszać do intensywnego wysiłku przez 6, 8 czy 12 godzin - to jasnym jest, że najobfitsze pastwisko, czy najlepsze siano już na nadrobienie tak drastycznego ograniczenia czasu żerowania nie pozwoli. Ubytek energii trzeba zrównoważyć i to takim pokarmem, na trawienie którego koń zużyje o wiele mniej czasu, niż na trawienie złożonych wielocukrów, z których składa się głównie trawa.

Czy muszę dodawać, że taka zmiana gwałci podstawy fizjologii końskiego układu trawiennego..? A jak myślicie - dlaczego konie w niewoli żyją średnio po kilkanaście lat, a na wolności - spokojnie dożywają 30-tki..?

2.2. Przypisywanie jakiegoś magicznego znaczenia różnicom w budowie anatomicznej i fizjologii, jakie występują pomiędzy wytworzonymi przez człowieka rasami koni to mit i zabobon.

Konie udomowiono zaledwie ok. 6 tysięcy lat temu. Wszystkie żyjące konie są ze sobą dość blisko spokrewnione. Wszystkie rasy końskie to dzieło człowieka, a nie natury. To oznacza, że nie należy przywiązywać zbyt wielkiej wagi do tego, co uczeni "od szkiełka i oka" wypisują odnośnie typów mięśni, czy temu podobnych. Są rasy koni, które w ciągu zaledwie 100 lat "awansowały" z typowych "koni pociągowych" na "konie sportowe". Wcale niekoniecznie dzięki dolewowi obcej krwi. Czy to oznacza, że w ciągu tych 100 lat zmienił im się rodzaj umięśnienia..?

Dajcie spokój...

BTW - dajcie też spokój powtarzaniu tego mitu o "kulkach baraniego łoju". Wieki temu opublikowałem tu świadectwo, z którego niezbicie wynika, że Turkmeni przed rosyjskim podbojem karmili swoje konie głównie... słomą! Jeśli używali jakichś "kulek z łojem baranim" - to raczej nie na co dzień, tylko od święta, tj. podczas wypraw wojennych - i bynajmniej nie karmili tym wszystkich swoich koni... W szczególności, NIE WYDAJE SIĘ, aby owe "kulki baranie" KIEDYKOLWIEK należały do diety turkmeńskich klaczy. Turkmeni bowiem, w przeciwieństwie do Arabów, na wojny i grabież wybierali się na ogierach, a nie na klaczach.

3. Co z powyższego wynika, dla realizacji zadania, jakie przede mną stoi, czyli dla "doprowadzenia naszych kobył z powrotem do stanu sprzed ciąż, wyźrebienia i karmienia źrebiąt..?"

Nasze konie, mimo wszystko, nie żyją "w warunkach naturalnych". Ich Lebensraum ograniczony jest ogrodzeniami naszych pastwisk. I - ZGADZAM SIĘ Z TYM PRZECIEŻ, więc moglibyście już ze mnie zsiąść! - te pastwiska są zbyt ubogie jak na ich potrzeby.

Przede wszystkim brakuje tu całej listy mikroelementów i substancji mineralnych. Z których, karmiąc źrebięta, nasze kobyły "wypłukały się" do cna. Dlatego nawet Bubiszcze, które zwykle radziło sobie dużo lepiej od Melesugun (matka Melesugun miała skłonność do ochwatu - wprawdzie etiologia tej choroby nie jest zbyt dobrze rozpoznana, ale może to mieć coś wspólnego z przemianą materii, zaobserwowałem też, że Melesugun najgorzej ze wszystkich naszych koni radzi sobie z niedoborem miedzi w boskowolańskiej glebie, bo pasemka w grzywie ma prawie zawsze - a jej syn, Miyan, dużo częściej niż inne źrebięta używał lizawki - widać jej mleko było uboższe w mikroelementy), ma teraz rude pasemka w grzywie (a nigdy wcześniej ich nie miała). To bardzo niepokojący sygnał, bo świadczy o niedoborze miedzi.

