poniedziałek, 2 września 2013

Nastrój minorowy, zadania bojowe...

Spisek jaki, czy co..? No, wygląda na to, że sprzysięgli się wszyscy, co by nas w nastrój minorowy wprawić..!

Pora się zbliża odsadzić młodzież. Najrozsądniej byłoby tak, jak to ongiś się odgrażałem, odsadzić ją do gara - skoro nikt ich nie chce kupić znaczy, że są na tym świecie zbędni: komunikat jasny, prosty, zrozumiały sam przez się, działanie rozsądne i nawet ekonomiczne...




Że jednak człowiek rozsądny nie jest, no to sonduje różne możliwości. Zajrzałem tedy wczoraj wieczorem na świeżo pojawiony na końskim forum wątek o odchowie źrebiąt. Że mnie Dyabli podkusili wdać się w debatę (z której tylko minorowe wypłynęły na koniec wnioski...) - zalogowałem się, czego nie czyniłem już od ładnych paru dni.

I co znalazłem? Znalazłem wiadomość od naszej znajomej ze Śląska, która ni mniej, ni więcej, tylko proponuje nam zakup swojej Melegezel: tej samej, którą ongiś, w roku bodajże 2008, pomogłem jej zaimportować z Jejska, a nie tak dawno, użyczałem mojego angielskiego bloga na ogłoszenie o jej sprzedaży. Tyle, że nikt chętny się nie pojawił - no a, że my mamy (na razie...) ogiera, to dziewczyna pomyślała sobie, że może do hodowli byśmy sobie jeszcze jedną kobyłę kupili...


Ha, ha, ha, ha..!

(to był śmiech przez łzy)

Tymczasem czekają nas dzisiaj zadania bojowe. Na popołudnie i wieczór zapowiada nam prognoza pogody seriozny nareszcie opad (wczoraj pokropiło jak skąpy faroż kropidłem: akurat w momencie, gdy siedziałem na Bubie tak, żeśmy ku wielkiemu Lepszej Połowy niezadowoleniu, wrócili z terenu mokrzy jak zmokłe kury...). Trzeba się zatem zwijać. 

Drożdże typu "burgund" nastawione w sobotę przez noc pięknie się spieniły. Trzeba zatem rozlać baniaczek z winem z kwiatów czarnego bzu, który parę dni temu zaprzestał bąbelkowania - i nastawić w to miejsce nowy, z winem z owoców tegoż samego czarnego bzu (recenzja wina rozlewanego - w swoim czasie...).

Dużo roboty dla nas obojga, a głównie dla Lepszej Połowy, która musi owe owoce przez sokownik przepuścić. Czasu mało. Kończę zatem. Może uda mi się jeszcze co nieco poza tym przy obejściu porobić, zrobiliśmy bowiem wczoraj po deszczu obchód włości i nasz Lasek Centralny, od jakichś dwóch lat nie przycinany - wygląda w tej chwili STRASZNIE..?

19 komentarzy:

  1. czekam niecierpliwie na recenzję wina bzowo-kwiatowego.
    komentarz po byku do pogadanki o równości poleciał do niebka ("bo mnie tu wyskoczyło"...)
    a wpadłam tylko powiedzieć, że Wasze chłopaczki to już KONIE!
    J.

    OdpowiedzUsuń
  2. Niewesoło. Ale też była tutaj prowadzona ciężka praca na rzecz zniechęcenia części ewentualnych kupców. Jak wojowania z miłośnikami praw koni się zachciało to od razu sporo ewentualnych chętnych mniej. Są ludzie, którzy mają konie i warunki dla następnych, ale nawet płaczą na myśl o tym, że konie są zjadane. Poza granicami kraju miłośnicy też są i nawet mają znacznie większą reprezentację niż w Polsce, a z miłośnikami z Polski mają kontakt. Czasem nawet robią wspólne akcje. I część z nich zagwarantuje swoim przeciwnikom antyreklamę. Będzie, że "to ten, który nami gardzi i popiera ubój rytualny". Więcej im nie trzeba żeby zdecydowali się kupić od kogoś innego. A sprawdzić będzie im się chciało, bo mają zapał do tego ogromny. Wiem, bo miałam okazję poznać ludzi, którzy traktują to jak życiową misję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W dupie mam "miłośników praw koni" na całym świecie i ich opinie!

