piątek, 20 września 2013

Pobawmy się...

Widziałem niedawno na Onecie (szukając prognozy pogody) zajawki programu tv z JKM, który miał był podobno twierdzić, że gdyby Beck przyjął propozycje Hitlera - to Sowiety zostałyby pokonane, a Polska byłaby dziś mocarstwem.

Jak już Państwo doskonale wiecie, absolutnie nie zgadzam się z taką opinią i uważam jej powtarzanie za dowód co najmniej powierzchownego podejścia do problemu.

Czy Niemcy do zwycięstwa nad Sowietami potrzebowali polskich piechurów i kawalerzystów? Bo przecież nie: pancerniaków i lotników - tych musieliby SAMI wyekwipować w odpowiedni sprzęt, którego Polska nie produkowała w dostatecznej ilości! Jest to zresztą DOKŁADNIE TEN SAM PROBLEM, który ignorują zwolennicy tezy, że Hitler mógłby wygrać wojnę, gdyby tylko lepiej traktował sowieckich jeńców i ludność cywilną...

Poniekąd zresztą, bloger Pilaster, od którego tez zaczął się ten cykl moich dywagacji, RÓWNIEŻ omawiane zjawisko ignoruje.

Otóż: Niemcy, tak samo jak wcześniej przejęli czeski przemysł zbrojeniowy, przejęli też w 1939 roku gros przemysłu polskiego (poza tymi, stosunkowo nielicznymi zakładami, które znalazły się po sowieckiej stronie nowej granicy). W wielu wypadkach - kończąc inwestycje rozpoczęte jeszcze przez Sanację i uruchamiając nowe fabryki (Generalna Gubernia przez większość wojny była głębokim - i bezpiecznym - zapleczem...).


W tej sytuacji NIE DA SIĘ twierdzić, że "potencjał polski" - funkcjonował w czasie wojny po stronie alianckiej. "Potencjał polski" w czasie wojny JAK NAJBARDZIEJ działał na korzyść i po stronie Niemiec!

Trzeba by dopiero udowodnić tezę, że fabryki na terenie Polski pracowałyby wydajniej, gdyby były zarządzane przez Polaków, a nie przez Niemców. Teza ta, przy całym okropieństwie i długoterminowym nonsensie pracy niewolniczej - wydaje się jednak dość trudna do udowodnienia.


Tym, co EWENTUALNIE Niemcy mogli pozyskać "na Wschodzie" - to jest, zarówno w Polsce, jak i w Sowietach, a czego nie pozyskali metodą podboju, to mniej lub bardziej dobrowolne (to jest - bardziej niż mniej dobrowolne, inaczej - nie ma to przecież sensu...) uczestnictwo polskich, ukraińskich, litewskich czy rosyjskich poborowych w wojnie. Całą resztę - I TAK JUŻ MIELI.


Tak samo jak faktem jest, że kilkudziesięciu (tak jest! Kilkudziesięciu!) oficerów Gestapo, zamiast zwalczaniem polskiego podziemia - zajmowałoby się czymś innym (być może także - nieco mniejsze siły niemieckie potrzebne byłyby do ochrony szlaków komunikacyjnych na Wschodzie: naiwnością jest jednak sądzić, że mając Polaków za sojuszników, a podbijane Sowiety traktując "ludzko" - mogliby Niemcy CAŁKIEM zrezygnować z własnych garnizonów tamże: nigdzie tak nie robili, o czym boleśnie przekonali się Włosi i Węgrzy, gdy próbowali zmienić stronę i zadać Niemcom "cios w plecy" - były też formacje używane w tym celu zazwyczaj lekko uzbrojone i niezbyt się nadawały na front...).

Tak samo możliwym (choć wcale nie takim pewnym - patrz to, co pisałem o "tyranii doskonałej"!) byłoby, że widząc ludzkie zachowanie się Niemców - poddani Stalina zbuntowaliby się przeciw niemu i sami pozbawili go władzy.

Mencjusz był zwolennikiem tezy, że władzę zyskuje się dzięki dobremu przykładowi i moralnemu prowadzeniu się - a zbrojenia są nieistotne, bo "lud tak będzie kochał dobrego władcę, że kijami i kamieniami przepędzi każdego, kto będzie mu zagrażał..."

No niestety - praktyczne udowodnienie tej starożytnej maksymy nie jest takie proste...

Znając systematyczność, pracowitość i praktyczny geniusz narodu niemieckiego - NIE MAM WĄTPLIWOŚCI, że do zdobyczy materialnych, uzyskanych na Wschodzie - nic, albo prawie nic nie dałoby się już dodać.

