środa, 2 października 2013

Lenistwo "moralistów"

Jak wszystkim dobrze wiadomo, trakt prowadzący do Piekła jest szeroki, wygodny i nader poręcznie dla naszego lenistwa - prowadzi łagodnie, ale pewnie w dół.

Natomiast ścieżka cnoty jest wyboista, wąska, zdradliwa, pełna pułapek i każe się wspinać ostro pod górę, a niekiedy nawet - wymaga pokonania przewieszki! Toteż jest ona, w przeciwieństwie do owej piekielnej autostrady raczej pustawa...


Popularnie mawia się, że lenistwo jest "motorem Postępu". To trochę nie do końca tak! Owszem - na pewno pod tym przynajmniej względem, że wynalazki ewidentnie ułatwiające ludziom życie mają wielką szansę na ogromne powodzenie.

Skądinąd - "bryczka bez dyszla" pana Benza NA POCZĄTKU raczej nie wyglądała jak coś lepszego od bryczki zaprzężonej w parę dobrych koni. Stąd, wynalazca, chcąc przekonać publiczność do tak ekscentrycznego pomysłu, wsadził za drążek sterowy (to zdaje się jeszcze nie była kierownica..?) własną żonę i wysłał ją w odwiedziny do ciotki: co by zademonstrować w ten sposób, że pojazd ani męskiej siły nie wymaga, ani też ryzyka nie stwarza. Dopiero potem jakoś to poszło.


Z wynalazkiem braci Wright było jeszcze gorzej! Ludzie odczuwający paranoiczny (niekiedy) strach przed lataniem, mogą na swoje usprawiedliwienie spokojnie przywołać nie to że pierwsze lata, a pierwsze DZIESIĘCIOLECIA lotnictwa - by spokojnie wykazać, że był to wówczas sport ekstremalny, podejmowany przez totalnie narwanych ryzykantów, pozbawionych instynktu samozachowawczego (ale przynajmniej mieli za to niezłe "branie" - o ile wylądowali żywi..!).


Najogólniej rzecz biorąc podstawowym motywem DOKONYWANIA wynalazków jest mania. Większość maniaków dawniej lądowała w przytułkach, a koniec końców w anonimowych grobach dla biedoty - nielicznym, którym akurat PRZYPADKIEM udało się trafić z wylęgniętym w ich chorej wyobraźni wynalazkiem w fizyczne możliwości i gusta publiki - czasem przypadał w udziale wielki majątek, a zwykle: wielka sława.

To się oczywiście zmieniło w ciągu ostatnich 60 - 70 lat. W coraz mniejszym stopniu nowe urządzenia są dziełem samotnych wariatów, a coraz częściej - produktem systematycznej, rutynowej pracy wieloosobowych zespołów, napędzanych dobrą, biurokratyczną pragmatyką, a nie jakąś zwariowaną ideą. Chociaż - wynalazki naprawdę przełomowe (jak np. komputery osobiste, a potem - różne ich zastosowania...) powstają czegoś wciąż "po dawnemu"...

A przynajmniej - taką się do ich sukcesu dorabia legendę!


Natomiast recepcja wynalazków już dokonanych od dawien dawna faktycznie wynika z jednego z Grzechów Głównych. Częściej jednak niż lenistwo jest to pycha. Żeby bowiem nowy produkt zyskał powodzenie, trzeba (to są podstawy marketingu...) najpierw trafić do tzw. "liderów opinii", grając na ich snobizmie, a nie na lenistwie (nowość, jak to nowość, jest zwykle zawodna, niewygodna, nigdzie nie ma serwisu i nie bardzo wiadomo, do czego tego użyć...).

Metafora, której użyłem na wstępie, jest kulturowym odpowiednikiem drugiej zasady termodynamiki. W świecie fizycznym dzięki temu właśnie, że entropia naszego Wszechświata rośnie - łatwiej jest niszczyć niż budować, łatwiej tworzyć chaos niż porządek, łatwiej zabijać, niż dawać życie. Trudno powiedzieć dokładnie, dlaczego tak jest, ale przecież każdy z łatwością może wypróbować, że łatwiej jest także siać zwątpienie niż dodawać otuchy, grozić niż uspokajać, używać przemocy niż argumentu. Analogia, odpowiedniość między "porządkiem fizycznym", a "porządkiem kulturowym" nasuwa się tu sama przez się!

