niedziela, 29 września 2013

Koń - towarzysz, czy koń - zabawka..?


Co jakiś czas naszym małym, końskim światkiem wstrząsają kolejne “afery” - rzeczywiście lub tylko domniemanie źle traktowanych (zagłodzonych, chorych, itp.) koni. Takie jak ta niedawna, bardzo głośna, z Posadowa. I jak - bardzo cicha, bo tylko dzięki forum Re-Volta.pl można się było o niej dowiedzieć - podobna, choć na o wiele mniejszą skalę, w Strzeszynie (lubuskie).

Jak Państwo dobrze wiecie, od dawna korzystam z łamów “KT” by zwalczać tzw. “postęp” w zakresie praw zwierząt. Dlaczego to robię?

Ależ to oczywiste! Bo się boję, że któregoś pięknego ranka i do mnie zajedzie jakaś “straż dla zwierząt” czy inne “towarzystwo opieki nad zwierzętami” albo "pogotowie dla zwierząt" (skądinąd: najzupełniej prywatne stowarzyszenia, którym obowiązująca ustawa o ochronie zwierząt WBREW KONSTYTUCJI nadaje uprawnienia takie same jak Policji czy innym służbom państwowym...). Pretekst się znajdzie. Ot - stajni nie mam. Konie są zbyt grube. Albo zbyt chude. Albo - ogier ze stadem chodzi.


Że to oczywista bzdura? Prywatne stowarzyszenie pod nazwą “towarzystwo opieki nad zwierzętami” może “upoważnić” do takiej czynności dowolną osobę. Wcale niekoniecznie posiadającą jakiekolwiek kwalifikacje merytoryczne. Ba! Nigdzie nie ma prawnego obowiązku, aby takie prywatne stowarzyszenie w ogóle jakąkolwiek wiedzę merytoryczną posiadało. Bo w zasadzie - cóż jest “kwalifikacją” dla członkostwa w tym stowarzyszeniu..?

Jakieś egzaminy państwowe? Ukończenie kierunkowych studiów (weterynaria - jeszcze najlepiej ze specjalizacją z hipparchii, bo cóż wie o koniach weterynarz od rybek, może zootechnika)? Nie! Jedyną “kwalifikacją” dla członkostwa w takim stowarzyszeniu jest czułe serduszko i wielka sympatia dla zwierząt.

A także, ma się rozumieć - wolny czas i posiadanie środków pozwalających na oddawanie się tego rodzaju działalności (chętnie się zgodzę, że takie stowarzyszenia są na ogół biedne - ale to też jest niedobrze, bo stwarza pokusę korzystania z posiadanej władzy dla całkiem przyziemnych celów...).


To jest przepis na katastrofę! Wiele wskazuje na to, że taka katastrofa wydarzyła się właśnie we wspomnianej Strzeszynie - na szczegółowy opis tego konkretnego przypadku przyjdzie pora, gdy sprawa się zakończy.

Cóż stanowi obowiązująca ustawa z 21 sierpnia 1997 roku o ochronie zwierząt (wielokrotnie nowelizowana, opieram się na tekście jednolitym, ogłoszonym 19 kwietnia 2013 roku, poz. 856)?

Interesuje nas artykuł 6 ust. 2 oraz art. 7  tej ustawy. Artykuł 6 ustęp 2 podaje katalog czynności uważanych, w rozumieniu prawa, za “znęcanie się nad zwierzętami”.

Jest to katalog otwarty, gdyż tekst wprowadzający go zawiera sformułowanie “w szczególności” (co oznacza, że oprócz przypadków wyraźnie wymienionych, pod tę definicję mogą podpadać także inne sytuacje, które uprawniony organ uzna za zadawanie lub świadome dopuszczanie do zadawania bólu lub cierpień - cóż za mętny słowotok, swoją drogą!).


Biorąc pod uwagę, że złamanie tego prawa grozi poddanemu niemiłościwie nam panującej III RP bardzo poważnymi sankcjami karnymi (taką sankcją jest z całą pewnością przepadek mienia - nieraz o bardzo znacznej wartości - jaką stanowić mogą zwierzęta...) - już sam fakt dopuszczenia do takiej samowolki kwalifikuje ten przepis do kosza na śmieci. Gdyby to nie była tak “nieistotna”, “nieważna”, “drobna” sprawa - jestem przekonany, że nowelizacja, wprowadzająca do ustawy tak bzdurną konstrukcję prawną, dawno znalazłaby się w Tybunale Konstytucyjnym! No ale cóż - chodzi tylko o jakieś tam konie, czy inne zwierzaki, kto by się tym przejmował, nieprawdaż..?

W ten właśnie sposób kolejne dziedziny naszego życia oddawana są w pacht najbardziej zajadłym krzykaczom - takim, którym chce się i którzy mają czas i środki na to, aby wokół swojego “problemu” robić szum, wycierać sejmowe korytarze, lobbować. Większość zaś milczy sądząc, że to jest “nie moja sprawa” - i tym sposobem, niemiłościwie nam panujące gosudarstwo może już odbierać swoim poddanym nie tylko zwierzęta, ale i dzieci. Jak mówi ludowe przysłowie od rzemyczka do koniczka. Większość milczała, gdy uchwalano prawo umożliwiające odbieranie zwierząt - to większość nie ma się teraz co dziwić, że i dzieci można odebrać, gdy tylko “uprawniony organ” uzna, że są zbyt grube, zbyt chude, matka za często chodzi do kościoła, albo ojciec ma zbyt radykalne poglądy!

Katalog przypadków (przykładowych, bo mogą też być inne, w ustawie niewymienione...) “znęcania się” trudno uznać za niekontrowersyjny. Gdy, parę lat temu, tuż po uchwaleniu tej nowelizacji, opowiedziałem wójtowi jednej z sąsiednich gmin, że od tej pory nie wolno wystawiać zwierzęcia gospodarskiego lub domowego na działanie warunków atmosferycznych - ogarnął go homerycki śmiech.


Ale to u mnie, na zapadłej prowincji, gdzie “postęp” dociera bardzo powoli i z oporami, a ludzie są wciąż pobożni, pracowici... Wróć! Pracowici to już tak bardzo nie są. Nie w sytuacji, gdy jednym z głównych źródeł utrzymania na wsi są dopłaty bezpośrednie...

I to niestety, w połączeniu z przepisami tej właśnie ustawy - sprawia, że spokonie będę spał dopiero zimą, gdy jedyną łączącą nas z cywilizacją drogę przysypie półmetrowa warstwa śniegu i żadne “towarzystwo opieki nad zwierzętami” z całą pewnością do mnie nie dojedzie!

Artykuł 7 ustęp 1 stwierdza, że zwierzę traktowane w sposób określony w art. 6 ust. 2 (czyli - pamiętając, że mamy do czynienia z katalogiem otwartym - praktycznie KAŻDE zwierzę!) może być czasowo odebrane właścicielowi lub opiekunowi na podstawie decyzji wójta (burmistrza, prezydenta miasta) właściwego ze względu na miejsce pobytu zwierzęcia.

