sobota, 30 listopada 2013

Chytrość serwisanta

W dalszym ciągu nie czuję "woli Bożej", żeby pisać. Poza tym, na tle szarości, pluchy, chłodu na zewnątrz, choroby Lepszej Połowy i własnego stresu - zdjątka koni, które dałem parę dni temu prezentowały się tak dobrze, że aż szkoda było czymkolwiek je przykrywać...

No ale, mówi się trudno: podejmę dzisiaj misję społeczną. Uświadomię Państwa, na przykładzie własnego błędu, jak ważna w życiu codziennym jest czujność i brak zaufania do bliźniego swego.

O co chodzi..? Oczywiście, chodzi o naszego "Dafika", który już wielokrotnie był przedmiotem wpisów, rozważań i dyskusji tutaj. Faktem jest, że gdzieś tak od września oba "Dafiki" (których używamy wymiennie, traktując jednego, zwykle leżącego sobie spokojnie na strychu jako rezerwę, którą montuję w razie, gdy jego kolega się psuje i jedzie do serwisu) sypią się nieustannie i to z rosnącą częstotliwością.

Z początku myślałem, że to wina naszej hydrauliki. Bo ja wiem..? Nasz stary hydrofor, który kupiliśmy jako używany ponad 4 lata temu daje zbyt niestabilne ciśnienie i zbyt często się zapowietrza. Pompa tłoczy zbyt wiele powietrza w rury. No - cokolwiek w ten deseń.

Ale ta hipoteza w tej chwili nie wydaje mi się już taka prawdopodobna jak dwa czy trzy miesiące temu. Albowiem, choć wszystkie kolejne grzałki obu naszych "Dafików" zawsze skończyły w ten sam sposób, przepalając się - to, jednakowoż, zarówno okoliczności tego smutnego końca, jak i poprzedzające go objawy, za każdym razem były różne.

Na przykład - nieprawdą jest, jak sądziłem jeszcze trzy miesiące temu, że spadło "średnie" ciśnienie w naszych rurach i dlatego "Dafik" załącza się tylko i wyłącznie tuż po tym, jak pompa nabije na nowo hydrofor (co pośrednio mogłoby przyczyniać się do skrócenia jego żywotności, bo w takich razach w wodzie jest najwięcej powietrza). Okazuje się, że wyremontowany "Dafik" potrafi się załączyć za każdym razem, gdy tego od niego zażądamy i nie grymasi.

Tyle tylko że - jak ostatni, wrócony nam z samych (ho, ho!) Kielc, od producenta, bo serwisant w Radomiu stracił już cierpliwość - potrafi się wyłączyć w cholerę w środku prysznica, pozostawiając na ten przykład Lepszą Połowę z włosami w szamponie do spłukania zimną wodą... Od czego się właśnie ostatnio pochorowała!

Zwyczaju kapryszenia na ciśnienie wody nasze podgrzewacze nabierały dopiero z czasem (z tym, że ów czas był za każdym razem coraz to krótszy - ostatnio żaden nie przeżył dłużej tygodnia...). Zaś po trwających dłużej lub (coraz to...) krócej kłopotach z załączeniem - przychodził taki moment, gdy załączyć nie dały się już wcale. Bez żadnych zresztą oczywistych zewnętrznych objawów, że to przepalenie grzałki (co zakładamy zwykle, bo to najbardziej powszechna przyczyna, zresztą tych grzałek, jeśli nie działają, nikt nie bada, czy przepalone, czy nie - wyjmuje się cały moduł i wyrzuca do kosza, a serwisant wstawia następny z zapasu...). Żadnych efektów dźwiękowych, świetlnych czy dymnych. Ot - nie załącza się już i koniec.

Skłonny jestem w tej chwili przychylić się raczej do tezy, że producent z Kielc kupił w Chinach wadliwą partię grzałek - albo też, że coś się stało z (nader zresztą prymitywnym, bo to wszystkiego dwie rurki, w tym jedna z reduktorem...) wewnętrznym układem hydraulicznym tych "Dafików". Na przykład - mógł się zakamienić, co bardzo być może, toż na całym Mazowszu żelaza w wodzie kilka razy powyżej tzw. "normy" (tak jest - to jest właśnie to żelazo, które przekute na miecze, obaliło Imperium Rzymskie..!).