Oczywiście, że człowiek, jak każdy inny organizm żywy, jest sam w sobie "termodynamicznym cudem", ponieważ jego istnienie jest (chwilowym, lokalnym i bardzo kruchym) wyjątkiem od panującego na ogół wokół chaosu. Ale takich "termodynamicznych cudów" jest NA OBECNYM ETAPIE istnienia naszego Wszechświata wciąż jeszcze bardzo wiele. O ile nic się w jego prawach nie zmieni, będzie ich jednak stopniowo coraz to mniej, aż wszystko ogarnie bezruch "śmierci cieplnej".


Ponieważ "porządek społeczny", "porządek kulturowy" jest jeszcze mniej stabilny od tego fizycznego - "śmierć cieplna" występuje w nim bardzo często. Jak do tej pory ludzkość jako gatunek ratowała się przed nią tylko dzięki swojej różnorodności. Ot - gdy któreś z lokalnych centrów cywilizacyjnych ogarniał marazm, lenistwo, nuda, imperialna pycha i ogólne zgłupienie - przychodzili z peryferiów barbarzyńcy, upuszczali trochę krwi, a (czasem, bo nie zawsze...) wlewali nowego ducha. Ewentualnie - pojawiał się jakiś reformator, który zyskiwał posłuch, wzbudzał entuzjazm, ożywiał na nowo stare mity i skutecznie nakłaniał do przestrzegania dawno zapomnianych praw... Panująca obecnie globalizacja nie jest dobrym prognostykiem na przyszłość!

Powszechność głupoty, która nas otacza jest już sama w sobie dobitną zapowiedzią zbliżającej się "śmierci cieplnej". Jest taką zapowiedzią także szczególna kombinacja głupoty i lenistwa panująca wśród moich "ulubieńców", czyli: różnej maści "działaczy". Czy też, jak może część z Państwa woli - "moralistów". Takich, co to chcą dzieci odbierać rodzicom, konie właścicielom, zakazywać noszenia naturalnych futer, jedzenia mięsa, czy też - praktykowania imigrantkom z Kamerunu operacji oszpecania swoich córek, która ma je ratować przed gwałtem (najwidoczniej - czego jakoś zapominają dopowiedzieć "moraliści" - nader w tej kulturze powszechnym..!).

Owo połączenie głupoty z lenistwem polega m.in. na tym, że działacze ci, czy też "moraliści", całą swoją energię koncentrują na rzeczy wydawałoby się - najzupełniej z tym akurat złem, które ich tak bardzo boli nie związanej. Na lobbowaniu w celu takiej zmiany prawa stanowionego, aby można było użyć przemocy w celu "zwalczania" zachowań, które im się nie podobają.


Dlaczego uważam tę działalność za pozorną i nic nie mającą wspólnego z celem, któremu rzekomo ma służyć? Tłumaczyłem to wiele razy: ponieważ użycie przemocy ZAWSZE rodzi więcej zła, niż w założeniu miało zwalczać. Możemy zgadzać się na istnienie wojen (skoro i tak NIC nie możemy poradzić na fakt, że istnieją i będą istnieć państwa...) jako "kosztu" zwalczania przez aparat państwowy zabójstw indywidualnych (a przynajmniej - ścigania ich sprawców...). Ale, na Boga - czemu mamy się zgadzać na istnienie zorganizowanych gangów koniokradów, jako "kosztu" absurdalnej ustawy o ochronie zwierząt, mafii jako "kosztu" zwalczania przez gosudarstwo różnych nałogów, czy też - praktycznej eutanazji "nadmiaru" osób starych i chorych jako "kosztu" państwowej "opieki" emerytalnej i zdrowotnej..?

W dawnych, lepszych czasach moraliści (bez cudzysłowu) jakoś nie chodzili tak często na skróty. Jeśli nie podobały im się grzechy sobie współczesnych - to udawali się na place targowe, ulice czy do świątyń, wszędzie tam, gdzie była szansa zastać ludzi - i mówili o tym. Głosili kazania. Wielu, to prawda - zginęło. Niektórym, jak Savonaroli, udawało się odnieść sukces na krótko i z wielką dla otoczenia szkodą. Ale, jeśli w ogóle nastąpił jakiś "postęp moralny" - to właśnie dzięki tym kaznodziejom.


