środa, 4 września 2013

Walka z wiatrakami

Jak pewnie wiecie (a może nie?) od lat bezskutecznie próbuję zrobić naszym koniom i innym przydatkom zdjęcia podczas porannej mgły. Mgły mamy tu późnym latem i jesienią prawie codziennie. Konie we mgle wyglądają bosko.

Niestety - co już nie raz przecież prezentowałem: tutaj, tutaj czy tutaj - zwykle mi się nie udaje. Dziś było nie inaczej:


No ale cóż - nie zniechęciłem się tylko, skoro już wylazłem z aparatem, to zrobiłem z niego użytek taki, na jaki było mnie stać:


Proszę bardzo: wschód słońca nad Boską Wolą - co jest kolejną z moich fotograficznych obsesji (por. tutaj...).




Czy konie w różnych sytuacjach życiowych. Jak na przykład: nasza młodzież męska forsująca przeszkodę w postaci ogrodzenia Pierwszego Padoku (dokąd zdążyła zaleźć gdy, wydawszy im śniadanie, pozostawiłem stado na 15 minut na padoku zimowym by się ewentualnie napiło i skorzystało z lizawki...).


Ostowar - hop!


Mijan - siup!

No a potem - stado w drodze przez Wielki Padok, pod przewodnictwem Pięknego i Dzielnego Konia Lepszej Połowy, czyli Melesugun, matki Mijana:


Dzieci ganiają się z ojcem (matki są zbyt stateczne na takie zbytki) - tego się niestety, prawdopodobnie NIE DA sfotografować bez teleobiektywu - po prostu nie nadążałem za tempem ich gonitwy, a musiałbym być blisko, żeby szczegóły uchwycić bez tego urządzenia.



Musiałem nieźle biec, żeby wyprzedzić stado w tym marszu i zająć pozycję do sfotografowania go z przodu:


Mijan, który odstał od matki, prowadzącej stado oraz Margire z Madeszir.


I końcówka peletonu: Ostowar z matką i ojcem.


Uff! Przegoniłem je raz jeszcze - i ostatni, bo dalej już była strefa gęstego cienia, rzucanego przez nasz Dziki Zachód.

W nagrodę: Mijan zlewający ciepłym moczem całą mają walkę z wiatrakami.


Prawda że ładny..?

Jeszcze tylko trochę ogródka:


Widok ogólny z drabiny prowadzącej na strych naszej chatki


Niestety, w tym momencie przyczepił się do mnie taki byt czarno - biały (pojęcia nie mam, co to może być? Polip koralowy czy inny jamochłon..?) - i już się do końca sesji nie odczepił. Tak, że praktycznie trudno było się go z kadru pozbyć:


A pod topinamburem czaił się drugi taki, tym razem - jednolicie czarny.






Zrobiłem tych zdjęć bardzo dużo, więc zaraz wrzucę inny zestaw na angielskiego bloga. A jeszcze inne - pewnie powrzucam dodatkowo na fejsa.

4 komentarze:

  1. Szkoda, ze (jak wynika z dzisiejszego wpisu) nie udalo sie uchwycic Pana Jacka w pelnym fotograficznym galopie... ;)

    To dopiero byloby cud-zdjecie (wprost nie spotykane) do blogowego (i rodzinnego) albumu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Koniska we mgle wyglądają zjawiskowo.
    Koty już nie bardzo.
    A ta ..pa dyni bardzo mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że obok, symetrycznie rósł drugi taki półdupek..? Ale już go zutylizowaliśmy...

      Usuń
  3. Miło się ogląda takie wędrówki na zdjęciach.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...