poniedziałek, 11 listopada 2013

Pogarda

Stojąc onegdaj w kolejce po kebab w Warce zapuściłem żurawia w zeszyt, który pilnie studiowała dziewczynka przede mną. Powtarzała japońskie słówka zapisane hiraganą. Zaproponowałem w związku z tym Lepszej Połowie, żeby poszukała chętnych do nauki arabskiego!


Jak już źrebięta rozjadą się po świecie, zrobi się tu cicho i nudno - wrócimy pewnie do tego pomysłu. W rzeczy samej, poświęcenie i pomysłowość na jaką zdobywają się rodzice w swoich inwestycjach edukacyjnych zasługuje na podziw. Podobno na całym świecie, także w Polsce, wśród ludzi odrobinę zamożniejszych panuje prawdziwy boom na... chińskie niańki i opiekunki do dzieci. Żeby się smarkacze od maleńkości wprawiali w trudnej sztuce rozróżniania czterech rodzajów akcentu. Bo chyba raczej nie chodzi o opanowanie tych 40 tysięcy krzaczków nim przejdzie się do alfabetu..?

Ilekroć zdarzy mi się wypuścić bąka w towarzystwie, to znaczy - przyznać, że uważam tzw. "obowiązek szkolny" za totalitarne narzędzie indoktrynacji (w rzeczy samej, obowiązek taki jako pierwsi nakładali niektórzy protestanccy władcy w Rzeszy, bez ogródek przyznając, że chodzi im o urzeczywistnienie zasady cuius regio, eius religio i wyplenienie wśród poddanych katolicyzmu: jak to nie jest "narzędzie indoktrynacji" - to cóż nim jest..?) - zaraz podnosi się klangor oburzonych. Jak tak można..? Przecież biedne dzieci bez edukacji zginą marnie w zapijaczonych rodzinach społecznego marginesu..!


Dzieci z marginesu społecznego jak ginęły 200 lat temu, 100 lat temu, 50 lat temu - tak giną dalej. I żadna przymusowa szkoła nawet, gdyby miała się zaczynać zaraz po odstawieniu od matczynego cycka, albo nawet i prenatalnie - NIC w tej materii nie zmieniła, nie zmienia i zmienić zapewne nie może.

Obawiam się zresztą, że dużo, ale to naprawdę dużo więcej dzieci zostało zdemoralizowanych dzięki szkole - niż wyrwało się przy jej pomocy z dziedzicznej nędzy, pijaństwa i demoralizacji. Byłoby rzeczą doprawdy dziwną, gdyby taki "efekt odwrócenia" nie zachodził!

Oczywiście - były czasy, gdy upowszechnienie edukacji, choćby i w formie administracyjnego przymusu, oprócz tej oczywistej korzyści, że ludzie po szkole są zwykle głupsi (bo popadają w skłonność do przedkładania abstrakcji nad zdrowy rozsądek...) i łatwiej się nimi rządzi - dawało też niejakie korzyści, powiedzmy, "ekonomiczne". Robotnik czy żołnierz, który potrafi czytać, pisać i liczyć będzie przydzielone mu zadania wykonywał lepiej od niepiśmiennego. Choćby dlatego, że siedząc w szkolnej ławie, przywykł do posłuszeństwa, porządku i nabył pewnej rudymentarnej umiejętności uczenia się (nawet, jeśli tylko na pamięć...).


Problem polega na tym, że te czasy już dawno minęły. I wcale nie dlatego, że "ekonomia" dzisiaj "bardziej skomplikowana"! To może i też. Chociaż - nie wiem, nie znam się, nie będę się wypowiadał.

Na pewno natomiast - ZNACZNIE pogorszyła się jakość, zarówno moralna, jak i intelektualna, tej "elity", wobec której instynktowne posłuszeństwo winna wpajać prostym ludziom przymusowa szkoła.

Jak mogłoby być inaczej..? Ile to już pokoleń panuje selekcja negatywna jak chodzi o dostęp do władzy i prestiżu w Polsce..? Za komuny - karierę robił ten, kto był najgorszą szują, najłatwiej było mu się zeszmacić, sprzedać, zdemoralizować. Obowiązywała przy tym zasada bierny, mierny, ale wierny - nieobca zresztą już i przedwojennej klice. Czy jest na sali ktoś, kto odważy się zaprzeczyć..?

Czy za eurokomuny jest inaczej..? A to już, Drodzy Państwo, sami sobie odpowiedzcie na to pytanie...

