wtorek, 24 grudnia 2013

Dorsze mają słabe głowy...

Wracając z Kurozwęk, zajechaliśmy onegdaj przedwczoraj do radomskiego Leclerca, gdzieśmy nigdy wcześniej nie byli, bo zlokalizowany jest po przeciwnej stronie Radomia niż my i żadną miarą nigdy nie był nam po drodze.

Zajechaliśmy, skuszeni promocyjną ceną karpia (okazała się nieaktualna: z drogi nie było widać, że drobnym druczkiem dopisano pod spodem, iż dotyczy początku grudnia...). Karp faktycznie był tani, tańszy niż w "Pierdonce", choć nie aż tak tani, jak to reklama obiecywała. Ale, w tej samej cenie był też dorsz. Ulegliśmy. To w końcu jedyny okres w roku, gdzie można w miarę niedrogo ulec takiej pokusie: kiedy indziej ryby, jeśli nawet są w ogóle dostępne, to sporo droższe.

No i co się okazało, gdy Lepsza Połowa wzięła się za obróbkę dorsza..?


Okazało się, że dorsz ma słabą głowę! Bo mu się ta głowa, do wywaru na zupę użyta - niemal od razu rozpada...

Koćkodanom to nie przeszkadza, dziś pewnie będzie trzeci dzień, jak się nasz stary, czarno-biały koćkodan porzyga z nadmiaru rybnych resztek. Chwilowo musiałem zrezygnować z podania mu EM, jak planowałem, bo po co, skoro i tak zaraz tym samym końcem wyleci..? Nam w sumie słaba głowa dorsza też nie przeszkadza, tyle że trzeba uważać, bo w zupie ości pływają (ale, jak to w morskiej rybie, nie ma ich aż tak wiele...).

Pamiętam z dzieciństwa hasło "jedzcie dorsze, bo gówno jest gorsze". Jak wiele innych z czasów PRL-owskiego niedostatku i biedy, całkiem od rzeczy obecnie. Bo niby co ma być lepsze od dorsza, zwłaszcza świeżego, który normalnie w supermarketach nie występuje (jak już to pojawiają się mrożonki...)? Sushi..? Dziękuję bardzo...

Tyle, że wtedy nie było, zdaje się, limitów połowowych, dorsz był tani i dostępny, a władza usiłowała zatkać nim gębę ludowi spragnionemu innych przysmaków: świńskiej dupy w pierwszym rzędzie. Obecnie świńskie dupy (co prawda, w 70% złożone z soi, wody i konserwantów...) zalegają na półkach całymi stosami, a dorsze powoli stają się wspomnieniem "z lepszych czasów". Tak zmienia się świat.

Co powiedziawszy, życzę wszystkim Państwu mocniejszej głowy niż dorszowa (w końcu święta idą - co, z wujkiem się nie napijesz..???), a Paniom w szczególności - chwilowego zaniku sumienia. Jesteście piękne! Ten kilogram czy dwa więcej, na pierożkach, karpiu w galarecie czy kutii przybrany: a jakież to ma znaczenie..?

7 komentarzy:

  1. Dorszy szkoda. Pyszne ryby.
    A co do głowy- ryba i ludzie się psują od tej samej części ciała. I żadna świńska dupa na to nie pomoże....
    Wesołych!

    OdpowiedzUsuń
  2. "Onegdaj" - to dawniej, niż wczoraj , kiedyś...
    A co to znaczy w zestawieniu "onegdaj przedwczoraj" ????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki przesadny puryzm i czepialstwo to leksykalny odpowiednik faryzeizmu. Faryzeizmowi mówimy stanowcze nie! Ma być obrazowo, kolorowo, dosadnie i w punkt.

      Usuń
  3. I Wesołych Świąt ! :-))

    OdpowiedzUsuń
  4. "Dorsze nie sa najgorsze!" Wesolych i Zdrowych Swiat (i mniej efektow specjalnych ze strony Kockodanow!!).

    OdpowiedzUsuń
  5. no to spóźnione życzenia spokojnych Świąt, wyspania się i dobrych dorszy nawet bez głowy. Nie tylko czasy ale i geografia warunkuje czy coś jest żarciem pospolitym czy smakołykiem wyszukanym. Ważne, żeby smakowało. Ja właśnie nażarłam się kiełbasy z czosnkiem, bo już wydarzeń towarzyskich dzisiaj nie przewiduję.

    OdpowiedzUsuń
  6. Odnosnie osci w zupie z ryby:
    a to nie odcedzacie potem wywaru przez sitko...? Ja do samej zupy wrzucam resztki (owe lby, ogony, etc. pozostale po filetacji), potem sie to przeciera przez sitko a na sam koniec wrzuca kawalki miesa, dzieki temu nie grozi ość.

    za polskie sushi - przychylam sie do zdania - tez bym podziekowala :)
    Dorsz wcale nie jest zly - uwazam, ze ze sto razy lepszy od karpia :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...