To za ich sprawą w średniowiecznej Europie praktycznie zniknęło niewolnictwo (odrodzone potem w Nowym Świecie, głównie przez lutrów i kalwinów...). To ich namowy sprawiły że zwaśnione rody coraz rzadziej uciekały się dco krwawej pomsty. To kaznodzieje, a nie żadne "prawo stanowione" sprawili, że z czasem małżeństwo przestało być li i jedynie kontraktem między zainteresowanymi głowami rodów, a stało się dobrowolnym związkiem dwojga ludzi.

Dlaczego zatem, widząc zaniedbane, głodne i chore konie - nie pójść do ich właściciela i nie spróbować mu wytłumaczyć, jak mógłby o swój majątek dbać lepiej..? Dlaczego nie pokazywać w internecie, w telewizji dobrych przykładów i nie piętnować złych..?

Wydaje mi się, że znam odpowiedź na to pytanie. Obawiam się jednak, że bardzo się Wam ona nie spodoba. Zwyczajnie: NIE ZA TO IM PŁACĄ!

Większość tzw. "działaczy", czyli "współczesnych moralistów" - to zawodowcy, żyjący ze swojej profesji. Część środków na ich utrzymanie pochodzi oczywiście od "wyznawców". Ale prawdziwe pieniądze dają sponsorzy. Dają - i wymagają! Wymagają zmian w prawie. Takich, dzięki którym ich interesy idą lepiej.

Czy można sobie wyobrazić lepszą dla koniokrada zmianę w prawie niż taka, która umożliwia mu uprawianie swojej profesji niemal legalnie..? Czy można sobie wyobrazić lepszą pożywkę dla mafii niż penalizacja takich lub innych używek..? I tak dalej, i temu podobne...

17 komentarzy:

  1. Mnie nawet ekonofizyka interesuje ale nie jestem pewny czy takie zjawiska jak jak entropia mozna tak wprost przenosic z nauk scislych do nauk spolecznych.Wydaje sie ze w naukach spolecznych to wszystko jest nieco bardziej niejednoznaczne-w koncu gdyby entropia grala w rozwoju spoleczenstw pierwszoplanowa role to nigdy bysmy nie wyszli z jaskin-tymczasem wyszlismy a nawet latamy w kosmos.
    Co do stosowania przemocy-kiedys juz o tym dyskutowalismy-nie chodzi o rebelie tylko o budowe nowego systemu-a wlasciwie o odbudowe starego w miare mozliwosci co przeciez sam Pan przyznaje czasami dawalo dobre wyniki w przeszlosci.

    Piotr34

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można to ująć inaczej. Gdyby łatwiej było budować niż niszczyć - powstawałyby budowle bardzo wielkie i bardzo głupie. Gdyby łatwiej było łączyć niż dzielić - ludzkość już dawno zamarłaby w kompletnej stagnacji, dając się zagonić do jakiegoś ogólnoświatowego, imperialnego kołchozu.

      Więc ta objawiająca się także w stosunkach społecznych entropia ma również do pewnego stopnia pozytywną rolę. Wyznacza pewne absolutne minimum, poniżej którego dany ustrój kolapsuje pod ciężarem własnej głupoty - zwalniając w ten sposób miejsce dla sprytniejszych konkurentów...

      Usuń
  2. O rany, Pan American! Moja mama tam pracowała aż do bankructwa firmy w 1997, teraz lata z Deltą która przejęła Pan Am.

    OdpowiedzUsuń
  3. "Dlaczego zatem, widząc zaniedbane, głodne i chore konie - nie pójść do ich właściciela i nie spróbować mu wytłumaczyć, jak mógłby o swój majątek dbać lepiej..? Dlaczego nie pokazywać w internecie, w telewizji dobrych przykładów i nie piętnować złych..?

    Wydaje mi się, że znam odpowiedź na to pytanie. Obawiam się jednak, że bardzo się Wam ona nie spodoba. Zwyczajnie: NIE ZA TO IM PŁACĄ!"

