sobota, 21 września 2013

Onaniści

Już Mistrz Lem 60 lat temu ostrzegał, że ludzkość podłączona do "fantomatów" skończy jako zbiorowisko bladych onanistów. Nie przewidział tylko, jak wiele może być rodzajów samogwałtu!

Oprócz najbardziej oczywistego, którym tu jednak nie będziemy się dzisiaj zajmować (wiem, wiem - ku żalowi części męskich Czytelników...), na pierwszy plan wysuwa się bodaj snucie w internecie fantazji poprawiających ogólne samopoczucie zarówno fantazjującego, jak i jego fanów.

Na tej zasadzie funkcjonuje większość najpopularniejszych autorów przynajmniej w polskiej blogosferze (ja się już wielokrotnie przyznawałem, że własne samopoczucie chętnie w ten sposób poprawiam, a i owszem - kompletnie za to nie dbam o Państwa, a nawet wręcz przeciwnie: sprawia mi perwersyjną przyjemność mówienie prawdy, czym Z CAŁĄ PEWNOŚCIĄ nie zdobędę ani Państwa sympatii, ani takiej popularności jak inni...).

Jak to działa?

Po pierwsze - dobrze jest pisać, jacy to Czytelnicy są wspaniali. Bo, na ten przykład, są Polakami.


Cóż jest takiego w "byciu Polakiem", co może poprawić samopoczucie Czytelnika?

Na razie nic. Ale, jak się do tego doda, że "Polak" to (do wyboru) nosiciel najstarszej w świecie Cywilizacji Miłości (cytat prawie że dosłowny! Nie będę podawał skąd, żeby niezasłużonej popularności oczywistemu kretynowi nie przysparzać!), albo jedyny czysty typ rasowy (no, to już jest trochę naciągane - nawet Profesor Bobola rozróżnia "Polaków", "tutejszych" i zdaje się jeszcze "biedne mieszańce" - czy jakoś tak..?), albo przedstawiciel najdoskonalszej cywilizacji łacińskiej - nooo, to już coś całkiem innego, nieprawdaż..?

Takie "kadzenie" zarówno czytelnikom, jak i samemu sobie (autor takich wypowiedzi jest przecież, co oczywiste, Polakiem najprawdziwszym z prawdziwych...) może się odbywać zarówno wprost (kiedy się wylicza i opisuje rzekome przewagi Polaka nad resztą ludzkiej mierzwy...) - ale to jest dość nudne i w gruncie rzeczy rzadko spotykane - jak i, niejako, a rebours. Metodą opisywania "wrogów" polskości. I wyliczania przyczyn tej wrogości.

Zgodnie z zasadą, że "mój wróg świadczy o mnie". Jeśli do "wrogów polskości" zaliczy się na ten przykład "WASP-owski spisek światowy" (domyślam się tylko, że chodzi o White Anglo - Saxon Protestants?) - to czyż takie stwierdzenie nie podnosi rangi Naszego Umęczonego Narodu na najwyższe możliwe wyżyny..? Jeśli się bąknie przy tym pod nosem, że to wszystko dlatego, iż owe "osy" nienawidzą "cywilizacji łacińskiej" i "katolicyzmu" - to czyż nie jest logicznym stąd wnioskiem, że nie ma bardziej łacińskich łacinników i katolickich katolików niż Polacy..?

Czytelnicy lubią, gdy autor mruga do nich porozumiewawczo i zadaje im zagadki. Ale tylko takie, które mają tylko jedno i łatwe do znalezienie rozwiązanie! Wówczas mogą ugruntować dobre o sobie mniemanie...

Opisywanie wroga i "demaskowanie" jego wrażych zakusów - to najważniejszy, najistotniejszy i nabardziej płodny motyw blogowych dywagacji. Przy czym tylko od fantazji autora i "targetu", w który celuje zależy - kto tym wrogiem będzie.

Tak więc, może być "wrogiem" jakiś monstrualny, światowy spisek dążący do wprowadzenia New World Order (najczęściej jest to wówczas spisek "żydowski", albo "masoński", albo "żydo-masoński"). Może być "wrogiem" klasa finansowych spekulantów: "Wall Street", "banksterzy", "City". Może być też "wrogiem", tradycyjnie, niemiecko - rosyjski sojusz (zwykle dodaje się wówczas, że "odwieczny", a przynajmniej "tysiącletni"...).