Czasowo - bo TEORETYCZNIE - do momentu wyroku sądu.

Problem polega na tym, że sprawiedliwość w Polsce jest NADER nierychliwa. Taka sprawa może się w sądach różnej instancji ciągnąć latami. I będzie się ciągnąć! Przecież co biegły, to opinia - a jeśli tylko poszkodowany właściciel zwierzęcia nie załamie się od razu i podejmie walkę (to też nie jest takie łatwe: wójt czy burmistrz nie z własnej pensji płaci prawnikom i biegłym...), prawie na pewno będzie mógł niejedno na swoją obronę przedstawić.

Nie mówiąc już o tym, że i tzw. "postępowanie przedsądowe" - może w praktyce wlec się miesiącami, albo i latami. A na tym etapie uprawnienia poszkodowanego są prawie że żadne!


Tak więc jedno z dwojga. Albo sprawa zakończy się względnie szybko zagarnięciem zwierzęcia (np.: konia rzadkiej rasy, o cennym rodowodzie..?) przez osobę wskazaną przez włodarza gminy (ustawa daje tu w praktyce pełną dowolność, licho tylko maskowaną jakimiś pretekstami!) - jeśli właściciel zwierzęcia jest biedny, stary, chory i nie stać go na toczenie sądowych batalii. Albo też, jeśli taki przypadek nie zachodzi - co najmniej przez kilka lat pożytki z posiadania zwierzęcia (które całkiem spokojnie może już do tego czasu dobiec kresu swych dni...) czerpać będzie owa wskazana przez wójta osoba...

Oczywiście: jeśli wójt będzie w ten sposób odbierał najlepsze krowy mieszkańcom swojej gminy i przydzielał je sobie lub członkom własnej rodziny - to zapewne polegnie w następnych wyborach, a kto wie - może się i referendum w sprawie jego odwołania udać. Już nie mówiąc o tym, że może mu się chałupa spalić jak raz w momencie, gdy miejscowa ochotnicza straż pożarna będzie na pielgrzymce na Jasną Górę... Stąd - z tego kija trzeba korzystać rozważnie.

Gminna władza może w ten sposób spokojnie ograbiać ludzi obcych, nielubianych przez sąsiadów, biednych. No jak raz - koniarzy! Którzy dość często przeprowadzając się na wieś “za końmi” - są w lokalnym środowisku obcy, nie cieszą się jako “miastowi”, ulegający jakiejś “fanaberii” zbyt wielką sympatią - a, podobnie jak mnie, zdarza im się czasem przeinwestować i zostać ze stadem fajnych koników - i z długami...

Teraz chyba Państwo już rozumiecie, dlaczego sen mam lekki, a siekierę trzymam na podorędziu..?


Osobnym skandalem jest zapis art. 7 ust. 2 ustawy, który daje upoważnionemu przedstawicielowi organizacji społecznej, której statutowym celem działania jest ochrona zwierząt prawo niezwłocznego odebrania zwierzęcia właścicielowi, jeśli tylko w swojej subiektywnej ocenie uzna dalsze pozostawanie zwierzęcia u właściela, za zagrażające jego życiu lub zdrowiu.

Przypominam, co już napisałem, że chodzi o członków prywatnego stowarzyszenia, których jedyną kwalifikacją jest zainteresowanie losem zwierząt, wolny czas i środki utrzymania. W praktyce zatem - o tym, czy MOJE konie mają się dobrze czy nie i czy ich pobyt u mnie zagraża ich zdrowiu i życiu, czy nie - decydować będzie najpewniej jakiś pryszczaty młodzieniec albo egzaltowana paniusia na wczesnej emeryturze. Względnie, co już najgorsze by było - kolega koniarz, który taki sobie wybrał sposób na życie...


Przesadzam, histeryzuję, dopatruję się najgorszych intencji i spisków tam, gdzie tylko o “dobro zwierząt” chodziło..? Nie, nie moi Państwo! Ostrzegałem dawniej, gdy był to zaledwie projekt lub świeżo uchwalona nowelizacja. Teraz, to ja Wam jedynie zdaję relację z istniejącego stanu rzeczy. Tak po prostu jest!

Zdarzyło się już, żeby odebrano ciężko przepracowane i trzymane w zdecydowanie nieodpowiednich warunkach (brak wybiegów, nie mówiąc już o pastwisku, skąpe wyżywienie, lekceważące podejście do kopyt czy ran) konie z jakiejś szkółki jeździeckiej czy pensjonatu w wielkim mieście? Albo u handlarza - hurtownika z "wejściami" w PZHK (takiego, co to każdy paszport jest w stanie załatwić - jak pewien szemrany osobnik w Wieliszewie, który zimnokrwiste kobyły jako "achałtekińce" próbował sprzedawać - a miał tych koni wielkie stado i więcej tam było otwartych ran, krwi i biedy niż w całym Posadowie!). Nie? Pewnie że nie i tak się nie zdarzy, choć każdy z nas mógłby po chwili zastanowienia z łatwością wskazać miejsca, gdzie tak się stać być może powinno. Ofiarą tak napisanej ustawy mogą padać tylko biedni i słabi i tacy właśnie jej ofiarą padają. Najlepiej jeszcze jak są to cudzoziemcy, bo wtedy ich szanse na skuteczną obronę są praktycznie zerowe.

Czy interwencje w takich przypadkach jak Posadowo były rzeczywiście uzasadnione? To wcale nie jest takie łatwe ani proste do oceny! Jak pokazuje przykład Skaryszewa - zmontowanie “duszoszczypatielnych” obrazków z dowolnego praktycznie miejsca jest rzeczą prostą i łatwą.


Konie, jak wiadomo, dzielą się na czyste i szczęśliwe. Z łatwością zatem można “cyknąć” fotkę dowolnemu praktycznie koniowi gdy jest utytłany w błocie lub nawet w gnoju. Długo nie trzeba czekać. Starczy, że taki koń ma w ogóle dostęp do błota - a na pewno się w nim wcześniej niż później utytła. Będzie wyglądał w ten sposób na zabiedzonego i potrzebującego interwencji? A jak jeszcze! Zwłaszcza w oczach laików (a - co od dawna powtarzam - 97% Polaków w życiu konia własną ręką nie dotykało...).

Utrzymanie koni jest obecnie coraz to bardziej odległe od ich naturalnych warunków. Taki już “trynd”. Coraz częściej zamiast pastwiska konie dostają wyłącznie sztuczne pasze. Fakt, że wybór tych pasz i wiedza o nich jest nieporównanie większa niż dawniej - ale nieuchronnym skutkiem tego stanu rzeczy musi być i to, że coraz więcej koni będzie albo zapasionych, albo zbyt chudych. I takie konie da się znaleźć praktycznie wszędzie!


