środa, 18 września 2013

Niepróżnujące próżnowanie

Praktycznie na naszych oczach, bo w ciągu mniej - więcej ostatnich 30 - 40 lat, zaszła ogromna, cywilizacyjna zmiana. Zmiana z rzędu tych, które wywracając życie do góry nogami. Rzadka to rzecz!

Uświadomiłem sobie ten fakt rozmyślając nad dalszym ciągiem przedwczorajszego tekstu. To znaczy - próbując samemu sobie odpowiedzieć na pytanie, po co zajmuję się (jakkolwiek wyłącznie po amatorsku) rozważaniami nad historią skoro, jak to uprzejmy był spostrzec Pan Podporucznik, nie wierzę w jej "sens"?

Po co pisuję czasami nawet i o polityce, choć ani przez moment nie przyszło mi do głowy, że efektem mojego pisania może być cokolwiek innego, niż - spuszczenie żółci, która mi się gromadzi na wątrobie..?

W gruncie rzeczy nawet i naszą działalność by tak rzec "podstawową", czyli hodowlę koni achałtekińskich (a zresztą także i hodowlę JAKICHKOLWIEK koni innych niż konie mięsne lub mleczne!) można, w zasadzie podciągnąć pod tę samą kategorię!

Wszystko to nie służy NICZEMU. Jest to rodzaj "niepróżnującego próżnowania". Tak samo, jak przed wiekami "niepróżnującym próżnowaniem" było uprawianie filozofii czy literatury (acz już wcale niekoniecznie sztuk plastycznych - bo te, całkiem do niedawna jeszcze, traktowano jako pracę rzemieślniczą, a nie jako sztukę! Podobnie aktorów nie ceniło się zbytnio, nie dostrzegając w ich pracy jakiegoś "wyższego" pierwiastka...).

Och, oczywiście - utylitaryści we wszystkim dopatrzą się jakiejś "korzyści". Słuchając ongiś w samochodzie, którym przemierzałem Polskę w drodze na jakiś pokaz sprzedażowy ziół radia, miałem okazję zapoznać się z książką "Sympozjon czyli wspólne picie", o której opowiadał jej autor, pan Marek Węcowski. Opowieść była bardzo ciekawa, rzecz jasna, inaczej bym jej nie pamiętał.

Szczególnie mnie uderzyło, gdy autor książki podkreślił to, co uważał za CEL organizacji sympozjonu. Otóż, jego zdaniem, był to niedrogi (Grecja to biedny kraj - i w starożytności nie było wcale inaczej...) i prosty sposób na podkreślenie przez arystokrację swojej pozycji społecznej.

Sympozjon był przedsięwzięciem niedrogim, gdyż wymagał jedynie dysponowania salą (takowe, za niewielke opłaty, udostępniały np. niektóre świątynie...), większą ilością wina i wody (o wino akurat było nietrudno - inna rzecz, że w czasach nie tylko przedbutelkowych, ale i przedbeczkowych - Grecy beczek nie znali, to celtycki pomysł - wino przechowywane w pieczętowanych gliną amforach stosunkowo łatwo ulegało zanieczyszczeniu i psuło się: aby tego uniknąć, dodawano doń żywic i przypraw, a najczęściej - pito po prostu młode wino, co i Pismo Święte w znanej przypowieści o amforach poświadcza...) i trochę słonych lub słodkich przekąsek. Niewielki wydatek w porównaniu z formalną ucztą, na którą trzeba było woły bić i lud gotowanym mięsem gościć..!

Jednocześnie zaś, doskonale miał był sympozjon służyć podkreśleniu roli arystokracji, gdyż zajmował jego uczestnikom całą noc. A skoro się przez całą noc piło, improwizowało poezję, śpiewało hymny ku czci bogów, grało w gry towarzyskie i spiskowało - to jasnym jest, że nie dało się potem za dnia pracować, czyż nie..? Kto zatem uczestniczył w sympozjonie, a jeszcze - robił to często - miał był swym współobywatelom dawać w ten sposób do zrozumienia, że pracować NIE MUSI.


Tak, jakby oni tego wcześniej nie wiedzieli..?

Ale zostawmy na boku utylitaryzm. Trudno, doprawdy, o bardziej bezpłodną filozofię..!

Blogowanie, a jeszcze blogowanie na tematy NIE ZWIĄZANE z tzw. "lokowanie produktu" (co robią blogerzy modowi lub kulinarni - na ten przykład...) - jest ewidentnym dowodem na posiadanie wolnego czasu. Niemal tak samo, jak dawniej - uczestniczenie w sympozjonach.