Innymi słowy: dobrowolna kooperacja Polaków, Litwinów, Ukraińców, Rosjan itd, itp. - NIE SPRAWI, że Niemcy mogłyby dysponować większą niż dysponowały faktycznie liczbą czołgów, dział, samolotów, paliw, smarów i całej reszty klamotów potrzebnych do prowadzenia wojny.


Wręcz przeciwnie: jeśli Polacy będą wciąż sami zarządzać własnymi fabrykami zbrojeniowymi i posiadać własną armię - to tak naprawdę, liczba czołgów, dział, samolotów, itp., dostępnych dla uzbrojenia Wehrmachtu - będzie mniejsza (zaś pytanie, czy polski sojusznik wykorzysta ten sprzęt lepiej niż Niemcy - pozostaje otwarte...). Co do terenów dalej na wschód: trudno powiedzieć. Ale całkiem możliwe, że mniej bezwzględna, bardziej ludzka polityka okupanta sprawi, że pozyskanych zostanie mniej koni taborowych, miedzianej blachy z dachów kościołów i chałup, mniej będzie do dyspozycji paliw i smarów (bo coś trzeba będzie zostawić cywilom...), itp., itd.


Materialnie: Niemcy wychodzą na zero, albo nawet i na jakiś (do zimy 1941/1942, która nas tu najbardziej interesuje - zapewne: niewielki...) minus w stosunku do tego, co posiadali faktycznie.

Mają za to szansę być "do przodu" moralnie! I posiadać więcej piechurów i kawalerzystów polskich, litewskich, ukraińskich, rosyjskich...


Zaraz, zaraz! A to Litwini, Ukraińcy, Rosjanie - nie garnęli się całymi tłumami do różnych służb pomocniczych, formacji policyjnych, do Waffen SS wreszcie - NIEZALEŻNIE od tego, co wyprawiano z ich rodakami..? A to moich dziadków, choć bez najmniejszej wątpliwości byli Polakami - nie wzięto ciupasem do Wehrmachtu, gdy tylko, po Stalingradzie, uznano to za konieczne..?

Sądzicie, że zimą 1941/1942, gdy ważyły się losy kampanii wschodniej Wehrmachtu (odpartego spod Moskwy...) - teoretycznie nieco większa jeszcze liczba tych słabo uzbrojonych, na ogół niezbyt nadających się do służby frontowej "pomocników" - COŚ by zmieniła..?


Każdy, kto twierdzi, że Hitlerowi do zdobycia Moskwy "zabrakło 5 polskich dywizji" - bredzi. Po pierwsze dlatego, że trudno taką tezę udowodnić i ja się z precyzyjnym (tj. opartym na ścisłych wyliczeniach, a nie na fantazji...) dowodem nie spotkałem. Po drugie dlatego, że popełnia logiczny błąd.

Hitler pod Moskwą MIAŁ owe "5 polskich dywizji" - a nawet więcej niż 5: miał ich karabiny, działa, amunicję, żywność, kożuchy (siłą odbierane ludności cywilnej...), konie taborowe i wszystko inne, co tylko okupowana Polska mogła Wehrmachtowi oddać.

Zimą 1941/1942 Wehrmachtowi nie brakowało rekrutów - tylko paliwa, smarów zimowych, amunicji i nowoczesnej broni. Sojusznicza Polska czy też humanitarniej traktowane, okupowane Sowiety - cóż mogły do tego zasobu dodać, czego w rzeczywistości nie dodały..?


No tak: spontaniczne obalenie Stalina na wieść o tym, jacy ci Niemcy są mili...

Reasumując: sojusz Polski z Niemcami wcale NIE GWARANTUJE zwycięstwa w wojnie z Sowietami. Nie gwarantuje tego również żadna zmiana w stosunku do ludności cywilnej czy jeńców wojennych.

Ba! Nawet brak antysemickiego szaleństwa u Hitlera - wcale niekoniecznie zwiększałby w istotny sposób jego szansę na wygranie wojny!

Oczywiście - biorąc pod uwagę to, że Żydzi niemieccy byli dobrze zasymilowani, a wielu z nich odgrywało istotną rolę w niemieckiej fizyce czy chemii - brak takiej obsesji zapewne sprawiłby, że spora część tych uczonych, którzy stanowili podstawową kadrę "Projektu Manhattan" - pracowałaby dla Hitlera. Tyle tylko, że Stany wydały na ten projekt 2 miliardy przedinflacyjnych dolarów. Czy Hitler KIEDYKOLWIEK mógł się spodziewać dysponowania takimi środkami - mając o tyle mniejszy od amerykańskiego potencjał i będąc od samego początku ciężko uwikłanym w kosztowne zbrojenia lądowe i powietrzne..?