Co najważniejsze - rośnie i BĘDZIE rosnąć, tzw. “społeczne przyzwolenie” na tego typu interwencje. Zarówno “w obronie zwierząt”, jak i “w obronie dzieci”. Jest to całkowicie naturalne.

Nie tylko chodzi o to, że zawsze, ilekroć coś takiego się dzieje, ogromna większość ludzi uważa, że “ich to nie dotyczy” (bo nawet, jeśli mają jakieś zwierzęta czy dzieci - to przecież “oni są w porządku”, więc “nie mają się czego bać” - a że jakiegoś zwyrodnialca spotyka nieszczęście, to dobrze mu tak..!).

Problem jest głębszy. Ludzie boją się wolności. Nie chcą decydować sami o sobie. Nie chcą ponosić odpowiedzialności. Lubią, gdy ktoś “wie lepiej”. Nawet, jeśli “wie lepiej” pryszczaty młodzieniec, którego jedyną kwalifikacją jest czułe serce i mnóstwo wolnego czasu - albo “pracownik socjalny”, który swój etat dostał “po znajomości”, a nagły atak aktywności wiąże się np. z koniecznością wykazania się przed nowym szefem...

Poza tym - nastąpiła w ciągu ostatnich kilkunastu lat dziwna zmiana w podejściu ogromnej większości ludzi do życia. Zmiana która, prawdę powiedziawszy, mnie przeraża!

Nasz sąsiad i dobry przyjaciel, u którego przez kilka lat składowałem siano w stodole, gnieździ się z żoną i czwórką dzieci w jednym pokoju z kuchnią. Pewnie, że woleliby większy metraż - ale, dopóki nie uda im się tego marzenia zrealizować, radzą sobie całkiem dobrze, są szczęśliwi, zawsze z radością ich odwiedzamy. Gdy tylko było to możliwe - trzymali też jakąś zimnokrwistą kobyłę (ostatnio, po serii hodowlanych niepowodzeń, sąsiad musiał się przerzucić na świnie i mięsne bydło - oprócz tego, że pracuje w mieście na etacie...). To są właśnie - ludzie normalni. Zarówno jak chodzi o ich stosunek do samych siebie, jak i - do zwierząt. Są razem na dobre i na złe. Kiedy dzieje im się dobrze - świętują. Kiedy idzie gorzej - cierpią wszyscy po równo.

Tymczasem dla coraz większej liczby Polaków ZARÓWNO posiadanie zwierząt, jak i dzieci - staje się jakimś rodzajem luksusu. Jeśli dziecko - to tylko wtedy gdy można mu zapewnić najdroższe, anglojęzyczne przedszkole, najlepszą prywatną szkołę, zajęcia dodatkowe, wakacje, gadżety, własny pokój, kieszonkowe, itp., itd. Jeśli zwierzę - to tylko wtedy, gdy ma przysłowiowe “złote klamki” w stajni, markowy sprzęt, najlepsze i najdroższe pasze, itp., itd.

Koń był przez tysiąclecia dlatego tak cennym i tak głębokie emocje wywołującym u ludzi zwierzęciem, że wspólnie z człowiekiem znosił zarówno dole, jak i niedole. Cierpiał, ginął i głodował tak samo jak ludzie. Oczywiście - należy się tylko cieszyć z faktu, że konie już nie muszą ginąć na wojnach toczonych przez ludzi, że mogą coraz lżej i coraz bardziej komfortowo pracować, że coraz więcej wiemy o ich zachowaniu, dzięki czemu łatwiej i z mniejszym dla nich cierpieniem możemy się z nimi dogadywać.

Ale, na Boga! Jest różnica między koniem - towarzyszem, a koniem - zabawką. Czym jest koń - towarzysz, to można sobie zobaczyć chociażby w znakomitym filmie produkcji polskiej pt. “Cwał”.

Natomiast koń - zabawka..? Jest to zwierzę bez celu, bez przyszłości, bez sensu. Jeśli koń ma być tylko zabawką, to jaki sens ma trzymanie się reguł racjonalnej hodowli, jaki sens mają próby poprawy jego wydolności psychofizycznej, jaki sens ma selekcja..? Przecież racjonalna hodowla i selekcja wiąże się nieuchronnie z cierpieniem koni! Tak samo jak trening sportowy, czy jakakolwiek inna forma użytkowania konia.

Czy nie prościej byłoby pójść na całość i zlikwidować to “źródło cierpienia” - wybijając wszystkie żyjące konie, może poza paroma sztukami w jakimś rezerwacie..?

A już najlepiej - zlikwidować wszelkie w ogóle cierpienie i ból na tej umęczonej planecie. Owijając się w prześcieradła i bez wzbudzania paniki czołgając w kierunku najbliższego cmentarza. Co wszystkim “obrońcom zwierząt” najserdeczniej polecam..!


Jątrzyłem, obrażałem, poniżałem i stosowałem groźby karalne także w następujących, podobnych wpisach (pod każdym tytułem zaszyty jest link - tłumaczę, bo zaobserwowałem, że np. na takim portalu jak "Nowy Ekran", gdy publiczność tamtejsza nie ma napisane, że to "link" - to nie klika, bo nie dostrzega...): "I tylko koni żal...", "Ekolodzy do gnoju!", "Zrównoważony odwrót w wersji na cztery kopyta", "Tym Państwu już dziękujemy, czyli Deklaracja Niepodległości", "Stulecie głupstwa", "Wypadek na drodze do Morskiego Oka", "Postęp w chowie i w hodowli", "Dorzucam do pieca, czyli: stop głupocie", "Siedź w kącie - znajdą cię!", "Rozpoznajemy się po gumofilcach!", "Wegetarianie, świnie i jaśnie państwo", "Dylemat człowieka sprawiedliwego", "O porzekadle: a swoje konie byś na rzeź oddał?", "Duma i uprzedzenie", "Co będzie, gdy ONI zwyciężą?", "Piotruś Pan, Wanda i konik", "Końskie jądra, czyli: jak się robi rewolucję?", "Post zwycięża nad Karnawałem", "Mały leksykon Mowy Nienawiści", "Natura konfliktu", "Rolnictwo przyszłości, czyli: weganie to imbecyle", "Na pochyłe drzewo kozy skaczą...", "Dlaczego rząd woli nowe samochody (oraz wegetarian i pedałów)?" i zapewne w wielu innych, których jednak sam nie zapamiętałem, a w katalogu wyszukać mi się ich nie udało. Skądinąd: zebrało się już tego! Wcale niecienka książeczka by wyszła, nieprawdaż..? A wszystko - szczera prawda...

Skróconą, zarysową historię zaboru koni w Bornem - Sulimowie podałem w komentarzu pod poprzednim wpisem (link).

Niestety, wciąż nie mam dostępu do archiwum (stacjonarny końputer nie wrócił jeszcze z serwisu) - stąd ilustracje do tekstu są całkowicie przypadkowe.

