wtorek, 22 października 2013

Herezja libertarianizmu

Oczywistą oczywistością jest, że państwo to zło. Nawet nie da się stwierdzić, że jest to "mniejsze zło" - bo niby jak i do czego to porównać..? "Stanu bezpaństwowego" na większą skalę nigdzie nie było od tysiącleci. A właściwie, to nigdy i nigdzie nie było tak, żeby człowiek jakiejś władzy nie podlegał...

Państwo to zło dlatego przede wszystkim, że jak mało która z instytucji społecznych, podatne jest na głupotę. Głupota niemiłościwie  na całym świecie panujących nam biurokracji w tej chwili (pamiętając o bezprecedensowej koncentracji władzy i nie mniej bezprecedensowej skali oddziaływania tejże władzy - chociażby na środowisko naszej Umęczonej Planety..!) ociera się już o ryzyko likwidacji ludzi jako gatunku biologicznego. Naprawdę: niewiele do tego potrzeba! A różne służby jawne, tajne i bezpłciowe, różne programy i sztaby antykryzysowe, walki z globalnym ociepleniem, dziurą ozonową oraz o równość płci - nieodmiennie, przez swą immanentną a bezdenną zarazem głupotę, koniec sromotny człowieka na planecie Ziemia TYLKO przybliżają.


Można oczywiście lać ciepłym moczem na to, co będzie za lat 20, 30 czy 50 (osobliwie, gdy się człek nie zbiera żyć zbyt długo - choćby ze strachu przed tzw. "służbą zdrowia" - a dzieci, szczęśliwie, nie posiada...). Tak, czy inaczej jednak, logiczną niedorzecznością jest odmawiać komukolwiek prawa do samoobrony. Współczesne, głupotą na wszystkie strony przeżarte gosudarstwa nieustannie stwarzają bezpośrednie zagrożenie dla życia, zdrowia i mienia swoich nieszczęśliwych poddanych (niezależnie od faktu, że 99% tychże nieszczęśliwych poddanych nie tylko tego zagrożenie NIE DOSTRZEGA, ale wręcz: nieustannie domaga się, nieraz bardzo głośno i bardzo wyraźnie, aby niemiłościwie im panujące gosudarstwo "broniło ich" przed tym lub owym - a owo "to lub owo" coraz to głupsze, coraz to bardziej idiotyczne..!). Bronić się przed nimi zatem każdemu nie tylko wolno, ale i wręcz: zdaje się to być postawą rozsądną i godną zalecenia.

Bronić się przed gosudarstwem można na różne sposoby. Są tacy, którzy biorą za dobrą monetę tzw. "liberalną demokrację" i usiłują niekiedy przekonywać bliźnich swoich, żeby ci odstąpili od niektórych, co głupszych i co bardziej szkodliwych postulatów względem gosudarstwa (na przykład: by kierujący się powszechną wśród szerokich mas ludności bezinteresowną zawiścią tzw. "wyborcy" nie głosowali na partie postulujące wzrost podatków...). Taka postawa wydaje się bezpłodna. Nie przypominam sobie, aby kiedykolwiek w dziejach jakakolwiek biurokracja dobrowolnie oddała choć kawałek zawłaszczonego uprzednio żerowiska...

Inni, o wiele liczniejsi, zwalczają gosudarstwo czynem. Staje to się zresztą z upływem czasu i tegoż gosudarstwa nieustannym rozrostem - coraz powszechniejsze i coraz łatwiejsze zarazem. Już w tej chwili różne "prawa" uchwalane z szybkością dobrego karabinu maszynowego tak są wzajem sprzeczne, że żyć wedle nich zwyczajnie się nie da. NIKOMU. Samej biurokracji, gosudarstwu służącej, nie wyłączając..!

Bronić się tedy wolno. Ale czy wolno postulować całkowitą likwidację państwa..? "Wolno", oczywiście, w sensie: "czy taka postawa ma sens?", "czy jest to rozsądne?".

Wydaje mi się, że nie. A to dla dwóch powodów.

Po pierwsze: PO CO..? Na jaką cholerę..? A cóż to niby zmieni..?

Państwo nie jest przyczyną, lecz SKUTKIEM tkwiącego w człowieku zła. Państwo istnieją i mają się dobrze, ponieważ ludzie są z natury ambitni, żądni władzy, a nade wszystko: PASJAMI WRĘCZ UWIELBIAJĄ ŻYĆ NA CUDZY KOSZT!