Co gorsza - tak naprawdę, jeśli patrzeć w sposób realny - w 1939 roku TRUDNO SIĘ BYŁO SPODZIEWAĆ, że Niemcom może ta wojna pójść aż tak dobrze, jak im w rzeczywistości poszła.

Pokonanie Francji..? Dajcie spokój...

Wszystko to, co napisałem powyżej oczywiście NIE ZNACZY, że Beck, Rydz - Śmigły i Mościcki nie popełnili żadnych błędów.

O niektórych spośród nich już pisałem. Jest rzeczą oczywistą, że Rydz nie spodziewał się tak całkowitej, tak totalnej i tak szybkiej klęski!

Stąd zresztą - tezy blogera Pilastra o jakimś "sanacyjnym spisku", trafnie przewidującym wynik wojny - można uważać li i jedynie za figurę retoryczną i za nic więcej.

Skąd to wnioskuję..? No cóż - pobawmy się..!

Pakt Ribbentrop - Mołotow był jawny. Tajny był tylko załączony do niego protokół. Który zresztą - BYĆ MOŻE (bo to jednak nie jest jeszcze na 100% pewne), znany był dość szybko naszym sojusznikom.


Skądinąd jednak - po tym, jak nie udała się wiosenna próba zawiązania sojuszu brytyjsko - sowieckiego JAKIEŚ porozumienie sowiecko - niemieckie (posiadające przecież długą tradycję w okresie międzywojennym: Rapallo, Rapallo moi drodzy - to w Rapallo zdecydowały się losy Polski, a nie w Jałcie...), prawie na pewno - gwarantujące Stalinowi udział w spodziewanym łupie - było rzeczą logiczną i nie trzeba było wielkiego geniuszu, żeby dostrzec, że robi się gorąco...

Taki Gombrowicz bynajmniej, którego wcale o polityczny geniusz nie podejrzewam - chyba przeczuł pismo nosem, skoro w inkryminowanym momencie był już na pokładzie transatlantyku płynącego do Buenos Aires!

Co mogła sanacyjna elita zrobić DOWIADUJĄC SIĘ o istnieniu owego "tajnego protokołu".

No cóż - częściowo przynajmniej: mogła zwyczajnie, po ludzku, wpaść w panikę. Wiejąc gdzie pieprz rośnie (a już na pewno - wysyłając zagranicę żony, dzieci, majątek ruchomy i likwidując konta bankowe...). Jak wiemy - takiego ruchu na wielką skalę przed wojną jakoś nie było. Dopiero potem były Zaleszczyki - i nawet rzekomi "spiskowcy", tj. najwyższej rangi sanacyjni dygnitarze najwidoczniej dali się tej ewakuacji zaskoczyć, skoro tak łatwo przyszło ich internować w Rumunii (wcale nie palącej się do "goszczenia" tylu niedawnych sojuszników...).


Pomijając po ludzku zrozumiałą panikę - przede wszystkim jasnym się stało w momencie zawarcie paktu Ribbentrop - Mołotow, że Polskę czeka raczej dłuższa niż krótsza okupacja. I to okupacja podwójna, bo niemiecka i (najprawdopodobniej) także sowiecka. Okupacja taka jest nieuchronna i potrwa dość długo NAWET przy założeniu, że Hitler przegra wojnę z Francją i Wielką Brytanią. A to dlatego, że taka wojna, jeśli Hitler miałby ją przegrać, musiałaby przyjąć kształt "wojny materiałowej", której czas trwania - biorąc pod uwagę materiałowe wsparcie Sowietów dla Hitlera - należałoby liczyć raczej w latach niż w miesiącach.

Co gorsza: dość oczywistym było, że rząd polski na emigracji w Paryżu znajdzie się bardzo szybko w nader niewygodnym położeniu, gdyż oczywistą pokusą dla aliantów będzie przeciągnięcie na swoją stronę Stalina - a to się da zrobić TYLKO kosztem Polski...

