wtorek, 8 października 2013

Informacja dnia

polega na tym, że zaktualizowałem naszą stronę sprzedażową. Nie jest to wersja ostateczna, bo wciąż nie udało się nam zrobić porządnych zdjęć źrebiąt w pozycji zootechnicznej (ale musimy już się z tym uwinąć w ciągu najbliższego tygodnia - dwóch: krew do badania DNA została wysłana wczoraj, jak tylko przyjdą z Poznania wyniki, trzeba wypełniać "zayavki" i słać je do Riazania - razem ze zdjęciami właśnie...). Uznałem jednak, że nie ma na co czekać. Zdjęcia się najwyżej podmieni, jak uda mi się wreszcie zrobić lepsze.


Ponieważ zabieram się za podobną aktualizację także na angielskim blogu, pisać normalnego posta zwyczajnie mi się dzisiaj nie chce.

W ogóle, to po raz pierwszy od długiego czasu mam wrażenie, że nie wyrabiam! Zacząłem, po tym, jak  "KT" odrzucił mój felieton na temat niedostatków niemiłościwie nam uchwalonej ustawy o ochronie zwierząt drążyć temat. Wygląda na to, że dotarłem do nielichej afery!

Cóż z tego jednak, skoro od tygodnia nie mam czasu wykonać kilku telefonów..? O 7.00 rano przecież przyzwoicie ludzie jeszcze śpią - a o 7.00 wieczorem to ja już przysypiam...

No cóż: muszę się zmobilizować. Życzcie mi Państwo powodzenia...

14 komentarzy:

  1. A nie lepiej normalną stronę zrobić zamiast na blogu? Albo - oprócz na blogu?
    Mogę ci podesłać mentalnego kopniaka na rozpęd, jeśli sobie życzysz. Powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. osobiście myślę, że za dużo roboty z promocją nowego bytu - a zrobić to profesjonalnie = $

      strona na blogu ma tę zaletę, że blog jest sam z siebie popularny

      (na blogu Realny Minimalizm także jest podstrona z tymi konikami)

      Usuń
    2. Miałem kiedyś "normalną" stronę. Nawet trójjęzyczną! Ale w tej chwili po prostu nie dałbym rady...

      Usuń
  2. A czy pomiędzy ciążami nie powinno być dłuższego odstępu czasu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fizjologiczna przerwa między ciążami u klaczy to 9 dni.

      Nasze miały, poza jedną, dłuższą - bo same tak zdecydowały. Dopuszczając ogiera dopiero w czasie drugiej lub nawet trzeciej rui od wyźrebienia (czyli, odpowiednio: 30 lub nawet 51 dni od porodu).

      Tylko Margire zrobiła to od razu. Ale to był jej wybór...

      Usuń
    2. My generalnie kryjemy w drugiej, ta tydzień po wyźrebieniu nie dość że nieco jednak za wczesnie to przechodzi ledwo zauważalnie.
      Ale my kryjemy w ręku.

      Usuń
    3. Czytałam, że kotki nie powinny mieć więcej niż jeden miot w ciągu roku. A przecież MOGĄ mieć nawet cztery. Czy u koni też nie należałoby zrobić odstępu? A może u nich jest zupełnie inaczej? Sorry za te pytania, ciekawi mnie to.

      Usuń
    4. Ciąża klaczy trwa około 11 miesięcy. W 99,7% przypadków rodzi się jedno źrebię (ciąże bliźniacze zwykle kończą się poronieniem). Zaźrebienie u większości ras hodowlanych nie jest rzeczą prostą ani małą - i nie zawsze udaje się za pierwszym razem (są oczywiście wyjątki - rasy prymitywne zachodzą w ciążę dużo łatwiej).

      Krycie podczas pierwszej lub drugiej rui po wyźrebieniu to normalna praktyka hodowlana. Nikt rozsądny nie robi dłuższych przerw, bo potem szansa na sukces maleje.

      Moje klacze miały wybór. I, jak widać, potrafiły z niego skorzystać. Margire dała się pokryć już tydzień po wyźrebieniu i nie miała potem więcej rui. Osman Guli - dopiero po miesiącu. A Melesugun po niemal dwóch miesiącach. W czym problem..?