Likwidacja państwa może się powieść wyłącznie w sferze semantycznej. Możemy obalić władzę państwową i ustanowić jakąś inną, która będzie się inaczej nazywała. Czy to jednak coś zmieni..?

A to przypadkiem nie komuniści, postulujący jako swój cel, "stan bezpaństwowy" - ustanowili najokropniejsze tyranie XX wieku, władzę państwa w istocie potęgując do nieznanej wcześniej doskonałości..?

Libertarianom NIE MA PRAWA udać się nic innego..! "Nie ma prawa" - w takim sensie, że to się nie uda, to jest nierealne, to nie ma sensu.

Po drugie: ponieważ, choć toczę tę dyskusję już od bardzo dawna, jak do tej pory ŻADEN dyskutant podający się za libertarianina nie umiał mi odpowiedzieć satysfakcjonująco na pytanie - a kto będzie w ustroju libertariańskim pilnował reguł gry?

To znaczy: kto zapewni, że wśród "wolnych od terytorialnego monopolu na przemoc" nie pojawi się jeden lub wielu osobników dążących skutecznie do tego, aby taki właśnie "terytorialny monopol na przemoc" z korzyścią dla siebie ustanowić, nikogo o zdanie nie pytając..?

Odpowiedzi, jakie do tej pory otrzymałem, są dwie, obie tak samo do dupy.

Odpowiedź pierwsza - że powstaniu na nowo "terytorialnego monopolu na przemoc" zapobiec ma rynkowa konkurencja między różnymi "aparatami wymiaru sprawiedliwości", "agencjami ochrony". No tak! Tyle tylko, że dla każdego z takich "konkurencyjnych aparatów wymiaru sprawiedliwości" opcja dogadania się z konkurentami i podzielenia się "rynkiem" (a właściwie: ludnością w tym momencie już poddaną...) - NIEMAL ZAWSZE jest bardziej opłacalna od uczciwego przestrzegania reguł gry rynkowej i zawartych z klientami umów!


Pięknie to ongiś kolega Iulius w gościnnym wpisie u Adama Dudy ujął (o czym niedawno wspominałem zresztą, tylko za cholerę nie pamiętam, jak się ten mój wpis nazywał...).

Odpowiedź druga natomiast, autorstwa kolegi GPS, przenosi nas na wyższy poziom abstrakcji. Otóż: istnienie ustroju libertariańskiego (inaczej rzecz ujmując: brak "terytorialnego monopolu na przemoc") ma być zapewniane WIARĄ ludzi w jego sens i pożyteczność. Jak ludzie w to uwierzą, to rzecz się ziści i utrzyma...

Hmmm...

Hmmm...

No dobra: długo jeszcze mógłbym tak chrumkać, nieprawdaż..?

Zauważmy na początek, że istnieje ZASADNICZA RÓŻNICA między "wiarą rzymsko - katolicką", a "wiarą libertariańską". Tego, czy Kościół Święty, matka nasza, rzeczywiście prowadzi swych wiernych nieomylnie do zbawienia na tamtym świecie stwierdzić się empirycznie w żaden sposób nie da.

To znaczy - są oczywiście różne objawienia, widzenia, świętych obcowanie i takie tam - ale, umówmy się: jeszcze się taki ateista, heretyk czy schizmatyk nie urodził, którego by tego rodzaju świadectwo nieodparcie i w sposób nie pozwalający na dyskusję przekonało..!

Cel działania Kościoła jest pozaświatowy i nieempiryczny. Nie można ustalić, czy został osiągnięty.


"Wiara libertariańska" stawia przed sobą cel doczesny, empirycznie dostrzegalny, materialny. Bardzo łatwo będzie stwierdzić, czy został osiągnięty, czy nie.

I to wcale nie jest siła, tylko właśnie - WIELKA SŁABOŚĆ "libertariańskiej herezji" (no bo skoro ma to być wyznanie wiary, to czymże jest ono, jak nie herezją właśnie..?).

Religia, a katolicyzm w szczególności, przez to, że nie stawiają sobie żadnych konkretnych celów doczesnych i materialnych, mogą funkcjonować równie dobrze w niemal każdym ustroju społecznym i w niemal każdej kulturze (jakkolwiek, z czasem, nieuchronnie tę kulturę, a w dalszej konsekwencji także i ustrój - zwykły przekształcać...).

"Wiara libertariańska" jest w porównaniu do katolicyzmu doktryną niezmiernie wręcz rygorystyczną, którą albo uda się wcielić w życie "od jednego zamachu", "w całości" - albo wcale.