W tym momencie:
  • polski opór zbrojny stracił znaczenie militarne: była to już tylko i wyłącznie okazja do politycznej demonstracji - nie sądzę jednak, w przeciwieństwie do Pilastra, że ustawienie większości zmobilizowanych sił tuż przy niemieckiej granicy było ze strony Rydza przygotowaniem do politycznej demonstracji właśnie - raz dlatego, że cóż to za "demonstracja" w wyniku której życie traci lub ranę odnosi co piąty powołany pod broń (to jest rzeź, a nie "demonstracja"..!), a dwa - że, w przeciwieństwie do blogera Pilastra, nie dostrzegam żadnych oczywistych korzyści z demonstrowania TYLKO woli walki z Niemcami, a z Sowietami już nie: owszem, ułatwialibyśmy w ten sposób zadanie Francuzom, aż palącym się do sojuszu z Moskwą - tylko po co..? Czyż nie byłoby korzystniej przeciwnie: UTRUDNIĆ taki sojusz, a potem, no cóż - cynicznie sprzedać własne usługi w usunięciu tego utrudnienia...
  • należało, w miarę możliwości, chronić i konserwować "substancję narodową" oraz zapewnić sobie możliwość posiadania jakichś kart przetargowych, jakiejś przestrzeni do bycia użytecznym i potrzebnym - także w przyszłości, gdy będzie się już zbliżała przewidywana klęska Hitlera i dojdzie do targów między zwycięzcami o podział łupu.
Cóż ja bym zrobił na miejscu Rydza, Mościckiego i Becka w tak dramatycznej sytuacji..?

No cóż - zostwiłbym przy granicy tylko tyle wojska, żeby doszło do strzelaniny, gros sił koncentrując pomiędzy Warszawą a Brześciem: tam możliwe byłoby dokonanie "demonstracji zbrojnej" JEDNOCZEŚNIE przeciw Niemcom i Sowietom - a potem, w miarę mało kosztowna kapitulacja, RACZEJ przed Niemcami (jako przeciwnikiem "bardziej cywilizowanym" i - w tym momencie - mniej zbrodniczą posiadającym reputację...).


Nie sądzę, aby w efekcie Francja i Wielka Brytania wypowiedziały wojnę także Stalinowi. Jednak - dobrze udokumentowane (najlepiej przez licznie zaproszone ekipy dziennikarzy z krajów na razie neutralnych - jak Stany Zjednoczone w pierwszym rzędzie) niemiecko - sowieckie braterstwo broni: to byłby przynajmniej jakiś atut propagandowy, UTRUDNIAJĄCY aliancko - sowieckie porozumienie kosztem Polski w przyszłości...

W ramach "konserwacji substancji narodowej" trzeba było co prędzej ekspediować zagranicę nie tylko złoto i niszczyciele, ale też archiwa, zbiory muzealne, majątek ruchomy. Przez parę dni nie wiadomo ile się tego nie wywiezie - ale zawsze: coś... Oczywiście: także pracowników naukowych, studentów (przynajmniej kierunków technicznych i ścisłych!). W ogóle - dobrze by było rozdać jak najwięcej... nie wypisanych paszportów i dowodów osobistych!

Zaś w ramach "zapewniania sobie atutów na przyszłość" - trzeba by zadbać o stworzenie warunków dla długotrwałej, dobrze ukrytej konspiracji oraz - dla istnienia jakichś polskich sił zbrojnych na obczyźnie. A także z góry zapewnić sobie jakiś wpływ na przyszłe, już emigracyjne, "władze" polskie.

W tym pierwszym celu - należało zawczasu ukryć zapasy broni i amunicji, drukarnie (w tym takie, umożliwiające podrabianie dokumentów i waluty...), radiostacje. Należało też zawczasu stworzyć kadrową konspirację (jak wiemy, w rzeczywistości - takie działania podjęto dopiero pod koniec września i była to dość rozpaczliwa improwizacja...).

Co do drugiego zadania - to należało, oprócz wykonujących rozkaz "Pekin" okrętów wojennych, ewakuować co prędzej także nadliczbowych (tj. - nie posiadających przydziału mobilizacyjnego z braku sprzętu) oficerów i żołnierzy rezerwy wojsk "technicznych": artylerii, broni pancernej, lotnictwa. Należało także, w miarę możliwości, ewakuować kadrę ośrodków zapasowych tych broni. Spora część "Łosi", które i tak nie wzięły udziału w walkach, bo nie miały przyrządów celowniczych - mogła odlecieć na Zachód (nawet jest taki wątek na moim ulubionym historycznym forum!).

