czwartek, 3 października 2013

Cenzus

Apogeum “cywilizacji białego człowieka” wypadło dokładnie 100 lat temu - w roku 1913. Od tamtej pory, mimo zauważalnego przyrostu materialnego dobrobytu, trwa ciągła degrengolada.

Nie chcę pisać, że “duchowa”, bo to nie mój zakres kompetencji, takie rzeczy oceniać. Ale jak chodzi np. o jakość rządzenia..?

Fakt, że nigdy wcześniej tylu oczywistych głupców nie żyło tak dobrze, wygodnie i spokojnie jak obecnie, jest jednoznacznym dowodem na porażający wprost materialny dobrobyt, w jakim się tarzamy. Tu pełna zgoda. Czemu jednak zawdzięczamy ten dobrobyt..? Nie rządom przecież! Nawet nie żadnej “organizacji społecznej” - bo niby co tu się na plus zmieniło w ciągu ostatnich 100 lat? Że baby poszły do roboty poza domem..?

Materialny dobrobyt przyrasta nam w pewnym sensie automatycznie. Konsumujemy w ten sposób efekty technicznego progressu. Jedyna zasługa niemiłościwie całej planecie panujących rządów polega na tym, że jedne z nich PRZESZKADZAJĄ w owym wzroście dobrobytu nieco mniej niż inne...

Jak już pisałem ostatnio, nie mam bladego pojęcia co zrobić, aby tę degrengoladę powstrzymać. “Liberalna demokracja” jest tak sprytnie pomyślanym rodzajem totalitaryzmu że ludzie, którzy są w rzeczy samej ofiarami tego systemu - gotowi są istotnie no może nie krew przelewać (w każdym razie nie własną...), ale już na pewno: kostkę z chodników rwać i we wrogów ustroju rzucać..! Poza tym, żadna z lepiej zorganizowanych “grup nacisku” w naszym społeczeństwie nie ma interesu, aby cokolwiek zmieniać.

Ale pobawić się można. Od dobrej zabawy przecież chyba się jeszcze nikomu nie pogorszyło, nieprawdaż..?


W roku 1913 w zdecydowanej większości krajów uważających się za “cywilizowane” panowała demokracja ograniczona. Ograniczona m.in. cenzusami. Praw wyborczych pozbawieni byli funkcjonariusze państwowi oraz osoby legitymujące się niedostatecznym statusem materialnym. Najczęściej - ci, którzy nie zapłacili w ciągu roku poprzedzającego wybory określonej sumy podatków. Gdzieniegdzie obowiązywał także cenzus wykształcenia (np. w wyborach do izb wyższych - tam, gdzie takowe były wybierane).

Urzędnicy państwowi, żołnierze i policjanci uzyskali prawa wyborcze mniej - więcej w tym samym czasie co kobiety - po II wojnie światowej. W rzeczy samej oddanie pracownikom prawa wybierania sobie swojego szefa jest czymś absurdalnym i nie znajduje najmniejszego uzasadnienia ani w moralności, ani w jakości zarządzania: poza, oczywiście, perwersyjną etyką i perwersyjną logiką marksizmu - leninizmu - stalinizmu, który akurat był w tym momencie na topie, jak chodzi o tzw. “intelektualne” mody..!


Powrót do rozwiązań ustrojowych sprzed 100 lat niczego nam nie gwarantuje w chwili obecnej. W szczególności do cenzusu majątkowego należy podchodzić z wielką ostrożnością. Taki cenzus w błogosławionym wieku XIX miał głęboki sens. Zapewniał znaczną dozę ciągłości i stabilności rządów, jako że awans materialny polegał wówczas na kooptacji: nuworysze robili co w ich mocy (na ogół), by stylem życia, poglądami, zachowaniem zasłużyć na akceptację już zasiedziałej, liberalnej elity. Zresztą, nawet Jan Jakub Rousseau stwierdzał, że ludziom bez majątku (w domyśle: pozwalającego na utrzymanie się bez pracy najemnej...) nie można powierzać rządów, bo będą swój głos sprzedawać bogatszym...