Pełen reportaż z Bornego zapewne w listopadowym numerze "Końskiego Targu". Za miesiąc!

42 komentarze:

  1. Cóż, drobiazg- ale w Polsce akurat procesy sądowe są, wbrew powszechnej opinii raczej szybkie i sprawne. Powłóczyłem sie troche po świecie, zupełnie niechcący ale zgodnie z zawodem miałem pewien kontakt tam i ówdzie i naprawdę, gdyby nie Poczta Polska, to stanowiłyby niedościgniony wzór dla świata, a tak sa tylko w miarę sprawne, ale na pewno nie mozna twierdzic że straszliwie powolne. A że trwają latami- naprawdę niektóre musza.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam pytanie - czy zdjęcia zamieszczone powyżej mają ilustrować, że konie na nich są zadbane, zyją dobrostanie i krzywda im się nie dzieje? Bo jak dla mnie pokazują zwierzęta poranione i wychudzone. Zwierzeta, które potrzebują pomocy. Bo zwierzę nie jest rzeczą. To nie samochód, który postawiony gdzieś w podwórzu może sobie rdzewieć i nikomu nic do tego. Czy Twoim zdaniem właściciel ma prawo zagłodzić, nie leczyć i zaniedbać, bo zwierzęta są jego własnością?
    Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak: właściciel ma ABSOLUTNĄ władzę nad swoją własnością i może jej używać i nadużywać jak tylko mu się podoba.

      KAŻDY wyjątek od tej zasady przekształca prawo w "prawo silniejszego". Jeśli bowiem własność przestaje być absolutną, jeśli można ją podważyć w imię jakiejkolwiek innej zasady - to ZAWSZE będą to robić silniejsi i sprytniejsi po to, aby ograbić słabszych i głupszych.

      Takie jest prawo natury i żaden "humanitaryzm", żaden "zdrowy rozsądek", a już najmniej - czyjekolwiek "dobre intencje" - NIE ZMIENIĄ TEGO PO KRES ŚWIATA.

      Usuń
    2. I tu się z Tobą nie zgodzę. Bo jeśli zwyrodnialec katuje psa, głodzi konia czy inne zwierzę - zaqsługuje na karę - przy czym zgodnie z prawem te kary i tak ( moim zdaniem ) są zbyt niskie. Własność nie daje prawa do bestialstwa. Zwierzę czuje. Nic tego nie zmieni. I własność nie daje prawa do zadawania bólu zwierzęciu. Jeśli ktoś tak uważa świadczy to li i jedynie o nim samym. I o tym jakim w istocie jest mało ludzkim egoistą.

      Usuń
    3. Jest dokładnie odwrotnie. Regulacje stwarzające jakąś instancję nadrzędną nad właścicielem czy rodzicem (bo dzieci ta sama zasada tyczy się w całej rozciągłości) stwarzają jedynie okazję do tego, by Zło ujawniało się w inny sposób niż do tej pory. NICZEGO jednak na świecie nie poprawiają.

      Jest to realizm. Nie egoizm. Egoistą jest ten, kto kierując się "czułym serduszkiem" - uchwala, popiera lub pozwala na uchwalanie takich właśnie bzdurnych, niedorobionych, absurdalnych, szkodliwych ustaw - w ten łatwy sposób znajdując uspokojenie dla własnego sumienia, a ludziom bez sumienia (których nigdy nie brak i nigdy nie zabraknie!) dając okazję do łatwego zarobku...

      Usuń
    4. Powiem tak - nie raz widziałam zwierzęta przetrzymywane w potwornych warunkach. W gnoju po przysłowiowe pachy, z gnijącymi ranami, zagłodzone do granic mozliwości. I co? Twoim zdaniem należałoby je tak zostawić, bo " pan właściciel" tak chce? W życiu! Że poniesie uszczerbek "na majątku"? Widać mu na tym, nie zależy, bo jego "majatek" i tak lada dzień zamieniłby się w padlinę. Podobnie rzecz ma się z dziećmi, chociaż tu sprawa jest bardziej skomplikowana, a zapisy ustawy powinny być bardziej precyzyjne. Żedby nie dochodziło do takich wypadków jak te, o których ostatnio było głośno. Ale jeżeli dochodzi do przemocy w rodzinie, do patologii, które zagrażają zdrowiu i życiu dziecka - interweniować trzeba. Złe jest to, w jaką stronę zmierzają służby socjalne. Bieda i niezaradność życiowa, poglądy nigdy nie powinny byc podstawą decyzji o odebraniu dziecka. Ale przemoc - tak. W kazdym wypadku!

      Usuń
    5. @ Asia & Wojtek

      A jeśli ktoś jest na tyle durny, że zrobi sobie parę dzieciaków, a potem wszyscy przymierają głodem?

      Usuń
    6. Kira , to taniej i lepiej będzie pomóc rodzinie finansowo i rzeczowo oraz wspierając ją w edukacji dzieci, a nie odbierając je.
      Asia

      Usuń
    7. @ Kira

      Obecnie 826 milionów ludzi na świecie cierpi z powodu głodu i niedożywienia - z czego 792 miliony w krajach rozwijających się oraz 34 miliony w krajach uprzemysłowionych. 2 miliardy ludzi (czyli 1/3 populacji) nie dysponuje dostateczną ilością pożywienia. Gdyby zebrać wszystkich głodujących na świecie, zaludniliby cały kontynent, a liczba jego mieszkańców byłaby większa od ludności Ameryki Północnej i Europy Zachodniej razem wziętych. (w 2009 roku głoduje już ponad miliard ludzi, jak podaje ONZ-towska agencja FAO)

      Około 1,3 miliarda ludzi na świecie żyje za mniej niż 1 dolara dziennie, połowa ludności świata (ok. 3 miliardów) żyje za mniej niż dwa dolary dziennie. Produkt Krajowy Brutto 48 najbiedniejszych krajów świata jest mniejszy niż łączny majątek trzech najbogatszych ludzi na świecie. Aby pokryć niezaspokojone potrzeby świata w zakresie higieny i żywności, wystarczy 13 miliardów dolarów - tyle, ile ludzie w USA i Unii Europejskiej wydają co roku na perfumy. Jedna Europejka wydaje miesięcznie na same kosmetyki tyle co afrykańska kobieta na utrzymanie całej swojej rodziny przez rok. Ziemia - planeta pełna dysharmonii, ludzi chorych z przejedzenia obok tych, którzy umierają z głodu.

      Jeśli według Twojej samodzielnej oceny rzeczywistości w.w. fakty mają miejsce z powodu durnoty ludzi biednych to gratuluję jasności spojrzenia na otaczający nas świat.