Co do ostatniego, ale chyba najważniejszego zadania - to jasnym było, że jeśli Sanacja myśli o jakimś funkcjonowaniu w podziemiu i na emigracji, musi się co prędzej dogadać z opozycją. Powołanie koalicyjnego rządu z udziałem narodowców i ludowców (który to rząd mógł się zresztą od razu udać in corpore "z roboczą wizytą" do Paryża...) - GDYBY Sanacja miała bodaj najbledsze pojęcie o tym, co się stanie (NIEZALEŻNIE od tego, czy stałoby się tak w wyniku "genialnej intuicji kierowniczej trójki" - jak proponuje Pilaster, czy zwyczajnie - w wyniku przechwycenia "tajnego protokołu" do Paktu Ribbentrop - Mołotow...) - wydaje się krokiem oczywistym i jedynym możliwym...

Jak wiemy, niczego takiego nie zrobiono, a "komisarzem cywilnym przy Naczelnym Wodzu" został... były komendant twierdzy brzeskiej, "ciężki" dla przetrzymywanych tam opozycjonistów! Chyba o lepszy dowód całkowitej niewiedzy sanatorów co do tego, jak będzie wyglądała ich najbliższa przyszłość - trudno..?


Czy w efekcie byłoby "lepiej" niż było naprawdę, gdyby tak zrobiono, jak proponuję..? A bo ja wiem..? To temat na zupełnie osobne dywagacje...

15 komentarzy:

  1. Raczej polscy dowódcy myśleli uwikłać Niemców w wojnę pozycyjną i przetrwać ten okres bez całkowitej okupacji.

    Przecież tak na szeroką skalę zakrojona ewakuacja mówi: my tu sami okupanci, swojego bronić nie będziemy. Raczej po wojnie w rokowaniach by gadano, że polskie władze porzuciły swój naród w potrzebie. I nie ważne, że byłoby to tak naprawdę jego ratowanie.

    Ciekawie propozycja współpracy z opozycją wygląda w świetle możliwości udania się tak dużego spisku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale jakiego spisku..? To Pilaster wymyślił jakiś spisek. Mnie tam żaden spisek nie jest do niczego potrzebny!

      Jeśli się wie o nadchodzącej katastrofie o takiej skali, to chyba naturalnym jest, że się zawiązuje szeroką koalicję - jak w 1920 roku..?

      Usuń
    2. Działania mające na celu ewakuację na dużą skalę materii narodowej, ludzkiej i dzieł kultury, nie obeszłyby się bez odzewu, zwłaszcza jeśli zaangażuje się w nie różne, nieraz bardzo antagonistyczne formacje polityczne. Działania takie nie zostawiałyby wątpliwości, że Polska szykuje się do wojny, w której "planuje" stracić całe terytorium. Nazwałem to spiskiem, ale charakter tych działań byłby jasny: "Zaraz zostaniemy zaatakowani i pokonani, myśmy sieroty co zobowiązań sojuszczniczych nie wypełnią".

      Usuń
    3. Mówimy o ostatnim tygodniu sierpnia. Jeśli ktoś miał jeszcze jakieś wątpliwości - to tylko dowodzie, że był niezbyt bystry...

      No i co z tego, że "myśmy sieroty"..? Coś to zmienia..?

      Owszem: Francuzi i Anglicy mogą Hitlerowi wojny NIE wypowiedzieć (podobno Rydz i tego się bał...).

      Tylko jak w tym momencie będzie wyglądała ICH wiarygodność w Europie - i kto jeszcze zechce się wtedy z nimi sprzymierzyć w przyszłości..?

      Więc: nie ma co przesadzać.

      Zresztą - na żaden naprawdę wielki exodus - i tak nie ma już ani czasu, ani możliwości. Jeśli udałoby się w ten sposób ocalić kilkadziesiąt tysięcy osób - to dużo...

      Usuń
    4. Tylko że Anglia i Francja nie straciłyby twarzy, bo to Polska, miast się bić i dać im czas na mobilizację, podałaby tyły. Ich wiarygodność by nie ucierpiała. A Polaków?

      Usuń
    5. Ale kto mówi, żeby się nie bić? Bić się trzeba było!

      Tak długo, póki nie zacznie się wojna światowa. Zaraz potem - należało się poddać.

      Zastanawiam się właśnie - czy nie dałoby się sprowokować gdzieś jakiegoś incydentu, który mógłby być casus belli dla wojny między Wielką Brytanią a Sowietami..? To by było dopiero idealnie!

      Obawiam się jednak, że tydzień to trochę zbyt mało na wymyślanie tak skomplikowanych manewrów...

      Pańskie obawy też są zbyt przekombinowane. Tworzenie wielopartyjnych koalicji jest rzeczą normalną w stanie zagrożenia. W Wielkiej Brytanii też na czas wojny konserwatyści podzielili się władzą z Partią Pracy!