W "poprzednim życiu" - siedziałbym o tej porze już w biurze, przeglądał poranną pocztę i może:  pisałbym jakąś notatkę lub pismo, albo logował się do ORACLE, żeby wystawić parę "zamówień sprzedaży" - rano rzadko bywały zebrania, konsumujące większość biurowego czasu, a i kierownictwa nie było jeszcze przy biurkach, więc ta chwilka spokoju doskonale się do tego nadawała.

Wcześniej, gdy byłem jawnym i świadomym współpracownikiem MSWiA - o tej porze już kończyłem pracę, roznosząc po gabinetach ministrów i dyrektorów gotowy i odbity na kserokopiarce przegląda prasy.

A jeszcze wcześniej... nie, no nie przesadzajmy! Redakcje gazet tak rano jeszcze nie pracują...

A teraz? Konie nakarmione i napokojone, wyrzucone z powrotem na pastwisko. Podobnie koćkodany: nakarmione i napojone, leżą razem we dwie na swojej podusi i suszą futra. Rana Lepszej Połowy goi się. Wokół tak mokro, że mowy nie ma o żadnej sensownej pracy czy to w ogródku, czy to na porębie. To i próżnuję. Niepróżnująco...

Państwo czytając to, co napiszę - TAKŻE dowodzicie, że macie wolny czas. Być może nawet: w nadmiarze..?

RÓŻNICA, między uczestniczeniem w całonocnym sympozjonie modo Grecco, a blogowaniem, czy czytaniem blogów - polega na tym, że dawniej demonstracyjnej bezczynności, czyli "niepróżnującemu próżnowaniu" oddawali się ludzie uprzywilejowanie tacy, którym posiadany majątek i pozycja społeczna pozwalał nie pracować. Obecnie zaś - "niepróżnującemu próżnowaniu" oddają się raczej ci, którzy z jakichś przyczyn pracować NIE MOGĄ.

Bo na przykład - jak ja - po prostu nie potrafią robić niczego, za co ktokolwiek chciałby im płacić. Albo z innych przyczyn znaleźli się na marginesie tzw. "współczesnego życia". Niektórzy, być może, z wyboru, ale jednak większość - zdecydowanie wbrew własnej woli. Czy nie wolałbym, zamiast próżnowania na wsi, biegać w biurowym kieracie, odbierając po dwa lub po trzy telefony naraz, załatwiając jakieś absurdalne sprawy "na przedwczoraj" i fundując sobie wrzody żołądka oraz nadciśnienie..?


Ależ pewnie, że bym wolał..! Banalna wymiana kranu nie byłaby wówczas dla mnie finansowym wstrząsem, nie martwiłbym się, skąd wziąć na prąd czy inne rachunki - poszedłbym wreszcie, po sześciu latach absencji w tym temacie do dentysty!

Cóż z tego, że bym wolał..? To już nie wróci...

Chwytacie Państwo, o co mi chodzi..? Obecna elita jest do niemożliwości wręcz zapracowana. Nawet, jeśli spora część tej "pracy" to zajęcia w rzeczy samej albo pozorne (jak owe niekończące się narady i konferencje, jak wybory i kampanie polityczne, itp., itd.) - albo wręcz: szkodliwe. Tak, czy inaczej, członka "elity" rozpoznaje się po najnowszym modelu telefonu... Wróć! Po najnowszym modelu jakiegoś uniwersalnego komunikatora, przez który nieustannie albo z kimś rozmawia, albo chociaż - sms-uje lub korzysta z netu. Po najnowszym modelu samochodu, zapewniającego jak najszybszą i jak najbardziej komfortową obecność na niezliczonych spotkaniach w różnych punktach miasta, jak wreszcie - po samolotach lub śmigłowcach, dających taką samą możliwość w obrębie kraju, kontynentu, całego świata. Im kto wyżej w hierarchii stoi, tym szybszymi i bardziej niezawodnymi środkami transportu i komunikacji dysponuje.


Tym bardziej też jest zapracowany. Ludzie z samego "topu" - żyją wedle kalendarzy i rozkładów dnia zaplanowanych co do minuty, ani sekundy nie tracąc na zajęcia nie przewidziane.

Wyżywanie się w internecie to domena współczesnego proletariatu - ludzi nie tyle z pracy rąk żyjących, co ZBĘDNYCH. Takich, którzy pozostają poza głównym nurtem rwącego prądu światowej gospodarki.