Obecnie kontynuować nie ma czego. Elita finansowa obecnej Polski wywodzi się wprost z dawnej nomenklatury partyjnej: z ludzi dobieranych na zasadzie “selekcji negatywnej”, przynajmniej pod względem jakości moralnej.

Kompletną katastrofą byłoby też przywrócenie cenzusu wykształcenia. Długo by trzeba na ulicach szukać tylu ewidentnych durni, ilu się spotka na przeciętnej radzie wydziału przeciętnego uniwersytetu!

szukałem ilustracji pod hasłem "stupid people"
Ale ten obrazek mnie urzekł!

Tym niemniej - coś dla poprawy jakości rządzenia dałoby się zrobić. Na początek pozbawiając czynnego prawa wyborczego (czyli prawa do głosowania: prawo do bycia wybieranym, więc “bierne prawo wyborcze” - w ogóle mnie tu nie interesuje) urzędników państwowych, pracowników państwowych firm i instytucji, nauczycieli państwowych szkół wszystkich szczebli, lekarzy i innych pracowników zatrudnionych w państwowych szpitalach, żołnierzy służby czynnej, policjantów i funkcjonariuszy tych kilkunastu innych służb specjalnych, zarówno mundurowych, jak i tajnych.

Racja za dokonaniem tego kroku jest oczywista. Głosując, ludzie ci będą zawsze w większości wybierali takich polityków, po których spodziewają się poprawy swojego bytu. Takich więc, którzy mogą im (potencjalnie) zaoferować podwyżki, przywileje, rozszerzenie kompetencji...

Jest niezmiernie mało prawdopodobnym, aby taka zmiana, idąca pod prąd panującym trendom (zdaje się, że w Hiszpanii rozważano jakiś czas temu przyzanie prawa wyborczego szympansom..?) i logice “liberalnej demokracji” (która to logika wymaga tego właśnie, aby jak najwięcej poddanych jak najściślej związać z gosudarstwem!) mogła się udać.

Ale może w zamieszaniu, przez nieuwagę, przypadkiem..? Logika niemiłościwie nam panującego ustroju jest wprawdzie nieubłagana - ale głupota jego rządców i funkcjonariuszy też nie ma sobie równej..!

dla równowagi...

Oczywiście, taka sama zasada powinna panować na szczeblu samorządowym. Również tam, nie powinni własnego szefa wybierać pracownicy urzędów, firm komunalnych, samorządowych szkół, szpitali, instytucji, strażnicy miejscy itp.

Idąc za ciosem, można by spróbować pozbawić czynnego prawa wyborczego także osoby, które (w jakimś okresie przed wyborami: roku? Czterech lat?) pobierały od państwa lub od samorządu zasiłki, albo otrzymywały dotacje. W przypadku osób prawnych: członków władz i właścicieli takich osób prawnych.

To by było bardzo już drastyczne ograniczenie “elektoratu” (PSL? A co to jest PSL..?). Sam bym się w ten sposób pozbawił prawa wyborczego - ale i tak z niego nie korzystam (chyba, że kolega kandyduje, wtedy - z uprzejmości - oddaję na niego głos...).

Niezależnie od powyższego, rzeczą ze wszech miar słuszną i pożyteczną byłoby wprowadzenie “podatku wyborczego”. Chce Pan/Pani zagłosować..? Proszę bardzo, nie ma problemu, dwie dychy się należą: do kasy proszę, a potem z kwitem już prosto do urny...

Dwie dychy, bo tyle mniej - więcej przeciętna flaszka gołdy kosztuje, a nie chodzi tu o jakieś “cenzusy majątkowe”, tylko o symbol.


Można zresztą zgodzić się i na to, żeby niezamożny, a pragnący z prawa głosu skorzystać, te dwie dychy odpracował. Przez godzinę dekorując i sprzątając lokal wyborczy i jego okolicę! Albo i licząc głosy...

