czwartek, 5 grudnia 2013

Ostowar, Lew-Starowicz i "kryzys męskości"

Wojażując jakiś czas temu w okolicach podstołecznych (przejazdy tą nową quasi-obwodnicą, którą można się dostać z Puławskiej na wieś, wciąż wywołują u mnie poczucie dezorientacji - ze dwa razy już zabłądziłem...), dziabnąłem w przypływie nudy i desperacji włącznik radia. Radio mam stareńkie jak nasza Wendi, analogowe, prawdziwy antyk - ale odbiera. Tyle, że co Was pewnie zdziwi, o tym, co słucham dowiaduję się, gdy sami powiedzą. Bo nie ma wyświetlacza, na którym by się nazwa stacji pokazywała...

No i tym razem dopiero po jakimś czasie dowiedziałem się, że słucham Radia PIN. Niech będzie. Leciał akurat wywiad z Lwem-Starowiczem, który swoją nową książkę promował. "Pan od seksu". Prowadzący dopytywał się o receptę na zachowanie męskości w naszych podłych, sfeminizowanych czasach. Że powoli zaczynam się zadomawiać w wieku, powiedzmy, dojrzałym, kiedy to na ten przykład do mnie należy wykazanie inicjatywy towarzyskiej i przejście na "ty" (bo jestem najstarszy w towarzystwie...), a na widok co ładniejszych studentek mogę - jak to uroczo ujął zaprzyjaźniony Pan Doktor (też od seksu, ale końskiego...) - co najwyżej się oblizać - to oczywiście, że słuchałem z zainteresowaniem.

Internet aż pęka od gołych cycków. A, wyobraźcie sobie, tej "kontrowersyjnej" reklamy Radia PIN, co to feministki przeciw niej protestowały - nie znalazłem w Googlach... Bo Derek na pocieszenie!

Recepta profesora Lwa jest z pozoru prosta: zachować inicjatywę, nie zwalać na kobietę dokonywania wszystkich wyborów, przynajmniej coś proponować. Zauważcie, że jest to, zasadniczo rzecz biorąc, recepta identyczna z tym, co proponuje nasz blogowy ekspert, kolega Wojtek. Punkt dla Lwa!

Inna rzecz, że już myśląc o tym na sucho, teoretycznie (o czym dalej rozmawiali to nie wiem, bo straciłem zasięg Radia PIN właśnie...), rzecz wcale nie wydała mi się taka łatwa do praktycznej aplikacji!

Mężczyzna jest istotą nieskomplikowaną i z definicji leniwą. Wiem po sobie. Z obu tych cech tak samo wynika tendencja do zachowywania rutyny, powtarzania w nieskończoność zachowań, które raz przyniosły sukces, a więc - osiągnięcie stanu pożądanego (czy owym stanem pożądanym jest zalegnięcie na kanapie z pilotem i piwem, czy też nowy, triumfalny podbój miłosny, to inna rzecz - stan pożądany pierwszego z wyżej wymienionych rodzajów jest nieskończenie łatwiejszy do osiągnięcia, więc też i o wiele częściej wybierany w praktyce...).

Jeśli chłopiec dorasta pod pantoflem dyrygującej całym domem matki i nagradzany jest za posłuszeństwo jej poleceniom - potem trafia pod kierownictwo pań nauczycielek i psorek - a na koniec ląduje w związku z kobietą, która zarabia lepiej od niego, a czasem nawet może być jego szefową (nie mówiąc już o tym, że i średni szczebel kierowniczy w korporacjach coraz częściej jest solidnie sfeminizowany...), to jest spora szansa na to, że metody zalecanej przez profesora Lwa NIGDY nie miał szansy wypróbować w praktyce! Bo zawsze, wszystkie decyzje w jego życiu podejmowały kobiety.

Jako istota nieskomplikowana i leniwa, mężczyzna skłonny jest do akceptowania rzeczywistości taką, jaka ona jest. Skoro w rzeczywistości wszystkie decyzje podejmują zawsze kobiety - to po kiego grzyba cokolwiek w tym zmieniać? No i jak to zrobić..?

Ale to były tylko takie teoretyczne rozważania. Na sucho, jako się rzekło. Dzisiaj dopiero przyszedł mi do głowy praktyczny dowód na kryzys męskości w Naszej Umęczonej Ojczyźnie.

Mam nadzieję, że nikt się nie obrazi, w końcu prowadzimy tu sobie konwersację miłą i uczoną dla pospólnej rozrywki i zbudowania (to znaczy ja prowadzę monolog, a czy Państwo się przyłączycie, to już Wasza sprawa...). Wielkiej tajemnicy nie zdradzę, jeśli napiszę, że nasz Ostowarek ma dwie przemiłe, przeurocze i prześliczne wielbicielki. Obie zdeterminowane, aby go posiąść na własność. Tyle, że jak na razie żadna z nich nie podjęła zobowiązania, że zdoła za niego zapłacić (i to pomimo, że WCALE nie domagałem się zapłaty od razu. Ba! Nie domagałem się nawet żadnej zaliczki. Chodzi tylko o słowo honoru, że KIEDYŚ się zapłaci...),

Rozumiem, bo sam nie jestem w kwitnącej kondycji finansowej i pewnie w tej chwili też bym takiego zobowiązania nie podjął. Może za kilka miesięcy?

Co jest jednak zadziwiające to fakt, że najwyraźniej nie ma nikogo, kto by - PO TAK OKAZYJNEJ CENIE - rzeczonego Ostowarka którejś z jego przemiłych, przeuroczych i prześlicznych wielbicielek kupił.


Ja Lepszej Połowie wierzchowca sprezentowałem. Nie wchodząc w szczegóły - za sporo wyższą cenę.  Obejmującą też przygody w stylu Indiany Jonesa czy innego Old Surehanda. I nie widzę w tym niczego dziwnego czy niezwykłego. Mogłem to kupiłem, oboje mamy z tego frajdę.

O co kaman..? Panowie - nie wstyd Wam..? No bo jedno z dwojga - albo obie panie leżą odłogiem jak, nie przymierzając, boskowolańska rola nim wzięliśmy się z Lepszą Połową za jej karczowanie - albo obu trafili się golcy i skąpcy, którzy nie potrafią zarobić równowartości średniej klasy używanego samochodu. To jest dopiero kryzys..!

5 komentarzy:

  1. Może Panie wybrańcom swoim nie rozkazały? A może jednak wybrańcy mają coś do powiedzenia i nie chcieli? Ostowar wygląda wyjątkowo elegancko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? To stare zdjęcie, ale też uważam, że każdej damie taki Ostowar jeszcze uroku doda...

      Usuń
  2. Jeśli nie chcesz mojej zguby, Ostowarka kup mi, luby!

    OdpowiedzUsuń
  3. Zawsze jest tak, że kobieta doskonale wygląda w towarzystwie wierzchowca, czego przykładem jest powyższe zdjęcie. A tym czasem niejaka Jola Rutowicz głupio wygląda z koniem.
    I jak tu być mądrym i w stałych regułach znaleźć oparcie ?


    OdpowiedzUsuń
  4. Może owi panowie prezentują się gorzej od Ostowarka i boja się, że damy będą od chwili zakupu wybierać towarzystwo konia, co jest zresztą wielce prawdopodobne.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...