Role się odwróciły! To jest "przewrót kopernikański", postawienie całego świata na głowie. Czy wśród obecnej, zapracowanej po dziurki w nosie elity możliwy jest jeszcze taki fenomen jak Wawrzyniec Medyceusz, sponsor i inspirator renesansu..? Innymi słowy, czy współczesna elita zdolna jest do dokonania kulturowego przewrotu, do tworzenia nowych wartości - bo chyba zgodzicie się Państwo ze mną, że trudno czegoś takiego spodziewać się po profesjonalnym "przemyśle rozrywkowym"..?

Z drugiej strony -  jeśli "niepróżnującym próżnowaniem" zajmują się teraz golcy, bez grosza przy duszy - to czyż nie stwarza to sytuacji radykalnie różnej od tego, co napędzało rozwój ludzkiej kultury przez tyle tysięcy lat..?

Nie powinienem się dziwić, ani zżymać, ani gniewać, że nie potrafię naszych koni sprzedać! Kto niby miałby je kupić..? Przecież nie Państwo, którzy mnie tutaj, czy na fejsie czytacie - boście, co do jednego, golcy i gołodupcy. A w kręgi współczesnej elity nie ma się jak wkręcić - bo jakże przebić się przez mur z minutową precyzją ustalonych kalendarzy dnia, porządek spotkań i ciągle zajętych telefonów, samemu trybem tej machiny nie będąc..?

Moje odkrycie nie jest bynajmniej takie nowatorskie. Wielu autorów sf czy nawet, powiedzmy, pisarzy "społecznych" - zastanawiało się nad światem, w którym praca jest przywilejem, dostępnym nielicznym.

Skądinąd: WCALE nie jestem pewien, czy to naprawdę skutek automatyzacji, podziału pracy i postępu technicznego. Elita współczesna jest tak zapracowana bo CHCE na taką wyglądać - jak już powiedziałem, znakomita część pochłaniających ją czynności, ma charakter pozorny i doskonale można by się bez nich obyć.

Elita współczesna CHCE uchodzić za zapracowaną i zapracowującą się na śmierć, bo tak wynika z ustrojowego paradygmatu, który uzasadnia jej elitarność. Ten paradygmat, przyjęty na całym lub na prawie całym świecie oczywiście zza Wielkiej Wody brzmi mniej więcej tak: KAŻDY może awansować od pucybuta do milionera, zależy to tylko od niego samego.


Jest to oczywiście slogan tak samo fałszywy, jak wcześniej używane w tym samym celu slogany o "błękitnej krwi", czy "woli Boga", czyniącej jednych ludzi wielkimi, a innych - małymi i z góry przeznaczonymi do służenia wielkim.

Tak samo jednak, jak członkowie elity rycerskiej z czasem UWIERZYLI w swoją przyrodzoną "rycerskość" i "szlachetność" - i poczęli naprawdę zachowywać się rycersko i szlachetnie, choć bardzo często miało to charakter czysto ceremonialnych gestów - tak też, członkowie współczesnej elity biurokratyczno - kupieckiej UWIERZYLI, że to praca daje kołacze i że tylko ten, kto wciąż zapracowany, może być, bez wyrzutów sumienia bogatym. No i starają się być nieustannie zapracowani... C.b.d.u.

25 komentarzy:

  1. Elita zapracowana? Bez problemu znajdują czas na rozwijanie swoich pasji, na pisanie książek, na filozofowanie i na różnego rodzaju rozrywki. Poruszają różne tematy i to o wiele głośniej niż te tutaj na blogu. To nie są ludzie, którzy nie mają czasu na nic poza pracą. Jakie chcą sprawiać wrażenie to też dyskusyjne. Wielu lubi pokazywać, że rozmyśla o problemach świata i że ma czas na to żeby jakoś pomagać, choćby swoim pieniędzmi czy daniem twarzy danej kampanii. Wielu rzeczy sami nie robią tylko sobie kogoś zatrudnią, a dzięki temu też powstaje dodatkowy czas.

    OdpowiedzUsuń
  2. a ja z chęcią jako bloger przyjmę jakieś kolejne lokowanie produktu i post sponsorowany na mój blog

    człowiek nie wielbłąd pić musi

    a dobre piwo kosztuje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aha, wśród moich lokalnych elit hobby końskie jest bardzo modne

      Usuń
  3. A jak mierzymy pracę? Efekty, efektywność (efekty na jednostkę czasu), czy tylko poprzez zużyty czas? Elita jest "zapracowana" tylko w tym sensie ze ciągle coś robi.