    I "tu jest pies pogrzebany", poza tym kto miałby tłumaczyć i edukować, do takich działań potrzeba wiedzy i osobistego zaangażowania. Z za urzędniczego biurka świat wygląda inaczej, a jeszcze jak się ma wytyczne które można interpretować według własnego widzi mi się, bez żadnych konsekwencji, to hulaj dusza, piekła nie ma. Nie potrzeba wiedzy, wystarczą przepisy.

    Dobre przykłady się nie sprzedają, są niepopularne. Mało kto zwraca uwagę na świetnie grającego grajka ulicznego, ale jak wydarzy się wypadek, najlepiej z ofiarami śmiertelnymi, to wokół gromadzą się tłumy.

    OdpowiedzUsuń
  4. "W dawnych, lepszych czasach moraliści (bez cudzysłowu) jakoś nie chodzili tak często na skróty. Jeśli nie podobały im się grzechy sobie współczesnych - to udawali się na place targowe, ulice czy do świątyń, wszędzie tam, gdzie była szansa zastać ludzi - i mówili o tym."

    Dzisiaj też mówią. Właśnie dzięki słowu pojawia się najwięcej ludzi, którzy ich popierają. Pokazuje się straszne sceny, porównuje się do tego jak jest u nas. W ten sposób w ludziach rodzi się poczucie, że to jest złe i nie powinno mieć miejsca. Ludzie potrafią rozróżnić co im się podoba, a co nie i nie muszą akceptować zła. Skoro jest chęć ludzi by pewną kwestię uregulować prawnie to może zostać ona uregulowana. Prawo wynikające z tego czego ludzie chcą jest mocne.

    A co do tych dawnych czasów te przykłady to tylko część prawdy. Przedstawianie tylko tych, którzy stawiali na przekonywanie słowem, ale pozwalali by inni mogli sami decydować to jest pewne zakłamanie. Dla wielu moralność Kościoła była zgubą. A kończyło się nawet śmiercią, okaleczeniem. Kościół miał duże możliwości żeby oddziaływać na wiernych. Dlatego np. rodzina, pan niewolników pozwalał na ślub ludzi, którzy uciekli pod opiekę księdza. Ksiądz mógł zakazać wstępu do kościoła, wyrzucić ze wspólnoty (nie sam, ale za jego prośbą to mogło się stać).

    Z czasem Kościół również stawiał na to żeby w państwach powstawało prawo wg moralności Kościoła. Zachęty było, kiedy pozycja Kościoła w danym kraju była słaba, kiedy czuli się silni to wpływali na decyzję o tym jakie prawo powinno być. I udało się. Niektórzy twierdzą, że moralność Kościoła doprowadzała niektóre państwa do upadku, że to przez chrześcijan się pogorszyło, ale ja akurat aż tak bym nie twierdziła. Jednak rodzina musiała być taka jakiej chcieli moraliści kościelni. Nierozerwalna, małżeństwo tylko jako związek jednej kobiety i jednego mężczyzny, tylko dzieci małżeńskie mogły dziedziczyć (zostały uprzywilejowane przez prawo) itd. Czy to nie zabranie ludziom prawa do tego żeby sami decydowali jak chcą żyć? A można było powiedzieć, że dobry jest związek kobiety i mężczyzny, ale jeśli wolisz facet żyć z innym mężczyzną to my ci tego nie zabronimy. A jednak tak nie zrobili. Niech nikt nie twierdzi, że Kościół nie mówił ludziom w Europie jak ma wyglądać rodzina, jak dzieci mają zostać wychowane, niech nikt nie mówi, że nie wtrącał się do rodziny. W niektórych miejscach nawet panował pogląd, że dziecko potrzebuje bardziej Boga niż matki i oddawano Kościołowi malutkie dzieci, które często umierały. Kościół wtrącał się i miało to dla jednych dobre strony, a dla innych złe. Ja nie oceniałabym całości zdecydowanie negatywnie, pozytywnie też nie.

    OdpowiedzUsuń
  5. "Większość tzw. "działaczy", czyli "współczesnych moralistów" - to zawodowcy, żyjący ze swojej profesji. Część środków na ich utrzymanie pochodzi oczywiście od "wyznawców". Ale prawdziwe pieniądze dają sponsorzy. Dają - i wymagają! Wymagają zmian w prawie. Takich, dzięki którym ich interesy idą lepiej."