“Podatek wyborczy” praktycznie zlikwidowałby tzw. “ośle głosy” (więc głosy oddawane przypadkowo, złośliwie, pod wpływem ostatniej obejrzanej reklamy, itp.). Przynajmniej - tak być powinno.

Poza tym, byłoby to coś w rodzaju pokerowego “sprawdzam” jak chodzi o faktyczne poparcie dla partii politycznych. Czy rzeczywiście te główne mają wielomilionowy elektorat - czy tylko posiadany kapitał pozwala im takimi masami manipulować..?

26 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Oczywiście miałam na myśli płacenie za wybory, nie wykluczanie kogokolwiek.

      Usuń
    2. Otóż i pojawia się magiczne słowo: WYKLUCZENIE.

      A ja właśnie CHCIAŁBYM, żeby wszyscy, którzy w jakikolwiek sposób pracują dla rządu CZULI SIĘ WYKLUCZENI.

      Najlepiej, gdyby musieli chodzić w błazeńskich czapkach z dzwoneczkami. Albo zakrywać twarze jak trędowaci...

      Usuń
    3. A ja bym chciała, żebyś spoważniał.

      Usuń
    4. Tym razem zgodze sie z Jackiem-wykluczenie WSZYSTKICH urzednikow panstwowych jest BEZWZGLEDNIE konieczne.Inaczej ci ludzie zawsze beda wybierac tych politykow ktorzy beda obiecywac rozbudowe kolejnych programow rzadowych czyli DE FACTO rozbudowe biurokracji,podnozenie podatkow oraz mnozenie koljenych przepisow.Zadna to zreszta dyskryminacja-nikt nikogo nie zmusza do bycia urzednikiem.

      Co do oplaty-20 to troche za malo-ja bym raczej myslal o jakis 50 pln.Bo dwie dychy to zulik albo "mlody,wyksztalcony..." nakrecony przez media da ale wiecej to juz raczej nie.


      Piotr34

      Usuń
    5. Ale 50 zł biedna babcia już nie da. Dlatego może zostańmy przy tych dwudziestu...? (Ech, te fantazje... ;)))))

      Podobno nauczyciele TEŻ są urzędnikami państwowymi. Czyli co - wypad z wyborów?

      Usuń
  2. Dwie dychy można wprowadzić od razu. Coś się przebąkuje o paru złotych za wizytę u lekarza - z tego samego powodu.
    To co, 100 tys podpisów? Lepiej nie będzie, ale może śmieszniej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śmieszniej będzie na pewno. A podpisy - i tak przemielą...

      Usuń
  3. "Racja za dokonaniem tego kroku jest oczywista. Głosując, ludzie ci będą zawsze w większości wybierali takich polityków, po których spodziewają się poprawy swojego bytu."


    Jasne... Jak byt wymienionych nie będzie się poprawiał to innym będzie lepiej... Bo ci ludzie to zło. A szczególnie lekarze, pielęgniarki i nauczyciele nie zasługują na lepsze życie. Więc po co mają głosować tak żeby im było lepiej. Po co ma im być lepiej? Niepotrzebne im to. Rolnik ma dostać, a nie oni. Albo hodowca koni, bo autor ma konie. Reszta ludzi może mieć źle, bo i ludzie są źli to niech mają za swoje. Tak to właśnie wygląda. Dobrze ma być w państwie nie lekarzowi, bo tylko rolnikom ma być dobrze. Tak właśnie widzę te poglądy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To smutne, że tak zrozumiałaś ten artykuł.
      Autor pewnie zaraz wyjaśni swoje stanowisko ale póki co pozwolę sobię na odpowiedź.
      Odcięci od decydowania mają być beneficjenci budżetu po to, żeby zmniejszyć budżet i poprawić życie wszystkim innym.
      Nie rozpatrujesz sytuacji w czasie tylko tu i teraz.
      Przy mniejszym budżecie część zawodów będzie musiało wejść na wolny rynek i konkurować o względy klientów podczas gdy teraz zabiegają o przychylność pośredników, chora sytuacja.
      Z drugiej strony jestem zaskoczony, ze ktoś atakuje tak oczywiście (dla mnie) pozytywne stanowisko autora. Dziękuję Ci za wyrażenie swojego zdania, dzięki temu mogę się nauczyć czegoś nowego.