Podejrzewam, a nawet wiem, że gdzie indziej, takim "wrogiem" może być Kościół Katolicki czy też "spisek Watykanu". Tyle, że takich blogów staram się nie czytywać...

Oczywistą oczywistością jest, że pierwszą ofiarą takiego nastawienia do świata pada poczucie humoru. Zaiste! Zasoby ponuractwa, które się przy tej okazji ujawniają - rzeczywiście czyniłyby Nasz Umęczony Naród jakimś wyjątkowym, patologicznym przypadkiem w świecie. Czyniłyby - gdybym nie wiedział dobrze, że gdzie indziej - jest dokładnie tak samo.

No cóż: nie może być inaczej. Widział ktoś kiedyś, żeby trzepiący kapucyna onanista sypał przy tym dowcipami..?

Ostatni był bodaj Karol książę Radziwiłł "Panie Kochanku": kazał po każdym szczęśliwym wytrysku bić z działa na cześć małych Radziwiłłków, które właśnie zginęły... Ale to była inna epoka!


Gdzie indziej jest dokładnie tak samo - a też i zboczenie mentalne, które opisuję wcale NIE OGRANICZA SIĘ do tzw. "ekstremy" - ani "prawej", ani "lewej". To jest właśnie tzw. "główny nurt" zarówno tradycyjnych mediów, jak i internetu!

O co chodzi w marketingu? W marketingu chodzi o to, żeby sprzedać. A co się tak naprawdę sprzedaje klientowi? Klientowi tak naprawdę sprzedaje się nie towar i nie usługę - tylko DOBRE SAMOPOCZUCIE.

Klient, jeśli ma coś kupić - to przecież po to, aby poczuć się w efekcie lepiej, a nie gorzej - nieprawdaż..?

Jak wszyscy doskonale wiemy, im wyższa cena, za którą towar lub usługa zostały kupione - tym bardziej poprawia się samopoczucie klienta TUŻ PO zakupie (inna rzecz, że potem może równie szybko polecieć w dół... Hmm... czegoś to Wam nie przypomina..? Myślicie, że przypadkiem wybrałem tę seksualną metaforę dla dzisiejszego wpisu..?).

Informacja nie jest żadnym wyjątkiem od tej reguły. Gorzej nawet - o ile towar czy usługa poprawiają nastrój klienta by tak rzec pośrednio, oddziałując na jego zmysły - o tyle informacja trafia wprost do mózgownicy. Na ogół - przegrzanej i przepełnionej, bo niezwykła wprost łatwość generowania informacji w sieci sprawia, że jest jej ilość nie do ogarnięcia. W tej sytuacji, przegrzana i przepełniona mózgownica czytelnika - wybiera i zapamiętuje przede wszystkim te informacje, które najbardziej łechcą jego ego.

Co to jest, to już zależy od indywidualnych upodobań. Bardzo wielu ludzi lubi, jak innym jest źle. Stąd - takie powodzenie we wszystkich mediach informacji katastroficznych, negatywnych, groźnych nawet (w rodzaju regularnie powtarzających się doniesień o "kosmicznym zagrożeniu dla Ziemi", "przebiegunowaniu", "burzy słonecznej", itp., itd. - Freud pewnie by przy tej okazji pisał o "instynkcie śmierci", ale moim zdaniem - raczej jest to prosta uciecha z faktu, że jeśliby nawet wszystko miał szlag trafić - to przecież sąsiad, który nam celowo na złość, właśnie kupił sobie nową furę albo chałupę odmalował - wyjdzie na tym gorzej...).


Ludzie en masse lubią się też czuć wyjątkowi i niezwykli. Nawet, jeśli skądinąd nic sensownego nie mają do powiedzenia, a cała ich "tfórczość" to banalne zwierzenia w rodzaju: faceci są jak kibel - albo posrani, albo zajęci. Niejaki Zuckerberg zrobił na tej ludzkiej przypadłości całkiem fajny biznes!


