wtorek, 29 października 2013

Paradoks pańszczyźniany

Szerokie stosowanie pracy przymusowej jest nieomylnym sygnałem... braku rąk do pracy..!

To przecież oczywiste, czyż nie..? Kiedy Niemcy zaczęli na masową skalę "importować" robotników z łapanek i więźniów..? Gdy mieli u siebie 25% bezrobotnych - czy dopiero wówczas, gdy na front poszedł każdy mężczyzna, który był w stanie łopatę lub mausera utrzymać, obu moich dziadków, zdecydowanie do najbardziej uświadomionej i przodującej części "rasy panów" nie należących, nie wyłączając..?

Sowiety w latach 30-tych wydają się zaprzeczeniem tej tezy, ale to łatwo wytłumaczyć. Program forsownej industrializacji, który wdrażały był "ponad miarę". Przekraczał realne możliwości. Można go było zrealizować tylko drastycznie obniżając poziom życia ludności. Nikt by dobrowolnie nie pracował w kołchozach czy na "wielkich budowach socjalizmu" żyjąc w efekcie O WIELE GORZEJ niż wcześniej - gdyby nie druty kolczaste i karabiny...

Całkiem podobnie było z folwarkiem pańszczyźnianym. Z tym, że nie był to - jak w wojennej gospodarce III Rzeszy, czy w Sowietach - proces nagły, ani gwałtowny. Dostępne źródła wskazują, że otwartego gwałtu używano nader rzadko. A do pogorszenia się warunków życia ludności zależnej doszło tak naprawdę dopiero pod sam koniec funkcjonowania tego systemu.

Żebyście mnie starym capem nie nazywali, dzisiaj ilustracja dla pań...

W całej Europie Środkowej pańszczyzna, czyli tzw. "renta odrobkowa" poczęła się upowszechniać w drugiej połowie XV wieku. Wcześniej dominowała u nas tzw. "renta produktowa": mieszkańcy wsi, korzystający z gruntów należących do pana płacili mu czynsz w postaci części uzyskanych plonów. Oczywiście - już wcześniej wypełniali też pewne posługi. A niektórzy to nawet płacili i czynsz pieniężny, jakkolwiek - takie sytuacje były niezmiernie rzadkie.

Od połowy XV wieku powoli zaczyna się w Europie koniunktura na produkty rolne. Ceny rosną - zrazu powoli, by potem, gdy w pierwszej połowie następnego stulecia kontynent zaleje potop amerykańskiego srebra, skoczyć pod niebiosa.

Przyczyny są dość jasne: Europa Zachodnia odbudowuje się demograficznie po katastrofie "czarnej śmierci" z wieku XIV, pojawiają się nadmorskie ośrodki miejskie domagające się zboża, drewna na budowę statków, smoły, suszonego lub solonego mięsa i ryb, tranu, skór itp.

Z rosnącej koniunktury oczywiście w pierwszej kolejności korzystają ci, którzy mają najbliżej: rolnicy z Wysp Brytyjskich, Francji, nadreńskiej części Niemiec i Niderlandów. Ponieważ tkacze z Brugii czy Gandawy zgłaszają niemal nieograniczony popyt na wełnę owczą - właściciele ziemscy w Anglii zaczynają wyrzucać chłopów ze wsi, przekształcając swoje majątki w wielkie pastwiska (o tym, do jakich wyżyn doszła sztuka utrzymania takich pastwisk, pisał jakiś czas temu kolega Wojtek Majda...).

Trochę inaczej dzieje się w Europie kontynentalnej. Na co nie bez wpływu pozostają wydarzenia polityczno - militarne. Francuskie rycerstwo zwłaszcza - zmuszone było płacić sute okupy po serii klęsk w czasie Wojny Stuletniej. Żeby je zapłacić rodziny rycerzy zapożyczały się gdzie tylko się dało, w tym także - u własnych chłopów. Którzy skorzystali z okazji, aby uwolnić się od zdecydowanej większości feudalnych powinności. Przyszło im to tym łatwiej, że będąc blisko rynków zbytu i mając koniunkturę - nie cierpieli na brak gotówki czy kredytu.