Nawyk posłusznego, pilnego wykonywania poleceń wpojony każdemu rekrutowi czynił z armii Fryderyka Wielkiego śmiertelnie niebezpieczne narzędzie wojny i zniszczenia. Ten sam nawyk wpojony przeciętnemu polskiemu wyborcy (tym silniejszy, im więcej czasu ów wyborca spędził uprzednio w szkolnych czy akademickich ławach...) prowadzi nas do nieuchronnej katastrofy - gdy widzimy, że nie żaden Fryderyk Wielki dyryguje niemiłościwie nam panującym gosudarstwem, tylko pożałowania godna zbieranina idiotów, drobnych malwersantów i sprzedawczyków.


Przymus szkolny w zaistniałej sytuacji jest jednym z najważniejszych, najbardziej podstawowych narzędzi utrwalania tego pożałowania godnego stanu rzeczy.

To nie "szanse życiowe" ubogiej młodzieży zostaną zagrożone, jeśli się ten przymus nareszcie zniesie - tylko pewność siebie różnych Komorowskich, Tusków, Palikotów. Ludzie nie-aż-tak-zindoktrynowani nie zniosą długo oczywistych paralogizmów i jawnej pogardy ze strony tej smutnej bandy.

Pogarda nie przypadkiem pojawiła się w tytule tego posta. Jak już nie tak dawno pisałem - oburza mnie i gniewa protekcjonalizm niemiłościwie nam panujących kretynów którzy JAWNIE, wcale się z tym nie kryjąc, traktują nas wszystkich jak małe dzieci albo pacjentów psychiatryka, którzy nie potrafią podetrzeć własnych tyłków, o zadbaniu o edukację, emeryturę czy zdrowie nawet nie wspominając. Ba! Okazuje się, że jakiś, za przeproszeniem, badylarz spod Koszalina, tylko dlatego, że przypadkiem został wybrany na posła uważa się za mądrzejszego ode mnie i wypisuje w ustawach androny, legalizując w efekcie na terytorium RP starożytną profesję roztrucharza - koniokrada (ach któż to mógł przewiedzieć, ach któż..?).


Czy ja mu się, do kurwy nędzy wtrącam w to, jak on swoje róże czy inne badyle sadzi..?

Oczywiście to, że MNIE pogarda ze strony naszej pożal się Panie Boże "elyty" gniewa - sprawia automatycznie, że ląduję na tzw. "marginesie". No cóż. Wygląda na to, że tak, jak niektórym przechrztom chrzest się nie od razu "przyjmuje" i trzeba go potem powtarzać - tak mi się "nie przyjęła" ze wszystkim edukacja, której pilnie i posłusznie poddawałem się przez wiele, wiele lat. Większości ludzi ta edukacja jednak "przyjmuje się" za pierwszym razem. Co jest NAJWAŻNIEJSZYM argumentem za zniesieniem obowiązku szkolnego (to znaczy, innymi słowy - za uwolnieniem edukacji spod panowania gosudarstwa i oddaniem pełnej władzy nad kształceniem dzieci w ręce rodziców). Chodzi o to, żeby już nikt w przyszłości nie mógł dyktować wszystkim jak mają myśleć. Przynajmniej - nie przy pomocy szkoły. Różnorodność sposobów myślenia to jedyne zabezpieczenie przed tyranią, jakie przychodzi mi do głowy...

A jak to było z Państwem..? Bo przecież z faktu, że tu zaglądacie wynika, że i w Waszych przypadkach obowiązkowa indoktrynacja w szkolnej ławie czegoś się "nie przyjęła"..?

16 komentarzy:

  1. Nie przyjęła się i budziła (nadal budzi) jawny opór.
    Dodatkowo, posiadając dzieci poznałam tryby walca, który jeździ obecnie po głowach dzieci i rodziców, wyrównując mózgi wszystkich na homogeniczną papkę. Likwidacja obowiązku szkolnego byłaby potwarzą dla rzesz urzędników, a tysiące nauczycieli zmusiłaby do myślenia i uczenia SIĘ, by zdobyć klientelę. Likwidacja obowiązku szkolnego zmusiłaby ludzi do pracy i podnoszenia kwalifikacji, by wyprzedzić tych, którym się nie chce. Dziś wszystkim się nie chce, bo mają za darmo i pod przymusem. Dowodem na prawdziwość słów w tym wpisie jest droga przez mękę, jaką muszą przejść rodzice chcący nauczać swoje dzieci w domu. Próbowaliśmy tej drogi i jasnym jest, że budzi w urzędnikach żywy opór, ból i cierpienie spowodowane wydzieraniem się ofiary spod systemu. Nauczanie domowe przyjmowane jest (i słusznie) za potwarz i obrazę przeciw poziomowi, jaki prezentują nauczyciele w dostępnych szkołach z równoczesnym uszczerbkiem dla zasadności istnienia stad urzędników nadzorujących szkoły państwowe.
    Obawiam się jednak, że sprawa jest beznadziejna - likwidacja obowiązku szkolnego obudzi opór homogenizowanej papki, która przywykła do "zdobyczy cywilizacji" i "praw", które nabyła.
    Może to czas, by zamknąć za tą "cywilizacją" drzwi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedawno coś o tym pisałam: http://moja-eudajmonia.blogspot.com/2013/11/hej-ho-hej-ho-na-przemia-by-sie-szo.html