      Antyetatysta
      i w tym kontekście nick ma sens :)

      Usuń
    2. @ Antyetatysta

      Komentarze Akary po prostu ignoruję, więc nic bym nie odpowiadał. Do Twojej wypowiedzi dodam tylko, że przecież zaproponowałem także (aczkolwiek bez krzty wiary w realność takiego rozwiązania, bo tu by rzeczywiście - kostki Bauma w powietrzu latały!) odebranie prawa głosu beneficjentom dotacji. Więc również, na przykład - dopłat bezpośrednich. Czyli sobie!

      Usuń
    3. Pewnie, że ignorujesz. Bo nie możesz sobie poradzić z tym, że ja mam dobrze w życiu, a ty nie. Do tego mam inne poglądy (a tutaj każdy kto ośmieli się mieć inne zdanie może doświadczyć obrażania się na niego, które jest na poziomie gimnazjum, czyli np. właśnie ignorowania, nazwania mało inteligentnym, albo też zalecenie żeby się wypróżnić, co już jest żenująco niską pyskówką, czyli wypowiedzi nie mające nic wspólnego ze śladem dobrego wychowania, prędzej z domową nauką ch*mstwa i to jest przykre). Co gorsza potrafię wytknąć zakłamanie, tak jak w przypadku przedstawiania tutaj Kościoła jako ludzi, którzy tylko słowem nawracali, osiągali dzięki temu sukces. A to to już wielka obraza, bo napisałam prawdę, która nie pasuje do myśli propagandowej tego bloga. Kiedyś jeszcze myślałam, że autorowi chodzi o prawdę historyczną za wszelką cenę, ale pozbyłam się tych złudzeń.

      Usuń
    4. „Nie rozpatrujesz sytuacji w czasie tylko tu i teraz”
      Bo ludzie wieczni nie są. Takie zmiany przez 100 lat przynosiłyby wielkie szkody i nie wiadomo czy w końcu coś dobrego by z tego było. A nawet jeśli to ludzie, którym te pomysły by zaszkodziły poprawy już by nie dożyli. Nie można myśleć tylko o tym jak to dzięki danym zmianom będzie dobrze za X lat, bo trzeba też myśleć o ludziach którzy już są i żyją. Też mają prawo do starania się o to żeby było im dobrze. Kto powiedział, że trzeba się poświęcać dla jakiegoś dziwnego pomysłu, który w ogóle może okazać się porażką? W imię jakich wartości ci ludzie mają się zdecydować na poświęcenie? Czy warto ich namawiać do takiego poświęcenia?

      Usuń
    5. Witki opadają

      Antyetatysta

      PS. Spróbuj przeczytać jeszcze raz, tym razem z kluczem który Ci podpowiedziałem. Nie chcę Cię obrażać ale daj Sobie szanse bo teraz sama się pogrążasz.

      Usuń
  4. "Przy mniejszym budżecie część zawodów będzie musiało wejść na wolny rynek i konkurować o względy klientów podczas gdy teraz zabiegają o przychylność pośredników, chora sytuacja."

    Szkoły prywatne bywają gorsze od tych państwowych, więc wcale bym się poprawy nie spodziewała. Walka o klienta to często obniżanie poziomu nauki. Urzędnicy państwowi zawsze będą to i zarobić chcą. Wojska w prywatne ręce państwo też moim zdaniem oddawać nie powinno. Policji i służb też nie. A właśnie o takich zawodach jest mowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tymi szkołami prywatnymi masz świętą rację, ale pamiętaj: zapłacą za to sami studenci. He, he... :)

      Prywatna policja to wymysł szatana. :)))

      Usuń
    2. @ Akara

      Poprzednie komentarze pisaliśmy równocześnie więc mój nie uwzględniał Twojego.
      Cieszę się, że możemy teraz porozmawiać o szczegółach.