      Usuń
    2. Zresztą, tak generalnie, to w dupie mam CZYJEKOLWIEK opinie...

      Usuń
    3. Ładnie, ładnie... Drogi Panie...

      Usuń
    4. Jest Pan jednym z najbardziej inteligentnych ludzi w tym kraju, więc powinien Pan sobie poradzić, tylko mniej emocji a więcej myślenia. Sam Pan pisał, że bunt przeciwko światu jest daremny, że człowiek nie jest suwerenny względem natury i kultury. A teraz odrzuca Pan opinie innych ludzi, tak jakby był Pan niezależnym od wszystkiego odrębnym wszechświatem.

      Usuń
    5. Tak się składa, że moja natura i wychowanie czynią mnie odpornym na dogadywania i "móndrości" różnych, Panie Dzieju, "internetowych ekspertów".

      I co zrobić z taką przypadłością..? Przecież nie jestem suwerenny względem mojej natury i kultury...

      Usuń
    6. Pytanie czy to mądre i korzystne...

      Dobra. Wiem jak to jest być w okropnym nastroju. Sama teraz też jestem w nastroju wcale nie lepszym. Niestety "świat" potrafi porządnie zasmucić człowieka. Nawet traci się zapał żeby coś robić, żeby coś starać się zmienić. Jednego dnia góry można przenosić, a drugiego wszystko jest bez sensu i jeszcze przypomina się to co w przeszłości było złe dodatkowo męcząc. Pozostaje przeczekać (ja tak sobie na razie przeczekuję), zacząć się przyzwyczajać, zobojętnieć albo mieć nadzieję na lepsze dni w przyszłości.

      Staram się myśleć, że na paru porażkach świat się nie kończy. Może tak miało być, może zmiany wyjdą na dobre. Trzeba będzie żyć jeszcze długie lata jeśli zdrowie pozwoli i jakoś to będzie.

      I właśnie tutaj dodam, że nawet jak nie uda się sprzedać konia to też nie będzie koniec świata. Ludzie dowiadują się, że mają raka, tracą bliskich i wielu z nich jeszcze odnajduje lepszy los. Albo i nie odnajduje. I tak dla każdego wszystko się kiedyś skończy.

      Mi teraz wcale lepiej nie jest pomimo tego, że wiem, że inni mają tysiąc razy gorsze problemy. Muszę pomyśleć nad lepszym sposobem na podnoszenie się na duchu.

      Usuń
    7. Gdzie się zaczyna interes, tam się kończy sentyment i filozofia!!! Jak się chce konie sprzedawać, to trzeba liczyć się z interakcją czytających ogłoszenie. Nie może być mowy o filozofowaniu, czy polemice z ewentualnym klientem, bo to nie adwersarz w dyskusji a partner w biznesie. Negocjacje, nie dysputa filozoficzna. Jeszcze jedna czysto rynkowa prawda: "Cena jest taka, jaką daje kupiec". Jeśli się z nią nie zgadzasz, nie sprzedajesz, ale też nie dyskutujesz i nie obrażasz klienta. I nie rób teraz scen, nie tup nogami i nie buntuj się! Albo biznes albo zabawa!

      Usuń
    8. Sorry, ale ja tu żadnych klientów nie widzę. Nawet "ewentualnych"!

      Usuń
    9. Jeśli chodzi o grupę o której pisałam to mogli być klienci. Sam ich skreśliłeś. Chęć obrony koni rodzi się w nich często właśnie z tego powodu, że z tymi zwierzętami mieli/mają kontakt albo mieli/mają swoje konie. Nawet na tych co tylko opłacali sobie jazdę ktoś zarabiał, jak kupili konia to też ktoś zarabiał (i nie tylko hodowca). Są obrońcy praw zwierząt, którzy koncentrują się na wszystkich zwierzętach. Albo na innych. Ci obrońcy, którzy chcą walczyć o konie z pewnością konie lepiej poznali.