      Usuń
  2. Zaglądam tu bo... Nie lubię komedii z podkładanymi spazmami śmiechu. W wielu wypadkach podzielam Twoje zdanie. Umiesz ująć w słowa to czego sam nie umiałbym nazwać. I chociaż czasem nie ze wszystkim się zgadzam,czy też nie wszystkie twoje wywody ogarniam to intuicja mi podpowiada by zajrzeć na Twojego bloga. A propos intuicji czy nie zastanawia Cię zbieżność sprzedaży Twego długu przez bank z faktem zakupu sąsiednich działek przez jak rozumiem lokalnego bossa ?. Pozdrawiam Zbyszek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten "boss" sprowadził się w tę okolicę trochę ponad rok temu. To już my jesteśmy bardziej ukorzenieni. I nie - niemożliwe, żeby tu był jakiś związek.

      Usuń
  3. Doskonale wiesz, że obecna rzeczywistość pełna jest wydawało by się niemożliwości . A cóż znaczy twoje ukorzenienie się co to niby ma znaczyć?. Czyżby chroniły by Cię koneksje lub jakiś inny rodzaj protekcji ?. Wystarczy, że "boss" będzie chciał wykupić Twoje długi. A taniej będzie go to kosztować niż budowa nowego przyłącza do swojej norkowni. Miejmy nadzieję, że będzie to tak obecnie modna elektrownia wiatrowa. Zbyszek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ile razy mam powtarzać, że moje długi NIC nie mają wspólnego z jakąkolwiek nieruchomością..?

      A "ukorzenienie" owszem, ważne rzecz: na obcego, który ziemię wykupuje "swoim" pod nosem - krzywo się patrzy...

      Usuń
    2. W Polsce odpowiada się całym majątkiem za długi. Ponieważ z treści tego bloga można wnioskować, że jesteś właścicielem lub współwłaścicielem to część osób jak widać w tym również ja zakłada, że może się zdarzyć licytacja Twoich nieruchomosci i koni. Martwimy się tym faktem. Czy Mijanek został w Polsce?

      Usuń
    3. Obawy (jak również nadzieje na...) co do licytacji naszej ziemi są zdecydowanie przedwczesne. A koni z pewnością nikt nam nie odbierze. Już prędzej samochód...

      Usuń
    4. Zapomniałem: Mijanek jedzie pod Kraków. Kiedy dokładnie, tego jeszcze nie wiem, ale zapewne opuści nas za tydzień.

      Usuń
  4. Przypomniałeś mi o jednym moim pomyśle na Podlasie, zaraz trzasnę posta i ja...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...ot... naturalny sposób w jaki się czasem nawzajem nakręcamy na posty :)

      Usuń
  5. Ja sporo czasu spędziłam w stajni zamiast w szkole i dzisiaj też nie siedzę za biurkiem ...

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie imponuje dosyć ciekawa narracja, potencjał intelektualny autora, oraz wyjątkowo piękny sposób wyrażania irytacji:)
    O Mijanku nie wspominam, "boście Państwo":) bez serca i tyle!

    OdpowiedzUsuń
  7. Kurczę, kolejna osoba pisze post o edukacji! Jakoś się tak wszyscy w mniej więcej jednym czasie zabraliśmy za osądzanie szamba, jakim się stał system powszechnej edukacji. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Możesz spokojnie Jacku wykluczyć mnie z grona oczekujących na licytację czegokolwiek. Przykro mi, że uważasz mnie za osobę tak cyniczną. Ale niech Cię uspokoi fakt, że ja sam mam zdaje się znacznie poważniejsze problemy finansowe. I o żadnych "oczekiwaniach" nie może być mowy. To co napisałem to jedynie powiązanie być może nic nieznaczących faktów. Zdarzyło mi się obejrzeć w pudle Państwo w Państwie. A za Was mocno trzymam kciuki bez dziwnych podtekstów. Pozdrawiam Zbyszek.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...