      Usuń
    8. A gdzie ja pisałam, że bieda wynika z głupoty??? Może u jakiegoś tam znikomego procenta ludzi. Ale nie wierzę w "amerykański sen" - nie dla każdego przynajmniej. Pisałam jedynie o DZIECIACH. Nie, nie wymagam od Murzynów, by się przestali rozmnażać. Więcej - nic mnie to nie obchodzi. Ale kiedy czytam o piśmiennej, dysponującej władzą nad sobą kobiecie, która pomimo, iż żyje w nędzy, decyduje się na KILKORO dzieci, to nachodzą mnie brzydkie myśli.

      Usuń
  3. Jeżeli faktycznie każde stowarzyszenie z odpowiednią formułką w statucie ma takie uprawnienia, strategia postępowania nasuwa się sama: gwałt niech się gwałtem odciska!
    1) założyć taką organizację
    2) identyfikować "obrońców zwierząt"
    3) odbierać ich własne koniczki, pieseczki i rybeńki
    4) gdzie tylko się da - czerpać z odebranych zwierząt pożytki

    Asia: to jest SAMA ISTOTA prawa własności. Ius utendi i takie tam żadnej szczególnej instytucji by nie wymagały. Tym, co odróżnia własność od zwykłego posiadania jest właśnie ius abutendi et destruendi.

    Swoją drogą, kolejną ustawą chcą nas uszczęśliwiać - tym razem policja kombinuje, jak zakazać czarnoprochowców. Po szczegóły zapraszam do mnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Prawo do nadużyć i zniszczenia - tak, rób sobie co chcesz ze swoją własnością, ale nie w przypadku żywej istoty. Ciągnij korzyści do woli, ale nie zadając cierpienie. Na tym polega cywilizacja i człowieczeństwo. A teraz wyobraź sobie, że cofamy się do czasów niewolnictwa. I co? Też masz prawo oznakować niewolnika, pobić za nieposłuszeństwo i zabić za próbę ucieczki? W końcu to też była własność...
    I jeszcze jedno - " czerpię korzyści" mając w domu liczne koty po przejściach i psa reagującego histerycznym strachem na każdy gwałtowny gest. Bo jakiś zwyrodnialec, zwący się wczesniej " właścicielem" skopał go, pobił i na zawsze uszkodził nerw przy uchu niemal je odrywając. Bo mógł...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Cywilizacja i człowieczeństwo" to frazesy, nic nie znaczą, z tymi określeniami można powiązać najstraszniejsze okrucieństwa tego świata. Żadne przepisy ani tzw. "Prawo" nie zastąpi prawdziwej wiedzy i świadomości.

      Już Lao-tse w "Tao Te King" 2500 lat temu pisał:

      "Im więcej w świecie ograniczeń i zakazów,
      tym ludzie biedniejsi.
      Im więcej w kraju znawców,
      tym większy panuje w nim bałagan.
      Im genialniejsze głowy,
      tym potworniejsze ich wynalazki.
      Im głośniejsze wołanie o prawo i porządek,
      tym więcej złodziei i oszustów."

      Zaostrzenie przepisów o uboju gospodarczym tak naprawdę nigdy nie miało na celu dobra zwierząt ale likwidację indywidualnego uboju (pod pretekstem zapobiegania okrucieństwu), co jest dziwnym trafem bardzo korzystne dla wszystkich przedsiębiorców funkcjonujących w branży mięsnej.

      Następny ciekawy przykład pochodzi z Kanady gdzie odkryto ogromne złoża piasków roponośnych, jedyna trudność polegała na tym, że tereny te należały do Indian którzy nie chcieli słyszeć o żadnym wydobyciu i żyli sobie ze sprzedaży futer upolowanych zwierząt. Niebawem ruszyła ogromna kampania "obrońców przyrody" przeciwko naturalnym futrom w efekcie której rynek futrzarski się załamał, a Indianie zostali bez środków do życia.

      Nie mieli wyjścia, musieli przyjąć ofertę koncernów i zgodzić się na wydobycie. Tak to "obrońcy przyrody", najpewniej finansowani przez koncerny przyczynili się do tego że tereny piasków roponośnych na których Indianie pozyskiwali futra z takich:
      http://ekonewsy.blogspot.com/2012/02/kanadyjskie-lasy-borealne.html

      zmieniły się na takie (między innymi za sprawą ekologów):

      http://www.planeteplus.pl/dokument-uwiezieni-w-roponosnych-piaskach_39175

      Prawo wspiera "silnych i bogatych" bo to oni mają wpływ na jego ustanawianie. Najbardziej mnie śmieszy jak my, zwykli ludzie rzucamy się sobie do gardeł i "bijemy pianę" mimo że i tak nie ma to wpływu na otaczającą nas rzeczywistość.

      Usuń
    2. @ Asia & Wojtek

      Myślicie, że ktoś, kto wierzy w "prawo natury" przyzna Wam rację? ;)))



      @ Dariusz Kucharski

      Wszelkie prawa zostały ustanowione przez człowieka i przez człowieka mogą zostać (i są!) modyfikowane lub nawet zniesione. Oczywiście istnieje coś takiego jak "natura ludzka" czy "zdrowy rozsądek", ale nie wskazują one jednej, jedynie słusznej drogi dla prawodawstwa.

      Usuń
    3. Ta odpowiedź to jak "przechwałki mrówki, która twierdzi że stworzyła słonia". :)

      Usuń
    4. Pisałam o prawie stanowionym.

      Usuń
  5. @ Boska Wola

    Rozumiem Twoje rozgoryczenie, pojmuję Twoje obawy - i częściowo przyznaję Ci rację. Ale kiedy uderzasz w wysoki ton, kiedy zaczynasz się ciskać, pisać o "prawie natury", o "władzy absolutnej" właściciela, to każdy samodzielnie myślący człowiek (czyli obserwujący świat, a nie przypisujący mu wyimaginowane cechy) uzna, że nie warto z Tobą rozmawiać. Bo zaczynasz pisać o swojej ideologii. A nie lepiej wskazywać na nadużycia, na kłamstwa, oszustwa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez "prawo natury" miałem w tym przypadku na myśli właśnie "naturę człowieka" - całkowicie empiryczną i podlegającą interpersonalnie sprawdzalnemu doświadczeniu, a nie ideologię.

      W naturze człowieka leży popełnianie czynów, które inni (a czasem nawet on sam) oceniają jako "zło".

      Do takich czynów skłania go wiele cech, które są nieodłączne od empirycznej "istoty człowieczeństwo". Przede wszystkim omylność (ktoś chce dobrze, a wychodzi - jak zwykle...). Dalej: lenistwo, pycha, oportunizm, cwaniactwo, skłonność do życia na cudzy koszt i bezinteresowna złośliwość.

      Wszystkie te wady natury ludzkiej można oczywiście zwalczać. Można je zwalczać wprost (tym zajmuje się np. Kościół, przepowiadając ludziom jacy POWINNI być...). Albo dookólnie (tym się zajmuje prawo stanowione, którego przedmiotem nie jest ocena czyjegoś charakteru albo usposobienia, a wyłącznie - czynów które popełnia). Ale zwalczając je tak lub inaczej - wiemy z góry, że zwalczyć się ich nigdy nie da, póki ludzie są ludźmi!