      Usuń
    5. Byłam ciekawa, czy ciąża nie wyczerpuje organizmu konia. Tak trudno zrozumieć?

      Usuń
    6. No właśnie trudno. Bo to jest... jak by to powiedzieć..? Pytanie "nie z tego świata". Koń to nie królik. Ani nie kot.

      To duży ssak. Przyszłoby Ci do głowy pytać, czy "ciąża wyczerpuje organizm krowy"..? A przecież, jeśli chcemy pić mleko, nie ma wyjścia - krowy muszą być regularnie zacielane..!

      Oczywiście, że ciąża ma wpływ na organizm klaczy. Np.: powoduje przejściowy wzrost wydolności organizmu. Dlatego nie wolno wystawiać źrebnych klaczy do wyścigów czy rajdów. Byłby to bowiem rodzaj dopingu (i faktycznie, byli tacy dranie w przeszłości, którzy zaźrebiali klacz tuż przed wyścigiem - a potem, żeby ciąża nie stała się widoczna, dokonywali aborcji i zaźrebiali ponownie...).

      Poza tym, podobnie jak to się czasem zdarza niektórym kobietom - donoszona ciąża zakończona porodem niekiedy psuje klaczy linię. Osman Guli wygląda obecnie zdecydowanie gorzej niż rok temu - nad czym boleję. Ale druga ciąża już tego nie zmieni...

      Usuń
    7. Ciekawe. Każda samica MOŻE zajść w ciążę krótko po narodzinach młodego - ale NIE POWINNA. Ty sugerujesz, że z końmi jest inaczej. Pozostaje mi wierzyć Ci.

      Nie znam się na krowach, nie miałam pojęcia, że bez ciągłego "zacielania" krowa przestaje dawać mleko. Oczywiście krowy są przepiękne, ale co ja mogę o nich wiedzieć? :) Miej cierpliwość do mieszczuchów.

      Usuń
    8. Gdzieś czytałem, że u kobiet laktacja zmniejsza prawdopodobieństwo zapłodnienia. Głowy za to nie dam, bo nigdy się tym tematem specjalnie nie interesowałem, a sprawa była poruszona niejako przy okazji (bodaj chodziło o próbę odpowiedzi na pytanie, dlaczego baron de Coucy miał tak mało dzieci - w eseju Barbary Tuchman, który czytałem dobrych parę lat temu).

      U koni jest tak, że zaźrebienie klaczy najłatwiejsze jest w ciągu dwóch - trzech pierwszych rui po porodzie. Potem robi się to coraz trudniejsze.

      Popełniłem taki błąd z moją wielkopolską Dalią. Dałem jej cały rok "odpoczynku". I już się jej nie udało skutecznie zaźrebić!

      Tak więc, nie należy przenosić między gatunkami takich czy innych stereotypów.

      Ponownie zwracam uwagę na fakt, że moje klacze miały wybór i UMIAŁY z niego skorzystać. Okazały się "świadomymi matkami", a nawet, na swój sposób "feministkami". Mimo, że ogier był cały czas dostępny, wcale nie wszystkie zaraz uległy jego męskiemu czarowi. Każda zrobiła to dopiero wtedy, gdy sama miała na to ochotę.

      Podkreślam, bo moi sąsiedzi ze wsi zdziwieni są, że ogier chodzi normalnie ze stadem i nie molestuje klaczy nieustannie. Na tym właśnie polega zaleta rozrodu tabunowego. Ogier trzymany w izolacji od klaczy zachowuje się trochę jak rekrut świeżo wypuszczony z koszar. Jest po prostu wyposzczony i rzuca się na każdą kobyłę. W naturalnym stadzie jest odwrotnie. To klacz wybiera moment, gdy ma ochotę na seks. A ogier, jak to sam widziałem w przypadku Melesugun w tym roku - skacze na nią na 100% tylko raz. Ten właściwy...

      Usuń
    9. "W naturze", czyli na przykład w rezerwacie w Popielnie, żyjące dziko klacze zasadniczo, o ile nie zdarzy się jakiś wypadek lub choroba - rodzą co roku. I żyją, średnio, o ładnych kilkanaście lat dłużej niż ogiery...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...