Ludzie lubią też czuć się pewnie i rozumieć świat, który ich otacza. Przy czym słowo "rozumieć" w zdecydowanej większości przypadków nie dopuszcza tłumaczeń wykraczających poza najprostsze możliwe jedno-jednoznaczne związki przyczynowo - skutkowe. Pisałem o tym dawno temu (link).

Ponieważ świat nie jest ani prosty, ani jednoznaczny w interpretacji, a związki przyczynowo - skutkowe, które NAPRAWDĘ w nim występują są o wiele bardziej złożone niż buchalteryjna prostota schematu "jedna przyczyna - jeden skutek" - nawet w me(r)diach głównego nurtu, do żadnej "esktremalności" się nie posuwających - pełno jest obecnie różnego rodzaju "teorii spiskowych", znakomicie upraszczających przecież tę złożoną rzeczywistość.


Tematem na osobne rozważania jest klucz, wedle którego me(r)dia głównego nurtu oddzielają teorie spiskowe "bezpieczne" od "zakazanych". Bodaj zależy to od stopnia ich absurdalności. O Atlantydzie, latających talerzach, "zakazanej archeologii", "świętym Graalu", czy temu podobnych głupotach - jak najbardziej: wolno pisać i to jest nawet (dyskretnie) popierane.

Pisanie o "NWO", "banksterach" czy "żydomasonerii" - nie zawsze i niekoniecznie. Pewnie dlatego, że choć, jak wiele razy pisałem, "teoria Jedynego Spisku" jest absurdalna, to jednak - nie jest absurdalnym podejrzenie, że tacy lub inni spekulanci RZECZYWIŚCIE spiskują, a różne rządy mają niejednego trupa w szafie do ukrycia!

Można wręcz podejrzewać, że przynajmniej w niektórych wypadkach - lansowanie (dyskretne przecież...) absurdalnej "teorii Jedynego Spisku" - znakomicie ukrywa i maskuje różne rzeczywiste "spiski partykularne", a gadanie o "niemiecko - rosyjskim antypolskim przymierzu" - świetnie nadaje się do tego, aby odwrócić uwagę od złodziejstw i niekompetencji. O czym też pisałem, tylko że niedawno (link).

Na tym koniec na dzisiaj. Własne samopoczucie niewątpliwie powyższym tekstem poprawiłem - wykazując niezbicie, że spora część z Państwa to durnie. Co Wy z tym zrobicie - a to już nie moje zmartwienie...

24 komentarze:

  1. Twoja chata na kurzej łapie jest przytulna, wspaniała i w pięknym otoczeniu... bo jest Twoja!

    Mój blog Racjonalne Oszczędzanie jest najlepszy pod słońcem, błyskotliwy, dowcipnie krytyczny i jest w ogóle super bo jest mój!

    Polska to najlepszy kraj na świecie (a z pewnością będzie takim bez Tuska) bo to nasz kraj!

    Polacy to fajny naród, (no tam kilka wad jest), ale bycie Polakiem jest super, bo to nasz naród!

    Polski bigos, golonka, flaki, grzyby, bimberek.... jest najlepszy pod słońcem...


    To wszystko powyżej jest oczywista oczywistość i taki intelekt ja Jacek z Boskiej Woli oczywiście to dobrze rozumie, tylko droczy się z czytelnikami, jak to on :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Chandra Pana dopada-prosze sie napic.



    Piotr34

    OdpowiedzUsuń
  3. "Onaniści" zobaczyłam tytuł i miałam wyobrażenie, że będzie erotyczne zdjęcie faceta z penisem w łapce ilustrujące poziom zachwytu nad niektórymi tematami. Ale nie tutaj takie mocniejsze atrakcje.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie uważam "latających talerzy" czy "zakazanej archeologii" za bzdury. Przeciwnie, jest to o wiele bardziej interesujące (bo i jest wiele dowodów na istnienie życia poza Ziemią, jak i na zakłamywanie historii - polecam "Tajemnice Piramid") niż pierdy ze świata polityki.

