poniedziałek, 28 października 2013

Fikcje i prawdy albo nędza manicheizmu

Kultura wymaga przestrzegania pewnych "koniecznych fikcji". No chociażby takich, jak "wolność woli" (bez której niemożliwa byłaby odpowiedzialność karna - o czym już kiedyś pisałem). Czy "powszechna znajomość prawa".

Można domniemywać, że tego rodzaju "konieczne fikcje", "byty umowne" są czymś względnie relatywnym kulturowo (aczkolwiek nie spotkałem się z przypadkiem takiej kultury, w której władza powstrzymałaby się przed ukaraniem przestępcy tylko dlatego, że powołał się on na nieznajomość wydawanych przez nią praw - zaś eksperyment z odstąpieniem od fikcji "wolnej woli" i uznaniem przestępstwa za produkt "społecznej opresji" jest na tyle świeży, że trudno o nim coś powiedzieć, w każdym razie - coś pozytywnego...).

Skąd się takie "fikcje" biorą..?

Jak dla mnie ich istnienie jest pewnym ważnym tropem wskazującym na istnienie pewnej fundamentalnej ciągłości pomiędzy "naturą" a "kulturą". Wiemy przecież bardzo dobrze, że najpierw istniało społeczeństwo - a dopiero długo, długo potem, pojawiła się jakaś próba refleksji o tym, dlaczego ludzie łączą się w grupy, co te grupy spaja i dlaczego działają one tak, a nie inaczej. Najpierw istniało prawo - a dopiero długo, długo potem: nauka o prawodawstwie (przy czym, zresztą, i jedna i druga z tych refleksji nie zawsze i nie przez każdego będzie za "naukę" uznawana - chociażby dlatego, że brak im typowej dla przyrodoznawstwa ścisłości, mnóstwo jest za to ideologii...).

Tak samo jak nauka (a nawet "nauka"...) wyłania się stopniowo z pewnej praktyki - tak i kultura wyłania się z natury. Nie istnieje tu jakiś ostry, manichejski podział, przeciwieństwo! To, że ludzie żyją ze sobą w społeczności jest fenomenem NATURALNYM. Tak samo jak to, że uznają własność, władzę, prawo i jakieś restrykcje tyczące się życia seksualnego.

Gdy mój ulubiony libertarian, kolega GPS powołuje się na przykład małżeństwa jako dowód na to, że kultura może przezwyciężyć naturę (bo jego zdaniem "stanem naturalnym" był ciągły gwałt zbiorowy...), a tym samym - możliwe jest społeczeństwo bez "terytorialnego monopolu na przemoc" - to oczywiście bredzi, bo czegoś takiego NIGDY nie było. To znaczy - nigdy nie było żadnego "stanu totalnej płciowej anarchii", czy też "stanu zbiorowego gwałtu".


Przecież ŻADNA ze znanych nam społeczności uznawanych za prymitywne tak się NIE zachowuje..! Nie zachowuje się też tak ŻADEN gatunek znanego nam zwierzęcia (jakkolwiek, zachowanie się takich np. bonobo jest rzeczywiście - nader swobodne: zdaje się jednak, że to raczej samiczki przewodzą tam w promiskuityzmie, czyż nie..?). Skąd w ogóle taki pomysł..?


Oczywiście - koledze GPS ten pomysł był potrzebny właśnie po to, by "udowodnić" możliwość "przezwyciężenia natury", a tym samym - możliwość przezwyciężenia takich słabości jak żądza władzy, chętka na życie na cudzy koszt (i tu od razu odpowiadam jednemu z popleczników kolegi GPS na "Neonie24": NIE - z faktu, że ludzie LUBIĄ żyć na cudzy koszt - NIE WYNIKA, iż NIE LUBIĄ, gdy ktoś żyje na ICH koszt! To jest może nielogiczne - ale czy ktokolwiek UDOWODNIŁ, że człowiek jest istotą logiczną..? W rzeczywistości nadzieja na to, że uda się obłowić cudzym kosztem jest znacznie większa niż obawa przed tym, że kto inny popasożytuje na nas. Można sobie ten femonen badać, choćby ankietowo, ponieważ tak się składa, że on po prostu - rzeczywiście ISTNIEJE - a jego praktyczne skutki odczuwamy na co dzień...). Słabości, których skutkiem jest istnienie "terytorialnego monopolu na przemoc".