    OdpowiedzUsuń
  4. Praca przywilejem? Mój tata powtarza to od dawna. Czy to oznacza, że połowa ludzkości ma zdechnąć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego zaraz zdechnąć..? Jeśli 20% pracujących efektywnie i naprawdę wytwarza tyle dobra, że spokojnie może utrzymać na niezłym poziomie 60% takich, którzy tylko w pracy przeszkadzają i 20% takich, którzy nie pracują w ogóle..?

      Jak kierowałem 5-osobowym zespołem dawno, dawno temu, to tak po prawdzie - sam spokojnie byłem w stanie zrobić WSZYSTKO, czego od całego zespołu oczekiwano. Piątka moich podwładnych była dla ozdoby: ich istnienie dawało pracę działowi kadr, księgowości, itd.

      Sądzę, że nie byłem wyjątkiem i że to raczej jest właśnie norma...

      Usuń
    2. napisz o tym post, to ciekawe

      doswiadczenie managerskie Jacka K.

      powaznie pisze

      Usuń
    3. Nie ma się czym chwalić. Na początku miałem zacięcie "pedagogiczne" i próbowałem moich podwładnych czegoś nauczyć, tj. zmusić ich do jakiejś pracy - ale potem dałem sobie spokój i wszystko, co nie było totalną rutyną, robiłem sam, bo tak było dużo szybciej...

      Usuń
    4. chyba wiem o czym mówisz

      od dwóch tygodni usiłuje w jednej z firm skłonić dwie Panie do napisania krótkich tekstów (powiedzmy objetość kartki zeszytwowej) z info o ich firmie i jest to nieefektywne

      mam wrażenie że zrobią wszystko co możliwe pod słoncem, byle nie napisać kilku słów

      Usuń
    5. Hmmm, problem w tym, że po jakimś czasie te 80 % nie dostanie już nawet mizernego zasiłku.

      Usuń
    6. Tylko wtedy, jeśli przyjmiemy, jako dodatkowe założenie, że w krótkiej perspektywie czasowej skończy się tania energia. A to nie jest takie pewne...

      Usuń
    7. Już TERAZ ludzie żyją na skraju nędzy.

      Usuń
    8. Złudzenie! Wprawdzie moi rodzice na przykład uważają mnie za kompletnego nędzarza, żyjącego "w slumsach". Ale jak porównam dokonania mojego ojca i moje w tym samym wieku, to samochód mam o wiele lepszy niż jego "Syrenka" z końca lat 80-tych, majątku trwałego w sumie sporo więcej - i, w gruncie rzeczy, żyje mi się wygodniej, niż żyło się nam wtedy.

      Mimo, że NAPRAWDĘ jestem bezrobotny, mam długi, nie widzę jakichś perspektyw, itd., itp.

      Więc: GDZIE jest ta nędza..? Bo ja, porównując stan istniejący z latami 80-tymi zeszłego stulecia - ŻADNEJ nędzy nie widzę!

      Nawet nurki śmietnikowe żyją dostatniej (no, ich akurat ostatnia reforma śmietnikowego prawa mogła w rzeczy samej poważnie dotknąć...).

      Usuń
    9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    10. To może jeszcze porównasz swoje życie do życia hunters-gatherers sprzed tysięcy lat? Wówczas wyjdzie na to, żeś bogacz. Sorry, ja bym chciała pójść w końcu do dentysty, móc chodzić choć raz w miesiącu do kina, kupować ubrania na targu, nie tylko w outlecie...

      Usuń
    11. Czasów łowców - zbieraczy nikt już nie pamięta, a kolejki po papier toaletowy to jednak WCIĄŻ życiowe doświadczenie większości żyjących Polaków (choć, zgadzam się - zapewne nie Twoje, bo jesteś za młoda...).

      Jak chcesz NAS przekonać, że się nam pogorszyło, skoro EWIDENTNIE się nam poprawiło - i to bardzo..?

      Acha! Co to jest "outlet"..?

      Usuń
    12. Ja tak nazywam każdy sklep z używaną odzieżą. Nie wiem, czy poprawnie. Choć w takim outlecie można spotkać także "końcówki serii". Mam taki jeden sklep, w którym się co parę miesięcy zaopatruję za kilkadziesiąt złociszy.

      Nie poprawiło się wszystkim. Co SAM zauważyłeś, żaląc się, że postęp medycyny (nie wiem, czy pisałeś także o technicznym) g...o daje normalnemu (czyt. nie forsiastemu) człowiekowi. I to ja wówczas byłam optymistką. Bo i jest w czym przebierać, także, jeśli chodzi o metody leczenia. Tyle że większości ludzi nie stać na regularne, skrupulatne wizyty, leki, zabiegi, etc.