Zupełnie inaczej jest u nas i w innych krajach Europy Środkowej. Klimat mamy gorszy. Co oznacza, jak wiele razy już powtarzałem - MNIEJSZĄ PEWNOŚĆ I BEZPIECZEŃSTWO uzyskania plonów. Żeby prowadzić u nas działalność rolną - trzeba to było robić na pewną skalę. Rolnik pojedynczy i indywidualny bardzo rzadko był w stanie przetrwać nieurodzaj. Nie miał wystarczających rezerw ani kredytu.

Jesteśmy też o wiele dalej od rynków zbytu. A to oznacza znacznie wyższe "koszty transakcyjne"! Żaden pojedynczy, indywidualny chłop nie spławi zboża do Gdańska (no chyba, że ma gospodarkę... w Pruszczu..?).

Wreszcie: już na starcie jesteśmy o wiele biedniejsi, brakuje nam kapitału (i nie chodzi mi tu tylko o kruszce, czyli mroczny przedmiot pożądania merkantylistów z wieku XVII i XVIII - lecz o "kapitał" w najszerszym możliwym sensie: obejmujący także inwentarz, budynki, narzędzia, a przede wszystkim - WIEDZĘ). Cóż poradzić..? Cholerni Rzymianie nie raczyli ruszyć tyłków i pobudować nam podstawowej infrastruktury, jak Francuzom i najzachodniejszym z zachodnich Niemców...

Przy tych wszystkich słabościach - i u nas jednak, z pewnym opóźnieniem w stosunku do Zachodu, ale zawsze - pojawia się owa koniunktura na towary rolne i leśne. Chłopi zaczynają się bogacić. Ich panowie, dysponujący wciąż częścią plonów niby też - ale, jak wskazują źródła z epoki: frustrująco powoli..!

Chamy, o niczym innym nie myślące, jak tylko o żarciu, chędożeniu i chlaniu chodzą w złotych łańcuchach i całymi dniami po karczmach w karty rżną - a panowie rycerze karku nadstawiający za ojczyznę po dawnemu, w jednej kapocie, po ojcu, jak nie po dziadku (jeszcze pod Grunwaldem krwią zaplamionej...) i z niemodnym mieczem..?

To oczywiście legenda... W rzeczy samej, przełom XV i XVI wieku to także wybuch epidemii "francuskiej choroby" - która w dużo większej mierze dotknęła elitę niż prosty lud. Bardzo wiele rodów rycerskich i magnackich kończy się... choć - niekoniecznie! U nas, mospanowie - wolność. W takiej Francyji czy u innych Angliczanów to mają rody szlacheckiej pospisywane co do głowy. Jak się ród kończy, Korona łapę na jego dobrach kładzie - i żegnaj majątku! A u nas? U nas żadnych spisów nie ma. Zawsze się jakiś pociotek do dziedziczenia znajdzie. Choćby przyszywany!

Tak więc w Anglii mamy "grodzenie" - a u nas: "wykup wójtostw". Co polega na tym, że szlachta przejmuje różnymi sposobami z rąk dotychczasowych posiadaczy (zasadźców, wójtów wsi - wynagradzanych wcześniej, w XIII czy XIV wieku większym niż inni mieszkańcy gospodarstwem, czasem prawem wyszynku, łaźnią lub innym urządzeniem "komunalnym"...) istniejące wcześniej folwarki lub... owi wójtowie, z dawna przywykli łączyć gospodarkę z wojaczką (bo bywali obowiązani do służby, czasem nawet konnej - jako lekka jazda...) stają się szlachtą. Ale już "nową szlachtą": ziemiaństwem - obywatelstwem, dla którego zawód rycerski jest tylko częścią stylu życiu. A prowadzenie interesów (rozmaitych! Tacy Lubomirscy wypłynęli na warzeniu soli z solanek - wcale nie na rolnictwie...) - rzeczą jak najbardziej naturalną...