Nie tak postępował Kościół chrystianizując przed wiekami Europę! Toż nawet wielożeństwo wcale nie zanikało w pierwszym pokoleniu katechumenów, a zniesienie niewolnictwa, o które tak się na mnie zwykli oburzać wielbiciele "czynów" - zajęło Kościołowi całe tysiąclecie..! I wcale nie zapobiegło recydywie...


Kościół dopracował się przez milenia swego istnienia różnorakich mechanizmów zabezpieczających ciągłość i niezmienność doktryny, którą głosi. Ale i tak - nikt, kto wykracza poza najprostszą apologetykę zaprzeczyć nie może, że doktryna ta JEDNAK ulegała zmianom, bywała reinterpretowana, wzbogacana o pewne elementy (a inne, zwłaszcza ostatnio, na skutek "ofensywy modernizmu" - ulegały stopniowemu odsunięciu w cień, lub nawet zapomnieniu). I to pomimo faktu, że "słuszności" lub "niesłuszności" tejże doktryny NIKT na tym świecie empirycznie sprawdzić nie jest w staniem..!

Empirycznie można postrzegać to tylko, co widział Nowosilcow w "Dziadach": że religia dobrze robi ludziom. Ale nawet tego, czy ludzie wierzą naprawdę i gorąco, czy tylko tak mówią - nikt przecież, kto im w głowach nie siedzi, w żaden sposób nie sprawdzi..!

Jak chcą "wierzący libertarianie" nie tylko szeroki ogół do swojej doktryny przekonać (nie wiadomo: wszystkich? Większość..? Jeśli większość tylko - to co z tymi, którzy w libertarianizm nie uwierzą..?), ale i nade wszystko - ciągłość jej rozwoju (zapomnijmy o niezmienności..!) utrzymać, swojego Papiestwa nie tylko nie posiadając, ale i samo istnienie takiej, o spójność doktrynalną dbającej instytucji, jak rozumiem - z założenia odrzucając..?

Brednie, brednie, brednie...

21 komentarzy:

  1. "A różne służby jawne, tajne i bezpłciowe, różne..." No i jak ja mam nie czytać codziennie twojego bloga, jak mi nawet Norwida aplikujesz!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Sądzę, że szerzenie propagandy libertariańskiej należałoby zacząć od doinformowania ludzi skądinąd dość bystrych, ale całkowicie idei libertarianizmu nie znających. Na przykład Pana.

    Pisałem już Panu wcześniej, że libertarianie pragną zmniejszenia rządu. Niektórzy do końca, i to tych anarchistów Pan tutaj atakuje. Jednakże istnieje masa innych libertarian, wierzących w krzywą Rahna, którzy za nic na anarchię by się nie zgodzili, bo dla nich rola państwa jest nieoceniona!

    Co do ustroju opierającego się na wierze... A demokracja na wierze to się nie opiera? Albo władza króla?

    Libertarianie mają się wesoło. Dla niektórych to faszyści, dla Pana to anarchiści.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Demokracja opiera się na kłamstwie. Więc, w pewnym sensie, rzeczywiście - na wierze. Na wierze, że jest inaczej niż naprawdę jest...

      Natomiast "libertarianin", który nie domaga się "likwidacji terytorialnego monopolu na przemoc" to po prostu zwykły liberał. Który używa tak dziwnej nazwy, bo markę towarową "liberalizmu" w Stanach zagarnęli sobie socjaldemokraci.

      Co mnie, akurat, DO NICZEGO nie zobowiązuje jak chodzi o używanie tych słów w języku polskim..!

      Usuń
    2. Akurat biorąc pod uwagę jak wygląda liberalizm w wydaniu PO, uznawanie liberalizmu za synonim socjaldemokracji jest uzasadnione również w Polsce.

      Stanowczo odradzam używanie słowa liberalizm, bo nie wiadomo nigdy, czy mówimy o socjaldemokracji, libertarianizmie (anarchokapitalistach i minarchistach), czy libertynizmie. Pan użył słowa libertarianizm, choć tak naprawdę atakuje Pan połowę tego nurtu będącą anarchokapitalistami.

      Libertarianin który nie domaga się likwidacji państwa to minarchista, i tyle. Natomiast liberał jest szerokim pojęciem i można tak nawet nazwać zwolennika interwencjonizmu, który pragnie wyrównywania szans.

      "Być może znajdzie się gdzieś dwóch libertarian, którzy zgadzają się ze sobą we wszystkim, ale ja nie jestem jednym z nich" David Friedman

      Usuń
    3. Ponieważ nie jestem liberałem, używanie tego lub innego słowa specjalnie mnie nie pasjonuje.