      Usuń
    13. Z faktu, że nie poprawiło się wszystkim tak samo (a być może, z czym chętnie się zgodzę, owa "poprawa" w bardzo wielu wypadkach ma tylko pozorny charakter lub też okupiona jest zaciąganiem długu, którego nikt nigdy nie spłaci..) NIE WYNIKA, że komukolwiek się pogorszyło.

      A już zdecydowanie daleko od tego, do proklamowania jakiejś "nędzy"!

      Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że jak kogoś nie stać na coroczne wakacje na Krecie lub w Egipcie - to czuje się poniżonym i stłamszonym nędzarzem, bo raz, że łatwo o przykłady ludzi, których na to stać w życiu codziennym, a dwa - że telewizja takie właśnie, a i bogatsze jeszcze życie prezentuje jako "normę".

      Przypominanie, że raptem trzydzieściparę lat temu wydarzeniem rangi życiowej mógł być wyjazd do krewnych w Świnoujściu, a uzyskanie paszportu i wyjazd zagranicę wymagał zawarcia paktu z samym Dyabłem (co przecież w bardzo wielu przypadkach jest prawdą dosłowną, a nie środkiem stylistycznym...), moim zdaniem MOŻE być rodzajem pożytecznej dla samego siebie i dla bliźnich psychoterapii.

      Usuń
  5. Jacku, należysz do elity, bo wypisałeś się z pogoni za króliczkiem. może i wrócić chciałbyś, ale w amazońskiej dżungli ciężko o króliczki wyspowych wrzosowisk.
    większość tak zwanej pracy, w kształcie, do którego od kilkudziesięciu lat usiłuje się nas przekonać niczym innym już nie jest, jak tylko narzędziem zniewolenia. samopowielającym się, iluzorycznym, kalkowanym na realia pierdem w głowie.

    a tak w ogóle to chciałam powiedzieć, że pozdrawiam dzielną LP, życzę szybkiego gojenia, i że też bym wycierała chatkę.
    J.

    OdpowiedzUsuń
  6. Moim skromnym zdaniem należy też zwrócić uwagę na to co uważa się za pracę. Z mojego doświadczenia wiem że jeśli zajmuję się domem (sprzątam, piorę, gotuję, zmywam, karmię i opiekuję się zwierzętami, robię zakupy, uprawiam ogródek i wykonuję wszelkie związane z tym czynności) to nie pracuję. A jeśli do tego nie jestem zarejestrowany w pośredniaku, to nawet nie mam statusu "bezrobotnego", tylko jestem "nieaktywny zawodowo". Wszystko to co robię to nie praca, tylko "czynności"? Mimo że jestem zajęty tymi "czynnościami" siedem dni w tygodniu to podobno nie pracuję, bo to nie jest praca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ oczywiście, że to NIE JEST "praca"..! Jest to działalność WYBITNIE SZKODLIWA, gdyż "zmniejsza PKB" i "umniejsza przychody budżetu państwa".

      Proszę sobie wyobrazić: o ile wyższe podatki pobrałby Najlepszy Minister Finansów w Europie, gdyby zatrudniał Pan (oczywiście na etat!) sprzątaczkę, pranie oddawał do pralni (nie zapominając o paragonie!), jadł tylko w restauracjach, a dziecko - oddawał do żłobka zaraz po urodzeniu..?

      Usuń
  7. Tak więc taka jednostka jest osobnikiem aspołecznym, pasożytującym na "zdrowym organizmie społeczeństwa". A przecież, moim zdaniem cała ta "nie praca" to podstawa prawidłowo funkcjonującej rodziny.
    Jednak Lewiatan najlepiej funkcjonuje w chaosie, jak mawiali Rzymianie "Dziel i rządź". Ludzie mają myśleć że żyją aby pracować, a nie że wykonują "czynności które nie są pracą", aby żyć.

    „Nauczcie ich luksusu. Zdeprawujcie , a zawsze będziemy ich mogli kontrolować. Dajcie im poznać pracę i zapłatę i płaćcie im bezczynnością i ambicjami. W ten sposób będziemy zawsze nimi rządzić.” Tak funkcjonuje współczesny świat, więc dlaczego się dziwimy że jest jak jest?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A największy problem w tym, że ludzie przejmują się bardzo, czy są "pożyteczni" dla innych...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...