Serwisant stracił do nas cierpliwość i, jako się rzekło, przedprzedostatnio popsutego "Dafika" odesłał w całości do producenta do samiuśkich (ho, ho!) Kielc. Skąd wrócił ón do nas, jak wnioskuję z załączonej karteczki, uszczelniony i z wymienioną grzałką. Tyle tylko, że już odbierając go w Radomiu, w zeszłym tygodniu - oddałem w zamian do naprawy jego kolegę, zepsutego przedostatnio (i o nim, tak generalnie, będzie mowa...). Oddałem, wziąłem pokwitowanie, w domu zamontowałem "Kielczanina" - fajny był, ale gorącą wodę bez przygód dawał dobę, potem zaczął się wyłączać sam z siebie, po kolejnych dwóch dniach pojawiły się kłopoty z jego załączeniem, a w czwartek zepsuł się do imentu.

Wczoraj zatem, wziąłem go zdjąłem i pojechałem odebrać tego przedostatnio zepsutego, który z całą pewnością powinien były być już naprawiony.

Jak zwykle - i tu, skupcie się Państwo, bo przechodzimy do meritum - oddałem kwitek, wziąłem podgrzewacz w oryginalnym pudełku (któreśmy zachowali od samego początku) i nie zaglądając do środka - pojechałem do domu. Spiesząc się zresztą, bo robiło się już późno, a zamontowanie "Dafika" wymaga odłączenia prądu w chatce (jesteśmy ludzie praworządni, nie przerobiłem podłączenia na wtyczkę, co podobno zwykle użytkownicy "Dafików" robią, wciąż rozkręcam puszkę i wpinam tam przewody, jak w instrukcji stoi...), więc lepiej to robić za dnia.

Otwieram tedy pudełko, patrzę i co widzę..?

Obudowa jest pęknięta od góry:


oraz nieprzykręcona do części wewntęrznej, skutkiem czego, brak także, nalepianej na śrubkę, "zaślepki gwarancyjnej":


Oczywiście natychmiast zadzwoniłem do serwisanta z awanturą. Będę się jeszcze kłócił. Przy następnej wizycie w Radomiu, bo - o dziwo! - machineria tak w ogóle to działa i na razie ją zamontowałem (mówi się trudno - ile dni można się myć w zimnej wodzie..?).

I tak też już straciliśmy cierpliwość i jak tylko trafi się nam przypływ gotówki (a, prawdę powiedziawszy, siedzę już jak na szpilkach i czekam na dopłaty, bo chodzą słuchy głuche, że podobnie jak w zeszłym roku, będą na początku grudnia...), rozważymy od początku, bez uprzedzeń, odmienne rozwiązanie problemu grzania wody w naszej chatce (to znaczy - zapewne kupimy inny podgrzewacz elektryczny, innej firmy: trudno mi sobie wyobrazić montowanie na tak maleńkim metrażu, jaki mamy, czegoś znacznie większego...).

Tym niemniej, nie sądzę, aby w przypadku tego, konkretnego "Dafika" cokolwiek udało mi się uzyskać. Jest nie do pomyślenia, aby takie uszkodzenia powstały przypadkiem. Ktoś to zrobił celowo. Po to, abym przestał już wciąż i wciąż wymieniać grzałki w tym sprzęcie (a teoretycznie, zgodnie z gwarancją, mogłem to robić do... 4 stycznia 2015 roku..!). Żebym stracił gwarancję.

W sumie - moja wina. Byłem w tym serwisie ochnaście razy. Atmosfera zawsze była miła. Pożartowało się z paniami. Pan majster czasem zabrał na zaplecze i pokazał jak co działa. Kiedy zależało mi na czasie, naprawy były zawsze robione "od ręki". Nabrałem nieuzasadnionego zaufania do bliźnich. I ten brak czujności i zdrowej nieufności, teraz się na mnie zemścił...