      Ewakuacja ośrodków zapasowych i rezerwistów broni "technicznych" da się łatwo wytłumaczyć: przecież w czasie naszej (w założeniach wielomiesięcznej...) walki, alianci mają nas zaopatrywać w nowy sprzęt - czyż nie lepiej, żeby nasi chłopcy zapoznali się z nim u źródła?

      Przyrządy celownicze do "Łosi" kupowaliśmy we Francji. Wysłanie tam samolotów, które jeszcze ich nie mają - byłoby tylko oznaką roztropnej przezorności, a nie żadnej tam paniki...

      Co do wyjazdów cywili i ewakuacji zbiorów - no trudno: taki mamy już tchórzliwy charakter, nad tym jednak przecież rząd nie panuje, to są osoby prywatne i cywilne, które wyjeżdżają!

      W żadnym razie zresztą, jak już pisałem - nie ma szans na żaden naprawdę masowy exodus. Po prostu - nie ma już na to czasu...

      Usuń
    6. Przestać się bić już 3 września, jak Wlk Brytania i Francja wypowiedziały wojnę? Tak honorując układ który trwał zaledwie od 25 sierpnia 1939? Chyba nikt by się nie obraził, jakby szybko podpisali zawieszenie broni podczas dziwnej wojny.

      Owszem, obawy że sprawa się sypnie miałem, bo roztoczona przez Pana Profesora wizja kompleksowej ewakuacji rozciągała się w mojej wizji na miesiące, nie na tydzień.

      Inna sprawa, że skoro wszyscy uważali że Hitler blefuje, może nie byliby zbyt chętni na ten tydzień ewakuacji się zgodzić i nie przyjęliby tych Łosi? Tak wyraźne przygotowania do wojny mogłyby go sprowokować przecież do ataku!

      Usuń
    7. 1. Jestem prostym magistrem (dla przyjaciół "Megi"...). Jedynym profesorem w najbliższej, net-owej okolicy, jest Profesor Bobola (czyli p. Andrzej Angelgard).

      2. Skoro impulsem do zmiany przebiegu dziejów ma być zaposiąście przez Sanację wiedzy o treści tajnego protokołu do paktu R-M, to jasnym jest, że nasza obrona powinna trwać tak długo, póki nie udowodnimy w praktyce niemiecko - sowieckiego braterstwa broni. Trudno powiedzieć, ile to potrwa, bo skoro bronimy się (w założeniu) ciut lepiej niż rzeczywiście, nie tracąc 2/3 wojska jeszcze na zachód od Wisły - to Stalin może uderzyć na nasze tyły albo szybciej... albo później niż w rzeczywistości. Sądzę, że kampania pewnie potrwa za 3 -4 tygodnie. Przy mniejszych stratach po naszej stronie, ciut większych po stronie niemieckiej i dużo większych - po stronie sowieckiej. Akurat wystrzelamy amunicję - i to będzie dobry powód do kapitulacji przed Niemcami...

      3. Na coś trzeba się zdecydować. Albo boimy się Hitlera - i wtedy staramy się go "nie prowokować" (np., do czego zmusił nas w rzeczywistości francuski sojusznik - odwołując już ogłoszoną mobilizację...). Albo uważamy że bluffuje. A wtedy przeciwnie - nie ma się go co bać, bo to właśnie postawa uległa i ugodowa może PRZYPADKIEM doprowadzić do konfliktu, którego przecież (przy tym założeniu...) - nikt nie chce.

      Moim zdaniem treść paktu R-M jasno dowodzi - temu, kto by wiedzę o owej treści posiadł, a miał wcześnie wątpliwości - że Hitler NIE bluffuje. Bo po co mu do bluffu tak daleko idące ustępstwa na rzecz Stalina, którego ledwo parę dni wcześniej mienił swoim głównym wrogiem..?