    Większość z nas ma jakiegoś zajoba. Niektórzy odmieniają słowo "polskość" czy "wrogowie polskości" przez wszystkie przypadki; inni toczą pianę, gdy ktoś im wspomni o ateistach lub katolikach; jeszcze inni (jak Ty czy ja) pałają nienawiścią do państwa w obecnej jego formie; ja dodatkowo staram się dociec, czy istnieje moralność obiektywna, czy też wszystko jedno, czy zarżnę nielubianego człowieka piłą tarczową czy tylko go zbesztam. Mało kto jest od tego wolny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. Zauważam też w Tobie nadmierną ekscytację p. Lemem. Czy to dlatego bajasz czasami o podróżach w Kosmos jako słuszniejszym celu od ratowania naszej biednej, umęczonej Ziemi przed totalną dewastacją?

      Usuń
    2. "Zakazana Archeologia" to dość słaba książka z dobrą reklamą, "latające talerze" - graniczna prędkość: c.
      "Tajemnice Piramid" - największa to dlaczego to zbudowano i według tak "nieracjonalnej" technologii.
      Na obecnym etapie rozwoju technologii jest możliwe zniszczenie całej cywilizacji - "racjonalna" strategia NIE trzymać wszystkich jajek w jednym koszyku.

      Pytanie o moralność. A czy można dowieść istnienia Boga? Pytanie jest tego samego rodzaju.
      Na postawiony dylemat związany z sąsiadem, społeczność akceptująca który sposób postępowania jest bardziej zdolna do przetrwania?
      Może dzisiejsze problemy z wolnością, a raczej jej brakiem, pochodzą z braku "piły łańcuchowej" w opcjach branych pod uwagę? Piła tarczowa w użyta w proponowanym celu jest mało praktyczna.

      Usuń
    3. Lem przewidział praktycznie wszystko. Nawet to, że młode pokolenie go już nie będzie rozumieć...

      Usuń
    4. @ Anonimowy

      Chcesz powiedzieć, że niemożliwe są jakiekolwiek "sztuczki" z zakrzywieniem "czasoprzestrzeni", hę? ;)



      @ Jacek Kobus

      Konkrety, konkrety...

      Usuń
    5. Jeśli istnieje UJEMNA masa lub energia - to może są możliwe. Fizycy ostatnio za dużo bujają w obłokach. Dowód na prawdziwość teorii - jest nie sprzeczna matematycznie. Przez analogię: KAŻDE zdanie wypowiedziane po polsku jest PRAWDZIWE.
      Co do Lema - bombę megabitową juz mamy. I zamiast z nią walczyć zwiększamy jej następstwa.

      Moralność jest bezpieczniejszym tematem od fizyki. ;)

      Usuń
    6. Nie tylko bombę megabitową, ale i rozpad kultury i nienadążanie etyki za postępem technicznym i wszystkie szaleństwa biurokracji, które skrupulatnie opisywał - i całą masę innych rzeczy. Nie do streszczenia w tak krótkiej formie!

      W każdym razie: jeśli ktoś dostrzega u Lema TYLKO opowieści o kosmonautach (w dodatku - nazbyt gęsto inkrustowane teoretyzowaniem i grami językowymi, by dało się je czytać jak czystą rozrywkę) - tylko sam sobie wystawia świadectwo. Krótkowzroczności...

      Usuń
    7. Ciężko mi jest uwierzyć w bombę megabitową. Nawet buszmeni uczą się 30 lat zanim staną się pełnoprawnymi łowcami-zbieraczami, zatem nigdy żaden człowiek nie mógł ogarnąć całości ludzkiej wiedzy.

      Etyka wyprzedza postęp techniczny! Polecam bardzo mocno artykuł "cywilizowana barbaryzacja"
      http://www.wiadomosci24.pl/artykul/cywilizowana_barbaryzacja_222002.html

      Natomiast co do wizjonerów, było ich wielu, w tym Verne i Wells. Ten drugi wstąpił do jednego z Towarzystw Rosji Radzieckiej... I zrezygnował po poznaniu G. B. Shawa ;)

      Usuń
    8. "Postęp jest pojęciem które ma nas chronic przed upiorami przyszłości."- cytat z innego klasyka.

