niedziela, 6 października 2013

Z pamiętnika bimbrownika, cz. 14 - wino (?) z żyta

Błeee..! Śmierdzi zgnilizną, a w smaku - ocet.


W sumie - mogłem to od razu wylać. No ale dobra: jeść nie woła. Ocet też się przyda - o ile znajdę sposób na pozbycie się tego smrodu...

Nie ma nad czym płakać. Na tyle udanych (mniej lub bardziej) win jedna taka katastrofa po prostu MUSIAŁA się zdarzyć. Podejrzewam, że mimo dwukrotnego płukania, stopień zanieczyszczenia tego żyta był po prostu zbyt wielki. Albo to kwestia pogody?

Nastawiliśmy w to miejsce do fermentacji wino z jabłek, gruszek - ulęgałek, tarniny i pigwy (tak jest! Pierwsze cztery owocki naszej własnej produkcji trafiły do baniaczka...).

Tymczasem świętujemy coś w rodzaju sukcesu ogrodowego. Oto - urósł nam dorodny topinambur:


Średnio, mniej - więcej trzymetrowy. A podobno w Europie Środkowej więcej niż dwa i pół metra nie rośnie!

Urósł, a w ciągu ostatnich paru dni, mimo ciężkich przymrozków - nawet zakwitł:


Tylko - co z tym całym zielskiem zrobić..? Lepsza Połowa zagłębiła się w mądre lektury netowe i wyszła do mnie (akurat kroiłem jabłuszka do nastawu) z informacją, że bulwy możemy kopać albo już teraz, albo dopiero na wiosnę (na wiosnę powinny być smaczniejsze), a samo zielsko - dać koniowatym do przeżucia.

Niewiele myśląc, ściąłem jednego na próbę i wykopałem, co tam miał pod spodem.

No i, Drodzy Państwo - sukces! Wprawdzie bulwy okazały się niewielkie i dość czasochłonne w spożyciu (skórki praktycznie nie da się obrać, trzeba rozgotowujący się błyskawicznie miąższ ze środka wysysać jak nie przymierzając jaką krewetkę czy innego robala...). Ale, choć Lepsza Połowa, żeby próba była wiarygodna, przygotowała je "po indiańsku" (więc bez soli i bez jakichkolwiek przypraw) - zjeść to się z całą pewnością da. Brzuch też (na razie!) nie boli. Ani żadnych sensacji nie wywołuje.

To jest oczywiście taki sobie tylko sukcesik. Sukces prawdziwy polega na tym, że zielsko zyskało akceptację Grona Ekspertów. Grono przyniesione im gałązki pożarło niemalże w locie - nim zdążyły dotknąć gleby, upuszczone przeze mnie..!

Kto by pomyślał..? A nie wygląda...

Rozwiązało to problem, jaki pojawił się wczoraj z lunczykiem. Na lunczyk staram się dawać czterokopytnym coś smacznego. Zjadły już jednak całą lucernę. Cały słonecznik. I całą kukurydzę. A lnu, pomny zeszłorocznych mąk, jeszcze nie zebrałem...

Dałem więc im wczoraj jabłuszka (od Zulusów) i marchewki (przywiezione specjalnie z targu). Cóż, kiedy okazało się, że najmłodsza nawet jabłuszek pokrojonych w plasterki - wciąż jeszcze ugryźć nie potrafi!

Tak więc dzisiaj porządek końskiego lunczyku wyglądał tak, że dorosłe konie dostały po dwa jabłka i dwie marchewki w całości, młodzi panowie po jednym jabłuszku i jednej marchewce pokrojonych (Ostowar na ćwiartki, młodszy, Mijan, na plasterki) - a Madeszir: dwie nie za duże gałązki topinamburu. Które, co prawda i tak Buba finalnie zeżarła - ale, przynajmniej teoretycznie: wszyscy powinni być szczęśliwi...

Głównym punktem dnia dzisiejszego był krótki spacerek na grzbiecie Bubiszcza. Baaardzo przyjemny! Oczywiście, piszę o własnych odczuciach. Bo cóż na to koń? Koń ciut się zestresował, gdyśmy musieli zrazu lawirować między gęsto zaparkowanymi wzdłuż drogi samochodami grzybiarzy. Ale nasza podleśna łąka była na szczęście wolna. Można było zrobić kółeczko galopkiem. Nawet z lekka dodanym. Od czego oboje się tak odstresowaliśmy, że do domu wróciliśmy luźni jak gumka w starych kalesonach... Aż mi się kręgosłup przygięty rżniąciem i rąbaniem wyprostował!

A teraz muszę się zająć gośćmi...

3 komentarze:

  1. moja Kobieta używa octu do mycia podłóg

    a ten smród zabija się skórką z pomaranczy, pomarańczą lub cytryną

    proste

    OdpowiedzUsuń
  2. A propos viagry i anti-viagry - nie stosuje się ich razem. Już po viagrze większość mężczyzn doświadcza braku możliwości ejakulacji i erekcja trwa bardzo długo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż: nie wiem - nigdy nie stosowałem...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...