wtorek, 31 grudnia 2013

Bobrza inwazja

Dzisiejszy wpis nic nie ma wspólnego z końcem roku. Tym mniej - z początkiem roku następnego. Prawdę powiedziawszy, gdyby nie rytm cosobotnich (i cośrodowych, ale na te rzadziej uczęszczamy) targów w Warce, zmiany w programie telewizyjnym i kalendarz, który wisi na ścianie oraz wyświetla się w komputerze - to byśmy może i nie wiedzieli, jaki jest dzień tygodnia. Oraz jaka jest dokładna data. Nie jest nam to na ogół do niczego potrzebne...

W minioną niedzielę wybraliśmy się na małą wycieczkę. Co z kolei wynikło z faktu, że w sobotę wracaliśmy z zakupów odrobinę niestandardową drogą - a to dlatego, że w Grabowie na zakręcie stała koparka, blokując jeden pas ruchu z powodu... układania chodnika..!

W każdym razie - wracaliśmy odrobinę niestandardowo, "przez bobry", jak to zwykła już od co najmniej dwóch lat nazywać Lepsza Połowa. Droga ta, w rzeczy samej, prowadzi wzdłuż bezimiennego kanałku odwadniającego na którym po raz pierwszy zaobserwowaliśmy ślady bobrzej działalności w tej okolicy. Teraz, jak zapewne Państwo pamiętacie z niedawnego wpisu - bobry są tu już wszędzie, łącznie z tym, że prawie udało im się zablokować główny wjazd do Boskiej Woli.

Ślady bobrzej aktywności w ich najstarszych pieleszach są nie mniej spektakularne. Tak się nam to spodobało, że za cel niedzielnej wycieczki obraliśmy właśnie to miejsce:












To tyle fotoreportażu, teraz moja interpretacja:

1. Zauważcie Państwo, że te kanałki odwadniające to zwykłe ścieki, w których pływa styropian, torby z "Pierdonki" i zapewne całe mnóstwo innego śmiecia. Ergo - bóbr się przystosował do cywilizacji i jego obecność nie jest żadnym dowodem na "czystość środowiska"...

2. W żadnym razie nie jest to też miejsce ciche i ustronne. Od najbliższych zabudowań dzieli je może 100 metrów. Zresztą - widzieliście poprzednio: i w gołym terenie, gdzie od wsi żaden las go nie osłania, założy bóbr żeremie. Zwierzęciem płochliwym też nie jest!

3. Najbardziej lubi wierzby i topole (różnych gatunków, które tu występują). Ale jego działalność sprawia, że chorują podmywane sosny (które i tak nie są tu "u siebie", boż naturalnym biotopem dla Niziny Mazowieckiej jest dąbrowa, a gdzie mokrzej - grąd i temu podobne, a nie sosnowy bór). Dębczaki na razie się trzymają - pytanie: czy zawsze tak będzie..? Wszystko wskazuje na to, że poziom wody będzie rósł...

4. Obawiam się, że tyle bobrów nie byłu tu NIGDY. Samymi wielkimi literami: N I G D Y. Gatunek ten zniknął z okolic Boskiej Woli ostatecznie gdzieś w czasach Stanisława Augusta Poniatowskiego (od którego kilka wsi w okolicy nosi miano, więc wtedy miała miejsce ostatnia poważna akcja kolonizacyjna) - ale i wcześniej prawie na pewno nie był tak liczny jak obecnie. Był przecież wówczas zwierzyną łowną - i miał naturalnych wrogów, których obecnie brak!

5. Osobiście nic nie mam do bobrów (no, może poza tym, że z wyglądu przypominają purytan - a purytanizm jest mi obcy...). Ale to już jest plaga i szaleństwo! Tzw. "re-introdukcja bobra" NA TAKĄ SKALĘ, dawno już przekroczyła granice zdrowego rozsądku. Bóbr zajmuje siedliska, na których nie było go od ponad 200 lat - i w liczbie daleko większej niż kiedykolwiek w swojej historii. Co to ma w ogóle wspólnego z "ochroną przyrody", czy też "przywracaniem środowiska do stanu naturalnego"..? Nie jestem specjalistą od robaczków - ale mam wrażenie, że nie wszystkim mieszkańcom tego lasu od razu musi się podobać jego zamiana w bezdrzewne bagnisko... Bezdrzewne - bo sosny (a w końcu pewnie i dęby) padną od nadmiaru wody, a całą reszty - bobry zjedzą!

O ile mi wiadomo, pomysł polowań na bobry nie wzbudza entuzjazmu wśród myśliwych. Jako zwierzyna o aktywności nocnej, za dnia kryjąca się w jamach, właściwie jest nie do upolowania metodami "klasycznymi". Trzeba zastawiać pułapki, a tego obecne prawo myśliwskie w Polsce zabrania.