      Nie jestem też, na przykład, hodowcą koni arabskich. I uważam, że daje mi to święte prawo olewać usus językowy z połowy XIX wieku, wedle którego JEDYNIE konie arabskie, są rasą "czystej krwi"...

      Usuń
    4. Ależ tu nie chodzi o żadną pasję, tylko poprawność językową. Chce Pan atakować anarchistów, proszę bardzo, zgadzam się z Pańskimi argumentami. Ale używa Pan po prostu błędnych pojęć, atakując wszystkich libertarian. Dzisiaj napisał Pan coś o jakości internetowej informacji, i jak ta blogowa jest poprawiana i dyskutowana, przez co staje się w pewien sposób rzetelna. Rozumiem, że nie ma Pan żadnego obowiązku jednak poprawiać swojego bloga. Jednak próbuje Pan zapewnić tutaj w sieci sobie niejaką popularność, nie obniżając rzetelności. Zatem warto na nią stawiać.

      "Dlaczego samochody są do dupy? Bo mają silniki Diesla i silnik z przodu, zatem samochód nie może dawać przyjemności z jazdy jak koń". Jak tutaj oburzony samochodziarz Pana będzie się burzył, to Pan też osłoni się faktem nie bycia samochodziarzem i nieużywana fachowej terminologii?

      Usuń
    5. Libertarianin, który nie domaga się likwidacji "terytorialnego monopolu na przemoc" jest liberałem. Koniec i kropka. To, czy PO używa, czy nie używa tej samej nazwy dla oznaczenia czegoś całkiem zgoła przeciwnego, NIC nie ma do rzeczy jak chodzi o "poprawność językową", ponieważ w kwestii "poprawności językowej" NA RAZIE rozstrzygający jest uzus i zgoda powszechna, a nie decyzje jakichkolwiek gremiów partyjnych.

      Oczywiście doskonale rozumiem, że Państwo nie chcecie się nazywać "liberałami", ponieważ nazwa ta kojarzy się źle.

      Trudno! Możecie przekonywać, protestować, prostować - ale NIKT nie ma obowiązku z Wami się w tej materii zgadzać, bo to, co robicie, robicie w imię partyjnej taktyki, a nie w imię żadnej tam "językowej poprawności"..!

      Mnie akurat, choć liberałem nie jestem, słowo to wcale nie kojarzy się jakoś specjalnie źle. Za to słowo "libertarianin", nie dość że dziwaczne samo w sobie - właśnie źle mi się kojarzy. Z sektą nawiedzonych utopistów (tym tylko różniących się od "klasycznych" anarchistów, że nie domagają się likwidacji własności prywatnej i monogamii zarazem...). To Państwa problem, że tak mi się kojarzy, nie mój - w końcu, czy to ja, czy to jednak raczej Wy lubicie przebywać w towarzystwie takich waryatów..?

      Czyje będzie na wierzchu - moje czy Wasze, to się dopiero okaże. Nie wiadomo nawet kiedy. I na jak długo, boż słowa zmieniają znaczenie..?

      Usuń
    6. Libertarianin który domaga się likwidacji państwa również jest liberałem. Skoro generalizuje Pan postawę anarchistów na libertarian, dlaczego nie od razu na wszystkich liberałów?

      Nie jestem przeciwny używaniu słowa liberał ze względu na brzydkie kojarzenie się, ale ze względu na niezwykle szeroki kontekst w jakim można go używać. I podobnie z libertarianizmem, Istnieją liberałowie, w tym libertarianie, którzy są za istenienim państwa, stąd Pan tutaj popełnia błąd semantyczny. Nie w żadnej wersji dla poprawnych politycznie, ale w słownikowej, popularnej, każdej, tylko nie w Pańskiej. Taki jest uzus i norma językowa.

      Skąd wiem że Pan nie wie, o czym mówi? Bo połowa libertarian, czyli pomijani przez Pana minarchiści nie tylko chcą utrzymania państwa. Oni chcą finansować jego dzialanie TYLKO z DOBROWOLNYCH składek obywateli.

      We wpisie opisującym herezje libertarian osoba znająca pojęcie libertarianizmu by tego nie pominęła. Chyba że ktoś jej źle to pojęcie naświetlił.

      A na koniec: nie jestem libertarianinem, dlatego proszę nie zwracać się do mnie jako do członka tej grupy.