      Usuń
  2. Ignoruje Pan fakt ze Sowieci poddajacy sie Niemcom poddawali sie wraz ze sprzetem w MASOWYCH ilosciach(samych sowieckich czolgow NIemcy przejeli do konca 1941 z 6-7 tysiecy).Przejeli takze duze ilosci artylerii,smarow,amunicji itp.Jednak wiekszosc tego sprzetu zwyczajnie nie zostala wykorzystna bo nie bylo go kim obsadzic-jencow zaglodzono w obozach a sprzet w wiekszosci zardzewial i poszedl na zlom(choc niektore niemieckie dywizje pancerne wykorzystywaly zdobyczny sowiecki sprzet to nie sadze aby wykorzystano w ten sposob wiecej niz moze z tysiac czolgow).Tak wiec humanitarne traktowanie sowieckich jencow nie tylko daloby im z pol miliona dodatkowych zolnierzy ale tez kilka tysiecy(2-3?)DODATKOWYCH czolgow oraz znaczna ilosc dodatkowej artylerii.Sadze ze majac DODATKOWO takie sily Niemcy by bitwe o Moskwe wygrali a ze ZSRR byl totalitarnym panstwem w ktorym centrala decydowala o wszystkim bylby to moze i nawet smiertelny cios.Zalamanie sowieckiego morale oraz ZAMIESZANIE administracyjno-logistyczne byloby ogromne a do tego wiemy ze Japonczycy uwazali ze jezeli padnie Moskwa to oni powinni uderzyc na ZSRR z drugiej strony-to mogloby przewazyc szale.Oczywiscie gwarancji zwyciestwa to nie daje ale....

    P.S.Oczywiscie rzucone do "szarzy" przeciw komunistom "biale,rosyjskie oddzialy" wyginelyby do cna-jesli by jednak otworzyly NIemcom droge na Moskwe to chyba by NIemcy to przeboleli-tym bardziej ze kiedy juz Rosjanie wytlukliby sie miedzy soba to III Rzesza zawsze moglaby zlamac dane "bialym Rosjanom" slowo i zwyczajnie zamienic "sojusznikow" w niewolnikow-jesliby III Rzesze na to naszla ochota a pewnie by wlasnie naszla i dlatego o tym wspominam.

    Piotr34

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz to Pan fantazjuje, Panie Piotrze!

      Pan "sądzi" że wykorzystano zaledwie tysiąc sowieckich czołgów - czy Pan to "wie", a jeśli Pan "wie", to skąd..?

      Wedle mojej wiedzy: Niemcy uruchamiali i używali wszystkiego, co tylko mogło im się realnie przydać - o ile tylko mieli dla tego czegoś paliwo, smary, amunicję...

      I tak: większość zdobycznego polskiego sprzętu oddali swoim bałkańskim sojusznikom, gdyż:
      - tamci wcześniej importowali broń z Polski, mieli części zamienne i praktykę,
      - uznali ten sprzęt w większości za nieperspektywiczny (jak np. karabin Ur-2, który po testach - oddali Rumunom...).

      Co do sprzętu sowieckiego, to całkiem sporo czołgów i innych pojazdów wcielono do jednostek niemieckich z tym, że:
      - nie wszystkie się do tego nadawały (np. tylko pewna część sowiecich czołgów posiadała radiostacje - maszyny bez radiostacji, przed ewentualnym wykorzystaniem, trzeba było najpierw w takowe wyposażyć, NIEZALEŻNIE od tego, kto miał ich używać: czołg bez radia jest bezużyteczny w taktyce blietzkriegu...),
      - na wcielenie większej liczby i tak nie było szans Z BRAKU PALIWA I SMARÓW.

      NIEMCY NIE MIELI NAJMNIEJSZYCH SZANS WYGRAĆ TEJ WOJNY.

      Koniec i kropka.

      Przy czym wiosną 1939 roku, a nawet jeszcze w sierpniu - to w ogóle ludzie rozsądni sądzili, że ŻADNEJ WOJNY NIE BĘDZIE. A to dlatego, że Hitler jest materialnie zbyt słaby, aby było go stać na coś więcej niż bluff!

      WŁAŚNIE DLATETGO Rydz rozmieścił wojska tuż przy granicy i utworzył "korpus interwencyjny" do ewentualnego użycia na terenie Wolnego Miasta Gdańska.

      Sądził bowiem, że obserwowana koncentracja niemiecka to tylko pozoracja, a w rzeczy samej - Hitlera stać co najwyżej na wywołanie jakichś rozruchów w Gdańsku lub ewentualnie, próbę opanowania obszarów spornych (Korytarza).

      Ale pełnoskalowa wojna z Polską, która w świetle treści gwarancji brytyjskich MUSIAŁA przerodzić się w wojnę z Zachodem..?

      Przecież to było szaleństwo..!

      To szaleństwo się udało.

      Udało się raz. Udało się drugi raz (we Francji).

      Na miłość Boską, nie sądzi Pan jednak chyba, że da się przez cały czas jechać na niesamowitym farcie i stałym zaprzeczaniu zdrowemu rozsądkowi..?