      Trzeba wybierać - i każdy wybór jest zły.

      Najogólniej rzecz biorąc, jest to wybór między złem jednostkowym, a złem systemowym.

      Złem jednostkowym jest zabójstwo (bo przecież nie jest tak, że każdy każdego i w każdej sytuacji, gdy tylko może - zaraz będzie życia pozbawiał...). Złem systemowym, które pozwala występowanie tego zła jednostkowego OGRANICZYĆ (choć samo zarazem bez porównania więcej zła ze sobą przynosi - np. w postaci wojen czy zorganizowanych prześladowań...) jest istnienie państwa.

      Państwo nie powstało ze względu na to, żeby jakiekolwiek zło zwalczać - jeśli zwalcza zło w postaci np. właśnie zabójstw, to robi to przy okazji i właściwie nawet mimowolnie, bo nie to jest główną treścią działań państwa (główną ich treścią jest ono samo - innymi słowy: państwo zajmuje się przede wszystkim samo sobą, a swoimi poddanymi - tylko o tyle, o ile jest to obiektywnie konieczne dla jego istnienia...).

      Tym niemniej - oczywiście, możemy sobie teoretyzując oceniać, czy państwo skutecznie czy nieskutecznie zwalcza zło zabójstwa (indywidualne) i czy zło wojny i prześladowań (systemowe), które czyni w to miejsce, jest wielkie czy małe. Możemy mieć z tego wiele zabawy w każdym razie...

      Ingerencja państwa w stosunki własności i w stosunki rodzinne jest EWIDENTNYM przykładem zastąpienia "zła jednostkowego" (ZDARZA się, że właściciel czy to z głupoty, czy z powodu innych wad i przywar - źle dba o swoją własność, ZDARZAJĄ się też i wyrodni rodzice - ale ani jedno, ani drugie NIE JEST ISTOTĄ ani prawa własności, ani stosunków rodzinnych i nie z konstrukcji prawa własności czy też z konstrukcji stosunku pokrewieństwa wynika, tylko po prostu z faktu, że ludzie byli są i będą w większości bydłem - co zresztą, bydło słusznie może za obelgę poczytywać...) - "złem systemowym".

      Oto bowiem, aby zwalczać JEDNOSTKOWE przypadki, tworzy się system, który NIEUCHRONNIE rodzi nadużycia.

      Moja teza brzmi: NIE DA SIĘ stworzyć takiego systemu eliminowania jednostkowego zła, który by w efekcie sam z siebie nie produkował "większej ilości" jakiegoś innego zła. A przynajmniej - nie da się tego zrobić w przypadku stosunków własności i stosunków rodzinnych.

      Czekam na dowody (empiryczne!), że jest to możliwe. A w szczególności - że jest to możliwe w odniesieniu do tych dwóch sfer ludzkiego życia...

      Usuń
    2. Najgorsze jest to że Lewiatan bardzo nagłaśnia JEDNOSTKOWE przypadki tworząc wrażenie powszechności przez co stara się zdobyć jak największe poparcie do swoich zniewalających działań systemowych.

      Potem rozkładają bezradnie ręce i mówią że "gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą". Tylko że "wyrąbując jedno chore drzewo, tworzą całe sterty wiórów".

      Ale ktoś kto nie został osobiście pokrzywdzony nigdy tego nie zrozumie.

      A przecież Stalin kiedyś powiedział - "Lepiej ukarać tysiące niewinnych niż jednemu winnemu darować karę".

      Usuń
    3. "Oto bowiem, aby zwalczać JEDNOSTKOWE przypadki, tworzy się system, który NIEUCHRONNIE rodzi nadużycia."

      I to jest sedno Twoich rozważań. Akapit o państwie jest zbyteczny.

      "NIE DA SIĘ stworzyć takiego systemu eliminowania jednostkowego zła, który by w efekcie sam z siebie nie produkował "większej ilości" jakiegoś innego zła. A przynajmniej - nie da się tego zrobić w przypadku stosunków własności i stosunków rodzinnych."

      Jest to jedno z wielu ograniczeń wolności człowieka - albowiem swobodne rozporządzanie swoją własnością (czy... "własnością") z pewnością można nazwać rodzajem wolności. To nie jest nic nowego. Kiedyś chłop był przywiązany do ziemi (moja wiedza jest bardzo ogólna, popraw mnie, jeśli się mylę), nie mógł bez pozwolenia opuścić wsi; odbierano dzieci niezamężnym lub owdowiałym, a źle prowadzącym się matkom; karano za cudzołóstwo. Tak więc ZAWSZE istniały jakieś - w naszej współczesnej opinii wołające o pomstę do nieba - ograniczenia wolności. Teraz doszło nowe - i znowu - w imię JAKIEJŚ wartości.

      Możesz powiedzieć, że ograniczenie władzy rodzicielskiej jest groźniejsze niż dawne, gdyż zostało wsparte solidną biurokracją, pilnującą, by każdy przypadek "nieprawidłowego" wychowania dzieci został odnotowany i aby nastąpiła odpowiednia reakcja odpowiednich organów. I tu się zgadzam. Niemniej - co z tego? Nie żyjemy w jakichś szczególnych czasach, nie mamy najgorszego rządu ani najgorszego prawa z możliwych, a nasza wolność, choć atakowana z wielu stron, ciągle ma się całkiem nieźle.

      Ale przepraszam, rozgadałam się bezsensownie. No więc... nie wiem. Nie wiem, co jest gorsze: obojętność państwa czy państwo będące nadgorliwym strażnikiem cudzych dzieci i zwierząt. Po prostu cieszę się, że w PEWNYCH przypadkach owo tak nienawistne Ci prawo przyniosło jednak pozytywny efekt.

      Usuń
    4. @ Dariusz Kucharski

      No właśnie - patrzymy na jednostki, na konkretne sytuacje. I rozmaicie je oceniamy, przyznając czasem państwu, a czasem pozwanemu rację.

      Usuń
    5. Chyba nie zrozumiałaś tego co napisałem. :)

      Usuń
    6. Chodziło Ci o to, że straty są większe od korzyści? No to zrozumiałam. Mam tę wadę, że snuję czasem refleksje, "nieco" oderwane od treści. W pierwszym akapicie piszesz o nagłaśnianiu jednostkowych przypadków. Widzisz - to właśnie przemawia do wyobraźni przeciętnego człowieka.

      Usuń
    7. Akapit o państwie jest NIEZBĘDNY aby zrozumieć, co mam na myśli. Żyjemy w wyjątkowych czasach. NIGDY WCZEŚNIEJ aparat biurokratyczny nie miał TAK WIELKIEJ przewagi nad jednostką ludzką.