    Mi nawet nie przeszkadza to, że ktoś zarobi na danej sprawie. A szczególnie jeśli chodzi o zmiany z którymi się zgadzam, które uważam za dobre. Człowiek, który zarobił przeminie (albo i nie), a dobre zmiany mogą zostać. Motywacja na początku z czasem nie ma znaczenia. Można nawet zapomnieć (nie wiedzieć) kto to wszystko zaczął i po co, a wartości pozostaną.

    OdpowiedzUsuń
  6. "czy też - praktykowania imigrantkom z Kamerunu operacji oszpecania swoich córek, która ma je ratować przed gwałtem (najwidoczniej - czego jakoś zapominają dopowiedzieć "moraliści" - nader w tej kulturze powszechnym..!)"

    Nikt o tym nie zapomina. Myślisz, że jak w miarę normalny Europejczyk usłyszy, że to ochrona przed gwałtem to od razu ich zrozumie i będzie dla tych praktyk wyrozumiały? Że będzie nagłe oświecenie, że to ma sens? Nie. Nikt nie zapomina również, że łechtaczkę się wycina po to żeby kobieta nie lubiła seksu, bo wtedy będzie wierna. Mimo tych motywacji (że niby to po to żeby chronić przed czymś uważanym przez nich za gorsze niż okaleczenie) jestem za tym żeby tego zakazać. Ktoś mi może zarzuci, że nie jestem kosmopolitką, bo stawiam tutaj na swoją moralność, a należy akceptować ludzi o innej moralności. Tak. Akceptuję ich wtedy, gdy sami o sobie decydują. Jeśli ktoś z własnej woli, świadomie chce się oszpecać to proszę bardzo. Wtedy mogą okaleczać swoje ciała tak jak chcą. Ale wywieranie nacisków, przymuszanie innych, nieświadomych ludzi, dzieci, do tego żeby pozwalali się okaleczyć to już jest dla mnie zło.

    OdpowiedzUsuń
  7. @ Akara

    Komu Ty to tłumaczysz? Komuś, kto myśli, że niewolnictwo zniknęło, bo ludzie je piętnowali...


    @ Jacek Kobuś

    Świat się zmienia CZYNEM, nie słowem. To raz.

    Za piętnowanie w TV czy Necie można zostać pozwanym o naruszenie wizerunku czy coś w tym guście. To dwa.

    I trzy - jeśli sądzisz, że wycinanie łechtaczek czy choćby prasowanie piersi jest dobrym remedium na potencjalny gwałt, to coś kiepsko z Twoim postrzeganiem rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro świat zmienia się czynem, to czemu tracisz czas na gadanie..? Idź i zrób coś...

      Bo ja wiem..? Kupę..? Tak na początek...

      Usuń
    2. Niestety są tacy, którzy wyznają zasadę, że nie ma kobiety to nie ma gwałtu (co jest oczywiście nieprawdą). W sensie, że nie widać w kobiecie kobiecości, czyli tego co niby prowokuje to dobrze, bo nie będzie prowokować. I tak tutaj oszpeci się piersi, są brzydkie to nie będą się podobać mężczyznom i nie podniecą. Ja się z tym nie zgadzam. To obwinianie ofiar gwałtów o to, że zostały zgwałcone, a dawanie gwałcicielom tłumaczeń, że wcale tak źle nie zrobili, bo to ofiara prowokowała (np. tym, że miała ładne piersi, a jakby je sobie okaleczyła to może zgwałcona by nie była).

      Usuń
    3. Jakby kogoś ciekawiło, sarkastyczny filmik o obwinianiu zgwałconych kobiet:

      www.youtube.com/watch?v=8hC0Ng_ajpY

      Usuń
    4. @ Jacek Kobus

      Nie mam problemów z wypróżnianiem. Jakby co, polecam rumianek.