      Tak jak rozumiem autora, zaproponowana zmiana miała zapobieć dalszemu puchnięciu budżetu i państwa.
      Aktualnie państwo puchnie bo takie są konsekwencje kiedy beneficjenci współdecydują o swoim zakresie kompetencji.
      W takiej sytuacji będziemy mieli doczynienia z ciągłym powiększaniem sie obciążeń części społeczeństwa która wypracowuje bogactwo.

      Odwrócenie tego trendu przekieruje strumień korzyści do tych którzy je wypracowuje zamiast do pasożytów (tj. tych którzy bez przymusu państwa zostali by negatywnie zweryfikowani przez klientów). Jednocześnie nie zamyka to możliwości godnego życia przed tymi którzy aktualnie żyją z zagrabionych środków ale poradziliby sobie w konkurencyjnym środowisku gdyż są poprostu przydatni dla innych ludzi. Co widzisz w tym złego?

      Co do tego, czy lepsze jest prywatne czy państwowe, wbrew pozorom nie zajmuje jednoznacznego stanowiska. Uważam, że usuniecie przymusu lub przynajmniej jego złagodzenie przy jednoczesnym otwarciu rynku byłoby z korzyścią dla klientów.

      Problemem jest takie ustawienie praw i instytucji, żeby pilnowały uzgodnonych reguł gry ale to już przekracza zakres tego wpisu.

      Antyetatysta

      Usuń
    3. Jeśli chodzi o te właśnie zawody, które były wymienione to widzę zło. Głównie o to mi chodziło co powinno być państwowe (przynajmniej w większej części, a nawet całkowicie, jak policja, niektóre zawody związane z sądownictwem itd.), a nie sprywatyzowane. Ci ludzie wykonują potrzebną pracę, często są lepsi niż ludzie, którym państwo nie płaci, albo tak samo dobrze wykonują swoje obowiązki. Skoro robią coś potrzebnego to państwo powinno ich dobrze wynagradzać. Powinni mieć wpływ na wybór ludzi, którzy będą mogli zdecydować o poprawie ich losu. Zabranie im tej możliwości byłoby dla nich wielką krzywdą.

      "Odwrócenie tego trendu przekieruje strumień korzyści do tych którzy je wypracowuje zamiast do pasożytów (tj. tych którzy bez przymusu państwa zostali by negatywnie zweryfikowani przez klientów)."

      Niestety nie widzę tego tak kolorowo. Musiałoby się to wiązać ze wzrostem bezrobocia. Na bezrobocie niekoniecznie trafiliby ci, którzy są najgorsi. Osoby będące po znajomości na państwowych posadach również po znajomości bez problemu znalazłyby sobie pracę w firmie znajomego. A to znaczy, że wielu dobrych ludzi pracę by straciło na rzecz kogoś gorszego.

      Usuń
    4. >Jeśli chodzi o te właśnie zawody, które były wymienione to widzę zło. Głównie o to mi chodziło co powinno być państwowe (przynajmniej w większej części, a nawet całkowicie, jak policja, niektóre zawody związane z sądownictwem itd.), a nie sprywatyzowane.

      Zgoda, jest pewien zakres państwa minimum które nie musi się już dalej ograniczać. Należy do niego, według mnie: wojsko, policja, sądownictwo + inne instytucje dbające o przestrzeganie reguł gry. W przypadku innych osób ta granica zasięgu państwa minimum moze leżeć trochę dalej lub bliżej ale zazwyczaj jest daleko mniejsza niz aktualny zakres.


      >Ci ludzie wykonują potrzebną pracę, często są lepsi niż ludzie, którym państwo nie płaci, albo tak samo dobrze wykonują swoje obowiązki. Skoro robią coś potrzebnego to państwo powinno ich dobrze wynagradzać.

      Oczywiście, ze ludzie dobrze wykonujący potrzebną innym pracę powinni być wynagradzani sprawiedliwie i na miarę możliwości państwa.

      >Powinni mieć wpływ na wybór ludzi, którzy będą mogli zdecydować o poprawie ich losu.