      Usuń
    10. Nie no, nie dajmy się zwariować..!

      Prawdziwy "obrońca praw koni", jeśli w ogóle ma konia (jest to, wbrew pozorom, nader rzadkie...), to jest to tzw. "odratowany z rzeźni" zimniok, najczęściej kaleka.

      "Obrońca praw koni" kupujący ekskluzywnego, luksusowego konia, na co dzień nabywanego przez rosyjskich multimiliarderów..? Ha, ha, ha..!

      Usuń
    11. "Prawdziwy "obrońca praw koni", jeśli w ogóle ma konia (jest to, wbrew pozorom, nader rzadkie...), to jest to tzw. "odratowany z rzeźni" zimniok, najczęściej kaleka."

      Niekoniecznie. To przekaz medialny. Fundacje muszą czasem pokazać na co wydają pieniądze. Więc pokazują odkupionego konika tym, którzy wpłacili pieniądze. Dzięki temu darczyńcy mogą poczuć, że zrobili dobrze, bo chociaż jedno zwierzę ma lepiej i chętniej znowu wpłacą.
      Wielu obrońców praw zwierząt myśli inaczej i jest przeciwko odkupywaniu takich koni. Nawet chcą to hamować. Bo rolnik sprzedał konia dostał pieniądze i czuje się zachęcony do dalszej hodowli, więc bardziej obrońcom to szkodzi niż przynosi korzyści. Woleliby żeby nie zarobił. Wtedy pomyśli o zajęciu się czymś innym niż hodowaniem koni na mięso. Masowe odkupywanie koni z rzeźni może wręcz szkodzić ich dalszym planom.

      I teraz z innej bajki. Nawet jeśli chodzi o psy to wielu obrońców praw zwierząt ma psa z rodowodem i uważa, że to jest dobre. Złe za to jest kupienie psa z tak zwanej pseudohodowli, nawet pseudohodowli psów rasowych (takie też się zdarzają), złe jest też kupienie szczeniaka kundelka. Bo takich psów ich zdaniem powinno być coraz mniej. Jest za dużo, lądują w schroniskach i mają mniejsze szanse na znalezienie domu. Nie powinny być rozmnażane tylko jak już zabierane ze schroniska. Pies ze schroniska jest mile widziany, ale rasowy też.


      A pytanie skąd mają mieć pieniądze na konia? Obrońcy praw zwierząt to niekoniecznie jest biedota. Są wśród nich dorosłe dzieciaki bogatych rodziców, są wśród nich znani ludzie, są tacy, którzy się dorobili, a od dziecka marzyli o koniu i w końcu mogą go mieć. Odkupienie konia przeznaczonego na mięso niekoniecznie jest dla nich dobrym rozwiązaniem, bo to wspieranie finansowe takich hodowli czego bardziej uświadomieni już robić nie chcą.

      Usuń
  3. przyłączam się do Jacka z jego HA HA HA!
    jeśli nie ma chętnych, to... po prostu nie ma.
    jakież "filozofowanie" zaszkodzić mogłoby w tym przypadku biznesowi? to, że Jacek ma jakieś poglądy? wolne żarty. a jaki to wpływ mieć może na trzy źrebaki brykające po jego hektarowych padokach?
    na mój gust tylko idiota mógłby - zakładając, że byłby absolutnie przekonany do kupna konia achałtekińskiego od imć Kobusa - zrezygnować z powodu tegoż "filozofowania". każdy normalny, zdroworozsądkowo myślący człowiek zdecydowany na zakup, musiałby dojść do oczywistych wniosków: konie są zadbane, piękne, zrównoważone, świetnie nastawione do człowieka, tłuściutkie, żyjące w warunkach optymalnych, pochodzące z hodowli (papiery, rejestracja, udokumentowane pochodzenie), nie zajechane, nie zepsute, nie stojące całymi dniami w boksach po pęciny w gnoju. to Jacka świadectwo jako hodowcy i człowieka.
    czego chcieć więcej dla zrobienia biznesu? więc jeśli "filozofowanie", to z czyjej strony? czy naprawdę zdurnieliśmy do reszty?
    bo ja już naprawdę nie rozumiem...
    J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "na mój gust tylko idiota mógłby - zakładając, że byłby absolutnie przekonany do kupna konia achałtekińskiego od imć Kobusa - zrezygnować z powodu tegoż "filozofowania". każdy normalny, zdroworozsądkowo myślący człowiek zdecydowany na zakup"