Natura może się manifestować na więcej niż jeden sposobów. Widzimy to po wielkiej mnogości kultur różniących się rytuałami, szczegółami pewnych instytucji społecznych, a nade wszystko - tym, w jaki sposób tłumaczą same siebie. Czy którakolwiek z tych kultur "przezwycięża" naturę - czy tylko: dorabia sobie jakąś ideologię do stanu, na który tak naprawdę kultura ma wpływ nader nikły..?

To, że musimy sobie TŁUMACZYĆ istnienie odpowiedzialności prawnej fikcją "wolnej woli", czy fikcją "powszechnej znajomości prawa" to wreszcie, że niektórzy próbują tłumaczyć sobie istnienie społeczeństwa np. fikcją "umowy społecznej" (acz moim zdaniem, takie tłumaczenie nie ma krzty sensu - tamte dwie fikcje są rzeczywiście potrzebne, podczas gdy ta jest ewidentnie szkodliwa..!) - to tylko dowody na to, że ani fenomen odpowiedzialności prawnej, ani fenomen życia społecznego, to nie są zjawiska "kulturowe" (gdyby takie były, to pewnie istniałaby tu jakaś zgodność między tłumaczeniem, a tłumaczonym, czyli - nie byłoby fikcji, a jakaś prawda...), tylko naturalne, zwierzęce, istniejące na długo przed pojawieniem się rozumu, artykułowanego języka, a tym bardziej - jakiejkolwiek nauki...

Próba zanegowania indywidualnej odpowiedzialności za popełnione czyny, realizowana obecnie na szeroką skalę w tzw. "cywilizacji zachodniej" - to jest właśnie bunt przeciw naturze. Próba zmiany tego, co zwierzęce i naturalne na to, co ideologiczne, językowe, kulturalne.

Takimi "buntami przeciw naturze" były też próby zniesienia własności prywatnej, próby zniesienia restrykcji w życiu seksualnym, czy też właśnie - owego "terytorialnego monopolu na przemoc". Jak do tej pory jeszcze się nikomu taki "bunt przeciw naturze" nie udał. Jak to mawiają: "ciągnie wilka do lasu"...

5 komentarzy:

  1. Koncepcja "umowy spolecznej" poczatkowo mogla byc rodzajem "pamieci reliktowej" pozostalej po umowach lennych (powszechnych w czasie sredniowiecza). Zwolennicy tej koncepcji przeskoczyli ponad faktem umow lennych (udali, ze one nie istnialy) i przeszli do faktu istnienia niepisanych umow dotyczacych uczestnictwa w danych spolecznosciach.

    Tylko z faktu istnienia takich umow nie wynikalo wcale, ze byly one zawsze identycznie. A ponadto kazdy, kto sie z panujaca w danym plemieniu nie zgadzal mogl sie wyprowadzic (po dobrej woli lub jesli zlamalby plemienne prawo pod przymusem) do innej spolecznosci lub zyc samotnie... .

    Moze juz czas wrocic do normalnosci - czyli do jasnych umow okreslajacych zakres praw i obowiazkow (a moze nawet i termin obowiazywania danej umowy...). Bo niezaleznie czy zachowujemy sie rozumnie czy nie (szczegolnie jako gatunek), to takie umowy dalyby nam jasne reguly gry. I wplynelyby znaczaco na ograniczenie rozpasania obecnych totalitaryzmow demokratycznych!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawy pomysł! Tylko jak to zrobić? Łatwo było średniowiecznym baronom i biskupom przymuszać władców do zawierania takich umów - starczyło pozbawić ich kasy, której nie mieli skąd wziąć, jak tylko od swoich poddanych.

      Obawiam się, że współczesne rządy są dużo sprytniejsze w tej materii - a i dogadanie się podatników wygląda na zadanie o wiele trudniejsze niż 700 lat temu...

      Usuń
    2. Twardy reset systemu moze stworzyc taka mozliwosc w krotkim okresie czasu... .

      Lagodniejsze przejscie bedzie trwalo o wiele dluzej... .

      Rozwiazanie na dzis - oddolne inicjatywy gospodarczo-spoleczne, ktore odwolywalyby sie do tej idei... .

      Usuń
  2. I po raz kolejny przekomuję się że można zamieścić zdjęcia murzynek,indianek itd. dumnie prezentujących nagie piersi,ale białej "damy" już nie wypada(musi swoje balony troszkę zakryć) bo jeszcze o pornografię oskarżą i bloga zamkną:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta "dama" na koniu jest jak raz z Bolywood. A poza tym - dawałem już nie raz aryjskie "balony" (skoro obstajesz przy tak nieładnej nazwie dla tak pięknej zabawki...) w całej okazałości. Po prostu - tym razem, tak się akurat złożyło...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...