      Tym samym - dywagowanie o tym, czy "rację ma jednostka czy państwo" to próżna strata czasu. Państwo bowiem NIE PRZEJMUJE się żadną "racją" - ani moją, ani Twoją.

      Państwo realizuje swój i TYLKO swój interes (a właściwie: to ludzie tworzący aparat biurokratyczny realizują swoje małe interesiki... i to jest w ogóle całe szczęście! Bo czasem uda im się całe to gosudarstwo rozkraść do szczętu i wtedy - następuje krótka chwila wolności...).

      Różne "zagrożenia społeczne" to TYLKO I WYŁĄCZNIE pretekst dla tworzenia nowych żerowisk dla biurokracji. Jedynie działaniu prawa wielkiej liczby można zawdzięczać iż BYĆ MOŻE (choć wcale nie jest to takie pewne...) niemiłościwie nam panujące gosudarstwo ogranicza swoim działaniem występowanie niektórych jednostkowych grzechów i przywar.

      Będę zresztą o tym pisał jutro (o ile starczy mi czasu...).

      Usuń
  6. Moim zdaniem gospodarz tego bloga przede wszystkim wskazuje na kłamstwa, oszustwa i nadużycia. Odsłania prawdziwe oblicze rzeczywistości.

    Każdy samodzielnie myślący człowiek, na podstawie własnych obserwacji, wyciąga własne wnioski. Przecież sama jesteś tego zwolenniczką i propagatorką. Każdy może się z P. Jackiem zgodzić lub nie na podstawie samodzielnego myślenia. Więc nie rozumiem Twojego twierdzenia że każdy samodzielnie myślący uzna, że z w.w. Panem nie warto rozmawiać.

    Będąc konsekwentną powinnaś napisać że to Ty uznałaś że nie warto z P. Jackiem rozmawiać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie wyraziłam się jasno. Chodzi o to, że w KOMENTARZU (będącym odpowiedzią na inny, rzecz jasna) z datą 29 września 2013 10:31 Jacek Kobus zahacza o "sferę" ideologii, wychodząc tym samym ze "sfery" faktów.

      Usuń
  7. Panie Gospodarzu - BORNE SULINOWO , po prostu . Nie : Borne Sulimowo i BEZ myślnika pomiędzy.... Taki drobiazg

    OdpowiedzUsuń
  8. Zgadzam się, że o odebraniu zwierząt nie powinni decydować przypadkowi ludzie. Powinien taką decyzję podejmować weterynarz, a nawet dwóch weterynarzy.

    Ale co do tego, że państwo wcale nie powinno się wtrącać, nie powinno chronić zwierząt to się nie zgadzam.


    "Ofiarą tak napisanej ustawy mogą padać tylko biedni i słabi i tacy właśnie jej ofiarą padają. Najlepiej jeszcze jak są to cudzoziemcy, bo wtedy ich szanse na skuteczną obronę są praktycznie zerowe."

    Dla pewnych osób może to mieć swoje dobre strony. Zdaniem niektórych nie chronienie biednych i słabych przed działaniami tych silniejszych to dobra droga rozwoju ludzkości. Niech wygra silniejszy to będzie lepiej i tak dalej.

    Tylko jedno mnie bawi, bo coraz większa ilość młodych ludzi uważa, że oni są tymi silniejszymi. Popierają tych, którzy wykazują pogardę w stosunku do słabszych. Ale często to się kończy w pewnym momencie. W przypadku wielu okazuje się, że wcale nie zostali tymi silniejszymi w społeczeństwie i poglądy się zmieniają. Później to wskazywanie, że coś szkodzi tym słabszym, bo godzi to też w interesy konkretnej osoby, która nagle odkryła, że jednak jest w tym świecie kimś słabszym, a silniejsi mogą sobie robić co chcą również i z nią. Tak właśnie się kończą dla wielu takie marzenia o tym żeby silniejszy wygrywał.

    A tymczasem to co się dzieje (odbieranie zwierząt) było po to żeby bronić słabszych. Czyli zwierząt, bo zwierzęta są słabsze niż ludzie i same obronić się nie mogą. Obrońcy praw zwierząt może i nie zawsze działają jak należy, ale było coś takiego potrzebne. Dobre traktowanie zwierząt to już pewna część europejskiej kultury. Większość ludzi uważa, że zwierzęcia nie należy traktować tak jak rzeczy. Powoływanie się na biedę i gorszą sytuację w danym momencie może być trafne. Zwierzę może czekać na lepsze czasy z właścicielem, ale też bez przesady. Nie do tego stopnia żeby z głodu zdychało. Ktoś biedny może się zgłosić po pomoc. Kiedy zwierzę jest tak mocno wychudzone (bo jedzenia brak, a nie z innych powodów), że prawie zdycha to już nie czas na proszenie o pomoc. Ale jak wcześniej się poszuka to jest szansa na pomoc. Pokazywano kiedyś w telewizji trzy biedne kobiety, które dostają za darmo karmę dla swoich kotów, jedna dostawała dla psa. Nikt im nie zabrał zwierząt. Nawet mówili, że jak nie ma się pieniędzy na jedzenie dla zwierzaka to można zgłosić się tam po pomoc. Wystarczy wyjaśnić sytuację, wydzielą karmę i zwierzę głodne nie chodzi. I tamci obrońcy praw zwierząt robią dobrą robotę. To właściwie wydane pieniądze i karma ze zbiórek.

    Oczywiście można trafić na kogoś, kto wołanie o pomoc wykorzysta po to żeby odebrać zwierzaka, ale wszędzie można trafić na złego człowieka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Oczywiście można trafić na kogoś, kto wołanie o pomoc wykorzysta po to żeby odebrać zwierzaka, ale wszędzie można trafić na złego człowieka."

      Otóż to.

      Wiem o sytuacji, gdy rolniczka prosząca o odśnieżenie drogi do gospodarstwa aby móc dowieźć paszę dla zwierząt została ukarana przez urzędnika gminy napuszczeniem na nią weterynarzy pod pozorem rzekomego głodzenia zwierząt, przy czym rolniczka czekała tydzień na odśnieżanie dojazdu.

      W tym czasie pług śnieżny odśnieżał wszystkie drogi w gminie celowo pomijając tę drogę, którą miał jechać transport paszy.

      Gdy po tygodniu pług odśnieżył - zaraz za pługiem przyjechali napuszczeni przez gminę inspektorzy weterynarii szukając pretekstu, aby zagarnąć piękne, rasowe konie właścicielce.
      Byli nastawieni na zabór mienia/inwentarza.
      Na szczęście dla rolniczki zdążyła wcześniej dostarczyć paszę na farmę. Pasza w postaci bel siana jest przez wielu rolników w takiej właśnie postaci trzymana na podwórkach. Mimo że to zima była i zero deszczu i możliwości gnicia siana - doskonale konserwowanego przez mróz - do samych bel też się przyczepili, aby przykryć plandeką co było całkowicie zbyteczne.