      Bo w ich przypadku chodzi o honor i idee. Pomyśl jakimkolwiek innym zakupie. Jakby ciebie sprzedawca obrażał to też prawdopodobnie zostawiłbyś towar i poszedł w inne miejsce.


      "konie są zadbane, piękne, zrównoważone, świetnie nastawione do człowieka, tłuściutkie, żyjące w warunkach optymalnych, pochodzące z hodowli (papiery, rejestracja, udokumentowane pochodzenie), nie zajechane, nie zepsute, nie stojące całymi dniami w boksach po pęciny w gnoju. to Jacka świadectwo jako hodowcy i człowieka."

      Dobrzy ludzie też bywają karani za poglądy. Świetni specjaliści nie mogą znaleźć w każdym miejscu pracy, bo zdarzyło im się powiedzieć coś nie tak. I kogo obchodzi to, że firma dzięki zatrudnieniu ich mogłaby zyskać? Bycie dobrym to nie wszystko. Dobry aktor może roli nie dostać jeśli producentka, reżyser dowiedzą się, że ich wyśmiewał w przeszłości. Zamiast niego zagra podlizujący się średniak, film na tym straci, ale cóż z tym zrobić.

      Usuń
    2. wybacz, ale to argumenty z czapy.
      "Bo w ich przypadku chodzi o honor i idee."

      honor i idee? absurd. gdyby dbali o honor i idee dotyczące hodowli i podejścia do koni, to postępowanie Jacka powinno ich zachęcić do kupna. z powodów, które opisałam. reszta jego poglądów nie ma znaczenia dla faktu kupna.

      "Pomyśl jakimkolwiek innym zakupie. Jakby ciebie sprzedawca obrażał to też prawdopodobnie zostawiłbyś towar i poszedł w inne miejsce."

      a w którym miejscu Jacek obraził chętnego na kupno jego koni? zakładasz, że do jego źrebaków stałaby kolejka chętnych i poszłyby na pniu gdyby nie jego poglądy? a dlaczego nie założyć, że kolejka je podziela?
      gdybym chciała kupić psa, to wybrałabym hodowlę, w której psy są trzymane, a mioty odchowywane w sposób, który pochwalam i popieram, przy założeniu, że zwierzęta spełniają moje oczekiwania w standardzie rasy. amen.
      i nie, nie zostawiłabym towaru i nie poszła gdzie indziej, tym bardziej, jeśli byłby to towar deficytowy, limitowany, a ja byłabym zdecydowana na jego zakup. podobnie jak sprzedawcy marchwi nie wypytuję o kwestie światopoglądowe.

      i nie musisz przytaczać przykładów kretynizmów w funkcjonowaniu tego łez padołu; w ten sposób można sięgnąć po dowolne źródło na udowodnienie dowolnej tezy. w tym przpadku tej, jakoby stały hordy kupców rezygnujących z powodu poglądów hodowcy na to czy siamto. jeszcze chwila i z tego powodu w Boskiej Woli zgniją kartofle.

      Usuń
    3. „i nie, nie zostawiłabym towaru i nie poszła gdzie indziej, tym bardziej, jeśli byłby to towar deficytowy, limitowany, a ja byłabym zdecydowana na jego zakup. podobnie jak sprzedawcy marchwi nie wypytuję o kwestie światopoglądowe."