      Żebyśmy się właściwie rozumieli. Uważam, że w czasie II wojny światowej NIEMCY OSIĄGNĘŁY O WIELE WIĘCEJ, NIŻ KTOKOLWIEK MÓGŁ SIĘ ROZSĄDNIE SPODZIEWAĆ. Więcej niż powinny!

      W tej sytuacji, fenomenem wymagającym wytłumaczenia, nie jest to, że im się ostatecznie nie udało (bo tak naprawdę powinni "paść" dużo wcześniej...) - tylko raczej to, jakim cudem tak długo udawało im się aż tak dobrze..?

      Usuń
    2. Altylerię, samochody i furmanki Niemcy używali az odpadly koła i jeszcze trochę, amunicji też nie wyrzucali. Czołgów nie bardzo- bo większość to był kompletny złom, przestarzały i nieprzydatny już w 41 r. Te ok 1000 to mówimy o T-34 i KV 1, które były także beznadziejnie awaryjne, ale dzięki b.małemu naciskowi na grunt znakomicie służyły jako pojazdy techniczne (dopóki się same nie zepsuły, oczywiście, ale się tym mniej przejmowano)

      Usuń
  3. Chyba największą korzyścią byłoby dla Niemców przesunięcie rubieży wyjściowej o te paręset kilometrów na wschód.

    Traktowanie ludności cywilnej to tam swoją drogą, ale mogliby też co nieco osiągnąć, gdyby tych wszystkich wschodnich ochotników od początku oficjalnie rzucali do walki z Sowietami. Pierwotnie była to oddolna inicjatywa dowódców frontowych, sprzeczna z rozkazami Berlina. Zapewne dałoby się to zorganizować lepiej.

    "No cóż - zostwiłbym przy granicy tylko tyle wojska, żeby doszło do strzelaniny, gros sił koncentrując pomiędzy Warszawą a Brześciem"

    Już mniejsza o szczegóły - skoncentrowanie gros sił GDZIEKOLWIEK musiałoby dać lepszy efekt niż równomierne rozciągnięcie wojsk wzdłuż całej granicy.

    "W tym pierwszym celu - należało zawczasu ukryć zapasy broni i amunicji, drukarnie (w tym takie, umożliwiające podrabianie dokumentów i waluty...), radiostacje. Należało też zawczasu stworzyć kadrową konspirację"

    A tymczasem - postąpiono dokładnie przeciwnie. W Poznaniu, jedynym mieście Kresów Zachodnich nieatakowanym w początkowej fazie wojny, polskie władze we wrześniu miały następujące chwalebne dokonania:
    1) same rozbroiły cywilów
    2) odebraną cywilom broń, wobec niemożności przerzucenia jej na wschód - utopiły we Warcie
    3) gdy Niemcy (w sile sporego plutonu) wkroczyli wreszcie do miasta - pod karą śmierci zabroniły funkcjonariuszom zaimprowizowanej Straży Obywatelskiej atakowania ich
    4) uzbrojenie rzeczonej Straży oddały Niemcom.

    Dobrze tak odpowiedzialnemu za to wszystko prezydentowi Ratajskiemu, że teraz na placu jego imienia kurwy stoją.

    "W tej sytuacji, fenomenem wymagającym wytłumaczenia, nie jest to, że im się ostatecznie nie udało (bo tak naprawdę powinni "paść" dużo wcześniej...) - tylko raczej to, jakim cudem tak długo udawało im się aż tak dobrze..?"

    Głównym czynnikiem wydaje się porażająca indolencja militarna Brytyjczyków (na Krecie to już sobie greccy cywile lepiej radzili z walką z Niemcami od oddziałów JKM...). Często wyśmiewa się odwrót Francuzów, ale co mieli robić, jak im nagle cały brytyjski korpus ekspedycyjny zrejterował z flanki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilkaset kilometrów bliżej - ale za to "Linia Stalina" zapewne byłaby obsadzona i cały czas rozbudowywana...

      Usuń
    2. Good point. Co po raz kolejny przypomina o głupocie dowództwa WP - tam, gdzie obronę prowadzono w oparciu o jakiekolwiek fortyfikacje lub teren miejski (Wizna, Westerplatte, Lwów, Warszawa), przynosiła jako takie rezultaty - a ci i tak woleli wojskami wolniejszymi od przeciwnika i narażonymi na naloty manewrować w tę i wew tę.

      Usuń
    3. Manewrowali, bo sily byly rozciagniete kordonowo i wiekszosci oddzialow pierwszej linii grozilo juz od razu otoczenie.

      Browning

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...