      Usuń
    7. Libertarianin domagający się likwidacji "terytorialnego monopolu na przemoc" NIE MOŻE być żadną miarą "liberałem", gdyż liberalizm wyrasta z (absurdalnej co prawda...) teorii "umowy społecznej", dla której zarówno terytorializm, jak i wyłączność taką "umową" powołanego państwa do używania zorganizowanej przemocy, są składnikami konstytutywnymi.

      O "minarchistach" faktycznie NIE WIEDZIAŁEM. Być może dlatego, że żaden takowy nigdy nie próbował ze mną dyskutować, ani też się nie produkował na tych portalach czy forach, na których bywam..?

      Tak, czy inaczej, jest to towarzystwo zapewne zacne, ale też mało budujące, jak chodzi o zrozumienie świata i realizm oczekiwań wobec bliźnich swoich...

      Usuń
    8. I dlatego o anarchokapitalistach mówi się, że czerpią pełnymi garściami z liberalizmu, do tego klasycznego
      http://pl.wikipedia.org/wiki/Anarchokapitalizm#Kontrowersje

      Co do umowy społecznej racja. Ale co, jak społeczeństwo umówi się na anarchizm, nie na monarchę? To wciąż byłby liberalizm.

      Usuń
  4. Wróciłem z wakacji, a tu taki poważny temat.
    IMHO:
    1. Zazwyczaj nie ma rzeczy absolutnie złych lub dobrych dla konkretnego Człowieka - to dotyczy również libertarianizmu, czy religii. W skrócie, na początku drogi religia jest zła, w środku jest dobra, później ponownie jest zła. Chodzi o użyteczność danego systemu myślowego w rozwoju Osoby będącej w konkretnym stanie i kondycji.
    2. Na obecnym etapie dominująca religia dla większości Rodaków jest dobra, ze względu na możliwości ich mózgów. Nie sądzę, aby jakikolwiek racjonalny system był w stanie wyciągać przeciętnego Człowieka ze stanu zwierzęcego.
    3. Na obecnym etapie libertarianizm w RP jest nie do wdrożenia ze względu na ograniczenia biologiczne naszego Narodu widoczne jako brak możliwości przeciętnego Rodaka w efektywnym zapamiętywaniu faktów, operowaniu abstrakcjami typu związek przyczynowo-skutkowy, czy model cybernetyczny.
    4. Jeśli Durnie przy władzy nie rozpętają wojny z użyciem broni masowego rażenia to prędzej czy później garstka rozsądnych Ludzi zapędzi Resztę do niewyobrażalnego dobrobytu:).
    5. Niedożywiony Człowiek nie może być rozumny, czyli dobry, jest to biologicznie niemożliwe.
    6. Najważniejsze jest rozpoznanie przyczyn, co od czasu do czasu pozwala na formułowanie twierdzeń, a nie dzielenie się przekonaniami.
    Przykładowo:
    1. Średnia temperatura na Ziemi będzie stale się obniżać.
    Jest to twierdzenie sprzeczne z consensusem, które łatwo wydedukować łącząc fakty opisane przez:
    Verę Rubin, Toshihide Maskawę, Hiroko Maharę, Henrika Svensmarka.
    Dla inteligentnych Pracuśiów potwierdzenie (do wykombinowania) na NOAA:))).
    2. Najważniejszym wynalazkiem Człekokształtnego było użycie kamienia do rozbijania kości i czaszek zwierząt.To raczej oczywiste twierdzenie będące jednocześnie parabolą do opisu Gospodarza wyższości płodozmianu nad trójpolówką (b. ciekawe).

    OdpowiedzUsuń
  5. bo libertarianizm może być tylko dla nielicznych, reszta musi być trzymana za buzię przez wolna elitę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I wlasnie w ten sposob, jakby waska scieza przez ogrodek, przez oligarchie i dykature wrocimy do starej, dobrej i sprawdzonej monarchii... :D

      Usuń
    2. i właśnie w ten sposób.... wygląda, że masz rację

      Usuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę napisać maila. Adres po prawej u góry. Od razu zaznaczam, że polityka mnie nie interesuje i w żadne "działania" wciągnąć się nie dam. Nie stać mnie na to!

      Usuń
    2. napisałem, ale nie wiem czy dotrze bo już miałem problemy z @gmail

      Usuń
    3. Dotarło, odpisałem, a jak wygląda u nas infrastruktura telekomunikacyjna, to już Pan teraz wie...

      Usuń
    4. Usunąłem numer telefonu na prośbę p. Tomasza...

      Usuń
  7. "a kto będzie w ustroju libertariańskim pilnował reguł gry?"
    Sz. P. Samuel Colt.
    Pozdrawiam, Ciek

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...