Folwark się rozrasta. W miarę jak potop amerykańskiego srebra dociera i do nas (i jak sprytni Holendrzy przy pomocy Gdańszczan i Żydów organizują sobie siatkę zadłużonych dostawców - co daje im kontrolę nad cenami...). Rozrastający się folwark potrzebuje robotników. Tylko skąd ich wziąć..?

Najprostszym rozwiązaniem była zamiana dominującej wcześniej "renty produktowej" na "rentę odrobkową". Zboże, które chłop mógł wyprodukować pracując (własnym sprzężajem i narzędziami) na pańskim - było zwyczajnie więcej warte niż ta część plonów, którą wcześniej oddawał jako swój czynsz. A, żeby ograniczyć konkurencję - na chłopów spadają coraz to nowe restrykcje. Już nie tylko zakaz noszenia złotych łańcuchów, długiej broni białej przy boku czy gry w karty (to, było nie było, sprawa honorowa...). Ale i zakaz opuszczania wsi bez zezwolenia pana, zakaz podejmowania jakiejś ubocznej działalności nawet - zawierania małżeństwa poza pańską domeną (z czego potem narodziła się legenda - najzupełniej bzdurna - tzw. "prawa pierwszej nocy"...).

O męskich czytelnikach przecież też nie zapomnę...

Poziom życia chłopów DALEJ rośnie. To nie jest, jak w Sowietach - zagonienie ludzi jak bydła do zagrody. Widzimy przecież przez cały wiek XVI i pierwszą połowę wieku XVII intensywną kolonizację wewnętrzną, zagospodarowywanie pustek, zakładanie nowych wsi (i nowych folwarków!), wzrost liczby ludności, intensywny ruch budowlany, a nawet - jakkolwiek dane są mocno fragmentaryczne przez wzgląd na późniejsze, dotkliwe zniszczenia, także archiwaliów - poprawę poziomu alfabetyzacji.

Tyle tylko, że TERAZ - poziom życia chłopów rośnie wolniej niż szlachty. Szlachta, korzystając ze strategii "kija i marchewki", tj. wprowadzając prawne ograniczenia dla chłopów i grożąc im przemocą (jakkolwiek - nader oględnie...) a zarazem - podejmując się na szeroką skalę roli "powszechnego ubezpieczyciela" od ognia, głodu i wojny (z funkcji tej  W TYM SAMYM CZASIE, "wypisała się" szlachta angielska - zwyczajnie wyrzucając swoich chłopów na zbity ryj ze wsi i gruntów, które tamci zajmowali wcześniej przez setki lat... I, wbrew różnym legendom - w dupach mieli lordowie, czy ich byli poddani znajdą gdzieś przytułek w mieście lub w koloniach których, w tym czasie, Królestwo Anglii bynajmniej jeszcze nie posiadało...) - odwróciła trend, który groził jej deklasacją. No dobra: zrobili tak ci, którzy byli dostatecznie sprytni. Mniej sprytni - zaginęli bez śladu, mrąc bezpotomnie lub dając się "w chłopy obrócić" tak więc, jako nieobecni, racji nie mają..!

Niestety, w połowie wieku XVII cała ta idylla wzięła i się skończyła... Ale o tym - może innym razem..?

Pańszczyźniany "etos pracy" - ilustracja nawet z epoki...

Dzisiaj ważny jest "paradoks pańszczyźniany": sposób i okoliczności narodzin gospodarki folwarczno - pańszczyźnianej wskazują, iż w naszej części Europy praca ludzka była RELATYWNIE (bo wcale nie twierdzę, że w - jakkolwiek mierzonej - skali bezwzględnej...) droższa niż na Zachodzie. Skoro opłacała się nawet leniwa, niedbała, niestaranna praca pańszczyźnianych, patrzących tylko jak się uwalić brzuchem do góry, gdy ekonom odwróci się w drugą stronę - i czekać, aż słońce zajdzie, wyznaczając w ten sposób koniec dniówki..?