      Nie zmienię świata pisaniem. Dlatego właśnie rzucam dawny blog i zajmuję się swoim życiem, ewent. problemami, którym mogę łacno zaradzić. Przez 2 lata i 4 miesiące pisałam bloga, na którym wyżalałam się na ludzką głupotę. W tym samym czasie osoby myślące odmienne niż ja użalały się nad moją głupotą. Innymi słowy: wszyscy się za głupców mamy. Dlatego nie wmawiaj mi, że wystarczy pójść i "napiętnować zło".

      Ty też niczego nie zdziałasz, nikogo nie przekonasz. Piszemy dla już przekonanych. To znaczy - ja już pisać nie chcę. Miło jest zelżyć kogoś, kto w moim przekonaniu zachowuje się jak bydlę czy dureń. Alas, nie tylko "ośrodek nagrody" jest aktywowany, lecz i adrenalinka - nieprzyjemnie - napływa. Po co mam sobie szarpać nerwy, choćby i wskazując na oczywiste bzdury? Przecież nikt nie będzie słuchać.. Ty jesteś tego dobitnym przykładem.

      Usuń
    5. Przekonywanie przekonywanych oraz lzenie myslacych inaczej.
      Przyznej ze tez dojrzewam do decyzji zeby ten caly internet "wyrzucic za okno".Pewnie jeszcze troche czasu mi zejdzie ale to sie predzej czy pozniej stanie bo choc wielu rzeczy sie z netu ucze to ostateczny rachunek zyskow i strat zdaje sie byc coraz bardziej niekorzystny(za duzo na to trace czasu).90% tych wszystkich netowych dyskusji to albo wzajemne rozplywanie sie na wspolnota pogladow(czyli zero fermentu intelektulanego)albo hejterskie obrzucanie sie g.wnem-tak czy owak strata czasu ktory mozna poswiecic na cos innego.Jak na razie mocno ograniczylem swoja aktywnosc w necie i pewnie ogranicze jeszcze bardziej(cos tam zostanie zeby trzymac reke na pulsie ale selekcja zrodel informacji/fermentu intelektulanego juz postepuje-choc pewnie "Boska Wole" zostawie w RSS jako jednego z kilku "adwokatow diabla").

      Piotr34

      Usuń
    6. @Jacek Kobus

      Panie Jacku przyznaje ze panska niegrzecznosc w stosunku do Kiry mnie RAZI.Ja rozumiem ze mozna sie z kims nie zgadzac albo i nie lubic ale chyba Pan nieco przesadza.Tym bardziej ze nie zauwazylem aby byl Pan w podobnym stopniu niegrzeczny w stosunku do innych "trolli" na panskim blogu-nawet w stosunku do mnie jest pan znacznie mniej zlosliwy a przeciez co by nie mowic troluje u Pana chyba nawet wiecej niz @Kira.Mysle ze Kirze jako kobiecie nalezy sie pewna...delikatnosc.Nie pisze wyrozumialosc czy fory bo moim zdaniem @Kira broni swoich pogladow jak najbardziej poprawnie ale wlasnie DELIKATNOSC jako kobiecie wlasnie.A jesli juz chce Pan kogos opierdolic(nie bojmy sie tego slowa)to moze Pan powyzywac sie na mnie-przyjme to z "dobrodziejstwem inwentarza".

      @Kira

      Wybacz ze sie wtracilem ale naprawde mnie ta niedelikatnosc razi.

      Piotr34



      Usuń
    7. Nie mam obowiązku się przed Panem tłumaczyć, panie Piotrze!

      Usuń
    8. @ Piotr34

      Dzięki za obronę. Oglądałam przed chwilą "Riddicka". Po seansie trudno powrócić do kultury "rycerskiej", wymagającej od mężczyzn uprzejmego traktowania kobiet. A i ja chyba już do tej kultury nie należę. Mam na tyle grubą skórę, że obraźliwe teksty spływają po mnie jak woda po kaczce. Przyzwyczaiłam się, że gdy brak argumentów, to i joby lecą. Następną kupę dedykuję wszystkim Wszechwiedzącym Znawcom Dziejów. :) A pana Piotra34 pozdrawiam, dygając...

      Usuń
  8. @Jacek kobus

    To prawda obowiazku Pan nie ma-w ogole zadnego.I to niby ma byc odpowiedz?Szkoda mi to slyszec powiem szczerze.

    Piotr34

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...