      Co do etyki wyprzedzajacej postęp techniczny, raczej tracimy "jaja". A i zasobów jakby więcej.

      Usuń
    9. Ależ "bomba megabitowa" NIC nie ma wspólnego z tym, czy jeden człowiek ogarnia, czy nie ogarnia całość ludzkiej wiedzy!

      Oczywiście, że NIGDY nie było tak, że pojedynczy umysł był w stanie ogarnąć wszystko, co wie cała społeczność (choćby bowiem ktoś w wieku, dajmy na to XIII, opanował całość dostępnej wówczas "wiedzy akademickiej" - to pewnie nie umiał robić chleba, piwa, czy butów...).

      "Bomba megabitowa" polega na tym, że to SPOŁECZNOŚĆ traci kontrolę nad informacją, którą dysponuje. Innymi słowy: wypraktykowane do tej pory mechanizmy selekcjonowania, przechowywania i udostępniania informacji (takie jak publikacje w recenzowanych czasopismach fachowych itp., itd.) - przestają być wystarczające. Efektem jest rosnące zagubienie nauki, która coraz więcej czasu i wysiłku musi poświęcać na wyszukiwanie odkryć i informacji już dostępnych, coraz częściej popełniając mimowolne plagiaty i ZAPOMINAJĄC o prawdach raz już ogłoszonych.

      Istnieje spór co do tego, czy "bomba megabitowa" JUŻ nas poraziła, czy JESZCZE nie. Niewątpliwie - trwa coś w rodzaju wyścigu między lawinowym przyrostem chociażby liczby obronionych prac magisterskich - a systemami informatycznymi mającymi na celu zapewnienie ich oryginalności. Czy ten wyścig wygrywa lawina pseudonaukowego bełkotu, czy niezmordowana cierpliwość komputerów - trudno powiedzieć.

      Ale, jak się popatrzy na stan współczesnej humanistyki, to...

      W kwestii etyki i postępu technicznego wypowiem się wkrótce obszerniej...

      Usuń
    10. Ja raczej doszukiwałbym problemu w zwykłej ignorancji i we "własności intelektualnej".

      Skoro sięgamy do Mistrza, warto sprawdzić opowiadanie Kobyszczę ze zbioru Cyberiada. Problem jak żywo odnoszący się do terminu "bomba megabitowa" wynikł ze zwykłej ignorancji ucznia!

      Nie dziwi ogromny sukces wyszukiwarek internetowych. Widać, że ludzkość usilnie stara się, by do bomby megabitowej nie dopuścić. I raczej nie dopuści.

      Inna sprawa to kultura posiadania praw własnościowych do idei i pomysłów (przykładem "Bitwa o księgę", dotycząca pierwszej Wulgaty w Irlandii w VI wieku). Firma która zainwestuje w rozwiązanie techniczne/proces technologiczny niechętnie podzieli się sekretami z konkurencją. Przez co wiele procesów trzeba wynajdywać od nowa wiele razy. Ale to raczej nie z powodu ogromu danych.

      Owszem, zwykłe publikacje w czasopismach wystarczać przestały. I to dawno temu. I właśnie tutaj wkroczył Internet, z tagami, hiperlinkami, bazami danych... W miarę jak problem z bombą megabitową będzie narastał, ludzie będą coraz bardziej skłonni zapłacić, by ktoś to rozwiązał. A ja wierzę w chciwość

      Usuń
    11. A ja wierzę w fizykę. Nie istnieje graniczna szybkość przyrostu informacji, ani nieprzekraczalna, maksymalna ilość informacji. Natomiast szybkość przesyłu sygnałów, jak wiemy - ma swoją granicę.

      Zresztą - jest Pan naprawdę pewien, że internet jest lekiem na całe zło..?

      Ja nie jestem w stanie zapanować nad treścią trochę ponad 1000 wpisów na tym blogów mimo, że je otagowałem i regularnie stosuję linki. Ale właśnie - szukanie wpisów, które chcę zalinkować zajmuje mi z dnia na dzień coraz więcej czasu - bywa, że więcej, niż napisanie nowego posta.

      A to jest tylko zabawa. Co by było, gdybym robił w ten sposób coś istotnego i to - pod presją czasu..?