9 komentarzy:

  1. A jak Twój wpis ma się do tego linku:

    http://www-wds.worldbank.org/external/default/WDSContentServer/WDSP/IB/2013/10/04/000158349_20131004093542/Rendered/PDF/WPS6639.pdf

    Wynikałoby z niego, że szczyt wydajności mierzony stosunkiem zamożności nas do zachodu przypada około 1500 roku.
    Oczywiście wynika to z tego że rozwój tam był jeszcze szybszy niż u nas.
    Pytanie tylko czy pańszczyzna nie miała wbudowanego hendicapu względem wczesnego kapitalizmu, tj. pańszczyźniani nie byli zainteresowani podnoszeniem wydajności.

    I to moim zdaniem powinien być główny argument przeciwko pańszczyźnie a nie sposób traktowania chłopów.

    Antyetatysta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sorry, ale jeśli to opracowanie opiera się na Daviesie to... szkoda tracić czas na jego czytanie!

      Ja nie zbieram argumentów PRZECIW pańszczyźnie. Co mnie to w ogóle obchodzi..? Ja tylko analizuję zjawisko...

      A że pańszczyźniani nie byli zainteresowani podnoszeniem wydajności to oczywista oczywistość. Oni w ogóle pracą nie byli zainteresowani!

      Natomiast proszę zauważyć, że z tego punktu widzenia zamiana pracy pańszczyźnianej na pracę najemną to oczywiście wzrost wydajności - ale też, nie da się ukryć - konieczność wzięcia się do roboty. A komu to znowuż ma być miłe..? Temu co musi pracować..?

      Usuń
  2. > A że pańszczyźniani nie byli zainteresowani podnoszeniem wydajności to oczywista oczywistość. Oni w ogóle pracą nie byli zainteresowani!

    A na Zachodzie żyli oczywiście nadludzie którzy marzyli tylko o ciężkiej pracy... proszę.
    Natomiast zastanawiające jest dlaczego pańszczyzna umożliwiała większe przychody niż podatki w naturze.
    Rozumiem, że narastająca opłacalność wyglądała tak indywidualne gospodarstwo chłopskie<<folwark<<manufaktura, działalność handlowa lub bankowa
    Z tego punktu widzenia uwstecznienie Europy centralnej było pochodną położenia (dalej do kolonii niż zachód) a nie obranego sposobu gospodarowania.
    Zachód mimo lepszych warunków klimatycznych i tak odchodził od rolnictwa.
    Pytanie czy w tym kontekście alternatywą dla Polski była droga rosyjska, tj. imperium lądowe z koloniami na wschodzie i południu. Czy też transport morski zapewniał tak druzgocącą przewagę nad lądowym, że taka Polska i tak nie miała szans w wyścigu z Anglią. Abstrachuje w tym momencie od tego co miało by pchnąć Polskę na tą drogę.

    Antyetatysta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pańszczyzna dawała większe dochody niż wcześniejsza "renta produktowa", ponieważ było wiele pustych ziem które można było wziąć pod uprawę (siłami pańszczyźnianych, ich sprzężajem i narzędziami) i w ten prosty i bezinwestycyjny sposób zwiększyć produkcję.

      Indywidualnie chłopi produkowali WYDAJNIEJ niż szlachecki folwark!

      Tyle tylko, że "duży może więcej". Co z tego, że chłopi produkowali wydajniej, gdy robili to na zbyt małą skalę - i nie potrafili zorganizować sobie zbytu..?

      Folwark powstał jako najprostsza forma POŚREDNICTWA między "producentem" a "konsumentem". Ponieważ trudno było zmuszać chłopów, żeby powiększali swoje gospodarstwa i oddawali panom więcej ziarna niż przedtem (byłoby to niezmiernie wręcz upierdliwe...) - znaleziono wyjście pozwalające na zgromadzenie stosownej nadwyżki: zabierano chłopom część ich pracy, używając jej do produkcji zboża na sprzedaż...