      Jeżeli decydują się na służbę państwu to nie mogą decydować o wyborze zakresu swoich obowiązków i wynagrodzeniu, proste jak to. Warunki pracy dla państwa są nienegocjowalne i albo się je akceptuje albo nie przyjmuje pracy.

      >Zabranie im tej możliwości byłoby dla nich wielką krzywdą.


      Jeżeli są przydatni to znajdą pracę gdzie indziej.

      >"Odwrócenie tego trendu przekieruje strumień korzyści do tych którzy je wypracowuje zamiast do pasożytów (tj. tych którzy bez przymusu państwa zostali by negatywnie zweryfikowani przez klientów)."

      Niestety nie widzę tego tak kolorowo. Musiałoby się to wiązać ze wzrostem bezrobocia.

      Ze zmniejszeniem stanu zatrudnienia w sektorze państwowym, zgoda.

      >Na bezrobocie niekoniecznie trafiliby ci, którzy są najgorsi.


      Trzeba tak długo przykręcać śróbę jak długo są zatrudnieni niepotrzebi pracownicy.


      >Osoby będące po znajomości na państwowych posadach również po znajomości bez problemu znalazłyby sobie pracę w firmie znajomego. A to znaczy, że wielu dobrych ludzi pracę by straciło na rzecz kogoś gorszego.

      I tak i nie. W aktualnych warunkach, tak. Jeżeli te firmy znajomych będą poddane presji rynku to nie będą w stanie konkurować z firmami nie stosującymi nepotyzmu. Wiem, wiem, ortodoksyjny liberalizm ale skoro i tak rozmawiamy o sytuacji hipotetycznej...

      Antyetatysta

      Usuń
    5. "Trzeba tak długo przykręcać śróbę jak długo są zatrudnieni niepotrzebi pracownicy"

      Za niepotrzebnego pracownika i tak zapłacimy. Nawet jeśli państwowy on nie będzie. Ludzie czasem myślą, że w prywatnych firmach tak się nie dzieje, że są przyjmowani niepotrzebni ludzie, ale dla rodziny czy znajomego, który też nam pomógł można bez problemu coś znaleźć. I tak fikcyjne miejsce pracy jest tworzone w prywatnej firmie dla znajomego, nawet takiego, który nie potrafi wiele. I też jest to obciążanie społeczeństwa. Ci, którzy produkują, myślą, tworzą wcale nie muszą dostać podwyżki. Zysk zostanie podzielony między swoich, a dla reszty pensja taka jak zawsze. A to konsument na samym końcu za to wszystko zapłaci. Również za pensję tego pracownika, który potrzebny nie jest.


      "Jeżeli decydują się na służbę państwu to nie mogą decydować o wyborze zakresu swoich obowiązków i wynagrodzeniu, proste jak to. Warunki pracy dla państwa są nienegocjowalne i albo się je akceptuje albo nie przyjmuje pracy."

      Nie wiem czy tak można dyskutować z tymi ludźmi. Powiedziałbyś w twarz takiej pielęgniarce, że jak jej się wydaje, że zarabia za mało to nich nie narzeka tylko niech szuka sobie nowej pracy? Łatwo tak mówić, kiedy się nie myśli o ludziach, tylko o realizacji planu. Znacznie trudniej kiedy się pomyśli o jednostkach.

      Usuń
    6. "Jeżeli decydują się na służbę państwu to nie mogą decydować o wyborze zakresu swoich obowiązków i wynagrodzeniu, proste jak to. Warunki pracy dla państwa są nienegocjowalne i albo się je akceptuje albo nie przyjmuje pracy."

      Jeszcze jedno. Takie podejście, że negocjować nie można co najwyżej zwiększy jeszcze bardziej korupcję. Zamiast dobrze pracować, czy szukać innej pracy więcej osób zacznie szukać godnego życia nie u państwa, ale w łapówkach. Dobrze będą pracować dla tego, kto dopłaci, a resztą będą mieć gdzieś. Osoby, które nic im nie zawiniły na tym ucierpią. Boję się, że właśnie tak się skończyłyby takie pomysły.

