poniedziałek, 14 października 2013

Z pamiętnika bimbrownika, cz. 15 - wino mirabelkowo - jabłkowe

Pierwszy raz robiłem wino nie w szkle, a w kanistrze z tworzywa sztucznego. Lepsza Połowa twierdzi, że czuć je plastikiem. Ja tam niczego takiego nie czuję. Jest wyraźny zapach mirabelek, kwaskowy, przyjemny smak - orzeźwiające, letnie winko. Nie na taką pogodę jak dziś (o czym niżej...).

Wyszło trochę słabe. Stąd wykonałem też wersję nieco wzmocnioną, którą właśnie prezentuję - na kanistrze, który to wino zrodził:


W oryginale nie poprawianym, kolor jest dużo intensywniejszy, mirabelkowy właśnie. Z tym, że dziesięć butelek tego wina odstawiłem w najdalszy kąt strychu, żeby sobie dojrzewało (no i nie przewiduje się w najbliższym czasie upałów...). Bliżej miałem tę wersję, która pewnie z czasem jeszcze zblednie - jak się odstoi. Jeszcze jej nie próbowałem.

Jak widać (albo i nie..?), dopadła nas mgła. Stopień zamglenia najlepiej ocenić po ogrodzeniu:


Licząc słupki (posadowione w odstępach 3-metrowych) łatwo stwierdzić, że widoczność nie przekracza 60 metrów. Pogoda nielotna znakiem tego..!

Gdzieś tam, na skraju mgły widać sylwetkę konia:


Ale trzeba podejść naprawdę blisko, żeby stwierdzić, iż to jest nasz Mijanek:


Prawda, że ciekawe umaszczenie pyska sobie na jesień zafundował..?


I to niebieskie oko..! Dajcie spokój: jak możecie NIE CHCIEĆ mieć na stałe i wyłącznie dla siebie tak pięknego Mijanka - zwłaszcza, gdy jest taki tani..?


Niedaleko pasł się tatuś Mijanka - Gelshah. Również na sprzedaż. O czym, skądinąd, nie dalej jak wczoraj wspominałem...



Madeszir: (nie)nasza gwiazdeczka..!


Natomiast Ostowarek, oczywiście, przewidując że przyjdę go sfotografować, uświnił się dokumentnie. Głównie igliwiem karłowatej sosenki, spod której go wygarnąłem...


Jeszcze raz mgła. W głębi, po lewej - zarys postaci Mijanka, pokazywanego na początku...

No i co tu robić, w taką pogodę..? Posprzątać po wczorajszej imprezie - i czekać na następnego gościa, umówionego na południe. Ot co...

A potem może spróbuję tego wzmocnionego wina..? Pal licho "odstajanie"...

5 komentarzy:

  1. Ponoć nie jest bezpiecznie fermentować w kanistrach z plastiku, bo coś tam się wydziela od kwaśnego odczynu wina i oprócz tego, że śmierdzi można zejść na zawsze.
    Chyba że to plastik do wody pitnej wtedy tylko śmierdzi, ale nie zabije. Dobrą alternatywą są plastikowe wiaderka do fermentacji, czasami używam jak mam baniaki pełne.

    Osobiście nie słyszałem o wypadku zatrucia, tylko czytałem że tak może się zdarzyć w książce o produkcji wina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest jak najbardziej spożywczy kanister. I ja tam żadnego zapachu, o "smrodzie" nie wspominając, w ogóle nie czuję...

      Usuń
  2. Armia radziecka z nami od dziecka. To o plastikowych zatruciach jest tak samo prawdziwe, jak haslo " bimber oślepia". ,kwaśny odczynniki wina jest szkodliwy dla spożywczego plastiku jak źródlana woda. W takich beczkach przechowuje się nawet wysokie stężenią kwasów. Np octowy. Nie wspomnę o kiszenie kapusty, czy ogórków. Pewnie jak ktoś wierzy że wina francuskie są produkowane w dębowych beczkach to nie dopuści di siebie myśli że większość tych sikaczy nawet się o dąb nie otarła. Głównie plastikowe maniery są tam w użyciu. Dąb i kratówka są dla telewizji i turystów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głównie plastikowe mauzery są tam w użyciu. Dąb i kwasówka są dla turystów lub telewizji. To mówię ja, zbieracz francuskich winogron w rejonie Bordeaux.

      Usuń
    2. Przeczytałem to w jakiejś książce o produkcji wina, to nie mojego autorstwa informacja. Jeżeli sobie dobrze przypominam, nie chodziło o samo tworzywo, a o barwniki w nim, czy też na nim.
      Kiedyś próbowałem wino z jakiegoś kanistra do wody i było czuć sztuczny zapach. Mi się zdarza robić w wiaderkach fermentacyjnych, sam nie próbowałem partyzantki z innymi pojemnikami.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...