niedziela, 29 grudnia 2013

Końskie maści

Komentatorka Beata zauważyła pod jednym z moich starych, archiwalnych wpisów o stajni Najczcigodniejszego Prezydenta (swoją drogą, skoro już odzyskałem stary końputer, będę mógł wrócić do tego cyklu...) że "nie ma bułanych tekińców".

I ma rację! Faktycznie - bułanych tekińców nie ma. A mimo to spora część koni achałtekińskich, w tym na przykład nasze, mają w ROSYJSKICH paszportach wpisną maść "bułaną" (ewentualnie: "złocisto-bułaną", czy też "jasno-bułaną").

Po angielsku, w tzw. "paszportach międzynarodowych", wystawianych przez rosyjskie władze księgi stadnej nasze konie są prawidłowo "jelenie" ("buckskin").

Jednocześnie, TE SAME konie w paszportach polskich opisane są jako "gniade". 

Pan Kierownik z PZHK w Radomiu, będąc u nas gwoli opisania chłopaków od razu przyznał, że też im wpisze maść "gniadą" - choć nie ma najmniejszej wątpliwości, że obaj są jeleni (tyle, że Ostovar jest ciemno-jeleni, po matce zresztą...).



Dlaczego komentatorka Beata ma rację, to można sobie detalicznie przeczytać na anglojęzycznej Wikipedii (tak dla ostrożności słabszych jakościowo wersji językowych bym nie polecał w tej trudnej materii...). Po prostu - w populacji koni achałtekińskich brak jest nosicieli genu D, odpowiedzialnego za przejawianie się w fenotypie maści bułanej (między innymi...).

Skądinąd, niewielka bardzo populacja koni czystej krwi achałtekińskiej i tak przenosi masę ciekawych umaszczeń. Pamiętam, że na zajęciach z genetyki umaszczenia koni bardzo się swego czasu podnieciłem, gdy zaprezentowano nam jako egzemplarz ilustrujący konia maści szampańskiej zdjęcie jakiegoś stryjka (bodajże - już nie pamiątam, a nie chce mi się z pudła notatek wyciągać: była to w każdym razie bliska rodzina...) jednej z naszych kobył.

I w tym cały problem: różnice pomiędzy fenotypowymi manifestacjami bardzo nieraz różnych genotypów bywają subtelne. O skali trudności przekonuje chociażby fakt, że nawet dobrego filmiku z ilustracją problemu nie udało mi się na Tubie znaleźć, tylko jakieś badziewie:


Jak to możliwe zatem, że TEN SAM koń może być, w zależności od tego, w jakim języku jest opisywany albo буланый (bułany), albo buckskin (jeleni), albo gniady?


I jak to możliwe, że trzy tak różne konie jak te na zdjęciu powyżej, są wedle polskiego paszportu tak samo "gniade"..?

Biurokracja Drodzy Państwo, biurokracja..! Pan Kierownik z Radomia stwierdził, że wolno mu użyć w paszporcie do opisu konia takich tylko sformułowań, które jakaś pani z Lublina uznała za dopuszczalne.

A przecież ta pani listę owych "dopuszczalnych" sformułowań ułożyła 50 lat temu - i niby dlaczego teraz miałaby ją zmieniać..? Bo genetyka poszła naprzód, a i populacja koni w Polsce jest nieco bardziej kolorowa niż to było w 1957, kiedy reaktywował się PZHK i tworzył zręby swojej organizacji..? Phi..! A jaki to niby argument..?

4 komentarze:

  1. Bułany i buckskin to jest to samo, mogą być różne odcienie. Ja dziś widziałam coś prawie że białego, z czarnym włosem grzywy i ogona: "buckskin".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Prawie że biały", ale z czarną grzywą i ogonem (i bardzo często z czarnymi nogami) to właśnie jeleni. Ewentualnie - jeleni z jakimś rozjaśnieniem (bo tych rozjaśnień jest kilka...). Czyli właśnie "buckskin".

      A "bułany", to "dun". Stąd zresztą nazwa genu...

      Usuń
  2. PS a co do polskich urzędników, to ja się nie wypowiadam...

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo, bardzo ciekawy wpis. Polecam wszystkim wielbicielom koni i nie tylko.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...