      W tej sytuacji - a miałem już takie dyskusje - klasyczny "wolnościowiec" zwykle twierdzi, że gdyby rycerstwo zostawiło chłopów w spokoju, to chłopi sami by sobie poradzili. Pojawiliby się bowiem wśród nich kułacy, którzy będąc od sąsiadów obrotniejszymi, skupywaliby od nich nadwyżki, udzielalli "kredytów klęskowych" w razie nieurodzaju, itp.

      Tym wpisem chciałem pokazać, że TAK SIĘ PRZECIEŻ WŁAŚNIE STAŁO! Tyle tylko, że owi "kułacy" woleli zamiast ściągać z chłopów korce zboża czy (jeszcze trudniejsze do dostania...) pieniądze - zagonić ich do roboty na swoim... Widać mieli po temu przyczyny, czyż nie..?

      Zachód nie tyle "odchodził od rolnictwa", co - jak słusznie teoria Dawida Ricardo opisuje - wolał koncentrować się na handlu tymi produktami, gdzie jego przewaga była NAJWIĘKSZA. Zachód zarówno produkty rolne, jak i produkty "miejskie" wytwarzał wydajniej. Ale na tych "miejskich" - miał nieco większy zarobek... I ta drobna początkowo różnica - przesądziła o przebiegu następnych 500 lat dziejów!

      A Rosja? Rosja przecież i tak z Anglią, a potem ze Stanami Zjednoczonymi PRZEGRAŁA - czyż nie..?

      Usuń
    2. > Pańszczyzna dawała większe dochody niż wcześniejsza "renta produktowa", ponieważ było wiele pustych ziem które można było wziąć pod uprawę (siłami pańszczyźnianych, ich > sprzężajem i narzędziami) i w ten prosty i bezinwestycyjny sposób zwiększyć produkcję.

      no nie taki beziwestycyjny, bo gdyby on faktycznie był bezinwestycyjny to co przeszkadzało chłopą zagospodarować te puste ziemie?

      > Indywidualnie chłopi produkowali WYDAJNIEJ niż szlachecki folwark!

      bo prowadzili działalność intensywną a folwark ekstensywną a głównym ograniczeniem była dostępność pracy a nie ziemi?

      > Tyle tylko, że "duży może więcej". Co z tego, że chłopi produkowali wydajniej, gdy robili to na zbyt małą skalę - i nie potrafili zorganizować sobie zbytu..?

      ok, czyli folwark był wydajniejszy dzięki synergii i korzyści skali.

      > Folwark powstał jako najprostsza forma POŚREDNICTWA między "producentem" a "konsumentem". Ponieważ trudno było zmuszać chłopów, żeby powiększali swoje gospodarstwa i > oddawali panom więcej ziarna niż przedtem (byłoby to niezmiernie wręcz upierdliwe...) - znaleziono wyjście pozwalające na zgromadzenie stosownej nadwyżki: zabierano chłopom > część ich pracy, używając jej do produkcji zboża na sprzedaż...

      Rozumiem, że na Zachodzi poszło to inną drogą bo chłopstwo miało lepszą pozycję startową względem szlachty i alternatywę w postaci pracy w usługach lub manufakturach?

      > W tej sytuacji - a miałem już takie dyskusje - klasyczny "wolnościowiec" zwykle twierdzi, że gdyby rycerstwo zostawiło chłopów w spokoju, to chłopi sami by sobie poradzili. > Pojawiliby się bowiem wśród nich kułacy, którzy będąc od sąsiadów obrotniejszymi, skupywaliby od nich nadwyżki, udzielalli "kredytów klęskowych" w razie nieurodzaju, itp.

      A nie tą drogą poszło to na Zachodzie? Poza tym skoro skoro tak się działo to najlepiej odzwierciedlało to relację sił w ówczesnym społeczeństwie.