      Usuń
  5. Tak swoją drogą zobacz ile prywatnych firm przenosi się do Chin i innych krajów w których pracownikom można zapłacić jeszcze mniej, a samemu zarobić jeszcze więcej. Firmom niekoniecznie musi zależeć na tym żeby pracownicy mieli dobre warunki, zarabiali godnie. Przecież są miejsca w których tego nie trzeba zapewnić, a ludzie też chętnie pracują. Dobra strategia, ale nie można powiedzieć, że mająca coś wspólnego z moralnością. I jak temu zaradzić? Czy w ogóle należałoby coś z tym robić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak puszczamy wodze fantazji to:

      1. Zerowe cła na surowce i żywność nieprzetworzoną
      2. Cła zaporowe na wyroby wysokoprzetworzone
      3. Skuteczne prawo antymonopolowe
      4. Brak narzutów na pracę, opodatkowanie majątku osobistego i obrotu firm, łagodna progresja skali CITu w zależności od wielkości obrotu.

      Antyetatysta

      Usuń
    2. 1. I będziemy mieli miód z Gwatemali. Z etykietką: FAIR TRADE. I będziemy się czuli błogo i radośnie zażerając cukier wypluty przez pszczoły. Alternatywa - zerowe cła przy pełnej kontroli JAKOŚCI i zaporowych cłach a nawet karnych banach (kilkuletnich) za pociskanie szitu.

      2. Zbyt ogólne, nie rozumiem.

      3. Świetna sprawa! Naprawdę działa! Przykład? Prosz.. AT and T. Hameryka.

      4. Najważniejszy obrót firm, 1-2% i tyle. Brak narzutów na pracę osób fizycznych też ważny. Ludzi trzeba zachęcać do pracy!!! Ja wiem jak jest na dnie i wiem że ludzie chcą żyć lepiej i ze jest to dla nich naturalne. Obecna sytuacja w której lepiej być żulem niż ryzykowac jako przedsiębiorca to ZŁO i tyle. (Oczywiście mówimy o współczesnym społęczeństwie - bo jeszcze 20 lat temu każdy marzyłby o utopii w jakiej obecnie żyjemy. Dziś ludzie tak juz do tego dobrobytu przywykli że byle kontrola ich łamie ;] Ech...Mi...i mówię to jako uczciwy i szanowany przedsiębiorca... to niczego nie udowodnili i do niczego się nie przyznałem ;) Long live the Queen! )

      Shape_shifter

      Usuń
  6. Śmieszniej już jest. Poziom współczesnej szkoły - dno na każdym poziomie: nauka pod klucze i testy. Szczególnie od czasu gimnazjum. "Darmowa" służba zdrowia? Z kolejką czy bez?
    PS. Firmy zaczynają wracać z Chin: małe chińskie rączki nie chcą już pracować za banana, koszt utrzymania infrastruktury potrzebnej do zaawansowanej produkcji wszędzie na świecie jest podobny (infrastruktura rozumiana bardzo szeroko, od odpowiedniego szkolnictwa po system energetyczny i zapewnienie bezpieczeństwa), koszty i czas transportu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Lasciate ogni speranza...

    Nie da się poprawić systemu w którym jest możliwość przywłaszczania cudzej własności poprzez wydatek energetyczny równy podniesieniu ręki, czy naciśnięciu przycisku.
    Ci, którzy z tego korzystają zawsze będą dążyć do wzmocnienia tego systemu, czyli jeszcze większego złodziejstwa, co w rezultacie musi spowodować zubożenie lub likwidację grupy okradanych - podstawowego źródła dochodów różnych demokratów.
    Transfer bogactwa od pracowitych i roztropnych do różnych miernot i niedojd nie jest jedynym czynnikiem samo-destrukcji, znacznie gorszym jest potworna nieudolność niedojd w okradaniu powodująca paraliż systemu debilionami tzw. "regulacji prawnych".

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...