      Przy okazji tego całego najazdu przeprowadzili w gospodarstwie szczegółową kontrolę wszystkiego oraz dokumentacji rolniczej. Zmarnowali rolniczce święta Bożego Narodzenia trując dupę o różne dokumenciki i wydumane nakazy typu uszczelnianie budynków, mimo że zwierzęta mają sierść i są zahartowane do surowych warunków oraz całe dnie spędzają na dworze ruszając się i jedząc siano z wydzielonych im balotów siana.

      Usuń
  9. Tak swoją drogą nakazywanie komuś w jaki sposób ma rozmnażać zwierzęta też z tego samego powodu może być nie na miejscu. Bo przecież można powiedzieć, że kogo zwierzę ten niech sobie decyduje co z nim robi. I ochrona zwierząt i dbanie o jakość danej rasy to podobne sprawy. Chodzi głównie o pewne ustalone wcześniej wartości, a jednocześnie mogą być one wykorzystywane dla własnych interesów.

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny artykuł :) Głęboka analiza i trafna spostrzegawczość.
    Podoba się :) Zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości :)

    Pozdrawiam i trzymam kciuki, aby Tobie żadne łajzy nie zagarnęły Twoich pięknych, rasowych achałtekinów :)

    OdpowiedzUsuń
  11. "W ten właśnie sposób kolejne dziedziny naszego życia oddawana są w pacht najbardziej zajadłym krzykaczom - takim, którym chce się i którzy mają czas i środki na to, aby wokół swojego “problemu” robić szum, wycierać sejmowe korytarze, lobbować. Większość zaś milczy sądząc, że to jest “nie moja sprawa” - i tym sposobem, niemiłościwie nam panujące gosudarstwo może już odbierać swoim poddanym nie tylko zwierzęta, ale i dzieci. Jak mówi ludowe przysłowie od rzemyczka do koniczka. Większość milczała, gdy uchwalano prawo umożliwiające odbieranie zwierząt - to większość nie ma się teraz co dziwić, że i dzieci można odebrać, gdy tylko “uprawniony organ” uzna, że są zbyt grube, zbyt chude, matka za często chodzi do kościoła, albo ojciec ma zbyt radykalne poglądy!"

    Czy Pan tu aby do DZIALANIA nie nawoluje?Juz pare razy panu pisalem ze ze panska "ideologia niedzialania" jest bardzo wybiorcza.Albo namawiamy do dzialania albo niedzialania ale trzymajmy sie czegos.Ja nawet rozumiem ze w sprawach prywatnych(nieslawna kradziez palikow z panskiego ogrodzenia)jest inaczej ale tym razem mowimy o sprawach SYSTEMOWYCH.Mamy oto sytuacje ze schodzimy na sprawy systemowe dotyczace Pana osobiscie i od razu chce Pan dzialac-to jednak jest powazna niekonsekwencja ideologiczna,poznawcza itp.

    Piotr34

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pańskim zdaniem POWSTRZYMANIE SIĘ od ulegania histeriom na tle "masowych pogryzień dzieci przez psy", "plagi wypadków drogowych", "miliona głodnych dzieci" i temu podobnych polowań na czarownice, którymi częstują nas media (wybrałem akurat w miarę aktualne tematy...) to DZIAŁANIE..?

      PRZESZKADZANIE innym w uleganiu takim histeriom - to DZIAŁANIE..?

      Nigdy nie byłem bardziej konsekwentny..!

      Usuń
  12. Część organizacji "broniących" zwierząt więcej broni swoich własnych interesów niż tego co mają w statucie. Absolutnie jestem przeciwko przyznawaniu ludziom z takich organizacji wszelkiej racji i podejmowaniu decyzji wg ich "bo tak". Gdyby to byli jeszcze ludzie w temacie to ok, a nie banda nic nie wiedzących kretynów.
    Niestety znam przypadek, w którym jedna z organizacji postanowiła zabrać zwierzęta właścicielom doprowadzając je do gorszego staniu niż były mając przy tym czelność wystawiać lewe badania i wątpliwe ekspertyzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poproszę w takim razie o pilny kontakt na maila. Właśnie zbieram i dokumentuję takie przypadki. Jak do tej pory znalazłem ich... kilkaset..!

      Usuń
  13. Najpierw chce zwrócić uwagę na to, że oprócz suchych praw jest coś takiego jak "czynnik ludzki". Do jasnej cholery, bądźmy ludźmi! Z jednej strony pizdy w rurkach chodzą po ulicach, z drugiej tacy, co to swoim pieprzeniem uważają się zapewne za bardzo męskich (jak autor bloga np).

    Ale co ważniejsze! Autor pisząc o tych całych organizacjach nie napisał najważniejszego. Chodzi mi tu o Pogotowie dla Zwierząt, które "działało" w Posadowie (muszę wyszczególnić, bo nie lubię wrzucać wszystkich do jednego wora). Po pierwsze ww organizacja napisała na stronie z utworzonym wydarzeniem, że "wydali na transport zwierząt 24 tys. zł". Otóż informuję, że NIKT Z LUDZI BIORĄCYCH KONIE NA PRZECHOWANIE NIE DOSTAŁ OD NICH ZŁAMANEGO GROSZA!!! Kase na paliwo, uspokajacze itp WYDALI Z WŁASNEJ KIESZENI. A więc Pogotowie ewidentnie robi ludzi w ...
    Po drugie autorka filmu z yt przed udostępnieniem go publicznie wysłała film do różnych organizacji z całej Polskii. ŻĄDNA Z NICH SIĘ NIE ZAINTERESOWAŁA! Dopiero po rozpoczęciu akcji przez policję Pogotowie wyszło na pierwszy plan i zrobiło z siebie bohaterów.

    Myślę, że na takie rzeczy trzeba zwracać ludziom uwagę, bo wiele osób wysyła pieniądze do różnych organizacji i nie interesuje się co się z nimi dzieje tak de facto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To właśnie "czynnik ludzki" sprawia, że najzacniejsze nawet intencje ustawodawcy tak łatwo obracają się przeciw temu, komu ów ustawodawca chciał był pomóc...

      Usuń
    2. Dokładnie. A ustawa odnośnie praw zwierząt ma pomagać zwierzętom z zamysłu. Cieszę się, że Pan się ze mną zgadza.

      Usuń
  14. Zapomniałem dodać, że oczywiście Pogotowie nie wyłożyło kasy od siebie, tylko dostało ją od ludzi, chcących pomóc. Więc generalnie cały hajs trafił zapewne do prywatnych kieszeni zamiast na leczenie czy żywienie koni.

    OdpowiedzUsuń
  15. Jacek Kobus i jak widać nie tylko... ręce opadają na tak durne myślenie... NO COMMENT... Asia i Wojtek zgadzam się z Tobą (Wami) w całości !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A zgadzasz się, O Anonimowa Krynico Mądrości, bo..?

      Usuń
    2. j.w. NO COMMENT...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...