      > Tym wpisem chciałem pokazać, że TAK SIĘ PRZECIEŻ WŁAŚNIE STAŁO! Tyle tylko, że owi "kułacy" woleli zamiast ściągać z chłopów korce zboża czy (jeszcze trudniejsze do > dostania...) pieniądze - zagonić ich do roboty na swoim... Widać mieli po temu przyczyny, czyż nie..?

      i to jest właściwie argument rostrzygający.

      > Zachód nie tyle "odchodził od rolnictwa", co - jak słusznie teoria Dawida Ricardo opisuje - wolał koncentrować się na handlu tymi produktami, gdzie jego przewaga była > NAJWIĘKSZA. Zachód zarówno produkty rolne, jak i produkty "miejskie" wytwarzał wydajniej. Ale na tych "miejskich" - miał nieco większy zarobek... I ta drobna początkowo > różnica - przesądziła o przebiegu następnych 500 lat dziejów!

      Oczywiście, może niezbyt jasno to napisałem.

      > A Rosja? Rosja przecież i tak z Anglią, a potem ze Stanami Zjednoczonymi PRZEGRAŁA - czyż nie..?

      Ale ja miałem na myśli scenariusz rzeczywistości alternatywnej w którym RON wczodzi w unię personalną z Moskwą w okolicach wielkiej smuty. Jeżeli taka unia by się nie rozpadła i ewoluowałaby podobnie jak unia polsko-litewska to mielibyśmy doczynienia z organizmem silniejszym niż Rosja, z drugiej strony wtedy to już na pewno mielibyśmy cały świat przeciwko sobie. Tak sobie na głos rozmyślam.



      Antyetatysta

      Usuń
    3. Rolnik na Zachodzie miał pod wieloma względami łatwiej. Łagodniejszy klimat - więcej dającego nawóz bydła - większa pewność plonów (o wiele mniejsze ryzyko nieurodzaju...) - większy wolumen produkcji na mniejszym obszarze - dużo bliżej do rynków zbytu - dużo niższe "koszty transakcyjne". W efekcie - dużo łatwiej o zamianę produktu na gotówkę. Racjonalną strategią dla właścicieli ziemskich na Zachodzie było zastąpienie "renty produktowej" (wcześniej i tam dominującej) - zwykłą rentą pieniężną.

      I tak właśnie zrobili właściciele ziemscy w Anglii. Wyganiając w cholerę do niczego niepotrzebnych chłopów - a ziemię oddając w dzierżawę w zamian za pieniężny czynsz.

      We Francji, tamtejszemu rycerstwu się NIE UDAŁO. I to jest dowód na wpływ polityki, a nawet rzeczy tak, zdawałoby się z pozoru przygodnej, jak historia militarna, na gospodarkę! Bo gdyby nie klęski pod Crecy czy Aizancourt - to zapewne i we Francji szlachta przeprowadziłaby "grodzenie". A tak - chłopi skorzystali z okazji, wykupili większość feudalnych zobowiązań i zaczęli gospodarzyć po swojemu. Panom pozostawiając głównie - czepianie się królewskiej klamki. Od czego absolutyzm wziął i się narodził...

      Co do "historii alternatywnej": moim zdaniem, gdyby Rzeczpospolita nie upadła, to byłaby jednym z pierwszych państw regionu, jeśli nie pierwszym, który zostałby ZMUSZONY do zmiany "paradygmatu".

      Dlaczego tak uważam? Dlatego, że w Rzeczypospolitej nie było policji. I nawet, gdyby na fali oświeceniowej "racjonalizacji" policję powołać - to nie ma mowy, Austrii (o Prusach czy Rosji nawet nie wspominając...) nigdy w życiu bez zaborów nie dorównalibyśmy. Brak tradycji, brak ducha, brak wiary!

      W efekcie: brak policji. A brak policji oznaczałby, że po skolonizowaniu Ukrainy (bez Chmiela to by się stało w trzeciej ćwierci XVII wieku - a bez rozbiorów: do końca wieku XVIII...) i zapełnieniu innych "pustek" - wyczerpałyby się możliwości ekstensywnego wzrostu. I nie byłoby szans na to, co się rzeczywiście wydarzyło po rozbiorach - na dociśnięcie śruby chłopstwu i przerzucenie nań skutków pogarszających się "terms of trade" na artykuły rolne.