      Usuń
    12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    13. Internet to tylko narzędzie, tak jak książki. Jest potężne i raczej dużo czasu minie, nim sieć się zapcha tak, by nie można było się w niej do korzystnych informacji dopchać. Do tego bardzo wartościowym, bo już na wstępie Internauta uczy się oddzielać informacje wartościowe od śmiecia.

      Wcale się nie dziwię, że Pan nie jest w stanie nad swoim blogiem zapanować. Parę razy próbowałem odnosić się do pańskich wpisów. Zapamiętuję dygresje z nimi związane i fakty historyczne, ale zazwyczaj w ogóle nie pamiętam o czym dany wpis traktował ;)

      Ale tak nawiasem mówiąc, mimo wszystko jakoś Pan panuje i odnośniki daje. A teraz proszę sobie wyobrazić, że Pan tej bazy ponad 1000 wpisów nie ma. I każde odwołanie musiałby Pan uzasadniać teraz. Sądzę, że znalezienie odpowiedniego wpisu gdzie już Pan to kiedyś zrobił jest szybsze niż napisanie całości od nowa.

      Jak przestanie, wtedy będzie Pan miał bombę megabitową. Inna sprawa, że same etykiety to za mało. Może zechciałby Pan wrócić do najbardziej infantylnej formy "wstępu pracy pisemnej", gdzie bez metafor napisze Pan w jednym zdaniu, jaka jest główna teza w danym wpisie? Bo zazwyczaj porusza Pan tyle wątków na raz, że ja takowej nawet tutaj nie byłem w stanie wyodrębnić, choć spróbuję:

      Blogerzy szukają prostych odpowiedzi skomplikowanego świata, zrzucają winę za całe zło na "Nich" i czerpią satysfakcję ze sprzężenia zwrotnego ze zgadzającymi się z nim czytelnikami, w wierze w spisek się utwierdzając.

      Trafiłem?

      Proszę nie myśleć, że wysuwam taką propozycję by to nam, czytelnikom, łatwiej było się połapać we wpisach i przedmiocie dyskusji. Proszę o tym pomyśleć, jako o pomocy dla samego siebie z przyszłości, kiedy będzie Pan się zastanawiał, który z szyberdziesięciu wpisów o kryptokracji był również o spiskach i były w nim małe Radziwiłłki?

      Mógłby Pan nawet pomyśleć, że próbuje Pan się na najlepszych wzorować. Lem, Wells i Verne krótkimi epitetami nazywali nawet najkrótsze rozdziały swoich powieści, a sam Mistrz w wyprawach Trurla i Klapaucjusza już na początku pisał, o czym w opowiadaniu będzie mowa ;)

      Nie bez kozery w przemyśle technicznym, gdzie powstaje mnóstwo informacji wypracowano efektywne sposoby jej magazynowania. Przykładem biblioteki programistyczne tworzone dynamicznie na podstawie kodu (Doxygen). No i programiści zwykle ostatnią godzinę pracy poświęcają tylko na dokumentację.

      Usuń
    14. Dobry pomysł. Pomyślę nad tym, jak już wykupimy z serwisu stacjonarny końputer. W tej chwili moje wpisy są dość improwizowane i po prostu - nie wiem z góry, o czym napiszę...

      Oczywiście, że minie jeszcze trochę czasu, nim globalna sieć kompletnie się zatka. Tym niemniej - nie będą to wieki, lecz raczej: dziesięciolecia. Pamiętając, że 99,975% tego, co się w sieci produkuje to oczywiste bzdury i pornografia..?