8 komentarzy:

  1. Ponoć oszukać mogą nas tylko ci, którym ufamy.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Zawsze, ale to zawsze sprawdzam sprzęt 3x pod różnymi kątami... jestem postrachem sprzedawców i zawsze znajdę każdy defekt.

    Zawsze, ale to zawsze upieram się o dwoje i z reguły wygrywam.

    Naciąłeś się - nauczka na przyszłość, ale ja bym zaraz to zgłosił, choćby telefonicznie.

    R-O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież zgłosiłem zaraz, jak tylko wyjąłem z pudełka!

      Usuń
  3. Polecam zwykły zaizolowany bojler na prąd. Żre prundu porównywalnie a problemów nie ma żadnych. Po latach użerania się z przepływówkami , jak rodzice zamontowali bojler to było jak objawienie. Taki 50l starczy spokojnie, a jeśli grafik nie będzie przewidywał dłuuugich kąpieli jedna po drugiej to nawet mniejszy. Na podgrzewacze już się nigdy w życiu nie dam nabrać :/
    I kibicuję z całej siły, ja mam podobny problem ze słuchawkami do mp3. Zwykle wytrzymują mi jakiś miesiąc ale ponieważ jestem wredna to trzymam te przeklęte paragony i sumiennie zgłaszam reklamacje. I tak od kilku lat. I czasem się zastanawiam czy tym producentom opłaca się robić takie szmiry? U was grzałka u mnie w słuchawkach zawsze przełamuje się drucik przy minijacku :/ Słuchawki to niby nie fortuna i nie taki ciężar gatunkowy jak ogrzewanie wody, ale to strasznie upierdliwe a ja mam od wczoraj do wymiany ósmą w tym roku parę :/ I nie zamierzam odpuścić z czystej małpiej złośliwości ;| Choć wątpię by to kogokolwiek czegoś nauczyło.
    Pozdrawiam i życzę udanej rozróby w serwisie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawdę powiedziawszy, specjalnie to się mi nie chce przebudowywać całej instalacji. Wygląda na to, że w tym przedziale mocy, jaki jesteśmy w stanie sobie założyć (czyli urządzenie jednofazowe, pracujące na zabezpieczeniu 32 A), stać nas, za odrobinę tylko wyższą cenę, na prawdziwe luksusy...

      Usuń
  4. Ale serio= ktoś będzie marudzić, że śrubki brakuje? I nie uwierzy na słowo, ze to tak wyszlo z serwisu?
    Trochę wiem, że tak, ale trochę nie. W PL generalnie bardzo żadko kupowałem cos innego niż uzywane rzeczy, a jesli nowe to starannie sprawdzając jakość. A w cywilizowanych okolicach takich problemów nie ma. Ludziom sie wierzy na słowo i tyle. W zwykłym sklepie przy reklamacji nikt się mnie o paragon nie będzie pytał (inna sprawa, że praw gwarancyjnych jest mniej niż w UE)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy. Normalnie byłbym dobrej myśli. Już mi się zdarzało na ten przykład gubić pokwitowania - nie było żadnego problemu z odbiorem. JEŚLI jednak ktoś o tej śrubce CELOWO zapomniał, to przecież nie po co innego, jak właśnie po to, aby pozbyć się uciążliwego klienta, czyż nie..? A tu, jeśli nie będzie dobrej woli ze strony drugiej strony, na pewno nie wygram - bo niby jak udowodnię, że tak to od nich wziąłem, skoro żadnych świadków nie mam nawet..?

      Usuń
  5. Witam,

    Po pierwsze nigdy nie korzystamy z gwarancji.
    Jest to umowa dodatkowa, opracowana i napisana pod producenta, a nie dla konsumenta.

    Korzystamy zawsze z niezgodności towaru z umową.
    Dlaczego?

    Nie ma mowy o żadnej naprawie, a już na pewno nie tyle razy, to jakiś absurd.

    Roszczenia jakie mamy, to wymiana sprzętu na nowy, a gdy to jest niemożliwe zwrot gotówki.

    Polecam ustawa o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej z 27 lipca 2002 r., tylko 4 strony :0

    Pozdrawiam
    Mark0wy

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...