sobota, 9 listopada 2013

Król jest nagi...

Nie to, żeby mnie zaraz jakaś refleksja and przemijaniem miała nachodzić. Co to - to nie. Ale, muszę przyznać, że miniony tydzień zachwiał moją wiarą w siebie. Okazało się, że nawet CHODZĄC (na ten przykład po pastwisku...) w towarzystwie świeżo przybyłego mieszkańca wielkiego miasta (no dobra - i cóż z tego, że to podmiejska wieś..?) - zmuszony jestem wyciągać nogi, bo naturalnie, sam z siebie, chodzę po prostu za wolno...


Biorąc pod uwagę moje rozliczne porażki jako handlowca w ciągu minionych kilku lat - zaczynam się tedy zastanawiać, czy ja po prostu już nazbyt nie zdziadziałem siedząc sobie w Boskiej Woli..?


Życie tu może nie oszałamia przepychem (pomijając tę monstrualną kiczowatość dzisiejszego wschodu słońca, którą próbowałem na prezentowanych tu zdjęciach uwiecznić na ten przykład...), a i lęki różne nie są mu obce - ale też, nie ma co kryć: przepracowywać to ja się na co dzień nie przepracowuję... Ot - rano wstać, koniom owsa dać (a głównie to napoić, tego owsa przecież jak na lekarstwo dajemy...). Potem Państwu głowę pozawracać. Posprzątać pod wiatą, parę godzin pokarczować, popielić, ewentualnie - wsiąść sobie na konika, czy też koniki polonżować i poczyścić. Gdzieś w międzyczasie lokuje się koński lunczyk.

I już. I już można się rozluźnić jak nie przymierzając syty lew po polowaniu. Po końskiej kolacji zwykle sami bardzo szybko lądujemy w pozycji horyzontalnej i nawet, jeśli nie chciało się nam tak od razu spać i planowaliśmy książki poczytać, czy choćby nawet to głupie pudło pooglądać - to któżby się był w stanie oprzeć mruczandu zadowolonego z zagnania swoich państwa do wyra koćkodana..? I tak zasypiamy zwykle z przysłowiowymi kurami...


Miniony tydzień, kiedy to musiałem się choć trochę spiąć i gotowością do działania wykazać, postawił ten ustalony porządek rzeczy pod znakiem zapytania. I nie mogę powiedzieć, żebym przeszedł ten test z wynikiem wprawiającym mnie w samozadowolenie. Zgoła wprost przeciwnie!


Czyżby nadeszła pora, aby nawet przed samym sobą przyznać, że król jest nagi..? Że jest rzeczą dość wątpliwą, abym jeszcze UMIAŁ tak ciężko i tak efektywnie pracować, jak to się zwykło oczekiwać w poważnym biznesie..?

No cóż - nie zamierzam się w żadnym razie nad sobą rozczulać! Kolejny tydzień będzie JESZCZE INTENSYWNIEJSZY. I, cholera - albo padnę, albo się wdrożę..!

4 komentarze:

  1. Ciesz się, że nie ulegasz wielkomiejskiej neurozie. Oni tam wszyscy chodzą szybciej. Co wcale nie znaczy że pracują efektywniej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdrowia i napływu gotówki życzę, Jacku :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. " I, cholera - albo padnę, albo się wdrożę..!"
    Osobiście odradzam.

    Robić trzeba to co trzeba, a nie w sposób efektywny, czy ciężkim znojem.
    Nie znam się na koniach, lecz wiem, że do praktycznych rzeczy taki koń się nie nadaje ze względu na postęp technologiczny.
    Moc takiego konia wbrew przyjętej mierze to circa 250W, czyli jest znikoma w porównaniu z maszyną. W gniazdku elektrycznym "tkwi" moc z dziesięciu koni.
    Jeśli tzw. model biznesowy opiera się o zaspakajanie potrzeb rekreacyjnych to przy sposobie zarządzania RP, czyli 1. złodziejstwo podatkowe plus utrudnienia administracyjne 2. złodziejstwo finansowe przy kreacji kasy 3. stręczenie naszych Władz do wpychania Ludzi w debilne zajęcia nie ma zbyt wielu średniozamożnych Osób, które generowałyby popyt na takie rozrywki jak jazda konna.
    IMHO oczywista.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...