      Drobne zakupy jak marchew to coś innego, a też można zostawić. Co do wypytywania czasem ktoś sam zaczyna zagadywać i mówi coś niemiłego. Albo z kimś innym rozmawia i się usłyszy.


      „w tym przpadku tej, jakoby stały hordy kupców rezygnujących z powodu poglądów hodowcy na to czy siamto. jeszcze chwila i z tego powodu w Boskiej Woli zgniją kartofle. „

      Jakaś to ilość na pewno jest, ale bez wyolbrzymiania, bo nigdzie nie pisałam, że każdy tak robi. Chodziło mi o część. A może i zgniją. I takie przypadki się zdarzały. Akurat znam mieszkańców wsi (innych wsi) i wiem, że im się też takie akcje rezygnowania z zakupów w danym miejscu też zdarzają. Tym bardziej, że każdy o każdym wie dużo. Od każdego kartofli ludzie nie kupią. Teraz ludzie w większości mają samochody i mogą jechać nawet daleko kupić zapasik. Nawet i o kupno chleba może się rozchodzić. Są trzy sklepy we wsi. I wtedy ileś osób otwarcie mówi, że nie pójdą do tego sklepu, który jest bliżej, bo w tym sklepie jest niemiła obsługa (np. sprzedawczyni niemiło się odniosła do czyjejś matki), a w tym drugim sklepie nic nie mówią, a w trzecim chętnie pogadają ze starszym człowiekiem. Lepiej iść do jednego z tych dwóch innych. Nawet tylko po chleb. Aż w końcu ludzie plotkowali, każdy każdego zna i niemiła sprzedawczyni została zwolniona przez właścicielkę do której plotki też dotarły. Właścicielka oceniła, że jednak ma to znaczenie.


      "i nie musisz przytaczać przykładów kretynizmów w funkcjonowaniu tego łez padołu"

      To nie są kretynizmy. To raczej może być mądre zachowanie, że popiera się ludzi, którzy nie są nam wrodzy. Napisałam jak jest bez wystawienia oceny co do takich praktyk.

      Usuń
    4. Dość tego!

      Ani "obrońcy praw zwierząt", ani "sprzedawcy kartofli" NIC nie mają do moich problemów ze zbyciem odsadków.

      Faktem jest, że prowadzenie bloga FAKTYCZNIE mi w tym szkodzi. Ale szkodzi mi na sposób o wiele subtelniejszy niż "zrażanie" jakichś tam kretynów, którzy na przykład nie zgadzają się z moimi poglądami.

      Pisałem o tym dawno temu: http://boskawola.blogspot.com/2012/08/powaga-w-interesach.html

      Prowadzenie bloga szkodzi mi o tyle, że zyskuję w ten sposób opinię "osoby kontrowersyjnej". A to z całą pewnością utrwala mój wizerunek "niepoważnego wariata", "osoby niewartej zaufania", "niesolidnej firmy" w tzw. "środowisku koniarskim".

      Tyle tylko, że prowadzenie bloga to naprawdę drobiazg w porównaniu z o wiele poważniejszymi problemami. Takimi mianowicie, że nie bywam na środowiskowych imprezach, nie znam prezesów i członków. Nie organizuję prestiżowych hubertusów "tylko dla wybranych". Nie mam stajni ze złotymi klamkami. Itp, itd.

      Żeby sprzedawać milionerom prestiż - samemu koniecznie trzeba być milionerem. A przynajmniej - trzeba wejść w środowisko milionerów, dobrze się w nim czuć i sprawić, że milionerzy też dobrze się poczują.

      Tego z całą pewnością nie potrafię i nie ma najmniejszych szans na to, abym się nauczył. W tej sytuacji naprawdę nie ma już żadnego znaczenia, że czasem sobie ulżę, obsobaczając jakiegoś idiotę lub kilku...

      Usuń
  4. "gdybym chciała kupić psa, to wybrałabym hodowlę, w której psy są trzymane, a mioty odchowywane w sposób, który pochwalam i popieram, przy założeniu, że zwierzęta spełniają moje oczekiwania w standardzie rasy. amen."