Poza tym - co niby zrobić z upolowanym bobrem..? Ma fajne futro - ale cóż z tego, gdy nawet, jeśli prawo dopuści do jego wykorzystania, szaleńcy spod zielonego sztandaru nowej rewolucji robią co mogą, by naturalne futra obrzydzać. Lecznicze właściwości bobrowego sadła pozostają w sferze legendy - choć zapewne, znaleźli by się na nie amatorzy (skoro znajdują się amatorzy na "biostymulatory", czy "ziółka peruwiańskie"). Kuchnia staropolska znajdowała wiele zastosowań dla bobrzego mięsa, uważanego za postne (bo żyje w wodzie, jak ryba...) - ale kto dziś jada takie ciężkie i tłuste rzeczy..?

Naturalną konsekwencją zwieńczonej tak wielkim powodzeniem "re-introdukcji" bobra, powinno być zatem pójście krok dalej i równie powszechna "re-introdukcja" jego głównego naturalnego wroga, czyli wilka.

Hmm... Podoba się Wam ta perspektywa..?

Nasza Melesugun może jeszcze pamiętać czeczeńskie wilki, z którymi miała do czynienia w źrebięctwie. Same się "re-introdukowały" po II wojnie czeczeńskiej, a nie znajdując dostatecznej ilości pokarmu, rozlazły się potem po całym Przedkaukaziu, pojawiając się i na pastwiskach Stawropolskiego Konzawoda. Na szczęście - konie sobie poradziły. Obawiam się jednak, że nasze stado jest w tej chwili stanowczo za mało liczne, by obronić się przed wilczą watahą...

To tyle. Idę sprawdzić, czy kran pod wiatą już rozmarzł. Ten bezśnieżny mróz źle wróży na najbliższą przyszłość. A i rok 2014 nie zapowiada się jak na razie najkorzystniej: albo przymrozi jak w zeszłym roku i 2 lata temu dopiero w lutym i w marcu, a zima potrwa do połowy kwietnia - a potem będzie susza. Albo nie przymrozi i do suszy dojdzie jeszcze plaga robactwa!

12 komentarzy:

  1. Wilk - sympatyczne zwierzę. Z ciekawostek - zapaleńcy okrutnie chcą go re -introdukować w Holandii. To taki kraj zachodnioeuropejski, bogaty w puszcze, stepy i rozległe, niezaludnione obszary... Głupota ludzka na wiele sposobów się objawia....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wilki w Holandii..? Toż chyba ostatnie wybito tam w czasach Karolingów...

      Usuń
    2. No to trzeba przywrócić! Tyle wieków bez równowagi w przyrodzie. Dłużej nie można.

      Usuń
    3. A nie prościej byłoby przywrócić przyrodzie gatunek Yersinia pestis, który ostatnio w wielkiej obfitości pojawił się w Holandii w latach 1348 - 1350..? Skutek byłby o wiele szybszy, samo przedsięwzięcie dużo tańsze i łatwiejsze do wykonania - no i ma niezaprzeczalne plusy: w 1350 bardzo spadły ceny nieruchomości, a za to - wzrosły płace realne...

      Usuń
    4. A spadekt cen nieruchomości przydałby się w NL bardzo, bo tak drogo to tam chyba jeszcze nigdy nie było w tym temacie... Postuluję wnieść wniosek do Komisji Europejskiej. Przyjmą i wdrożą.

      Usuń
    5. Aż mnie dreszcze chwyciły, choć tuż przy kozie siedzę... To wcale nie jest takie znowu niewyobrażalne..!

      Usuń
    6. U nas też plaga bobrów,ale za wilki jednak podziękuję, musielibyśmy nasze stado na noc z pastwisk spędzać, bo inaczej odszkodowań nie płacą...

      Usuń
    7. My nawet nie mamy dokąd. Stada spędzać na noc...

      Usuń
    8. Bobry- nie posiadując łąki obok cieku wodnego byłbym nawet za tym bardziej że program małej retencji jako że nie unijny zarzucono.
      Nawet wypinając się na przepisy upolowanie bobra nie jest rzeczą prostą -jak mówił mi kolega który z bobrami ma na pieńku a jego brat jest myśliwym.
      Zawsze było to trofeum bardziej trapera niż myśliwego
      zakładanie jednak sideł w obecnej rzeczywistości to fikcja.
      Są niebezpieczne jadąc konno stępem wpadł mi koń po kolanka (stawy nadgarstkowe) .Drążą tunele o metrowym przekroju człowiek przejdzie pod konie się zarwie.

      Usuń
  2. Jak nie ekolog, to... sraczka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak nie dżuma, to cholera... Szczęśliwego Nowego Roku!

      Usuń
  3. A to Yersinia P nie wystepuje? Przeca wystepuje. Tylko z racji podatnosci - wg mnie na szczescie, dobrym przykladem na skutecznosc takiego dzialania jest introdukcja myksomatozy w Australii hej....- na antybiotyki, nie dostarcza nam takich atrakcji jak w latach 1300 itp.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...