      Usuń
  5. "Jak wszyscy doskonale wiemy, im wyższa cena, za którą towar lub usługa zostały kupione - tym bardziej poprawia się samopoczucie klienta TUŻ PO zakupie"

    No niekoniecznie. Może jeśli dzięki cenie osiąga się większy poziom wygody to jest się zadowolonym. Niektórzy też lubią pokazywać innym na co to ich nie stać. Ale w większości przypadków przy wyższej cenie większego zadowolenia nie ma i wręcz wyższa cena zniechęca do zakupów. Przykładowo u większości osób zadowolenie z pierwszego własnego samochodu (nawet taniego) będzie większe niż zadowolenie przy późniejszym zamienieniu samochodu na sporo droższy. Jak również jeśli człowiek wie, że gdzieś mógł to samo dostać taniej, ale nie było czasu i musiał kupić w danym momencie to raczej szczęśliwy nie będzie, dlatego że zapłacił wyższą cenę (chyba, że się ucieszy, że już załatwiać nie musi, dzięki temu, że zapłacił więcej ma spokój). Tak samo zadowolenia może nie być jeśli się zastanawia przed zakupem czy niedługo może być obniżka ceny, przecena i jednak ryzykuje i kupuje już teraz. Kupowanie przecenionych rzeczy bardziej cieszy niż droższych nieprzecenionych, bo człowiek myśli, że dzięki temu coś wygrał. Człowiek nie będzie też zadowolony jeśli po wysokiej cenie spodziewał się wysokiej jakości, a okazało się, że nic lepiej nie jest niż w tańszym miejscu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Panie Jacku, najmocniej pana przepraszam bo zaglądam tutaj regularnie w celu poprawienia sobie humoru i podniesienia samooceny ;] Wie pan, za radą Mistrza Lema, on pierwszy wskazał zbawczą wręcz moc internetu w leczeniu niskiej samooceny i depresyj wszelakich :]

    No dobra, nie zakończę na tej złośliwości (szpila tylko, wcale tak nie myślę! O panu :) tylko dodam coś na pocieszenie. Wszyscy mam gorsze i lepsze chwile. Na smutki dobra jest muzyka i rozsądnie dawkowany alkohol. Akurat dwa dni temu wypiłem sam 0,7 łychy więc przez najbliższe parę tygodni odwyk ale muzyka to jest to: https://www.youtube.com/watch?v=oCD4Njfd5tE a potem cała płyta OM, rumuńskiej grupy metalowej Negura Bunget https://www.youtube.com/watch?v=QqAv_h2lswo do tego coś z własnej piwniczki i będzie dobrze :)


    Sława!
    Shape_shifter

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeśli chodzi o gorsze dni to nie mam na nie nawet dla siebie skutecznego sposobu, ale wejście na drogę leczenia smutku alkoholem jest odrobinę ryzykowne. Zapijanie smutków i problemów wielu już zgubiło. I nie chodzi tylko o stanie się alkoholikiem (picie w samotności i nastroju depresyjnym to często był początek wpadnięcia w nałóg). Alkohol może rozweselić, ale to jak ze środkiem znieczulającym. Znieczuli na chwilę, ale przyczyny bólu nie wyleczy. Do tego ma swoje skutki uboczne.

    OdpowiedzUsuń
  8. @Akara. Milcz melonowa głowo! ;] https://www.youtube.com/watch?v=EcipyROBOeI


    Shape_shifter

    OdpowiedzUsuń
  9. Szanowny Panie Jacku!

    W kwestii gdybania i "wspanialej polskiej cywilizacji" wartoby chyba przytoczyc "Gdyby" (w sumie klasyka Ignaca Krasickiego ale chyba warta przytoczenia, ku ogolnemu rozweseleniu i zbudowaniu ;)

    "Gdybym ja był Szwajcarem, stałbym ja na warcie,
    Gdybym ja był Moskalem, mówiłbym otwarcie,
    Gdybym ja był Francuzem, nie byłbym ja dumnym,
    Gdybym ja był Anglikiem, byłbym ja rozumnym,
    Gdybym ja był Turczynem, nigdy bym nie fukał,
    Gdybym ja miał być Włochem, ja bym nie oszukał,
    Gdybym ja był Prusakiem, nigdy bym nie łupił,
    Gdybym ja miał być Niemcem, ja bym się nie upił,
    Gdybym ja był Hiszpanem, ja bym był pokornym,
    Gdybym ja był Węgrzynem, dałbym wina tanio,
    A jak to być Polakiem, gdy Polaków ganią.
    Niedobrze być nierządnym, słabym, mizerakiem,
    Prawda, jednak mi miło mówić, żem Polakiem"

    :D I nadal aktualne...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...