    Ja dopiero przy trzecim psie wybierałam dobrą hodowlę. Wcześniej nawet nie widziałam w tym dobra zwierzęcia i sensu. Właśnie dzięki obrońcom i ich artykułom się uświadomiłam. Obrońcy często są za dobrymi i drogimi hodowlami, a nie tylko za koniem od rzeźnika i psem ze schroniska, tak jak się niektórym wydaje. Sporo robią reklamy droższym hodowlom właśnie w imię praw zwierząt.
    Przyznam, że mi było kiedyś zupełnie obojętne skąd pies się wziął. Pierwszego psa, którego wybierałam (już nie żyje) kupiłam od faceta, który załatwiał psy w typie rasy, wiele gatunków rodziło się u niego w domu. Miałam gdzieś co się wcześniej z tym psem działo. Albo z jego matką. Nawet o tym nie myślałam i o to nie pytałam. Pies oczekiwania spełniał, bo ładnie wyglądał, mogłam z nim chodzić na długie spacery, biegać, a o to chodziło. Drugiego po śmierci pierwszego kupiłam w tym samym miejscu. Tym razem mniejszą rasę. Właściwie piesek wydany był zbyt wcześnie, powinien być jeszcze przy matce, ale muszę przyznać, że przez wiele lat żadnych problemów zdrowotnych nie miał. Dopiero od tego roku, ale to też ze względu na wiek. Pomimo, że bez papierka to psy były ładne i zdrowe. Możliwe, że wcale źle nie miały. Nic nie mogę powiedzieć, krytykować, bo nie interesowało mnie to i nic nie wiem. Nawet jak zapytać to przecież prawdy nie musiałby powiedzieć tylko to co się chce usłyszeć. Raz wieczorem tam byłam to obejrzałam jego psy. Myślał, że może zdecyduję się na inną rasę jak zobaczę. Psy małych ras miał w domu, a większe suczki przeniesione do pomieszczeń połączonych z domem, miały osobne, takie jakby patyki (takie coś jak do świń) i tam sobie spały razem ze szczeniakami odgrodzone od innych psów. Nic na to nie mówiłam, bo przecież psy też zamyka się w kojcach i w dzień mogą wyjść. To, że akurat były zamknięte nie znaczy, że cały czas są. Możliwe, że zapewniał tym suczkom spacery, bo brudno koło psów nie było. A moje? Nie mam pojęcia od kogo te psy tak naprawdę były, więc nic więcej powiedzieć o tym nie mogę. Mówiłam jakiego psa chcę i facet mówił na jaki dzień przywiezie.

    Trzeci piesek za to wybrany świadomie jeśli chodzi o dobro zwierząt. Powiedziałam sobie, że mam odłożone pieniądze to chociaż zrobię coś dobrego. Dałam za nią 3 tysiące. Cena za spokojne sumienie jest wyższa, niż przy poprzednich psach. Właśnie przez idee zdecydowałam się „przepłacić”. Na wystawy nie zamierzałam jeździć, rodowód nie był mi potrzebny. Miałam już dwa psy bez rodowodu i byłam zadowolona. Jeden do teraz jest ze mną. A jednak się zastanowiłam i wybrałam psa rasowego, z przyjaznej psom hodowli domowej. Niestety z tatuażem (w Polsce ciągle trzeba, a wolałam wybrać z Polski z powodu innej idei). Znałam wygląd jej matki i ojca. Była z matką tyle ile trzeba. Charakter świetny. Bardzo odważna. Świetnie nastawiona (chociaż to może też zasługa rasy). Plus, że odpowiednio długo z matką, bo też przeszła pierwsze nauki u hodowcy i ani razu w domu nic nie zrobiła. Od razu szukała drzwi żeby wyjść na trawkę za potrzebą. Otrzymałam od hodowców też rady co robić, a czego nie i jak odpowiednio zadbać o psa. Widać było, że psy są tam traktowane prawie jak członkowie rodziny.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...