W związku z powyższym:
- dostały wczoraj nową lizawkę (dostałyby ją tydzień wcześniej, gdyby nie Ksawery, przez którego nie daliśmy rady pojechać na targ w Warce),
- dostają od wczoraj, w dodatku do owsa, równej ilości musli z mikroelementami i witaminami: pogoda wprawdzie jest wciąż sprzyjająca, ale wiadomo, że wartość jesiennej trawy jest nikła, więc od wczoraj zwiększam też stopniowo dawkę i owsa i musli tak, żeby w ciągu jakichś dwóch tygodni dojść do porcji: "marka owsa" + "miarka musli" na konia na jeden posiłek (tak na marginesie, przejrzałem moje notatki i wynika z tego, że w ciągu ostatnich 4 lat, dawki owsa, jakie dawałem naszym koniom, ulegały systematycznej redukcji... Jak widać, stan obecny był wynikiem doświadczenia, a nie teorii!),
- uzupełniliśmy zapas marchewki - dopóki temperatura jest dodatnia i możemy marchewkę bez szkody przechowywać na zewnątrz, będą dostawały po ok. kilogramie marchewki na głowę na lunczyk; potem przejdziemy na owies z musli lub z witaminami, który będą dostawały trzy razy dziennie,
- czekam na kuriera, który dostarczy mi zakupione w piątek "Efektywne Mikroorganizmy": chodzi o to, aby pracę symbiotów naszych koni usprawnić w tym trudnym okresie - zresztą, to będzie eksperyment, wypróbuję to także na sobie (odkąd zafundowaliśmy sobie elektrycznego pastucha i nie ganiam koni po okolicy, straszne brzuszydło mi wyrosło, może trochę zejdzie..?) i na naszym starym koćkodanie (który miarę zwykłego, kociego życia dawno już przeszedł i to pomimo, że 4 lata temu miejsce specjalistycznej karmy weterynaryjnej w jego życiu zajęły ordynarne chrupki z "Pierdonki" i puszki z "Lewiatana" - ale ostatnio robi się coraz bardziej nieważki i coraz bardziej zrzędliwy, jak, nie przymierzając, nasz stary Gluś, gdy nadchodził jego czas...) - a jak się da, to także na Lepszej Połowie, która przyjmując leki na astmę, ma wciąż problemy trawienne,
- jak tylko przyjdą dopłaty, albo trafi się inna większa kasa, kupię co najmniej 3 tony "WapMagu z mikroelementami" na nasze pastwiska. Niekoniecznie od naszego stałego dostawcy, bo w tym roku, jak nigdy wcześniej, już mu spłaciłem dług i jestem wolny i mam wybór...

Oprócz tego, ganiamy wszystkie trzy kobyły codziennie po lonżowniku i zamierzamy ganiać tak dalej. BEZ wypięcia. Mnie tam się nigdzie nie spieszy, mam czas. Jak same nauczą się schodzić z głową niżej - będzie to o wiele cenniejsze, niż gdybym je pętał jakimiś linkami (co tylko prowokowałoby je do oporu i sprawiało dyskomfort). Potrafią to zrobić, bo w przeszłości już się nam z każdą z nich taki efekt uzyskać udało - tyle, że przez ostatnie dwa lata były albo wcale, albo prawie wcale nie jeżdżone, siłą rzeczy zatem, mięśnie grzbietu im zanikły...

Na koniec zaś: jak ktoś się w Boskiej Woli gościł, boskowolańskie wino pił, boskowolańskie dynie pożerał - to elementarna przyzwoitość wymagałaby, aby przynajmniej nie ranić potem mojej miłości własnej sformułowaniami w stylu "dawka przeżyciowa". "Dawka przeżyciowa..?" Też coś..!

12 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ktoś jeszcze ma ochotę popisać się ludową mądrością..?

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zarzucają Ci że twoje konie są za chude, czy za grube? Czy jedno i drugie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zamierzam się nad taką złośliwością specjalnie pochylać...

      Usuń
    2. Mnie tam się wydaje że konie są akurat, ten typ tak ma że chudziej wygląda, moje akurat wylądają grubo to pewnie się ktoś kiedyś doczepi że zapasłam. No, oprócz folbluty i jej córki...

      Usuń
  4. Aż dziw, że nie oskarżono Jacka o oba te przewinienia naraz - przekarmianie i głodzenie. W końcu istnieje teoria, że ludzie i zwierzęta robią się otyłe, bo w ich pożywieniu brakuje składników mineralnych/witamin...

    OdpowiedzUsuń
  5. Z 3 źrebaków, dwa udały się nadzwyczaj a jedna klaczka udała się bardzo dobrze ale z uwagi na: genotyp, fenotyp i robaki - jest osłabiona i opóźniona w rozwoju. Tyle nudnych faktów.
    Tylko zostaw tę dyskusję na fejsie, proszę! Ciekawe czego jeszcze się dowiem od specjalistek od typów mięśni i końskiej diety. Są takie inteligentne i wysublimowane i takie mądre. No dosłownie od razu czapkę sciągam z głowy jak tylko zerknę na któryś z ich postów - takie to są mądre panie! Szykuj zatem prostaku, ten jęczmień i tłuszcz, najlepiej z jaków albo wielorybów - musi być przecież ekskluzywnie ;]

    S_S

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyjaśniłem wszystko. Niczego nie ukrywałem. Opowiedziałem szczegółowo co zamierzam zrobić. Temat jest wyczerpany. W tej chwili już NIC i NIKT nie zmieni moich decyzji. A kto nie potrafi przestać - ten wyleci w niebyt...

      Usuń
    2. Rozumiem! Jak zapewne zdecydowana większość czytelników. Kpię żeby rozładować atmosferę. I chyba lepiej zostawić posty "specjalistów". Będziesz miał się z czego pośmiać w przyszłym roku.

      S_S

      Usuń
    3. Aż pójdę zobaczę, co się tam urodziło, bo przestałam śledzić...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...