      Czyli - polskie ziemiaństwo musiałoby się przestawić na inny typ gospodarki lub zginąć. O wiele szybciej niż ziemiaństwo pruskie, austriackie, czy (zwłaszcza...) rosyjskie!

      Natomiast opanowanie Rosji..? Jak wiemy, Rosjanom opanowanie Polski zajęło 200 lat. I udało się, tak naprawdę, dopiero w 1944. Ile czasu potrzebowaliby Polacy na opanowanie Rosji - zakładając, że istotnie, na początku XVII wieku, gdy była po temu okazja - wszystko poszłoby jak z płatka..?

      Ale nawet wówczas - zarówno trójpolówka, jak i folwark pańszczyźniany musiałyby raczej wcześniej niż później zaniknąć. Tyle tylko - że niekoniecznie musiało się to wiązać z tak wielką ilością cierpienia jak w historii znanej z podręczników szkolnych...

      Usuń
    4. Natomiast opanowanie Rosji..? Jak wiemy, Rosjanom opanowanie Polski zajęło 200 lat. I udało się, tak naprawdę, dopiero w 1944. Ile czasu potrzebowaliby Polacy na opanowanie Rosji - zakładając, że istotnie, na początku XVII wieku, gdy była po temu okazja - wszystko poszłoby jak z płatka..?

      Ale opanowanie Rosji to plan maksimum. Myślałem raczej o jakieś unii gdzie na początku osiągnelibyśmy dużą przewagę dzięki sytuacji z wielką smutą a potem byśmy stopniowo odpuszczali, żeby nie dopuścic do zerwania unii. Pytanie czy samo powiększenie bazy (RON + Moskwa) bez zmiany tempa rozwoju zapewniłby czas i okoliczności do jakieś sensownej reformy. Główny cel takiej unii to zabezpieczenie granic na wschodzie lub przynajmnie polepszenie relacji z Moskwą i przekierownie ich ekspansii na inne kierunki.


      Ale nawet wówczas - zarówno trójpolówka, jak i folwark pańszczyźniany musiałyby raczej wcześniej niż później zaniknąć. Tyle tylko - że niekoniecznie musiało się to wiązać z tak wielką ilością cierpienia jak w historii znanej z podręczników szkolnych...

      I w tym kierunku szedł mój pomysł. Pytanie tylko czy korzyście z istnienia takiej superunii przeważyłyby nad siłąmi odśrodkowymi. W moim zamyśle unia odbyłaby się głównie kosztem Moskwy, nie mam pomysłu co moglibyśmy im zaoferować i czy samą sprytną polityką dałoby się utrzymać unię przy życiu.

      Antyetatysta

      Usuń
    5. Trójpolówka i folwark pańszczyźniany MUSIAŁY zaniknąć niezależnie od tego, czy wojewodzie Mniszchowi udałoby się opanować na stałe Moskwę, czy nie.

      Problem polega na tym, że te zjawiska gospodarcze i społeczne weszły u nas w fazę swojego schyłku i upadku w WYJĄTKOWO niesprzyjających okolicznościach zewnętrznych. W czasie rozbiorów. No i mamy w efekcie pasztet do tej pory: PSL (nie byłoby takiej partii, gdyby nie "austriackie" i "rosyjskie" uwłaszczenie chłopów, konserwujące aż do 1944 anachroniczny konflikt wsi z dworem...), paseczki gruntu "długie jak bicz, szerokie na palec, a głębokie - do środka Ziemi!" i całą resztę tego folkloru...

      Usuń
  3. Nie ma w historii takiego okresu, gdzie człowiek nie wykorzystywałby drugiego człowieka. Jedni są panami ziemi, a inni, nie wiedzieć czemu, muszą utrzymywać tych ważniejszych. Dzisiaj ma to tylko inną formę.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...